2 października 2013

"Nie dla mięczaków" Monika Szwaja



tytuł: Nie dla mięczaków
autorka: Monika Szwaja


wydawnictwo: Empik Sp. z o.o.
data wydania: kwiecień 2011
liczba stron: 96

 moja ocena: 3=/6











Nadal na zwolnieniu lekarskim, więc czytam... Jutro już muszę iść do pracy (nareszcie, bo wariuję sama w domu), więc postanowiłam przeczytać coś lekkiego, krótkiego i przyjemnego. I tu pojawia się mały problem. Lubię Monikę Szwaje, ale jej książka "Nie dla mięczaków" nie zachwyciła mnie. Owszem, jest lekka i krótka, ale czy porywająca? Nie... wręcz przeciwnie! Banalna i mdła...


Rzadko zdarza mi się krytykować książkę i nie lubię tego robić, ale nie mogę się powstrzymać. Rozumiem, że to ma być łatwa opowieść o życiu i o rodzinie. Nie znalazłam jednak nic, co by mnie zaskoczyło... Jest wątek nieudanego małżeństwa, które się rozpada. Piotr stara się być dżentelmenem i zostawia byłej żonie dom. Dorosła już córka najwyraźniej wdała się w mamusie i nie chce utrzymywać kontaktów z ojcem.  A nasz Piotr ma dobre serce na 200% - tylko, że takich facetów już nie ma... Wyrozumiały, rycerski, odpowiedzialny. To chyba mnie zraziło - nierealność, brak jakichkolwiek cech normalności. Ale jakby tego było mało, po 15 minutach od wyjścia z sądu (sprawa rozwodowa), Piotr spotyka kolejną nową miłość życia... Kolejny absurd... No ale sprawa się komplikuje, gdy do jego drzwi puka 17-letni Filip. Kim jest? Synem, o którym Piotr nie miał pojęcia. I znów rycerski nowo upieczony tatuś przygarnia syna, daje mu pokój i utrzymanie. Dobra jeszcze to bym przeżyła, ale dla mnie Piotr nie ma żadnych głębszych cech charakteru. Życie nie jest takie cukierkowe i proste. Ok, spotyka nową miłość, uroczą Majkę, oczywiście równie krystaliczną, jak on sam. Nie wspomnę już o sekretarce, z którą ma romans nasz bohater... A gdy syn przedstawia mu Dominika, swojego chłopaka, tatuś organizuje dla nich wspolne mieszkanko... Tego było już dla mnie za wiele. Zero przemyśleń, pytań, szukania sensu tego wszystkiego... Jedynym pragnieniem Piotra jest małżeństwo z Majką, bo jak twierdzi "Wolność jest mocno przereklamowana"...


Jednym słowem, albo ja jestem staroświecka, albo ta książka nie ma głębi, nie stawia pytań, nie zmusza do zajęcia konkretnego stanowiska... Dla głównego bohatera wszystko jest ok... Rozwód? OK.. Nowy związek? OK, przecież trzeba klin - klinem... Syn stający w drzwiach? OK, w życiu miało się to tu "partnerkę", to tam... Syn gej? OK, takie czasy... Tajemnica nowej partnerki? OK... Kochanka w pracy? OK, przecież spotykamy się tylko w łóżku, nikt od nikogo nic nie chce... Dla mnie to za wiele....


Nic się nie dzieje, z niczym nie trzeba się zmagać, o niczym rozmawiać... Płytkie, nudne, cukierkowe. Jeśli książka miała poruszać trudne tematy, to zdecydowania bagatelizuje je... A szkoda, bo można by pokazać świat, jakim jest naprawdę... i trochę z nic podyskutować...



Anna M.



3 komentarze:

  1. Miałam podobne odczucia po przeczytaniu innej powieści Szwaji, nawet nie pamiętam już tytułu.
    Miłego powrotu do pracy! Ja się boję, bo też zaczyna mnie coś brać, a jeszcze nawet nie zaczęłam zajęć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się rozczarowałam, bo wcześniej czytałam :Jestem nudziarą" i bardzo mi się podobała... Ale cóż... Bywa :)

      Życzę miłego początku roku akademickiego i zdrowia :)
      Anna M.

      Usuń

  2. Kto chce się oderwać
    Od życia ciężkiego,
    Ten musi przeczytać
    Coś bardzo lekkiego.

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts