19 lutego 2013

"Przygody Piotrusia Pana" James Matthew Barrie


W każdym z nas mieszka radosne dziecko :)





tytuł:"Przygody Piotrusia Pana" 
autor:  James Matthew Barrie
wydawnictwo: GREG
data wydania: 2012  
tytuł oryginału: Peter Pan and Wendy, Peter Pan in Kensington Gardens
liczba stron: 184
moja ocena: 6/6







      Idąc do pracy, codziennie rano i popołudniu przechodzę przez park. Zazwyczaj nie zwracałam na to uwagi,  byłam daleko myślami: praca, dom, zmęczenie, pośpiech, co zrobić na obiad? Ale od kilku tygodni coś zaczęło się zmieniać. Park otulił się śniegiem, a mróz malował srebrzące się obrazy. Znalazłam śliczną alejkę i choć to dłuższa droga, zaczęłam tamtędy wracać do domu. Z każdym dniem park ożywał w mojej wyobraźni... Idąc tamtędy, słucham zazwyczaj Il Divo i przyglądam się przyrodzie, rano zaspanej podobnie jak ja, a wieczorem cichej i spokojnej. 



      Czy w moim parku są elfy? Oczywiście! Czy widziałam kiedykolwiek któregoś z nich? Jasne, że nie! Ale one zawsze mnie obserwują..., uśmiechają się i przesyłają mi dobre myśli i swój promienny uśmiech. Czasem pocieszają, a nawet ocierają łzy. Nigdy nie jestem sama: elfy, ptaki, no i moje dzieci. A ja? Ponury dorosły? Nie, bo dzięki elfom i moim milusińskim przypomniałam sobie, co to znaczy być dzieckiem. Pamiętam, że podczas moich pierwszych praktyk pedagogicznych, jeszcze na studiach, przyglądałam się bacznie nauczycielkom klas I-III. W mojej głowie powstał obraz pani profesor: ładnie ubranej, buciki na obcasie, teczka i kawa. Z takim "ideałem" trafiłam do szkoły.... Przyrzekłam sobie, że też będę taką nauczycielką... I tu zjawił się Piotruś Pan i wszystko przestało być takie oczywiste... Najpierw trzeba przypomnieć sobie, co to znaczy być dzieckiem, nauczyć się na nowo patrzeć na świat oczami 6 - latka, pozbyć się schematów i "oczywistych oczywistości". Bawiąc się z dziećmi, trzeba stać się w pewnym sensie jednym z nich, bo dorosły nigdy nie zostanie zaproszony do ich magicznego świata. A jest to kraina marzeń, fantazji i ... tego, co niewidzialne. Zamieniłam więc buty na obcasie na adidasy, a elegancki żakiecik na wygodne jeansy i T-shirt.  Ponoć z każdego uśmiechu dziecka rodzą się elfy... Może dlatego z czasem zaczęłam je dostrzegać, bo dzieci śmiały się coraz głośniej. Uśmiech jest jak słońce - dodaje kolorów naszej codzienności. Ale prawdziwe wyzwanie to nauczyć się latać. Przepraszam, przypomnieć sobie latanie. Jeżeli prawdą jest, że każdy z nas był kiedyś ptakiem, zanim stał się dzieckiem, to oznacza, że mamy w sobie pragnienie wzbicia się na skrzydłach naszych marzeń. Dorosłość powoli zabija w nas ideały, odbiera radość z małych rzeczy i ciekawość świata. Spieszymy się do pracy i nie zwracamy uwagi na nic poza nami samymi. Nawet Piotruś Pan prawie zapomniał, jak się lata, ale nie poddał się:


"I dobrze, że o tym nie pomyślał, bo byłby w końcu stracił wiarę w swoją możliwość latania, a kto utraci wiarę w siebie, nigdy już nie wzbije się ponad ziemię"



      Dlaczego sięgnęłam po książkę "Przygody Piotrusia Pana"? Nie wiem... chyba elfy mi podpowiedziały, co przeczytać. A może sam Piotruś Pan się zjawił, gdy spałam? Zawsze mam uchylone okno... Albo moje dzieci przypomniały mi beztroskie lata  na wsi. Pamiętam, że razem z bratem mieliśmy domek na drzewie, bawiliśmy się godzinami, a latem jedliśmy w nim obiad, który mama przynosiła nam i zostawiała w koszyku. Biegaliśmy boso po łące i próbowaliśmy złapać małe kaczuszki. Oczywiście nigdy nam się nie udawało. Ale za to potrafiłam przekupić mlekiem sprytne kociaki, które później chodziły za nami i drapały nas swoimi pazurkami.... Pamiętam szałas zbudowany w lesie i pierwszą wspólną wyprawę poza granice lasu z dziećmi naszych sąsiadów. Zrobiliśmy kanapki, spakowaliśmy plecaki i jak to zazwyczaj bywa, nic nie powiedzieliśmy mamie. Oficjalnie mieliśmy przecież zakaz oddalania się od domu. Ale ciekawość dziecka jest silniejsza, zatem odważnie postanowiliśmy sprawdzić dokąd prowadzi leśna ścieżka i co jest po drugiej stronie lasu. Hmmm las to za dużo powiedziane, ale dla nas wtedy to był cały świat... My też chcieliśmy już na zawsze pozostać dziećmi, i w złożyliśmy nawet w naszym szałasie ślubowanie, że nigdy nie będziemy mieli więcej niż 10 lat.... :) Dawno o tym zapomniałam, moich towarzyszy zabaw nie widziałam odkąd skończyłam 12 lat i z rodzicami przeprowadziliśmy się do innego domu. To było 20 lat temu... zapomniałam o kotkach, łące, wiankach plecionych z polnych kwiatków, o puszczaniu latawców i kąpielach w rzece. Dawno nie bawiłam się w "chowanego" i nie spałam na sianie, i całe lata nie piłam jeszcze ciepłego mleka prosto z wiaderka....


mała Ania (wtedy jeszcze widziałam elfy :)



      Znalazły mnie dopiero elfy i przypomniały, że każdy z nas był kiedyś dzieckiem, a to, co dorosłemu wydaje się nudne i oczywiste, dla dziecka jest najbardziej "tajemniczą tajemnicą" wszechświata. Za każdym kwiatkiem, kamykiem czy krzaczkiem chowa się mały elf, który lubi robić psikusy. Ptaki opowiadają sobie przedziwne historie, a drzewa szumią o dawnych czasach. Świat wstrzymuje oddech i z całych sił stara się nam przypomnieć, że bycie dzieckiem to najwspanialsze zajęcie pod słońcem. Ale czy my, dorośli, potrafimy jeszcze je dostrzec?



                                                               


Anna M.


1 komentarz:

  1. Spot on with this write-up, I really feel
    this amazing site needs a great deal more attention.

    I'll probably be returning to read more, thanks for the info!

    Look into my weblog - tusze

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts