23 marca 2013

"Nauczycielka" Melissa Nathan


 
Autor: Melissa Nathan
wydawnictwo: Albatros
data wydania: 8 kwietnia 2008

Tytuł oryginału: The Learning Curve
Ilość stron: 480

moja ocena: 4+ /6









Od Wydawcy: Ostatnia powieść zmarłej niedawno młodej, popularnej brytyjskiej pisarki, autorki "Niani w Londynie" i "Kelnerki". Vicky Hobbs jest nauczycielką, która z radością i zapałem chodzi do pracy - miejscowej szkoły podstawowej - uwielbianą przez swoich uczniów, zwłaszcza dziesięcioletniego Oscara Samuelsa, który nie ma komu okazywać swego przywiązania. Wiecznie nieobecny samotny ojciec, Mark, to bezduszny pracoholik, który prezentami próbuje kupić przychylność syna. Ale czy dorosła kobieta może zadowolić się uczuciem dziesięciolatka? Nie bardzo. Vicky ma słabość do swojego eks-narzeczonego, Roba, który chce ją odzyskać. Mark uważa Vicky za wścibską babę, która niepotrzebnie wtrąca się w jego życie. Kiedy oboje staną naprzeciw siebie, odkryją, że pierwsze wrażenia mogą być bardzo mylne...




W internecie przeczytałam, że jest to "komedia romantyczna naszego pokolenia". Chyba potrzebowałam lekkiej książki, żeby się trochę oderwać od problemów, pracy, pogody i czekoladek... :) Historia młodej nauczycielki, starej panny, która uwielbia swoje dzieciaki, jakoś przypadła mi do gustu. Ciekawe dlaczego???? :) :) :) Może się powtarzam i jestem nudna, ale kocham moją pracę :) Niestety system edukacji w Londynie jest różny od naszego "podwórka", stąd często zdarzało mi się marzyć o pracy w Anglii (oczywiście nie na zmywaku :). No ale nie można mieć wszystkiego :) Książka mną zawładnęła.. zwłaszcza realia szkolne... Historia wystawiania jasełek w niekonwecjonalniej formie przypomniała mi mój własny dramat grudniowych prób do przedstawienia i epidemię grypy wśród moich maluszków.

"Nicky była zadowolona, że zdecydowała się na niekonwencjonalną obsadę. Wybrała naturalnych showmanów, ale tez mile zaskoczyła ją część bardziej nieśmiałych uczniów. Udało jej się każdemu dać choćby niewielką rolę i zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że dla niektórych, jeśli nie dla wszystkich, było to najważniejsze doświadczenie w ich dotychczasowym życiu. Czuła się wspaniale, obserwując, jak rozkwitają i rozwijają się w czasie prób".

To tylko niektóre fragmenty, pod którymi mogę się podpisać w 200% 

"Stać cię na więcej, oceniła odbicie w lustrze. Podniosła teczkę i wychodząc, przypomniała samej sobie, że niekoniecznie trzeba za każdym razem zdawać na celujący. Czasami zdrowiej jest mieć nad czym popracować. Cele są czymś nieodzownym w życiu. Dzięki nim człowiek wciąż do czegoś dąży, nieustannie się uczy, a nauka przynosi wiele korzyści". 

Ja również ciągle się uczę. Ostatnie dni...  Hmmm ...  Po trudnym tygodniu w szkole, mówiąc szczerze, byłam fizycznie wykończona i bliska płaczu. Marzyłam tylko o sobocie, kiedy będę mogła się wyspać. Długo by opisywać powody, ale chyba najbardziej zabolał mnie egoizm ludzi. 

Siedziałam w mojej klasie na II p. i czekałam na kolejną lekcję. Był pierwszy dzień wiosny, tzn. w kalendarzu, bo pogoda nadal pokazuje, że zima jeszcze nie chce odejść. Dzieciaki były przebrane w różne stroje, w zależności od tematu, jaki wylosowała dana klasa: gwiazdy rocka, Jezioro Łabędzie, postacie z bajek.... Ale nie to mnie podniosło na duchu (oczywiście rozbawiło do łez, zwłaszcza klasa 6 jako baletnice!). Rozmawiałam długo tego dnia z moimi uczniami o minionym tygodniu, w którym odbywały się rekolekcje szkolne. Byłam dumna z moich dzieciaków, nie były to stracone dni. Ale wzruszyłam się, gdy podziękowali mi, że byłam w te dni zawsze z nimi, że czuli moje wsparcie. W jednej chwili całe zmęczenie odeszło. Dla moich dzieciaków oddałabym wiele. Może i jestem idealistką i mam naiwny obraz świata, ale ja nadal wierzę, że dzieci i  młodzież są naszą przyszłością. Dzieciaki są wspaniałe, chcą tylko, aby je traktować poważnie. Chcą, żeby z nimi rozmawiać i słuchać tego, co mają do powiedzenia, nawet, gdy to nam dorosłym, nie bardzo się podoba. Oni tylko chcą być, chcą mieć prawo do głosu, chcą, aby szanowano ich godność. Nauczyciel ma towarzyszyć swoim uczniom w drodze ku dorosłości...

Jestem nauczycielką,  kocham moich milusińskich, kocham moją pracę i zawsze będę walczyła o uśmiech dziecka :)  Dlatego zostałam nauczycielką...


Anna M.

P.S. W poniedziałek znów spotkam moje skarby :) Za oknem zaświeci słońce, chmury się rozproszą, a wiosna? Wiosna przyjdzie.... cierpliwości!

 A jutro? Książka, kawa i... czekoladki :)



2 komentarze:

  1. PIĘKNA, ZACHĘCAJĄCA RECENZJA, ANNO!
    OD SIEBIE DODAM -ŻE WIEM, CO CZUJESZ...
    ZOBACZ NA MOIM BLOGU POST O SPOTKANIU Z MOIMI BYŁYMI UCZNIAMI, PO LATACH :)
    ZAPRASZAM SERDECZNIE I POZDRAWIAM.

    OdpowiedzUsuń
  2. Spotkania z byłymi uczniami są urocze. Ja uczę od 7 lat, i moi "milusińscy" czasem mnie odwiedzają. Dzieciaczki, które dostałam jako moją pierwszą klasę I, dziś są w gimnazjum :) Tęsknię za nimi, a dziś, gdy znów wchodzę do sali maluszków, wiem, że muszę cieszyć się każdym dniem z nimi spędzonym. Niedługo i one wyfruną ....

    Serdecznie pozdrawiam
    Bardzo ciekawy blog, zaglądałam już wcześniej, chyba przy okazji "żółtych karteczek" Beaty Pawlikowskiej :)

    Anna M.

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts