5 października 2013

"Kurs szczęścia" Beata Pawlikowska - część 2






"Wiewiórka w czasach wojny" (rozdział 12 i następne...)
 





Długo się zastanawiałam nad tym wszystkim, ale jeśli eksperymentować, to na poważnie, w końcu może dostanę Nobla w dziedzinie "zmieniam swoje podejście do świata"...?  Czytam książkę Pani Beaty bardzo wolno, robię wszystkie ćwiczenia... Przez ostatnie dwa dni obserwowałam siebie, moich znajomych, ludzi na ulicy, dzieci w szkole... Zwracałam uwagę na to, co robię, o czym myślę, jak się czuję. Już pomijam fakt, że generalnie w pracy nie mam czasu nawet zastanowić się, jaki jest dzień tygodnia, ciągle się śpieszę a i tak najczęściej za późno wszędzie jestem  i ze wszystkim mam zaległości. Pani Beata pisze o tym używając słowa chaos... I tu nie chodzi o czynniki zewnętrzne, ale o moje podejście do sprawy. Mój znajomy też twierdzi, że wszystkim za bardzo się zamartwiam i przejmuję.... Są rzeczy, na które nie ma się absolutnie wpływu, nie zależą ode mnie i nic nie mogę zrobić, a ja i tak się tym martwię i biorę odpowiedzialność za błędy innych... 





Wróćmy jednak do książki. Dziś chwilkę o wiewiórkach. Oj, Pani Beata świetnie trafiła, bo lubię reklamę pewnego banku, w której główną rolę grają dwie przeurocze wiewiórki i mniej miła sąsiadka... :) Wiewiórka z "Kursu szczęścia" to podświadomość, która dostając sprzeczne komunikaty, wychowała się w lesie pełnym strachu i braku stabilizacji. Rozpaczliwie szuka schronienia, a gdy zostaje odtrącona, coraz bardziej utrwala sobie w duszy fałszywy kod - świat jest zły, nikt mnie nie rozumie, jest niebezpiecznie, szybko trzeba znaleźć kryjówkę... 


Gdyby przeanalizować pod tym kątem własne życie, można znaleźć wiele takich kryjówek...  pieniądze, ciuchy, jedzenie, znajomi, związek, praca. Każda z tych rzeczy jest bardzo dobra, ale niewłaściwie używana i z niewłaściwych powodów, staje się toksyczna. Nawet nie zwracamy uwagi na nasze najskrytsze intencje. Wydaje nam się, że wszystko jest ok, a tu proszę, dowiedziałam się, że nie jestem wolnym człowiekiem, nie decyduję o sobie w 100%, robię coś, czego nie chcę. Z czasem narasta frustracja i strach, więc tłumimy je kolejną porcją fałszu. Aż wreszcie już nie potrafimy spojrzeć w lustro. Pani Beata w swoich książkach zachęca do tego, aby codziennie przez chwilę popatrzeć w lustro i spróbować się do siebie uśmiechnąć, powiedzieć, że się siebie lubi, ba - kocha. To wcale nie jest takie proste i tu wcale nie chodzi o napady śmiechu, bo to akurat jest powierzchowne i płytkie, ale gdy już się uspokoisz, pozostaje pustka. Patrzysz w odbicie i zastanawiasz się, kim ta osoba po drugiej stronie lustra jest? Nie znam jej, nic o niej nie wiem, nigdy z nią nie rozmawiałam, nie słucham tego, co do mnie mówi... 


Ale wróćmy do wiewiórki... Podświadomość podpowiada jej szybkie znalezienie kryjówki, czegoś lub kogoś, kto zagłuszy odgłosy wojny... I tu Pani Beata trafiła w dziesiątkę.

"Mówisz, że jesteś samodzielna. Mówisz i wierzysz w to, że dajesz sobie radę, że jesteś silna, zorganizowana, nikogo nie potrzebujesz.
Mam tylko jedno pytanie: Czy jest coś, bez czego nie wyobrażasz sobie życia? Wiem, od razu odpowiesz, że nie, bo twoja podświadomość czuje się zagrożona. Ale zastanów się przez chwilę. Na spokojnie. Nie mówimy o tym, jaka jesteś, tylko o tym, co dzieje się w pewnym zakątku twojego umysłu. No? Śmiało. Czy jest coś takiego, po co sięgasz w chwilach stresu, strachu, rozpaczy? Rzecz, albo osoba? A może jest to czynność? Coś takiego, co czujesz, że musisz zrobić natychmiast, koniecznie, i niech nikt nie próbuje cię przed tym powstrzymać? Coś takiego, że jeśli tego nie zrobisz, to będziesz rozdrażniona, zła, nerwowa? 
To jest właśnie twoja borsucza nora. I kryjówka za mrowiskiem. Rozumiesz? "

Dobra, ja też mam taką borsucza norę... Chyba każdy ma, ale nie zajmujemy się tutaj każdym...  Pani Beata podsunęła mi myśl, że pora skończyć z siedzeniem ryjkiem w mrowisku i tyłkiem w borsuczej norze. To kolejne złudzenie poczucia bezpieczeństwa...


Strach paraliżuje nas przed zmianami w życiu. Ale trzeba to zrobić, nie, nie trzeba - CHCĘ TO ZROBIĆ !!!


www.beatapawlikowska.com
"Żeby to zmienić, muszą się wydarzyć trzy rzeczy:
Musisz się zaprzyjaźnić ze swoją podświadomością.
Musisz wiedzieć jakie dobre zmiany chcesz wprowadzić do swojego życia.
Musisz podjąć decyzję o wprowadzeniu tych zmian i być bardziej wytrwały, uparty i konsekwentny niż to, co jest zapisane na twoich żelaznych tabliczkach"


Cóż, Pani Beato, powiem szczerze, od 13 lat mam zrealizowany punkt 1 i 2, ale trzeciej rzeczy jeszcze nie udało mi się zrobić... To ostatni moment, żeby zacząć wprowadzać zmiany...



Anna M.


4 komentarze:

  1. Pierwszy krok jest trudny. Następne robią się same. INTENCJA jest siłą sprawczą. Tak naprawde więc nie masz w sobie uczciwej intencji do zmiany. Dlatego trudno ją wprowadzić w życie.

    Trzymam kciuki i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, do tej pory (przez te 13 lat) myślałam, że uczciwie chcę się zmienić. Dopiero Pani mi wyjaśniła w książce, że uczciwość może w naszej podświadomości wcale nie być uczciwością. Chowam się do kryjówek i myślę, że uczciwie zmieniam się na lepsze. Ale to tylko pozory... zabieram się zatem za szukania w sobie odpowiedzi, bez oglądania się na znajomych, bez porównywania się, bez strachu, że im się udaje, a ja wciąż w lesie...

      Dziękuję i również pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Uwielbiam Beatę Pawlikowską. Podziwiam ją i z upragnieniem czekam na jej kolejne wytwory. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pozytywne podejście Beaty Pawlikowskiej do życia i siebie, z pewnością daje dobry przykład dla tych, którzy nie potrafią się odnaleźć w codziennej rzeczywistości :)

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts