3 lutego 2013

"Mój Egipt" Jarosław Kret

Grypa, wschód słońca i galaretka truskawkowa...
  

tytuł: Mój Egipt
autor: Jarosław Kret :)

wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 9 listopada 2011
liczba stron: 328

moja ocena 5 / 6

moja ocena autora: 6 /6  :)




 Niedzielny zimowy wieczór, a ja? A ja jestem znów chora... Kocyk, herbatka z miodzikiem i cytrynką, stos chusteczek i syropek na kaszel... i kolejny rodzaj antybiotyków :( Dużo śpię, a moje poczucie czasu dnia i nocy kompletnie zostało zaburzone.

      Ale czytam sobie o Egipcie. Przyznaję, że nie jestem fanką książek podróżniczych. Nie jestem typem kogoś, kto lubi zwiedzać. Będąc pierwszy raz w Paryżu obiecałam sobie, ze jednego dnia "zrobię" standardowy pakiet minimum i "zaliczę" wszystkie zabytki: Łuk Triumfalny, Wieża Eiffla, Père-Lachaise, Katedra Notre Dame,  Louvre, Sorbona, Panteon, Plac Bastylii,  Sacré-Cœur. Potem lubiłam włóczyć się małymi uliczkami i rozmawiać z ludźmi, poznawać kulturę. Taki ze mnie miłośnik zabytków...

     No ale wróćmy do mojej ostatniej lektury - tej o Egipcie. Ach jeszcze do jednej rzeczy muszę się przyznać - sięgnęłam po książkę "Mój Egipt" tylko dlatego, że autorem jest Jarosław Kret, czyli pan od pogody. Pamiętam jeszcze z zamierzchłych czasów moich studiów, kiedy to prawie każdego ranka Pan Jarek Kret budził mnie swoim słynnym "świt dobry" w "Kawie czy herbacie". No i dzięki jego optymizmowi, że mimo niekorzystnego frontu atmosferycznego, który akurat dziś nadciąga nad Poznań, warto jednak wstać.... bo będzie pięknie padało. 

    Taka tez jest i książka "Mój Egipt"... :) Nie mogłam przestać czytać o przygodach młodego, nikomu jeszcze nie znanego stypendysty w Kairze. Absurdy biurokracji, cierpliwość miejscowych, klimat i kuchnia doprowadzały mnie to do śmiechu to znów do łez ... ze śmiechu oczywiście.

    Rozbawił mnie kairski policjant, który stoi sobie przy drodze i wystawia mandaty bez zatrzymywania winowajcy. Taki mandat przychodzi później do domu i trzeba go grzecznie zapłacić. A u nas? Afera z fotoradarami. Absurd! Również nasze urzędniczki nie są najgorsze na świecie, bo przecież można coś załatwić w ZUS-ie. A w Egipcie? Oj nie da się, bo ciągle odsyłają nas od okienka z magicznym słowem "bukra". Jeśli chcecie się dowiedzieć, co ono oznacza, zapraszam do lektury... Autor również obala mit tradycji targowania się i z dużą dozą humoru opisuje targ wielbłądów. 

    Jednak najbardziej zachwyciłam się o wspinaczce na Górę Synaj. Dzięki Jarosławowi Kretowi prawie wyobraziłam sobie zachwycający wschód słońca na Synaju. Co prawda już kilka razy słyszałam o tym zapierającym dech w piersiach zjawisku, ale dopiero tym razem moja wyobraźnia rozbłysła barwami pustyni.

"Obracamy się plecami do księżyca, opieramy o murek.  Za parę chwil rozpocznie się spektakl natury. (...) Przed moimi oczami zaczyna się rozgrywać jedna z najfantastyczniejszych scen, jakie mogła wykreować Matka Natura. Przedstawienie się zaczęło. Za moimi plecami złoci się księżyc, a przede mną  ciemnogranatowe rozgwieżdżone niebo powoli zmienia kolory: z granatu poprzez różne, nigdy przeze mnie nie widziane w naturze odcienie fioletu, aż po krwista czerwień. To niesamowite zjawisko zapiera dech w piersiach wszystkich patrzących. Nastaje chwila ciszy, po czym powoli z ust obserwatorów dobywają się spontaniczne jęki zachwytu. A niebo odgrywa dalej swój kolorowy spektakl. (...) A nad tymi kamiennymi falami niebo płonie".

     Więcej o wschodzie słońca nie napisze, żeby nie psuć wam zabawy czytania i wyobrażania sobie świata. Ale wspomnę jeszcze o jednym - o kuchni. To właśnie rozdział o słodyczach powalił mnie na kolana i to dosłownie. Czytając o słodkościach nie mogłam tego tak zostawić... To tak, jakby alkoholikowi dać w prezencie książkę, której akcja dzieje się w winnicy... A zatem przeszukałam wszystkie zakamarki w domu i najciemniejsze szafki. Niestety znam siebie i wiedziałam, że prędzej czy później tak się stanie, więc mój dom pod względem cukru jest sterylny (czego nie mogę powiedzieć o kurzu). Ale... znalazłam galaretkę i oczywiście zaraz ją ugotowałam :) zanim schłodziła się w lodówce zdążyłam przespać się trochę, wyrzuciłam tuzin zużytych chusteczek, połknęłam garść tabletek, które mają mnie wyleczyć, a wiem tylko, że kosztowały majątek. A potem zrobiłam sobie kawę, wyjęłam galaretkę z lodówki, wyobraziłam sobie, że to egipski smakołyk i zapomniałam o całym świecie, o chorobie, o zimie. A na końcu książki znalazłam przepyszne przepisy. Teraz mam motywacje, żeby wyzdrowieć, iść na zakupy i poeksperymentować. A tymczasem idę zrobić sobie kolejną gorącą herbatkę z miodzikiem i kakao na potem... :)

Anna M.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts