11 października 2013

Kocham dostawać książki :) nawet, jeśli to prezent od... samej siebie :)




 

Dzień Edukacji Narodowej dopiero w poniedziałek, ale w naszej szkole obchodziliśmy go dziś... Były życzenia od dzieci, rodziców i miło spędzony czas przy ciachu i ... plotkach. 

Oczywiście najważniejsze były dzieciaki. Maluchy z pierwszej klasy przyszły z czekoladkami (mniam), a moi szóstoklasiści, jak zawsze, szczerze sobie ze mną porozmawiali. Do dziś nie mogę się zdecydować, czy bardziej lubię maluszki, czy młodzież. Moje "smerfiki" są rozkoszne, choć należy pamiętać, że w grupie zorganizowanej zwanej klasą, są "bezlitosne"... ;) Gdy po kilku lekcjach trafiam wreszcie do moich klas 6, odpoczywam. Ale i młodzież jest "urocza". Rozumiemy się bez słów i najczęściej bez dzienniczków... Dziś, na przykład, zaskoczyło mnie zupełnie, że moja uczennica wspaniale śpiewa - nigdy bym jej o to nie podejrzewała!!!  Trochę zazdrosna, bo mi słoń na ucho nadepnął jeszcze chyba w życiu płodowym, pogratulowałam jej za kulisami. Dla takich chwil warto uczyć :) nawet, gdy wracam do domu wieczorami i wściekam się na "system"...




A po szkole i pożegnaniu ostatniego ucznia odwiedziłam ulubioną księgarnię i... sama sobie zrobiłam prezent  ;) Kupiłam książkę Oriany Fallaci "Inszallah" i w weekend będę świętowała :) A co!





"Dzięki Bogu, już weekend", więc uciekam, bo kawa stygnie i książka czeka niecierpliwie... a i czekoladki kuszą...


Anna M.



2 komentarze:

Recent Posts