10 lutego 2013

"Stowarzyszenie Umarłych Poetów" Nancy H. Kleinbaum

 ... czyli o poezji, życiu... i nauczycielach....


tytuł: "Stowarzyszenie Umarłych Poetów"
autor: Nancy H. Kleinbaum
wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
data wydania: 2012 
tytuł oryginału: Dead Poets Society
liczba stron: 160
moja ocena: 6/6
   

Nie lubię poezji, od dłuższego czasu unikam wszelkich stowarzyszeń, ale .... jestem nauczycielką. Przyszedł zatem czas na książkę Nancy H. Kleinbaum "Stowarzyszenie Umarłych Poetów".

  
      Lata temu widziałam film i przyznaję, byłam zachwycona! Znów czytam poza planem, ale widać taka ze mnie "poetycka" dusza. Jutro wracam do szkoły po chorobie i postanowiłam jakoś "wejść w klimat". Uwielbiam być nauczycielem, kocham dzieciaki, lubię moją szkołę, ciężko znoszę chorobowe i nudę. Niedzielne popołudnie postanowiłam zatem spędzić na czytaniu. Od jutra będę miała mniej czasu, bo zaległości w dokumentacji (jak zawsze mam tu spore pole do popisu) pewnie już się piętrzą. Ale jak mawiała  Scarlett O'Hara: "Nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym jutro".


       Dziś o szkole, ale spokojnie, nie będę pisała o pracy. Kiedyś wydam zbiór anegdot, które jakoś dziwnie mi się trafiają z zadziwiającą częstotliwością. Będę wtedy na emeryturze, będę mieszkała w małym domku na wsi i miała ogromną bibliotekę. Pojawia się tylko jeden problem - jak trafnie zauważył jeden z moich uczniów, na emeryturze już długo nie pożyję. No cóż taki system pracy w naszym kraju... Dlatego czytam na zapas... :) Napiszę teraz coś, co się w głowie moim milusińskim w szkole w głowie nie mieści - byłam kiedyś dzieckiem i chodziłam do szkoły i nie było to przed II Wojną Światową, choć w zeszłym stuleciu. Horror! Moje dzieciaki urodziły się już w XXI w., więc to dla nich i tak szok, że można żyć tak długo :) i nie mieć jeszcze męża i własnych dzieci :) Ale tak, tak, chodziłam do szkoły i też miałam nauczycieli. Polskiego nie lubiłam, tzn. lubiłam, ale jakoś nigdy nie myślałam tak jak autor wiersza czy powieści. Moje zdanie było też oczywiście całkowicie odmienne od zdania nauczycielki. Ale miałam również ulubione przedmioty: matematykę, chemię i technikę. Spotkałam w moim życiu wspaniałych nauczycieli (w podstawówce, w liceum i na studiach, ale i poza szkołą, przewodników w życiu). Pokazali mi moją własną drogę, nauczyli ufać sobie. I nie twierdzę, że miałam tylko samych dobrych nauczycieli, bo... bywało różnie. Ale każdy z nich zmuszał mnie do myślenia, do podejmowania decyzji, do walki, pracy i poszukiwań. To im zawdzięczam mój indywidualizm, który ludzi czasem doprowadza do szału, ale który pozwala mi być sobą. Moi przewodnicy pokazują mi cel, udzielają rad, ale nie podejmują za mnie decyzji, nie żyją za mnie. I tu ogromne podziękowania dla mojej Mamy, bo pewnie nie raz miała stan przedzawałowy, gdy komunikowałam moje kolejne nowe pomysły. :) Sporo tego było...

     Czytam książkę Nancy H. Kleinbaum i widzę mojego nauczyciela, któremu wiele zawdzięczam. Ale wróćmy do książki:

"Ilu z nich udało się dokonać choć odrobinę z tego, do czego byli zdolni - zanim zorientowali się, że jest już za późno? Czy w pogoni za wszechwładnym bogiem sukcesu... nie pogubili swoich chłopięcych marzeń? Trzeba wam wiedzieć, że większość z tych dżentelmenów użyźnia teraz ziemię pod cmentarnymi żonkilami! A jednak, jeśli tylko mocno wytężycie słuch, usłyszycie ich wołanie. Zbliżcie się do nich - zachęcił. - Nachylcie się. Śmiało. Słyszycie? Słyszycie ich głos? W sali zapanowała cisza. Niektórzy chłopcy niepewnie nachylili się ku fotografiom.
- Carpe diem - wyszeptał Keating niskim głosem. - Chwytajcie dzień. Uczyńcie wasze życie niezwykłym".


 Ja uczynić życie niezwykłym? Co zrobić, kiedy nie ma się pieniędzy, znajomości, mieszka się na wsi i wszędzie daleko? Otóż... istnieje w nas maleńki zakątek, tylko nasz całkowicie - dusza! Sprawia ona, że jesteśmy ludźmi, że każdy ma taką samą wartość i godność, niezależnie od tysięcy drobiazgów, które w tym świcie liczą się bardziej niż samo człowieczeństwo. W niej są ukryte nasze marzenia, ideały i cele.



"(...) nauczycie się smakować słowo. Bez względu na to, co jeszcze w życiu usłyszycie, pamiętajcie, że słowo i idea mają moc zdolną zmienić świat".
 "Jeśli z przekonaniem i uporem dąży się ku swoim marzeniom, osiągnie się zwycięstwo,
które w zwykłym dniu nie jest dostępne".


      Nigdy nie jest za późno na marzenia, nigdy nie można się poddawać. Trzeba żyć, cieszyć się życiem i kochać. Długo nie rozumiałam tych słów. Ale pomógł mi mój przewodnik w życiu, kiedy na ostatnim przed jego śmiercią spotkaniu, powiedział mi: "niczego nie żałuj, nie oglądaj się za siebie, nie patrz na komentarze innych ludzi -  żyj i nie odkładaj niczego na później. Odwagi..."


 "Nagle Keating wskoczył na swoje biurko i powiódł okiem po klasie.
- Dlaczego tu stanąłem? - zapytał.
- Żeby być wyższym? - zasugerował Charlie.
- Stanąłem tu, by przypomnieć samemu sobie, iż ciągle powinniśmy zmuszać się do
innego patrzenia na świat. Stąd wszystko wygląda inaczej. Zapewniam was. Jeśli nie
wierzycie, stańcie tu sami. No, proszę. Każdy po kolei. - Keating zeskoczył na podłogę".




      Życie to coś więcej niż jedzenie, spanie i praca. Sens ma tylko bycie sobą, życie w zgodzie z własnym wnętrzem. Trzeba tylko odkryć, kim jestem. Do tego zachęcali mnie moim nauczyciele, przewodnicy, mentorzy. Było ich wielu, w szkole, w pracy, często byli to ludzie, którzy z pozoru zwyczajni, jednak stawali się moimi autorytetami w najważniejszej kwestii - życiu pełnią swojego istnienia. Wielu z nas zatrzymuje się, nie rozwija skrzydeł, bo boi się, co zobaczy w lustrze, gdy zacznie się sobie przyglądać. Otóż "odwagi" - ten głos każdy z nas nosi w sobie. Trzeba tylko uspokoić wnętrze, żeby go usłyszeć. 


"Moi drodzy żacy, w człowieku tkwi nieodparta potrzeba bycia akceptowanym. Za wszelką cenę musicie jednak zaufać tym cząstkom swojej osobowości, które wyróżniają was spośród innych i sprawiają, że jesteście niepowtarzalni. Nawet jeśli wyróżniająca was cecha jest dziwna czy nieakceptowana"



Szukajmy zatem takich nauczycieli, jak Keating. Oni są wśród nas, ich słuchajmy i za nimi podążajmy.


:)
Anna M.
P.S. Uciekam przygotować się na jutrzejszy dzień w szkole :)




2 komentarze:

  1. Oglądałam film dawno, bardzo dawno temu i na prawdę robi wrażenie. Za książkę się zabrałam, ale wystarczyło, że przeczytałam, że powstała na podstawie filmu i już straciłam chęć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Agata, miałam podobnie... Ale postanowiłam przeczytać książkę mimo wszystko. Film jest fantastyczny! Robin Williams w roli Johna Keatinga faktycznie robi niesamowite wrażenie. Takiego nauczyciela zawsze szukałam i takim sama chciałabym kiedyś zostać...

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts