3 września 2013

"Blondynka w Londynie" Beata Pawlikowska




autor: Beata Pawlikowska

tytuł: "Blondynka w Londynie"


wydawnictwo: G+J Książki
data wydania:   19 czerwca 2013
liczba stron: 200

moja ocena: 6 / 6







Beata nigdy mnie nie rozczarowuje. Ona mnie inspiruje.... Mogłabym czytać jej książki, blog i żółte karteczki codziennie, i przyznam się bez bicia, że to robię. Czytam, czytam i zastanawiam się, jak to wszystko, o czym pisze Beata, zrealizować. Wiele razy wspominałam, że filozofia Beaty inspiruje mnie do zmian we własnym życiu. Dlaczego? Czytałam już wiele poradników, słuchałam spikerów motywacyjnych i zastanawiałam się, ile zarabiają na nabieraniu ludzi. Przecież każdy może napisać kilka sloganów i je opublikować. Ale Beata jest autentyczna, ona pisze, bo sama to wszystko przeżyła, sama znalazła drogę do szczęścia, opracowała własny system autoterapii, poszukała siebie i nauczyła się siebie kochać i akceptować. Zajęło jej to 20 lat. Książka jest tego świadectwem.

"Dwadzieścia lat temu pracowałam w Londynie (nielegalnie) jako sprzątaczka w hotelu. Dwadzieścia lat później wracam do Londynu na specjalne zaproszenie Komitetu Igrzysk Olimpijskich"


Zazdroszczę jej czasami... Ma wszystko, o czym marzyła, pisze i wydaje książki, podróżuje, pokonała swoje ograniczenia, pogodziła się z przeszłością, wyleczyła się z anoreksji, bulimii i innych uzależnień. Jest silną i piękną kobietą, jest niezależna, wie, czego chce i jednocześnie potrafi osiągnąć zamierzone cele. Jest szczęśliwa, mimo, że na forach internetowych nie piszą o niej pochlebnie. Nie przejmuje się opinią innych ludzi, a ich akceptacja lub jej brak nie mają wpływu na jej samoocenę. 


Przeczytałam wszystkie jej książki, przestudiowałam po kilka razy każde zdanie, próbowałam zrozumieć, jaki jest klucz do szczęścia i gdzie znaleźć drzwi, które otwiera?  Zapewne się powtarzam, ale nie raz tylko na tej "zazdrości" się kończyło, no może jeszcze zrobiłam plan "naprawy" swojego życia i na tym również koniec. Myślę, że potrzeba dużej odwagi i determinacji, aby uwierzyć w siebie i zaufać sobie. Beacie zajęło to 20 lat... 


Wczoraj kończąc czytać jej książkę zadałam sobie wiele pytań, często jeszcze bez odpowiedzi.... Czy zatem warto się starać, by odnaleźć drogę? Ile jeszcze razy muszę schudnąć, by zaakceptować siebie? Ile razy się zakochać nie w tym facecie, by ten właściwy mnie pokochał? Ile razy muszę się rozchorować na zapalenie oskrzeli, żeby następnym razem z katarem odwiedzić lekarza? Czy warto tak długo szukać szczęścia? 20 lat to kawał czasu... 

 Beata pisze: 
"Tym właśnie zajmowałam się przez te dwadzieścia lat. Przyznawaniem się do prawdy przed samą sobą. Szukaniem własnej drogi, a potem uczeniem się życia na nowo. Teraz wracam jako zupełnie inna osoba. Teraz jestem tym wszystkim, kim wtedy chciałam być. Zaprzyjaźniona ze sobą i szczęśliwa".

Ja szukam już 13 lat  i każdego dnia jestem coraz bardziej szczęśliwa, coraz bardziej radosna i coraz częściej już wiem, czego chcę... Częściowo dzięki Beacie... Nie jest to droga usłana różami, czasem się mylę, czasem nawet spektakularnie... ale potem "wracam na kurs"... Beata już zawsze będzie moją najlepszą przyjaciółką a jej książki będą dodawały mi otuchy... 



Anna M.


"Nie muszę zgadzać się na bierne życie po szerokiej wytyczonej drodze. Mogę stworzyć własny świat. Znaleźć własną ścieżkę.
Ciężko pracuj.
Bądź uczciwy.
Podążaj za swoją pasją.
Odważnie buduj swoje marzenia. 
Nie szukaj tanich i szybkich rozwiązań. Szukaj skutecznych. 

To kim jesteś, zależy od ciebie.
Nie szukaj ludzi ani miejsc, które nadadzą ci sens. 
Swój sens musisz znaleźć w sobie"
                                                                             Beata Pawlikowska




mój tekst znajdziesz również na CZYTADELA - PROFESJONALNE RECENZJE KSIĄŻEK !





6 komentarzy:

  1. Aktualnie czytam blondynkę w tybecie

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje pytanie brzmi, czy to faktyczne poszukiwania i praca nad sobą, zagłębianie się w siebie i różne filozofie, czy po prostu doświadczenie życiowe spraia, że stajemy się pewnymi siebie kobietami, które znają swoje wnętrze i wiedzą co je uszczęśliwia?
    A może to i to i dlatego to zajmuje tyle czasu... 20 lat... to tyle co przeżyłam na tym świecie. I jestem zagubiona, jak jeszcze nigdy wcześniej. To chyba jest początek drogi.

    Do tej pory wskazówek udzielała mi Roma Ligocka. To jej słuchałam i jej filozofię życiową przyjmowałam. Może pora na Beatę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również często wracam do Romy Ligockiej... Myślę, że warto czerpać inspiracje od ludzi, którzy naprawdę żyją. Dziś większość "gwiazdeczek" i celebrytów (nie znoszę tego słowa, ale trudno) tylko udaje, że żyje, udaje, że myśli i czuje. To wszystko jest na pokaz, dokładnie odwrotnie, niż powinno być. Kochać trzeba najpierw samego siebie, akceptować i być dla siebie najlepszym przyjacielem. Potem można wyjść do ludzi...

      Beata Pawlikowska nie jest doskonała, ma swoje mniej trafione pomysły (zwłaszcza ostatni chwyt marketingowy o kamieniach na sprzedaż), ale ja czerpię z jej doświadczenia to, co pomaga mi uwierzyć w siebie...

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. Zabierałam się do Pawlikowskiej długo aż w końcu się zebrałam. Lubię jej podejście do życia i niektóre myśli. Teraz brnę przez "W dżungli podświadomości" całkiem niezła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja przeczytałam! Świetna książka, lekka, prawdziwa. Jeszcze nie przeczytałam nic co napisała Beata P., z czym się nie mogłam zgodzić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie skończyłam czytać, książka mi się podobała :) Mam jeszcze jedną w zapasie :))

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts