7 lutego 2013

Bohdan Smoleń "Niestety wszyscy się znamy""

... a ich zdjęcia wiszą za zakładem..."





tytuł: "Niestety wszyscy się znamy"
autor: Bohdan Smoleń
wydawnictwo: Otwarte
data wydania: 3 października 2011

liczba stron: 264

moja ocena: 6/6
plus - bolesne rozczarowanie legendą




   
      Kabaret to moja druga pasja... Zaczęłam oglądać kabaret jeszcze zanim przeczytałam pierwszą książkę. Na smutki mam kilka sposobów: czekolada, książka, kabaret i jeszcze kilka tajnych metod ;) Dziś na polskiej scenie pojawiają się młode, ambitne kabarety, są też klasyki. Ja wychowałam się na Zenonie Laskowiku i Tey. Teksty znam na pamięć, a programy widziałam wiele razy. Sama zawsze lubiłam robić innym żarty, wygłupiać się, a mój śmiech znają wszyscy, zwłaszcza uczniowie. 


     W moje ręce wpadła niespodziewanie książka Bohdana Smolenia "Niestety wszyscy się znamy". Nadal ją czytam.....Co prawda jest to raczej wywiad o przeróżnych sprawach, ale spora jego część dotyczy również Tey. I tu przyznaję, że zaczęły się schody. O tym chciałam się z Wami podzielić. Na inne rzeczy przyjdzie jeszcze czas i miejsce na tym blogu. Dziś bardzo osobiście.


    W Tey zakochałam się równie szybko i mocno, jak w Poznaniu. Z tymi dwiema rzeczywistościami zrosłam się na wiele lat i stały się one częścią mnie. Każdy, kto choć trochę mnie zna, zgodzi się z tym, że zawsze cytuje teksty kabaretowe, a mój poznański akcent i gwara szybko mnie zdradzają. Mieszkając przez prawie dwa lata w Krakowie tęskniłam do wszystkiego, co poznańskie. Teraz znów mieszkam w Poznaniu i tu czuję się jak w domu - od 13 już lat!  O tych dwóch miastach Smoleń tak w skrócie pisze:
"W porównaniu z Krakowem Poznań jest zupełnie inny. Inne życie towarzyskie, inne dowcipy, inne relacje między ludźmi."

Gdziekolwiek będę (czego doświadczyłam w Krakowie) będę poznanianką, będę myślała i czuła po poznańsku. Nie potrafię tego wyjaśnić, może wystarczy, że napiszę KOCHAM TO MIASTO! Ale wróćmy do kabaretu... Wiedziałam, że mój dziecięcy, idealny obraz Teya był utopijny. Znam biografię Zenona Laskowika i Bohdana Smolenia, dużo też słyszałam o kulisach powstawania kabaretu. Znam kontekst historyczny, w jakim wtedy się żyło. Książka jednak zawiera wiele do tej pory nie znanych mi faktów, jest bardzo szczerym rozrachunkiem z przeszłością. Bohdan Smoleń nic nie ukrywa i mówi prawdę nawet, jeśli ona boli... - mnie boli... Sam otwarcie mówi:
"To było kłamstwo w żywe oczy, do czego się przyznaję"
Pisze o pieniądzach, nieporozumieniach, układach, alkoholu i systemie politycznym. To bolesny tekst dla kogoś takiego jak ja - wychowanego na kabarecie. Życie pisze swoje scenariusze, zupełnie zwykłe i proste.  I o tym jest m.in. ta książka... o życiu, które nie zawsze jest kabaretem...

      Dla mnie i dla wielu ludzi Tey na zawsze pozostanie kultowym kabaretem, bo na takie miano w pełni zasługuje! Ta kwestia nie podlega dyskusji. Dziś, gdy po latach oglądam ich stare występy, tak samo głośno się śmieje. Kiedy oglądam współczesne programy Zenona Laskowika, wiem, że to zawsze jest on - ten sam styl, ten sam błysk w oku, ta sama charyzma, ten sam geniusz - jedyny w swoim rodzaju, nie do zastąpienia...  Zresztą to samo mogę powiedzieć o Bohdanie Smoleniu. Zawsze będę im wdzięczna za to, że rozbudzili we mnie poczucie humoru, zmusili do patrzenia na świat z pewnego dystansu, nauczyli śmiania się ze siebie samej i tego, że uśmiech jest lekiem na całe zło (plus czekolada oczywiście - ale to już mój osobisty wynalazek).

      Jeszcze jedna kwestia, też bardzo osobista. Bohdan Smoleń prowadzi dziś Fundacje, pomaga dzieciom, szuka spokoju i ciszy, oderwania od estrady, zgiełku, ludzi, oczekiwań i pytań. Jego życie nie było łatwe, zarówno zawodowe jak i rodzinne.  Ale wciąż kocha życie... Zadaję sobie pytanie, jak dużo zła może człowiek doświadczyć i przetrwać? Gdzie są granice wytrzymałości? Jak zacząć żyć na nowo po tragedii, nie raz, ale kilka razy? Jak żyć?


Panie Zenonie, Panie Bohdanie - DZIĘKUJĘ !

 



Anna M. 

 P.S. Lubicie kabarety?

8 komentarzy:

  1. Nie wiem jak inni, ale ja lubię.
    Te starsze mają inny kontekst, ale wśród nowych też niektóre są fajne, szczególnie te nie polityczne, bo współczesna Polska polityka sama w sobie jest kabaretem, niestety jest to z reguły kiepski kabaret.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja lubię m.in. SPADKOBIERCÓW - absurdalne sytuacje, Dorin i improwizacja na scenie...

    Kabaretów politycznych też nie lubię, mi też wystarczają mi wiadomości ze świata polityki...

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Od kilkunastu lat nie oglądam TV więc mój kontakt z kabaretami to Trójka i internet.
    Kilka kawałków Spadkobierców widziałem w sieci i faktycznie jest to ten klimat, który mi odpowiada.
    Da się tam wyczuć,że twórcy mają poczucie humoru, refleks i coś więcej do powiedzenia niż inni do pokazania.

    Pozdrawiam.

    P.S. Trochę czytam, ale te 17 pozycji w ciągu 9 tygodni to ponad moje siły by było, tym bardziej, że wolę czytać pozycje w których się coś dzieje, te do przemyśleń idą mi opornie, je należy raczej studiować, a na to nie zawsze mam chęć.

    J.L.

    OdpowiedzUsuń
  4. SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ZA ODWIEDZINY :)

    W sieci faktycznie warto poszukać dobrych kabaretów... w telewizji często nadają mierne programy. Ja cenię sobie humor ambitniejszy, niszowy. Nie lubię, gdy wszystko jest podane ot tak... bez zmuszenia odbiorcy do zastanowienia się nad treścią i przekazem.

    A liczba książek? - UWIELBIAM czytać! Ostatni czas to były ferie szkolne (jestem nauczycielką), potem byłam 2 tyg. chora, więc miałam mnóstwo czasu. Obecnie mam go zdecydowanie za mało ;( Ale robię, co mogę :)

    Jeszcze raz pozdrawiam :)
    P.S. A co mógłby mi Pan polecić z książek?

    OdpowiedzUsuń
  5. Monty Roberts: "Człowiek, który słucha koni" i "Czego uczą nas konie". W tych tytułach najwięcej jest koni, ale treść w dużej mierze dotyczy relacji ludzkich, a nawet bardziej międzyludzkich.
    Też nie lubię wszystkich kabaretów, a szczególnie odpadają typu, Daniec, czy Kryszak i współczesny Jan Pitrzak.
    Z radością przeczytałem ostatnio kilka "Blondynek" Beaty Pawlikowskie, a teraz się męczę nad "W dżungli miłości".
    Gdy popatrzyłem na okładkę, to w pierwszej chwili myślałem, że to Cejrowski. Nie wiem, czy to skończę, bo jest jak dla mnie za bardzo w porównaniu z "Blondynkami" rozwleczone.
    Dobrze, że to Beata napisała, bo wydaje mi się, że było jej to bardzo potrzebne.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. O... nalazłam na mojej półce "Człowiek, który słucha koni" - no proszę... miło :)

    Daniec, Kryszak i Pietrzak odpadają....

    Beatę Pawlikowską uwielbiam, ale przyznam szczerze, że nie czytałam jeszcze jej książek podróżniczych. Zaczytuję się natomiast w serii "W dżungli.." czy w książkach z dobrymi radami :) Ale czas już sięgnąć po inne pozycje tej autorki...

    :) Pozdrawiam prawie wiosennie (a przynajmniej z dużą wiarą ze wiosna tuz tuż)
    Anna M.

    OdpowiedzUsuń
  7. Sam odstawiam kabaret. Tylko inną miarą.
    Tamte ich teksty chodzą mi nadal po głowie i cytuję je nie raz . Śmiać się ,mieć poczucie humoru,cieszyć się życiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teksty kabaretowe cytuje w 70 % moich wypowiedzi, nawet moje dzieciaki, owszem zdarza się, że mówią tekstem z jakiegoś kabaretu, bo
      1. wiedzą, że nie nakrzyczę na nie, a na przerwie można się trochę pośmiać;
      2. tekst świetnie pasuje do komicznej sytuacji, która często przytrafia mi się w szkole;
      3. wiedzą, że kocham kabarety i nic jak dobry kabaret, książka i kawa nie jest w stanie poprawić mi humoru, no może jeszcze, jakby się wreszcie zaczęły uczyć....

      Śmiech i poczucie humoru to podstawa :) a umiejętność żartowania z siebie i przyjmowania krytyki na swój własny temat to Mount Everest życia towarzyskiego...

      pozdrawiam serdecznie...

      Usuń

Recent Posts