31 lipca 2013

"Tolkien i C. S. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni" Colin Duriez


 


autor: Colin Duriez
tytuł oryginału: Tolkien and C.S. Lewis: The Gift of Friendship


wydawnictwo: Wydawnictwo M
data wydania:  2011
liczba stron: 288


moja ocena:  4+ / 6





Książka trudna w odbiorze, zdecydowanie trzeba mieć dużą wiedzę o twórczości Tolkiena i Lewisa. Mam wrażenie, że autor bardziej skupia się na omówieniu treści dzieł i ukazaniu filozofii obu autorów, niż na pokazaniu ich przyjaźni. Trochę za dużo tu dat i skomplikowanych analiz filozoficzno-teologicznych. Dlatego wystawiam samej książce 4+

Tolkiem i Lewis spotkali się na Uniwersytecie w  Oksfordzie i przyjaźnili wiele lat. Tolkiem czytał swoje dzieła Lewisowi, który wspierał przyjaciela i ten skończył pisać swoją powieść. Natomiast Lewis czerpał garściami z filozofii Tolkiena, dzięki niemu nawrócił się na chrześcijaństwo i stworzył Narnie...  Historia i filozofia, zarówno Tolkiena jak i Lewisa, zainspirowała mnie dziś do wspomnień z dzieciństwa. 

Pierwszy raz zetknęłam się z twórczością Lewisa w podstawówce. Czytałam wtedy "Listy starego diabła do młodego". Tolkien to już studia i "Władca Pierścieni"... Ale nie o samych książkach chciałam pisać. O tym jeszcze kiedyś opowiem. Dziś o inspiracji autorami.





Od dzieciństwa lubiłam marzyć, najczęściej bawiłam się z bratem i sąsiadami w lesie. Zdobywaliśmy fikcyjne fortece, budowaliśmy szałasy i tropiliśmy nieistniejące stwory. To były czasy na długo przed komputerem w każdym domu, telewizją kablową i telefonami komórkowymi (w domu nie mieliśmy nawet telefonu stacjonarnego i nikt nie wiedział czym jest telewizja satelitarna). Moja pierwsza gra telewizyjna to był Super Mario. Pod tym względem dzisiejsze dzieciaki tracą bardzo dużo. Nasz świat to był świat wyobraźni. Wszędzie widziałam duchy i stwory, bałam się wchodzić na strych, bo ktoś mi powiedział, że mieszka tam biały koń, a pod zlewem było, według mojej cioci, królestwo pająków gigantów. Do dziś jedyne zwierze, które mnie przeraża to właśnie pająk. Ale ciocia miała spokój z niegrzecznymi dziećmi, gdy przyjeżdżaliśmy w odwiedziny. Siedzieliśmy cicho i nikt nie śmiał biegać po kuchni. 



 


Za to ukochanym miejscem był las... Godzinami chodziliśmy wąskimi ścieżkami, czasem  robiliśmy nawet kanapki, bo "wyprawa" wydawała się daleka i długa. Wspinałam się na drzewa i budowaliśmy szałas na "bagnach za rowem". W rzeczywistości to był zwykły lasek wielkości sporej działki, a bagna to łąka za rowem melioracyjnym. Kiedy kilka lat temu pojechaliśmy z bratem w tamte strony (przeprowadziłam się w 6 klasie), popatrzyliśmy na krajobraz i zaczęliśmy się śmiać. W wieku lat 5 wszystko wydaje się większe i bardziej tajemnicze.  Ale to było moje królestwo...  Mieszkały tam elfy, wróżki i potwory...

To właśnie wyobraźnia sprawiła, że nigdy się nie nudziliśmy...



Tolkien wyobraził sobie całe Sródziemie, różne istoty, języki... Lewis opisał Narnie i Aslana. Pokazali mi, że Narnia i Śródziemie jest w każdym z nas. Tylko, że dorośli już przestali marzyć, nie widza wróżek i nie słyszą już języka elfów... Tolkien i Lewis mieli odwagę marzyć przez całe życie i poświęcić temu każdą wolną chwilę.  Ja już zapomniałam, jak być dzieckiem i choć większość dnia przebywam z dziećmi, muszę na nowo odnaleźć moje dzieciństwo. Chcę znów widzieć świat oczami zakochanego w nim dziecka. 



 



Czas na powrót do świata wyobraźni... 


Anna M.



2 komentarze:

  1. Dwie fascynujące postacie, dwaj autorzy dzieł zasłużonych dla historii fantastyki. Omawianie treści dzieł mnie nie za bardzo kręci, ale coś mi się kojarzy, że była wydana jakaś korespondencja między nimi. Tu mogę się mylić, ale jeśli się nie mylę, to byłaby chyba jednak ciekawsza lektura :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz całkowitą rację ... :)

      No właśnie, dzieła to ja mogę sobie sama przeczytać, a pytania z cyklu "co autor miał na myśli" nie bardzo mnie interesują. Może dlatego z polskiego miała w liceum 3, ale na maturze już 5 :) bo i tak odważyłam się napisać, co ja myślę, nie autor! Powiem szczerze - sądziłam, że znów dostanę 3 ;) Dla mnie ważne jest, co książka obudziła we mnie, jakie zrodziła dylematy i jakich odpowiedzi mi udzieliła... Każdy z nas jest inny i każdy zwróci uwagę na coś innego...

      Nigdy nie podchodzę do książki szablonowo, zresztą pamiętam, jaki bój toczyłam z polonistką na temat "Ludzi bezdomnych" - tylko ja jedna w całej klasie uważałam, że dr. Judym wygrał swoje życie zostawiając Joasię i poświęcają się pracy... Oczywiście nie wygrałam, ale zdania nie zmieniłam - efekt - 3 z pracy klasowej...

      Sądzę jednak, że to pozwoliło mi jeszcze bardziej wyrobić sobie własne zdanie na każdy temat i być wierną swoim ideałom... Wtedy za cenę niższej oceny z polskiego (choć co ciekawe na koniec roku miała chyba 4 lub nawet 5), dziś często za cenę niemiłych komentarzy upartych koleżanek...

      ZDANIA NIE ZMIENIĘ!

      Pozdrawiam cieplutko z upalnego Poznania

      Anna M.


      Usuń

Recent Posts