15 sierpnia 2013

"Alicja w Krainie Czarów" Lewis Carroll





autor: Lewis Carroll
tytuł oryginału: Alice's Adventures in Wonderland


wydawnictwo: Buchmann
data wydania:   6 lutego 2013
liczba stron: 182

moja ocena: 5 / 6





Dawno nie czytałam tak zakręconej historii. To istna kopalnia wiedzy o nas samych, naszym zwariowanym świecie, konwenansach czy stereotypach... Ale dziś tylko dwie myśli...




Myśl pierwsza: CZAS




Alicja często się nudziła i,  aby zabić czas, grała na fortepianie. Pewnego razu, w Krainie Czarów, spotkała Zwariowanego Kapelusznika i Szaraka Bez Piątej Klepki. Będąc na niekończącym się podwieczorku w ich domu usłyszała takie oto wyjaśnienie:





"W tym właśnie sęk - rzekł Kapelusznik- że czas nie znosi, aby go zabijano. Gdybyś była z nim w dobrych stosunkach, zrobiłby dla ciebie z twoim zegarem wszystko, co byś tylko chciała. Dam ci przykład: przypuśćmy, że jest godzina dziewiąta rano i mają się rozpocząć lekcje. Szepczesz słóweczko i już wskazówki pędzą po tarczy jak oszalałe! Po chwili jest godzina wpół do drugiej i idziesz sobie po skończonych lekcjach na obiad do domu (...) Czy pan postępuje w taki właśnie sposób? - zapytała Alicja. Kapelusznik zaprzeczał z wielce posępną miną,po czym dodał: - W zeszłym roku pokłóciłem się z Czasem na koncercie urządzonym przez Królową Kier. Było to na krótko, zanim on zwariował (...) Królowa wrzasnęła na całe gardło <<On zabija Czas! Ściąć go natychmiast!>>> (...) I od tej chwili - ciągnął dalej Kapelusznik - Czas odmówił mi posłuszeństwa"


To chyba mój ulubiony fragment książki. Tak, tak, ja też mam problem z czasem. Co prawda nie obraziłam go, ani się z nim nie pokłóciłam, ale mam wrażenie, że on też jest lekko "szurnięty". Nigdy nie mam czasu. Mądrzy ludzie mówią, że każdy ma tyle samo czasu do dyspozycji w ciągu doby, ale w praktyce, ja mam go zdecydowanie  za mało. Moja mama ma np. dużo czasu, mogłaby skończyć niejeden uniwersytet, a ja??? Ciągle w biegu, ciągle za późno, zawsze milion rzeczy do zrobienia... Ostatnio próbowałam znajomej wyjaśnić, że nie mam czasu na to, co może kiedyś dawno temu było moim hobby. Dziś muszę efektywnie zarządzać czasem, który pozostał mi po powrocie z pracy...  Dziś mam już inne marzenia niż 10 lat temu... Zwyczajnie na tym polega chyba dorosłość, że trzeba wybrać miedzy wieloma opcjami. 



Postanowiłam się jednak zaprzyjaźnić z Czasem. Koniec z jego zabijaniem. Koniec z marnowaniem i nie traktowaniem go na poważnie. To będzie wielka przyjaźń i przygoda... Ostatni tydzień próbowałam nie marnować czasu. Jeśli postanowiłam sobie pracować do 19.00 - wychodziłam z pracy o 19.01. Nie robię już rzeczy niepotrzebnych, ustalam każdego wieczora listę spraw do załatwienia, planuję czas na ich realizację i staram się być wierną sobie i zatroszczyć się o siebie. Sobota, niedziela i święta - to czas tylko dla mnie! Niedziela - wyłączam komórkę, nie odbieram maili, nie ma mnie dla innych - to czas tylko dla mnie i dla... (kogoś w każdym bądź razie ;) Przestawiłam też w pokoju telewizor, który zresztą całkiem niedawno w ogóle kupiłam... Teraz, gdy chcę coś w nim obejrzeć, muszę odsunąć fotel i przygotować sobie "miejsce"... Od tego czasu zdecydowanie mniej tracę czasu na oglądanie bzdur. Planuję seans filmowy i tyle. Znów wróciłam do poziomu "jeden film w tygodniu". I mam więcej czasu na książki. Zawsze też mam książkę przy sobie (dzięki mojemu Kindelkowi) i nie marnuję ani chwili na przystankach i w autobusach bezsensownie patrząc w szybę, ale czytam - choćby 3 strony... Jak trafnie zauważył biedny Kapelusznik - Czas trzeba szanować! Dziki temu wieczorem mam poczucie, że jestem uczciwa wobec siebie samej i nie zmarnowałam wiele okazji by się rozwijać... 


Myśl druga: DOROSŁOŚĆ

Alicja w swoim śnie rosła i malała za każdym razem, gdy zjadła ciastko lub wypiła sok. W realnym świecie jestem dorosła, podejmuję trudne decyzje, jestem odpowiedzialna za dzieciaki, uczę, pracuję na kilku etatach. Nie jestem już małą dziewczynką zagubioną w świecie. Jestem duża. Ale gdy tylko mam na to ochotę mogę, jak Alicja, stać się mała - siadam z dzieciakami na dywanie, wyjmuje moje maskotki i pacynki i wspólnie bawimy się odkrywając świat. Gdy tylko mam dosyć świata poważnych, smutnych ludzi (nienawidzę takich sytuacji, gdy muszę "wbić się" w oficjalny strój i buty na wysokim obcasie), zamykam się w moim pokoju, wyjmuję blok i rysuję, albo wycinam kolorowe materiały do gazetki, na zajęcia z maluchami. Zamykam oczy, kładę się na dywanie i wymyślam scenariusze do jasełek i przedstawień. Wpadam w czarną dziurę i spadam wśród gwiazd tak długo, aż znajdę się w Krainie Czarów. A potem budzę się, wkładam buty na obcasie i udaję dorosłą....



Anna M.


4 komentarze:

  1. Alicja w Krainie Czarów wbrew pozorom wcale nie jest byle książeczką dla dzieci. Tam naprawdę znajduje się wile mądrości. Wystarczy tylko wczytać się w tekst.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem dziwna, bo nie polubiłam Alicji ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts