9 maja 2013

"12 kroków od dna..." Meszuge




  Opowieść o trzeźwości osiągniętej dzięki Wspólnocie AA


autor: Meszuge


wydawnictwo: Wydawnictwo WAM
data wydania: maj 2011
ilość stron: 248
moja ocena: 6 / 6








Książka niezwykła - napisało ją życie, napisał ją człowiek, który pił, napisał ją wreszcie człowiek, który nie pije... Dlaczego? Żeby pokazać, że można nie pić? Może... Żeby wyjaśnić, czym jest program Dwunastu Kroków? Niewykluczone... Aby samemu żyć w zgodzie z duchem AA? Pewnie tak... Ale ja tak sobie myślę, że napisał ją i dla tych wszystkich osób, które wciąż piją i nie widzą przed sobą żadnej przyszłości, dla ich rodzin, osób współuzależnionych, dla terapeutów, dla skrzywdzonych, i dla tych którzy nadal krzywdzą, aby przestali. Napisał ją dla osób uzależnionych od wielu różnych substancji, od sytuacji, relacji, przedmiotów czy wielu innych rzeczy, od których da się uzależnić.  Meszuge analizuje 12 Kroków, krok po kroku, ale nie teoretyzuje, mówi z własnego doświadczenia, przestrzega przed własnymi błędami, opowiada o sukcesach, porażkach i wskazuje, jak ważna jest rola wspólnoty AA.

 "Nazywają mnie Meszuge, jestem alkoholikiem. W chwili obecnej alkohol nie stanowi problemu w moim życiu. Kiedy mówię coś takiego podczas mityngu AA, to zwykle znajdzie się ktoś, kto ironicznie spyta, po co w takim razie nadal chodzę na te mityngi. Odpowiadam, że głównie po to, żeby znowu nie mieć problemu z alkoholem. Często odnoszę wrażenie, że nie wszyscy to rozumieją" (s.7)

 Mój egzemplarz książki jest cały pokreślony, pokolorowany, z pozaznaczanymi akapitami. Nad moim biurkiem wiszą kolorowe karteczki z cytatami z książek Meszuge i, choć nie znoszę alkoholu pod żadną postacią, to proste mądrości życiowe wypracowane przez grupy AA towarzyszą mi na co dzień, można je bowiem zastosować w wielu sytuacjach... POLECAM :)







1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.
2. Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.
3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.
4. Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.
5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.
7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.
12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.




Psycholodzy mówią, że dziś można popaść w uzależnienie dosłownie od wszystkiego. Jak grzyby po deszczu pojawiają się ośrodki specjalizujące się w leczeniu coraz to nowego typu uzależnień. Alkohol, narkotyki, seks, zakupy, internet - to już dziś nie dziwi. Ale wpadlibyście na to, że można uzależnić się od jakiejś osoby, czy relacji z kimś? Mamy potem takich "śmiertelnie zakochanych", którzy latami prześladują, nachodzą, albo żyją w związku z kimś, kogo zniewalają i tłamszą, nie pozwalając oddychać... Mamy uzależnionych od pieniędzy, sukcesu, od bycia najlepszym. Nie wierzycie? Oj, ja spotykam takie osoby  codziennie...  Lista jest długa, można ją dowolnie modyfikować i zawsze znajdziecie kogoś uzależnionego od czegoś. Sama nie mogę się opanować na widok... czekolady... i kawy... (z pierwszym dzielnie walczę, z drugim już nie ;) 


Nie wszystko jest tak niebezpieczne dla zdrowia fizycznego, psychicznego i społecznego, jak uzależnienie od alkoholu!!!  Nie będę się rozpisywała o medycznych skutkach uzależnienia, można sobie sprawdzić u "Wujka Google" i, jak mi dziś powiedział jeden z uczniów - a jak wujek nie wie to spytać "Cioci Wikipedii"... :)


Ale do sedna. Może sobie mój kolega mówić potem, że mój styl jest patetyczny, ale nie mogę się powstrzymać. Denerwuje mnie kilka rzeczy i nie będę siedziała cicho!!!! Wściekam się na społeczne przyzwolenie na picie dużych ilości alkoholu. Nie ma imprezy, spotkania, zabawy, urodzin, etc. bez picia. Nie pijesz? Jesteś "śmieszny", "inny", "nie umiesz się bawić". Wiele razy słyszałam: "nie wygłupiaj się"... A JA NIE CHCĘ PIĆ! I nie będę tego robiła!!! Bo w imię czego? Żeby co? Żeby ktoś mógł sobie polepszyć nastrój? Ja mam dobry nastrój bez alkoholu! Denerwuje mnie, gdy ktoś prowadzi pod wpływem alkoholu, co w mojej "dalszej" rodzinie jest nagminne... Zawsze się w takich sytuacjach odzywam i niestety zawsze uchodzę za "dziwoląga", przecież to tylko lampka wina... (lub dwie, co za różnica), czy jedno piwo, wcale nie jestem pijany... A już szczytem wszystkiego były zdjęcia z roczku dziecka mojej kuzynki, które to dziecko ma dumną fotkę na "Naszej Klasie", jak mama mu daje spróbować z kieliszka szampana! SZCZYT NIEODPOWIEDZIALNOŚCI rodziców. No ale też tylko ja się czepiałam :) bo zabawnych komentarzy na plus pod zdjęciem małej pociechy i alkoholu  było kilkanaście :)


Tak to już jest w polskich rodzinach. Zresztą dzieci widzą dorosłych pijanych i to ma być norma... w wielu rodzinach... niestety... w większości... Do szału doprowadza mnie tłumaczenie mojej koleżanki, że przecież to jeszcze nie jest problem, każdy pije i nic nikomu nie będzie... To tylko alkohol... NIE!!!!!!!!! 


Można by długo jeszcze pisać, ale po co? Wystarczy przeczytać książkę Meszuge... A potem zastanowić się, czy warto tyle pić, czy warto robić to sobie i swoim najbliższym... Bo droga ku normalności jest długa, choć to .........TYLKO....... i ..............AŻ............  Dwanaście Kroków...



Co myślicie o tym wszystkim?







Kilka linków:

* Strona internetowa Wspólnot AA w Polsce

* Strona Meszuge 

* Nieoficjalna strona internetowa Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA)


Anna M.
eioba

9 komentarzy:

  1. Przeszłam przez piekło bycia małżonką uzależnionego od narkotyków - 12 Step Program obowiązuje tak w AA jak i w NA - nie ma we mnie pozwolenia na bagatelizowanie uzależnienia alkoholowego czy narkotykowego - niewinnie się zaczyna, a potem wiele osób w rodzinie przez to cierpi. A wyjście z uzależnienia jest tylko dla chcących i 12 kroków czyni się przez całą resztę życia. Jedno potknięcie (relapse) i rozpoczynamy (cała rodzina) z punktu zero, bo AA to jedno, a grupa wsparcia dla rodziny uzależnionego - to drugie...Tutaj moja relacja: http://eiba.pl/2


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. http://www.eioba.pl/a/2xtj/pieklo-na-skrawku-ziemi

      Przeczytałam... Żadne słowa nie oddadzą moich uczuć i emocji. Mogę tylko powiedzieć DZIĘKUJĘ za ten komentarz, za tekst na eioba.pl, za siłę i odwagę...

      Rzeczywiście 12 kroków czyni się przez własne życie. Nie ma takiego momentu, gdy można powiedzieć KONIEC - jestem wyleczony z uzależnienia. Nie - jest się nadal uzależnionym, ale czystym. I, tak jak piszesz, jedno potknięcie i wracamy do punktu zero...

      Meszuge pisze: "najpierw sprawy najważniejsze. (...) W moim prostym, podstawowym znaczeniu mówi ono, że dopóki nie piję, wszystko jest możliwe. Zatem dla mnie, jako dla alkoholika, utrzymanie abstynencji jest sprawą podstawową, dla której powinienem być gotów poświecić i zrobić... no jeśli nie wszystko, to na pewno bardzo dużo. (...) Co takiego jest dla mnie najważniejsze... teraz, dzisiaj."

      WARTO walczyć o sobie... w każdym możliwym znaczeniu słowa walczyć i w każdym możliwym rozumieniu uzależnienia i współuzależnienia...

      Pozdrawiam cieplutko z deszczowego dziś Poznania :)

      Usuń
  2. Jakie 12 kroków?
    Do 40 roku życia wiele osób uważało, że jestem alkoholikiem. Ja też wiedziałem, że mam problem. W pewnym momencie powiedziałem sobie, że do końca życia nie będę miał kaca. Tak mija już dwadzieścia kilka lat i dotrzymuję sobie danego słowa. Od tego czasu nareszcie zaawsze w domu mam alkohol i mi to w niczym nie przeszkadza. Robię pyszna nalewki, aktualnie mam 2, wiśniową i orzechową, araz połsłodkie czerwone wino australijskie.
    Takie opowieści o tym jak to ciężko puknąć się w łeb powodują to, że ludzie boją się podjąć wyzwanie i pozostają z problemem alkoholowym, BO TO JEST ZA CIĘŻKIE dla nich do pokonania. Gdyby ludziom mówiono, że miliony ludzi juś poszły po rozum do głowy to pewnie poszli by za ich śladem, a tak to uważają, że innym się nie udaje i im też się nie uda.
    Całe te wiary w boga i jego pomoc to bzdury. SIŁA TKWI W NAS!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Ci namieszałem :)
    Z większością tego co napisałeś się zgadzam i dodam jeszcze uzależnienie od hazardu :)
    Można się świetnie bawić bez gorzały.
    A o ile bogatsze są doznania w kontaktach bezpośrednich.
    Tragedią narodową jest tolerancja do jazdy po pijaku.
    Kościół ponoć od lat preferuje chrzciny i komunie bez alkoholu. Nie wiem z jakim skutkiem bo nie bywam.
    W rodzinach poza teściowymi :) to najbardziej miesza alkohol!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tolerowaniem jazdy po pijanemu nie pogodzę się nigdy. Dla mnie to proste. Piłeś - nie jedziesz! Wsiadłeś za kierownice? Tracisz prawo jazdy dożywotnio!!! Ale jak ja słyszę, ilu pijanych kierowców złapano, to po kilku długich weekendach wszyscy powinni pieszo chodzić ;) A tu nasza policja nie robi nic, pogrozi i odda...

      Dziękuję za komentarze i obecność na moim blogu. Bardzo mi miło :) Pozdrawiam
      Anna M.

      Usuń
  4. Jedna z ciekawszych recenzji, dzięki której po tę książkę (a później inne tego autora) sięgnęłam. Dziękuję.

    A Jerzy Leon? Chyba pasuje do innej mądrości Meszuge: ludzie trzeźwo myślący mają przekonania zbudowane na wiedzy i doświadczeniu, pozostali mają przekonania zamiast wiedzy i doświadczenia.

    Przykre to, ale najwyraźniej podejmuje Pan temat, o którym nie ma najmniejszego pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest już w Empiku nowa książka Meszuge: "Przebudzenie - droga do świadomego życia". Dostałam ją w przedsprzedaży i jestem zauroczona.
    Krystyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za informacje, muszę kupić... Lubie Meszuge, często tez zaglądam na jego blog...

      Pozdrawiam
      Anna M.

      Usuń
  6. Anno M. polecam tobie (i nie tylko tobie) książkę znacznie lepszą: "przebudzenie. Droga do świadomego życia" Meszuge. Potwierdzam to, co ktoś tu pisał wyżej - jest powalająca!

    Andrzej J.

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts