10 kwietnia 2013

"Paryż mój słodki" Amy Thomas






Autor: Amy Thomas
Wydawnictwo: Wydawnictwo Pascal
Rok wydania: 2013

Tytuł oryginału: Paris, My Sweet.
Ilość stron: 336
Moja ocena:  4+/6
jedyny minus - brak możliwości zjedzenia książki ;)





Zwykły dzień belfra... szkolna codzienność, czyli praca, stres, małe radości, duże radości, spotkania, rozmowy na korytarzu, wszystko "w biegu", przerwy, lekcje - życie odmierzane dzwonkami... Dziś wyszłam ze szkoły o 17.45, choć według oficjalnego planu mam "tylko" 3 lekcje. No cóż... i tak nie przekonam społeczeństwa, że nie leniuchuje w pracy i nie biorę pieniędzy za darmo... Nie mam nawet takiej potrzeby. Ale uwaga - pierwszy raz naszej grupie teatralnej udało się zagrać na próbie całe przedstawienie "Piotruś Pan"!!!! Jeszcze kilka prób i możemy zabrać się za robienie scenografii :) Pomijając drobną wiadomość "z ostatniej chwili", że Piotruś Pan złamał nogę i musiałam zrobić nowy casting... Ale wszystko pod kontrolą - powiedzmy... Ale kocham to, kocham moje dzieciaki :)

Wracając do domu, przechodziłam obok piekarni.... zatrzymałam się... Zmęczona postanowiłam wejść do środka (bo jakbym mogła sobie podarować, to do mnie nie podobne - przejść OBOK piekarni) Często mam wrażenie, że Bóg wiedział, co robi nie dając mi zmysłu węchu i smaku, bo byłabym groźniejsza od Gordona Ramsay'a...  No, ale wróćmy do piekarni... Dziesięć wspaniałych minut wpatrywania się w pyszności za szklaną szybą i wyszłam z... bagietką.... Niestety daleko jej do tej, jakie jadałam we Francji, ale trudno... Potem przechodziłam jeszcze OBOK sklepu z serami... i tu wyszłam z serem pleśniowych (Lazur błękitny - tradycyjny ser typu Roquefort) -tym razem dziękuję Bogu, że nie mam węchu.. :) A na koniec jeszcze "odwiedziłam" cukiernie, bo z wystawy uśmiechały się do mnie kolorowe makaroniki... dokładnie takie same jak na okładce książki...


No właśnie - to wszystko dlatego, że czytam książkę Amy Thomas: "Paryż mój słodki". Kupiłam ją, ponieważ, gdy ją zobaczyłam w księgarni, przypomniałam sobie moje przygody w Paryżu... Pisałam już wcześniej trochę o tym "zawirowaniu" w moim monotonnym życiu singielki (zobacz tutaj). 


moja dzisiejsza "zdobycz"
Amy jest też singielką (ciekawe dlaczego ciągle trafiam na takie bohaterki-autorki?), niepoprawnie zakochaną (od rozwodu rodziców) w czekoladkach, muffinkach, babeczkach, torcikach, tartinkach, czyli we wszystkim, co słodkie i przekraczające 500 kcal w jednym kęsie. W Nowym Jorku zostawiła pracę - pisała o jedzeniu, była autorką bloga "Słodka Idiotka". W Paryżu ma nową pracę - pisze o... jedzeniu! Inny powód przeprowadzki na drugi koniec świata?  Może też, aby jeść przysmaki kuchni francuskiej, no i oczywiście być usprawiedliwioną z tego powodu, bo przecież praca, i zupełnie bezkarną, no i aby od tego wszystkiego nie przytyć? Tak na marginesie, to zawsze zastanawiałam się jak Francuski to robią, że są takie szczupłe, choć przyznam, że podczas mojego pobytu we Francji schudłam do 57 kg, co już nigdy później mi się nie udało, ale nie tracę nadziei. Oczywiście w internecie odnalazłam zdjęcie Autorki i faktycznie, wygląda jak bagietka i wierzcie mi - jest to komplement... Znalazłam nawet jej blog "God, I love Paris" .


Dla mnie ta książka jest szczególna, nie tylko przypomniała mi Paryż i moje szalone przygody... ale pierwszy raz od roku wzięłam dziś do ręki podręcznik do francuskiego i zaczęłam zgłębiać tajniki znienawidzonego passé composé. Na nowo zapragnęłam mówić po francusku, przypomniałam sobie poranki w Ogrodzie Luksemburskim i wieczory na Montmartre. Doskonale pamiętam moją "walkę" z owocami morza i moje wpadki językowe, które powodowały uśmiechy na twarzach zawsze poważnych Paryżan. Rozmarzyłam się. Nawet sprawdziłam sobie w internecie ceny hosteli w Paryżu i zrobiłam plan ewentualnej wyprawy wakacyjnej, oczywiście śladami bohaterek książek (tych o jedzeniu, bo romansów raczej nie przewiduję, zwłaszcza z Francuzami w roli głównej).

Zrobiłam sobie  pyszną kolację (bagietka nie przeżyła do jutrzejszego śniadania, ser owszem, jeszcze poleży w lodówce, o ile sam z niej nie wyjdzie ;), zaparzyłam świeżo zmieloną kawę, włączyłam muzykę z "Amelii" i czytam dalej o przygodach Amy w Mieście Świateł... A makaroniki jutro zaniosę do szkoły i poczęstuję koleżanki...  Ja zamierzam w wakacje wyglądać jak... bagietka... :)


prezent dla koleżanek



Anna M.
wracam do baguette avec du fromage... ;)

P.S. Polecam słodko cukiernie Józef Wilk w Krakowie na Salwatorze... 

(ciekawy opis cukierni :):):) po angielsku :):):) - kliknij tutaj :)



2 komentarze:

  1. :) obym ja nie wyglądała jak ten pomidor, oj masz zacięcie, ja bym się chyba nie powstrzymała, uwielbiam podgryzać do lektury :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) :) :) :) :)
      Hi hi hi - pomidor??? dobre :) :) Pisząc, o moich planach bagietko-wagowych, nie sprecyzowałam, że również nie chciałabym wyglądać, jak ta bagietka ze zdjęcia - W POPRZEK ;) ;) ;). Nic się nie martw, ja też podgryzam do lektury, ale opatentowałam marchewkę i udaję, że to 98% czekolada - kilka lat pracy w szkole sprawiają, że mam dużą wyobraźnię ;)

      Pozdrawiam
      Anna M.

      Usuń

Recent Posts