16 kwietnia 2013

God, I love Paris - Amy Thomas

et moi....   bien sûr, aussi  !  
( i ja oczywiście - też)


        Paryż.... Przyznam szczerze, że podobnie jak Amy Thomas, ja również zakochałam się w tym mieście od pierwszego wejrzenia. Nigdy w życiu nie powiedziałabym, że nawet polubię Francję. Nigdy nie planowałam nawet wakacji w tym kraju. Zawsze chciałam wyjechać na Bliski Wschód i nadal o tym obsesyjnie marzę. Dlaczego zatem wylądowałam en France? Przypadek... Zwyczajny przypadek, moja praca związana z dialogiem międzyreligijnym sprawiła, że na 2 lata związałam się z środowiskiem ludzi mówiących po francusku, myślących po francusku i co więcej - mieszkających i pracujących głównie we Francji. Z tego też powodu, często tam u nich gościłam... Przypadek... Ale, jak widać, zauroczenie nie wybiera... Choć i tak czekam, na szaloną miłość pt: IZRAEL.

Ale wróćmy do kraju sera i wina... Pamiętam, że był lipcowy poranek, a właściwie gorący świt, kiedy po 23 godzinach wysiadłam z autokaru na Place de la Concorde i pierwsze promienie słońca zaczarowały Pola Elizejskie... Pamiętam pierwszą cukiernie... i pierwsze zgubienie drogi w wąskich brukowanych uliczkach....

la vie est belle

Książka Amy Thomas i jej blog obudziły wspomnienia. Przez dwa lata zwiedziłam Francję, nauczyłam się języka, poznałam ludzi, kulturę. Nie byłam turystką, ale mieszkałam w małych miejscowościach, pracowałam, wieczorami wychodziłam na spacer, do cukierni. Nawiązałam przyjaźnie i choć teraz jesteśmy rozrzuceni po świecie, to nadal mamy kontakt mailowy (niestety mój francuski w pisowni nadal pozostawia wiele do życzenia).
     
Postanowiłam zatem wrócić do nauki francuskiego. Ostatnio nawet zdjęłam z półki książki kucharskie i zaczęłam przygotowywać dania kuchni francuskiej. Życie to coś więcej, niż tylko praca i praca... We Francji nauczyłam się, że ważna jestem również ja, moje marzenia, ambicje, małe radości... Czasem warto poleniuchować, iść na spacer, poczytać, a czasem trzeba pracować w szalonym tempie bez chwili wytchnienia. No i nie ma rzeczy niemożliwych, skoro nawet taki matoł językowy jak ja, zdołał w stopniu podstawowym opanować język francuski (mój dyrektor liceum mawiał: "Matysiak, dla ciebie zawsze będzie istniał tylko jeden język obcy do doskonalenia do końca życia - to nadal języki polski').

A i jeszcze jedno ;) Praca z dziećmi sprawia, że żyję, zrozumiałam to, gdy mieszkałam w Krakowie i rozpaczliwie szukałam zajęcia związanego z dzieciakami... To też jedno z odkryć, jakie dała mi Francja... Paradoksalnie dopiero wyjazd daleko stąd sprawił, że zrozumiałam, że właśnie tu, w Poznaniu, wśród dzieciaków, jest moje miejsce :)

A to już mój eksperymentalny powrót do gotowania... w mojej petite cuisine, maleńkiej kuchni na 12 piętrze...!!!   


moja tarta ze szpinakiem i serem feta


Anna M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts