21 marca 2013

"Podróżuj, módl się i kochaj" Beata Pawlikowska









tytuł: "Podróżuj, módl się i kochaj"
autorka: Beata Pawlikowska
wydawnictwo: G+J RBA Sp. z o.o. &Co. Spółka Komandytowa
data wydania: 27 września 2012

liczba stron: 96
moja ocena 6/6




 Modlę się często, staram się kochać świat i siebie i innych (tu trudniej), a podróż? No cóż - życie :) Zatem wzięłam do ręki książkę Beaty Pawlikowskiej i miło spędziłam czas. Maleńka książeczka, ale jak zwykle wiele mądrości...

"Zawsze warto szukać kogoś mądrzejszego od siebie, żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Nawet gdyby miała to być prawda trudna lub niewygodna - moim zdaniem lepiej ją znać, bo tylko wtedy można sobie z nią poradzić i zamienić ją w coś, co przestanie być destrukcyjną iluzją, a zacznie być wartościowe i konstruktywne".

Spotkanie z szamanem Ketutem na Bali, cudowny świat Indonezji i mądrość płynąca z własnego wnętrza to tylko kilka z atutów tej opowieści. Nawet Julia Roberts w filmie "Jedz, módl się i kochaj" była bezsilna wobec potęgi prawdy o sobie i poznawania siebie. Moim zdaniem książka Pawlikowskiej jest świadectwem spotkania szamana Ketuta z szamanką Beatą. Nic więcej nie trzeba dodawać. Wystarczy zrozumieć...Czy na pewno?
"Może tak ma być - powiedziałam do siebie. - Nie muszę wszystkiego rozumieć. Czasem może wystarczy zaufać i nie burzyć w sobie spokoju wątpliwościami".


Moje życie zbyt często wyglądało jak jedna wielka wątpliwość. Szamanka uczy, aby odnaleźć spokój w sobie, wyciszyć wnętrze i odkryć na nowo głos płynący z wnętrza, z najbardziej mojego "ja".  Zaufać?... Sobie? Mont Everest pracy nad sobą - zaufanie sobie samej. Wierzymy telewizji, reklamom, przyjaciółce, nawet sąsiadce, ale sobie? Nie! A dlaczego nie? Przecież tylko ja wiem, jaka jestem naprawdę! Nikt inny! Tylko ja mogę się zaopiekować sobą, pokochać siebie i być swoim najlepszym przyjacielem. Jeśli  sama sobie tego nie dam, próżno będę szukała miłości i zrozumienia u innych. Serce wie gdzie leży szczęście. Bóg opiekuje się nami i prowadzi nas przez życie. Prawda może nas uratować. PRAWDA O SOBIE...

"Nie lubię takich super eleganckich lokali, bo wyczuwam w tym zawsze pewien fałsz. Ludzie, którzy spotykają się tu przy stolikach, noszą drogie zegarki i biżuterię, są ubrani w staranne garnitury i suknie, umalowani i przygotowani. Na pewno nie wyglądają tak po wstaniu z łóżka ani po dniu ciężkiej pracy. Mają widać potrzebę tworzenia iluzji, że jest się lepszym, piękniejszym i doskonalszym niż w rzeczywistości. Ale wystarczy przecież spojrzeć w lustro  po zmyciu makijażu. I znów będą tylko sobą. Nie, nie mam nic przeciwko  stosowaniu makijażu i pięknym sukniom. Sama robię to od czasu do czasu przy specjalnej okazji, ale nie chciałabym musieć robić to codziennie. Lubię być sobą".

 A kim ja jestem? Kogo widzę rano w lustrze? Czy uciekam przed samą sobą, a nawet przed swoim odbiciem? Czy poznaję jeszcze siebie? Ile mam na sobie niepotrzebnych świecidełek, gadżetów, pięknych słów i wyuczonych gestów? Czy znam jeszcze prawdziwą siebie, czy potrafię ją odszukać i jak to zrobić?

"Sens pewnych spraw gubi się w ich opisie. Kiedy Europejczycy zaczynają definiować coś, co wcześniej było im nieznane, używają ograniczonej liczby pojęć. Kiedy widza chudego derwisza siedzącego w pyle drogi, mówią "Niedożywiony biedak". Gdyby mogli usłyszeć jego myśli i wejrzeć mu do serca, zamilkliby ze zdumienia, bo zobaczyliby tam nieznany sobie kosmos, w którym zawiera się wolność, spokój, brak oczekiwania i radość, która nie karmi się zdobywaniem, lecz posiadaniem niczego. (...) Europejczyk przez całe życie ocenia, wydaje osądy i klasyfikuje. Zostaje mu niewiele czasu na przeżywanie własnego życia, ale chyba właśnie o to chodzi, bo dawno już zapomniał kim jest i co jest naprawdę ważne. Tworzy więc pozornie ważne fakty i sprawy, które zajmują mu czas i umysł, dzięki czemu nie będzie słyszał własnej wewnętrznej pustki. tej pustki, która powstała po zagubieniu najprostszych prawd - choćby takich, że w życiu trzeba się zawsze kierować dobrem i uczciwością".




Zatem "Podróżuj, módl się i kochaj" :)

Anna M.

3 komentarze:

  1. Witam, wydaje mi się, że Beata Pawlikowska reprezentuje podejście New Age, a przecież tam nie ma słowa o Bogu w jakiego wierzymy, zamiast tego jest wiara w samego siebie, pseudoreligia - pozytywne myślenie to twardy New Age - przecież to nic innego jak przypisywanie sobie cech boskich - ja decyduję, ja zmieniam, ja, ja, ja - jestem sobie bogiem, moje szczęście zależy ode mnie. Praca nad sobą - stawanie się lepszym człowiekiem dla siebie i innych - jak najbardziej! Ale wszystko w łączności z Jezusem, wypełniając wolę Boga. "Beze mnie nic nie możecie uczynić". (J 15, 5b) Proszę poczytać o zagrożeniach duchowych - warto wiedzieć, co może nam duchowo zaszkodzić, bo czasem ta granica jest tak cienka, że aż niezauważalna... Pozdrawiam serdecznie i życzę Błogosławieństwa Bożego! Beata http://www.jp2w.pl/pl/42929/0/New_Age_nowa_religia.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zagłębiam się w religię Beaty Pawlikowskiej, wystarczy mi w zupełności moja własna religia chrześcijańska. Z tego, co wiem, Beata nie wierzy w Boga w ujęciu chrześcijańskim, jest wolnym człowiekiem i jej sprawa. A co do jej wiary w człowieka, realizacji siebie i filozofii życia... Cóż w chrześcijaństwie mamy też przykazanie "Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego". Miłośc własna (nie egoizm) jest konieczna, musimy poznać siebie i pokochać... Czasy samobiczowania dawno się skończyły... Wydaje mi się, że zbyt często zapominamy, że wyznajemy religie "pozytywną" tzn. mówimy tylko, jacy to jesteśmy malutcy, grzeszni, marni i w ogóle nie da się nas kochać, tylko sam Bóg może dostrzec w nas dobro, bo świat jest przeciw nam. To karykatura chrześcijanina... A niestety często, nawet w moim kościele, słyszę tylko pieśni wpędzające w depresję i to serio... A gdzie się podziała wiara radosna, zapraszająca do relacji z Jezusem, oferująca siebie i miłość? Nie wiem...

      Ja wierzę w Boga całym sercem i jestem radosnym człowiekiem. Wiem, jakie mam słabości, ale też wiem, że jestem dobra, mogę wszystko osiągnąć, jeżeli będę nad tym pracowała, mogę być dobrym człowiekiem i wcale nie żyję na "łez padole", jak chcą niektórzy. Świat jest piękny i warto dostrzegać pozytywne strony.... Oczywiście, wierzymy że bez Boga byłby niczym, ale to nie zmienia faktu, że możemy i siebie i świat zmieniać i tworzyć.

      Jeśli będzie się czytało książki Beaty w takim kluczu, to myślę, że można wiele się od niej nauczyć. Nie skreślam kogoś, kto z wielu zawirowań życiowych wyszedł na prostą i jest szczęśliwy...


      Pozdrawiam serdecznie.
      Ania

      Usuń
  2. "A gdzie się podziała wiara radosna, zapraszająca do relacji z Jezusem, oferująca siebie i miłość? Nie wiem..."
    Taka wiara jest w kościołach ewangelicznych :-)

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts