18 stycznia 2013

Singielka w wielkim mieście


        Spokojnie... Wiem, wiem, może się wydawać, że dziś pisze o sobie, ale to TYLKO tytuł książki. Po kilku "poważnych" lekturach sięgnęłam po tzw. literaturę kobiecą. Nie mam zielonego pojęcia, czy taka klasyfikacja istnieje, ale w księgarni tak właśnie oznaczona była owa półka. Książka kosztowała 9 zł. i przeczytałam ją w dwa wieczory... Muszę szczerze powiedzieć, a raczej napisać, że śmiałam się głośno, bo Liz Tuccillo  trafnie opisuje życie singielki. Każdy może się odnaleźć w którejś z bohaterek. Ale nie o tym chciałam pisać. 

Co znaczy dziś być singielką? Lektura skłoniła mnie do zastanowienia się ponownie nad pojęciem "stara panna". Niby już dziś się go nie używa, ale każdy wie, co oznacza, a tysiące kobiet wolą mówić o sobie singielka, choć znaczy dokładnie to samo. A może jednak nie? A ja sobie myślę, że tak jak w przyrodzie woda ma różne stany skupienia (tyle jeszcze pamiętam z fizyki), tak w życiu kobieta ma kilka twarzy, różne pragnienia i swój czas. Kiedy na urodzinach dziadka kolejny raz kochane ciotki pytają "no to kiedy nam przedstawisz narzeczonego" można wpaść na szalony i błyskotliwy pomysł, żeby zaprosić kolegę z pracy i poudawać zakochanych. Ale co zrobić, kiedy mówisz, że poznałaś kogoś, a ciotki nie uwierzą nawet, gdybyś pokazała pierścionek zaręczynowy? ja na szczęście nie mam takich dylematów. Od dawna w rodzinie mam opinie singielki i lepiej nie prowokować mnie pytaniami :) No cóż - ma to swoje plusy... Ale samo życie pisze scenariusze równie zabawne, jak te w książce Liz Tuccillo. No bo co można zrobić, gdy na kolejnym weselu, jesteś sama do łapania welonu??? Można tylko zdjąć szpilki, szeroko się uśmiechnąć i krzyknąć "nareszcie! rzucaj!".   

Anna M.

eioba  

1 komentarz:

Recent Posts