4 stycznia 2013

"Słodkie życie w Paryżu" David Lebovitz...




autor: David Lebovitz

tytuł oryginału: The Sweet Life in Paris: Delicious Adventures in the World’s


wydawnictwo: Pascal
data wydania:  19 września 2012
liczba stron: 320


moja ocena:  6 / 6




 /Moje kulinarne wspomnienia z Francji/


Dziś na temat książki Davida Lebovitza "Słodkie życie w Paryżu". Musze przyznać, że była to dla mnie wielka przygoda i niezła zabawa... A to dlatego, że czytając książkę i śledząc kolejne perypetie autora, przypominałam sobie moje własne próby zrozumienia Francuzów. Ileż to razy wściekałam się, że na śniadanie jest słodki rogalik, a do każdego posiłku podawano bagietkę! Po 2 miesiącach we Francji miałam ochotę napisać maila do mamy z prośbą o paczkę żywnościową z polskim chlebem! Ale kilka rzeczy pokochałam: delektowanie się posiłkiem, sałatki, quiche i desery. Pokochałam również spacery o świcie nieuczęszczanymi uliczkami Paryża, kiedy sprzedawcy otwierali swoje sklepiki, śmieciarki sprzątały ulice, a w parku starsi panowie siedzieli i leniwie czytali gazety. Nikt się nie spieszył, a słoneczko zapowiadało kolejny dzień, który budził się do życia.


     I o tym po części jest też ta książka, o pasji gotowania i niuansach kulturowych :) Autor z dużą dozą humoru opowiada o swoim doświadczeniu bycia cudzoziemcem w Paryżu.  A to bywa zabawne!



  Hmmm. Francję poznawałam od kuchni.... Jeszcze w Polsce musiałam  przyzwyczajać do myśli, że trzeba będzie zrozumieć Francuzów. Mój wyjazd był niezwykły. Oprócz języka miałam okazję poznawać kraj, ludzi, zwyczaje i kuchnię.



        Nigdy nie zapomnę pierwszego śniadania... Nie mogłam zrozumieć, dlaczego jest tylko rogalik, dżem i kawa. No ale do pomysłowych świat należy, a Polak zawsze sobie poradzi. Z lodówki wyjęłam wędlinę i serek i zrobiłam kanapkę. Zniesmaczone reakcje Francuzów trudno opisać. Przecież popełniłam niewybaczalny grzech! Sprofanowałam tradycyjne śniadanie. Potem było już znacznie zabawniej. Byłam znana w całej szkole z tego, że koło mojego talerzyka leżał zawsze serek :) I tylko ja głodowałam, gdy na obiad były owoce morza... Bleeee! Oczywiście początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do obiadu o 12.00 i kolacji o 20.00. Więc stało się jasne, że moje marzenie o figurze modelki szybko się ziści. Powiem szczerze, nigdy wcześniej, ani później w Polsce nie udało mi się tego dokonać.


     Paryż, pod względem kulinarnym, wspominam interesująco ... Tosty z nutellą, ale i zapiekanki przed kinem przy Montparnasse. Sprawa skomplikowała się w rejonie Lourdes, gdzie pracowałam jako wolontariuszka w szpitalu dla pielgrzymów. Okazuje się, że w zwyczaju miejscowych na kolacje podaje się... zupę! plus oczywiście bagietkę! No i po każdym posiłku ser! celebracja sera!

       Wskaźnik wagi znów poszedł w dół! :) Wcale z tego powodu nie czułam się nieszczęśliwa, może trochę zaskoczona. 

      A gotowanie? No cóż musiałam nauczyć się gotować!!!! Studiując przepis na ciasto francuskie doszłam do wniosku, że Pascalem nie zostanę, choć podkradłam od niego pomysł na wypełnienie tarty fasolą przed zapieczeniem. poczułam się jak mistrz kuchni, gdy pierwszy raz wyjęłam z piekarnika quiche. A oto kilka z moich popisowych dań:










 Anna M.

3 komentarze:

  1. Książka zachęcająca... Może kupię mamie. Pozdrowienia, pani Aniu!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły wpis :) Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz polecam książkę, tylko ostrzegam: pyszności w niej opisane są niewyobrażalnie.... pyszne!!!! SPRAWDZAŁAM osobiście ;)

      Anna M.

      Usuń
  2. Żeby to wszystko było wegańskie to ja się piszę, bo łasuch ze mnie okrutny. Tej zimy przytyłem prawie 4kg. Wina słodkości i braku ruchu, ale wczoraj zacząłem sezon rowerowy. Na początek co drugi dzień po 15-20km, a od maja ostrzej. Muszę wrócić do poprzednie wagi czyli 66-68kg.
    Mnie bardziej ciągnie w stronę Bałkanów, Rumunia, Bułgaria, Albania.

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts