27 lutego 2013

Nadzieja umiera ostatnia...

  
    Od kilku dni jestem ogromnie zmęczona... Oczy same mi się zamykają i marzę tylko o kawie, kocyku i podusi. Może to wina zimy, wiosny lub, jak powiedział mi wczoraj znajomy, zbyt dużej ilości snu ;) W domu ok, w pracy ok, w życiu prywatnym, jak zawsze, bez zmian. Skończyłam pisać scenariusz przedstawienia "Piotruś Pan" i poczułam ulgę i satysfakcję. Moja polonistka z liceum nie uwierzyłaby, że potrafię coś napisać, co nie jest wzorem matematycznym ;) A jednak cuda się zdarzają :)

      Znów kupiłam kilka książek... Nie potrafię się powstrzymać w księgarni. Kolejny raz przyszły mi do głowy myśli, że może faktycznie za dużo wydaję pieniędzy na książki, zamiast kupić sobie jakiś ciuch.  Ale nadzieja umiera ostatnia. Wczoraj podczas "interesującego" spotkania metodycznego mój kolega obwieścił mi z radością, że kupił 30 nowych książek. Nie pytam w ogóle ile pieniędzy to kosztowało, ale poczułam, że ten świat jest jednak do uratowania. Są jeszcze ludzie, którzy lubią czytać i cieszą się z zakupu książki. Tajemnicza nić porozumienia, kiedy widzę, że ktoś czyta, albo pokazuje mi nową książkę. Wiem, że są ludzie, którzy noszą ze sobą książki, niczym drogocenny skarb i zawsze mają coś do czytania przy sobie. To niewidzialna społeczność, bez zbędnych słów przekonywania, że czytanie jest ok. Wczorajszy dzień przyniósł mi nadzieję, nie wszystko musi się kręcić wokół telewizji, internetu, powierzchownych czy wirtualnych znajomości, programów reality-show. Może i należę do ludzi "starej daty", ale lubię mieć w domu książki, kocham czytać i od dziecka jednym z moich marzeń jest napisać książkę. Może kiedyś.... gdzieś.... 
  

      Wczorajszy dzień przyniósł mi nadzieję...  W bezimiennym tłumie nastawionym na szybką konsumpcję dużej ilości informacji, newsów, plotek, idę z nadzieją, że świat to coś więcej niż sensacja, wiadomości z pierwszych stron gazet, buty celebrytów czy spekulacje o konklawe. Jestem już tym wszystkim zmęczona. Ilość informacji, które nieproszone przelatują przez moją głowę mnie przeraża. Czas się zatrzymać i zająć życiem. Czas zwolnić, poczuć życie.  Koniec z powierzchownością i prześlizgiwaniem się po powierzchni życia. Już nie wystarcza nam czasu na prawdziwe emocje, realne uczucia i prawdziwe życie. A ja kolejny raz uświadomiłam sobie, że warto żyć!  Nic nie daje większego szczęścia i spokoju niż radość z każdego dnia, świadomość każdej chwili i bycie "tu i teraz".


"Nie szukaj kogoś, kto cię wyzwoli i nada twojemu życiu sens. Możesz to zrobić tylko ty sam. Uśmiechaj się, dbaj o siebie, bądź dla siebie przyjacielem. Jedyne więzienie, jakie naprawdę cię ogranicza, istnieje w twoich myślach" ("Planeta Dobrych Myśli" Beata Pawlikowska)




"Nie spiesz się, znajdź swój rytm. Wszyscy dookoła mogą gnać, pędzić i ścigać się z czasem. Ty nie musisz. Mądry biegacz nie patrzy na innych podczas maratonu. Dobry himalaista nie patrzy niecierpliwie na szczyt. Każdy ma swój własny rytm, w którym najlepiej się dzieją wszystkie sprawy. Więc nie spiesz się, odetchnij i spokojnie ruszaj przed siebie" ("Planeta Dobrych Myśli" Beata Pawlikowska)

 Dziś czytam "Czekoladę"...   Zwalniam odrobinę....  A Wy? Co o tym wszystkim myślicie?

Nadzieja umiera ostatnia...


Anna M.


2 komentarze:

Recent Posts