28 października 2013

"Jak zostałem premierem" Robert Górski w rozmowie z Mariuszem Cieślikiem



Rozwiązanie konkursu na skecz, który poprawi mi paskudny ostatnio humor....


 
Wiele razy już pisałam, że kabaret jest dobry na wszystko. Całe szczęście, że spotykam ludzi, którzy mają podobne zdanie na ten temat. Choć trzeba też przyznać, że nie wszystko, co współcześni kabareciarze prezentują jest godne uwagi. A jeśli już troszeczkę mnie poznaliście, wiecie dobrze, że nigdy nie piszę o życiu w teorii, bo to absurd. I książki, i inne tematy, które podejmuję na moim blogu są odzwierciedleniem mojego życia i mają na nie konkretny wpływ.... Nie czytam książek, które nie mnie nie inspirują do działania, nie oglądam bezsensownych filmów i programów, również i kabaret jest dla mnie źródłem do przemyśleń i sposobem na życie. Przykład wyjaśniający? Proszę bardzo... 



Jest taki skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju: "Jadłopodawca". Widziałam go setki razy, a za każdym kolejnym głośniej się śmieję. Teksty znam już na pamięć..., ale zadawałam sobie zawsze te same pytania: "Ależ oni mają wyobraźnię i talent.. Ciekawe, jak wymyślają taki hit? Skąd biorą pomysły na taką abstrakcję?". Kilka tygodni później trafiłam wraz ze znajomymi do pewnej restauracji na krakowskim Kazimierzu, tuż obok Synagogi Tempel. I ku naszemu zaskoczeniu, menu ni jak nie dało się zrozumieć. Co prawda była z nami jedna Francuska, ale fakt, że pozostałe osoby znały polski nie pomagał w kwestii zrozumienia polskiego przecież menu. Kilka dobrych minut rozgryzaliśmy zagadkę, aż tu nagle zjawił się nasz wybawca - kelner. Przynajmniej tak nam się na początku wydawało. Kolejnych 20 minut (tak, tak, tyle nam zajęło złożenie zamówienia) to był jeden wielki kabaret. Nasz kelner okazał się 100% naśladowcą Górskiego z "Jałopodawcy", choć pytany zupełnie nie rozumiał, o co nam chodzi, bo nigdy rzeczonego skeczu nie widział a o KMN nawet nie słyszał. Wtedy właśnie zrozumiałam, że to, co oglądam w TV, to nie jest jakaś abstrakcja. W życiu zdarzają się spotkania, sytuacje, które są swoistym kabaretem na żywo. Poznałam wielu ludzi, dla którym śmiech jest pasją życia, którą zarażają innych. Gdy moje koleżanki płakały ze śmiechu w owej restauracji, ja przez łzy obserwowałam sympatycznego kelnera, jak z radością rozmawiał z innymi klientami. Nie było to wymuszone, sztuczne, nie błaznował, nie rozmieszał na siłę. Było w nim coś naturalnego, czego nie da się opisać. Był sobą i sposobem tego "bycia" zarażał innych śmiechem i noszoną w sobie radością....



Ale chciałam pisać o książce Górskiego... Kochami, takim kimś jest dla mnie również Robert Górski. Widziałam chyba wszystkie skecze kabaretowe w jego wykonaniu. Czasem wystarczy, żeby wyszedł na scenę... Nic nie musi mówić, a i tak widownia umiera wprost ze śmiechu. Pamiętam  wczesne skecze  KMN: "Dżin z butelki", "Wizyta księdza", seria o "Badylu", czy "Historia świata i Polski według KMN" - są doskonałe. Potem wyśmienity udział Górskiego w projekcie "Spadkobiercy", gdzie w każdej improwizowanej przecież scenie znosił się na wyżyny kabaretowego geniuszu... 


W książce "Jak zostałem premierem" mamy wszystkiego po trochu. Jest w niej i garść opowieści scenicznych, trochę zwierzeń, żartów. Mamy wreszcie wspomnienia z dzieciństwa i wczesnej młodości. Znajdziemy w niej zapis tekstów popularnych skeczów, no i oczywiście zdjęcia i anegdoty. A wszystko układa się w jedną, blisko dwustu stronicową, odpowiedź Roberta Górskiego na pytanie "Jak zostałem premierem?". Dla nieobeznanych z tematem, ostatnim hitem KMN jest cykl "Posiedzenie sejmu", gdzie Górski wciela się w postać premiera Tuska. Zresztą sami musicie to zobaczyć....  




NOTKA O KSIĄŻCE
wydawnictwo: Znak literanova
data wydania: 5 listopada 2012
liczba stron: 200
moja ocena: 6 /6





Serdecznie dziękuję wszystkim za nadesłane skecze. Bawiłam się świetnie, no i przyznaję, poprawiliście mi humor :)

A oto skecz, który rozbawił mnie do łez, zresztą nie pierwszy raz, bo znam go od lat....


 


Uwielbiam ich... I tak się zabawnie złożyło, że przypominają mi mojego Jadłopodawcę...

Książkę otrzymuje   Veronnie Isabella Miller  



Anna M.


3 komentarze:

  1. Miło mi poinformować, że wybrałam kwiatusia jako zwycięzcę konkursu na kabaret. Pierwszy zwycięzca niestety się nie zgłosił i nie odpowiedział na mojego maila i post na blogu, więc wybrałam kolejny kabaret, który uwielbiam.

    http://www.youtube.com/watch?v=x1oxyamEV5A

    Już napisałam maila z informacją i czekam na adres do wysyłki :)

    Pozdrawiam
    Anna Matysiak

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo Dziękuję :) Wysłałam już maila z danymi adresowymi :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo Dziękuję :) Wysłałam już maila z danymi adresowymi :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts