27 sierpnia 2013

"Alaska. Świat według reportera" Piotr Kraśko


autor: Piotr Kraśko

tytuł oryginału: Alaska. Świat według reportera.


wydawnictwo:  G+J RBA
data wydania:   26 stycznia 2011
liczba stron: 160

moja ocena: 5 / 6





Pamiętacie serial "Przystanek Alaska"? Byłam nastolatką, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam w telewizji Alaskę, jak się potem okazało Kanadę, bo serial nie widział Alaski, tak jak ja Izraela... Ale to wystarczyło, żeby się zakochać w "klimacie". Od tego czasu widziałam wiele filmów i czytałam wiele książek o Alasce (m.im. niezapomniana historia "Wszystko za życie"), a ostatnio śledzę serial "Przetrwać na Alasce" emitowany w  National Geographic Channel.  


Gdy wzięłam do ręki książkę Piotra Kraśki poczułam dawny dreszcz emocji i fascynacji tą krainą lodu. Kocham zimę, lubię samotność, zawsze byłam typem chłopczycy i bliżej mi do trapera niż do typu "sukienka plus dodatki". A biorąc pod uwagę moje "uczulenie" na słońce i alergię na wszelkie pyłki, myślę, że mogłabym tam zamieszkać na stałe. 



Autor, no dobra, boski Piotr Kraśko, którego zwyczajnie kocham, podobnie jak Alaskę, opisuje swoją przygodę na tym lądzie w formie krótkich reportaży. To nie tylko spotkanie z przyrodą, niską temperatura, ale przede wszystkim z  ludźmi, ponoć najbardziej serdecznymi z mieszkańców całej Ziemi. Dodatkowo, jak to Kraśko, w książce pełno jest anegdot, zabawnych historyjek i ciekawostek. Czytając te krótkie opowiadania, miałam wrażenie, że jestem w centrum Alaski i razem z ekipą zastanawiam się dlaczego jest tak zimno... gdzie te renifery, czy szmer w lesie to grizli, albo dlaczego na parkingu wszystkie samochody mają uruchomione silniki i kluczyki w stacyjce?





Podsumowując:



"Jeśli ktoś wyobraża sobie, że życie tam wygląda jak w legendarnym serialu "Przystanek Alaska", kiedy dotrze na miejsce, będzie zaskoczony z dwóch powodów. Po pierwsze serial kręcono w Kanadzie, więc nie było w nim ani jednego autentycznego alaskiego pleneru, po drugie na Alasce jest jeszcze lepiej. Kraina jest jeszcze piękniejsza, łosi, pstrągów i niedźwiedzi jest jeszcze więcej, a barwy o wiele lepsze niż te serialowe. A w dodatku wszyscy mieszkańcy zwolnieni są z płacenia podatku dochodowego. Mało tego - stan nie tylko im nie zabiera, ale nawet wypłaca co roku spore pieniądze tylko dlatego, że tam mieszkają".


To jedno z moich marzeń, niestety najbardziej kosztowne, stanąć stopami na Alasce, poczuć mroźny wiatr i zobaczyć zorzę w bezsenną noc. Chciałabym spróbować lokalnych potraw, założyć ciepłą kurtkę przy -40 stopniach i tropić łosie... Być może Kiedyś uda mi się wyjechać, najpierw do Izraela a potem na Alaskę. Zawsze jednak mogę włączyć kolejny odcinek Przystanku Alaska, biorę wielki kubek gorącej kawy i śledzę zwariowane losy nie mniej zwariowanych bohaterów.  A "Chris i Poranku".... to już zupełnie inny rozdział na zupełnie inny wpis... Zdradzę tylko, że to była moja pierwsza miłość!


Jeszcze napiszę o Alasce, niebawem...


Anna M.



2 komentarze:

  1. Niedługo sama będę czytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam tą książkę zimą. Na początku bardzo dobrze mi się czytało, wciągnęłam się i jedną noga byłam już na Alasce :) Ale druga połowa... jakoś tak, bez polotu. Wróciłam szybko pod kocyk :)

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts