8 września 2013

"Bez ograniczeń. Historia najtwardszej kobiety na świecie" Chrissie Wellington



autor: Chrissie Wellington

tytuł: "Bez ograniczeń"

tytuł oryginału: Life Without Limits

wydawnictwo: Galaktyka
data wydania:   17 kwietnia 2013
liczba stron: 272

moja ocena: 6+ / 6






Wczoraj kupiłam, właśnie skończyłam czytać...

Dzisiejszy wpis będzie zdecydowanie dłuższy... Dlaczego? Cóż... jak na triatlon Ironman przystało. Dystans: 3,8 pływania, 180 km jazdy na rowerze i 42,195 km maratonu. Mordercza trasa i nawet nie próbuję sobie wyobrazić, jak można tego dokonać, a jednak widać można.... Chrissie Wellington zwyciężyła w Mistrzostwach Świata w triatlonie na dystansie Ironman w 2007, 2008, 2009 i 2011. Po drodze wygrywała wszystkie mniejsze zawody, w których startowała, biła rekordy i zadziwiała świat...






Książka mną wstrząsnęła. Jest wiele powodów. Jednym jest mało znany fakt, że jeszcze kilka lat temu biegałam 3 razy w tygodniu po 10 km. Biegałam rekreacyjnie wszędzie, gdzie się dało. Nawet na wakacje zabierałam buty i strój, wstawałam o świcie i biegałam.... nawet w... Pirenejach! Ale potem moja ówczesna "szefowa" (to skomplikowane) z Krakowa nie pochwalała biegania i była bardzo przeciwna temu utrudniając mi zaangażowanie w sport (choć było to czysto rekreacyjne i nie kolidowało z "pracą"). Dałam się jej jednak przekonać i "zdjęłam buty do biegania". Dziś niestety jestem 100% kanapowcem i pożeraczem pizzy i chipsów. W efekcie przytyłam i straciłam zapał do wielu rzeczy. Kiedyś marzyłam o udziale w maratonie Kraka, dziś marzę, żeby mieć lekcje na parterze...


Ale koniec z pustym żalem i destrukcyjnym rozpamiętywaniem, pora ruszyć się z miejsca! Dziś wyjęłam moje kochane buty do biegania i wyprałam strój... Buty wyczyściłam i postawiłam na szafce, aby mnie motywowały do powrotu do biegania... Na początek muszę  zrzucić kilka kilogramów, żeby nie nabawić się kontuzji i aby to wszystko miało sens. Wykupiłam zatem karnet na basen.... WRACAM :) Zachęciła mnie do tego Chrissie Wellington...


"Bez ograniczeń" to książka nie tylko o sporcie, ale i o harcie ducha, o sile i odwadze... Jedną z  bohaterek  jest Julie Moss, która wystąpiła w zawodach Ironman w 1982 roku. Prowadziła podczas ostatniego etapu, czyli maratonu i wydawało się, że zdobędzie tytuł, gdy nagle jej organizm powiedział STOP. Kilkadziesiąt metrów przed metą upadła z wyczerpania. Ale nie poddała się, nie pozwoliła sobie pomóc, gdyż groziło to dyskwalifikacją. Wstała i kilka metrów przed meta przewróciła się ponownie, wtedy minęła ją rywalka. Przegrała..., ale tylko pozornie, bo prawdziwym zwycięstwem było to, co nastąpiło później Julie nie miała sił, żeby wstać, więc ukończyła 11 godzinny wyścig czołgając się ostatnie kilkanaście metrów do samej linii mety. Wygrała ze sobą, z bólem, z poczuciem przegranej i z rezygnacją...  Poniżej zamieszczam filmik będący wspomnieniem przez Julie wydarzeń sprzed 30 lat.



Dla mnie nie jest to więc książka wyłącznie o sporcie...



Ale wróćmy do Chrissie... :)

Nie mogę się powstrzymać przed umieszczeniem pewnego cytatu. Chrissie poruszyła delikatną i wrażliwą  nutę w mojej duszy...

"Bardzo ważną inspiracją jest dla mnie wewnętrzny głos, który nakazuje mi jak najpełniejsze wykorzystanie mojego potencjału. Każdy ma w sobie taki głos, ale wielu ludzi za bardzo boi się go słuchać; są zbyt przerażeni, by choćby spróbować. Obawiają się porażki. Lęk paraliżuje, ale jest tylko urojeniem - tak naprawdę przecież nie istnieje. Nigdy nie myśl, że coś jest niemożliwe, nie przestawaj próbować czegoś nowego. Życie zaprowadziło mnie do wielu niezwykłym miejsc, dzięki którym czuję się pełniejsza i bogatsza. Nigdy nie udałoby mi się do nich dotrzeć, jeśli pozwoliłabym, by strach okazał się silniejszy od potrzeby poznawania". 


Strach i lęk zbyt często paraliżują. Może warto nad tym popracować???  Lęk może motywować,  jednak najczęściej odbiera wszystko. Dziwna sprawa... To jak "strachy" w dzieciństwie. Baliśmy się wszystkiego, co nieznane. Dziś jest podobnie. Wyobrażamy sobie nierealne zagrożenia, porażkę czy kompromitacje i boimy się tak bardzo, że nie korzystamy z możliwości rozwoju. Albo, co gorsza sprawdzone w moim przypadku, szukamy szybkich rozwiązań i bezwartościowych zamienników, które mają zagłuszyć lęk. Wnioski? Trzeba spojrzeć realnie na całą sprawę, podejść konstruktywnie do problemu i... trzymać się z dala od słodyczy. To iluzja, że po zjedzeniu tabliczki czekolady, lęk minie :) Dzięki Chrissie!!!!


Co dalej?
Po pierwszych wygranych zawodach Ironmana trener udzielił Chrissie najlepszej rady, jaką można dać świeżo upieczonej mistrzyni świata:


"Widziałem już niejednego mistrza świata, który uległ presji. (...) ścigają się z koroną na głowie. A ona cholernie ciąży. Posłuchaj dobrej rady: zdejmij ją, włóż do pudełka i schowaj do szafki. Nie bój się. Jak wrócisz, ona nadal tam będzie. Nie pozwól, aby cię przytłoczyła albo odebrała możliwość zdobycia kilku innych trofeów do kompletu. Nie dyskutuj. Mam taką rację, że aż strach".




To rada oczywiście dotycząca treningów, ale można ją zastosować w zwyczajnym życiu. Nie ma nic trudniejszego od przeżycia kilku tygodni po osiągniętym "sukcesie" (jakimkolwiek). Atmosfera wtedy gęstnieje, a wszyscy oczekują, że już teraz zawsze będzie się oczarowywać geniuszem. Zwłaszcza, jeśli w moim przypadku ma się bardzo rzadko przebłyski myślenia, a geniusz to czysty przypadek, zbieg wielu okoliczności i zwyczajnie fuks. Pozostaje wtedy robić po prostu swoje, w swoim tempie, na swoje możliwości, tak, jakby nie było owego "sukcesu". To pomaga złapać perspektywę i wrócić do tego, co jest naszą pasją, niezależnie od wyników...




W książce jest więcej historii takich jak Chrissie, czy Julie... To historie ludzi, którzy mnie inspirują do działania. Każda kolejna opowieść to mała cegiełka w moim życiu... to kolejny dowód, że wysiłek ten fizyczny i ten duchowy się opłaca. Każda osoba, która po latach poszukiwań, odnalazła szczęście staje się moim "przyjacielem", który rozumie mnie lepiej, niż "lokalni znajomi". Czego jeszcze nauczyłam się od Chrissie? To już mój sekret, ale mam nadzieję, że zaprocentuje kolejną zmianą w moim życiu, i to zupełnie nie chodzi o bieganie...

"(...) jak mogę spekulować, co przyniesie przyszłość, skoro teraźniejszość jest tak kompletnie odmienna od tego, czego oczekiwałam we wczesnej młodości? Dziś wolę postrzegać swoje życie jak drzewo, które rozgałęzia się w sobie tylko znany sposób. Drzewo nie ma celu. Dąży tylko do tego, by się rozwijać i rosnąć.  Ja zaś tak naprawdę zawsze kierowałam się przede wszystkim tym, by zachować otwarty umysł, a jeżeli już coś robiłam - wkładałam w to serce i duszę. (...) Ku mojemu zaskoczeniu po drodze niejednokrotnie przekonywałam się, że widziane z oddali granice i przeszkody znikają, jeśli spróbuje się je pokonać. Okazują się urojonymi barierami, zrodzonymi z naszych wewnętrznych przekonań. To największe odkrycie, jakiego kiedykolwiek dokonałam".


Dziś Chrissie już nie startuje. Wycofała się, gdy zdobyła wszystko, co można było zdobyć. Wróciła do działalności socjalnej i pomocy humanitarnej. Muszę na koniec choćby wspomnieć, że zanim stała się mistrzynią świata Ironman,  pracowała w organizacji pozarządowej na rzecz pomocy humanitarnej krajom Trzeciego Świata, współpracowała z ONZ, co również opisuje w książce. Dziś wraca do swojej pasji życiowej, silniejsza i bardzie zdeterminowana....


I jeszcze jedno... Wiersz, który Chrissie czytała przed startem w zawodach. Fragment listu R.Kiplinga do syna....



"Jeżeli spokój zachowasz, choćby go stracili
Ubodzy duchem, ciebie oskarżając;
Jeżeli wierzysz w siebie, gdy inni zwątpili,
Na ich niepewność jednak pozwalając.
Jeżeli czekać zdołasz, nie czując zmęczenia,
Samemu nie kłamiesz, chociaż fałsz panuje,
Lub nienawiścią otoczony, nie dasz jej wstąpienia,
Lecz mędrca świętego pozy nie przyjmujesz.


Jeżeli masz marzenia, nie czyniąc ich panem,
Jeżeli myśląc, celem nie czynisz myślenia,
Jeżeli triumf i porażkę w życiu napotkane
Jednako przyjmujesz oba te złudzenia.
Jeżeli zniesiesz, aby z twoich ust
Dla głupców pułapkę łotrzy tworzyli,
Lub gmach swego życia, co runął w nów,
Bez słowa skargi wznieść będziesz miał siły.


Jeżeli zbierzesz, coś w życiu swym zdobył,
I na jedną kartę wszystko to postawisz,
I przegrasz, i zaczniesz wieść żywot nowy,
A żal po tej stracie nie będzie cię trawić.
Jeżeli zmusisz, choć ich już nie stanie,
Serce, hart ducha, aby ci służyły,
A gdy się wypalisz, Wola twa zostanie
I Wola ta powie ci: "Wstań! Zbierz siły!"


Jeżeli pokory zniszczyć nie zdoła tłumu obecność,
Pychy nie czujesz, z królem rozmawiając,
Jeżeli nie zrani cię wrogów ni przyjaciół niecność,
I ludzi cenisz, żadnego nie wyróżniając.
Jeżeli zdołasz każdą chwilę istnienia
Wypełnić życiem, jakby była wiekiem,
Twoja jest ziemia i wszystkie jej stworzenia
I - mój synu - będziesz prawdziwym człowiekiem!"






 oficjalna strona Chrissie Wellington

strona Toma Lowe'a
eioba

Anna M.





4 komentarze:

  1. Pomimo przeciwnościom, rzucanym kłodom pod nogi szła dalej... jak w życiu. Jeśli będę miała możliwość to sięgnę, wydaje się, że lektura mnie zadowoli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie polecam książkę... Można znaleźć w niej wiele wskazówek dla siebie..

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Fantastyczne jest to, że potrafisz wykorzystać literaturę, jako osobistego terapetuę.
    Zainspirowałaś mnie aż do pewnej myśli... Od dłuższego czasu nie wiem, jak pomóc mojej siostrze, która po prostu z tego co widzę, nie akceptuje siebie, swojego życia... Ja bardzo się tym przejmuję, ale nie wiem jak jej pomóc, gdy mówi mi różne przykre rzeczy na swój temat. Może powinnam zrobić listę lektur dla niej i jej podsunąć... Jak myślisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej... Nic na siłę, ale jeśli Twoja siostra lubi czytać, to możesz jej podarować serię książek Beaty Pawlikowskiej "W dżungli życia", "W dżungli miłości" i "W dżungli samotności". To wcześniejsze książki Beaty i bardzo fajnie napisane. Tylko nie zaczynaj rozmowy z siostrą, że to dla jej dobra, bo nawet po nie nie sięgnie. Książki są super i tyle. NIC NA SIŁĘ.

      Późniejsze książki Beaty to zdecydowanie etap zaawansowany, więc polecam te...

      Pozdrawiam i buziaki
      Anna M.

      Usuń

Recent Posts