27 listopada 2013

"Dziecko śniegu" Eowyn Ivey





Od zawsze kocham zimę, a co za tym idzie fatalnie czuję się latem... Pamiętam, że w dzieciństwie potrafiłam godzinami bawić się idąc ze szkoły, lepiłam bałwany, jeździłam na sankach, chodziłam na ślizgawki, a mama wiele razy zabraniała mi jeść śnieg... Uwielbiałam małe, białe płatki i wcale nie chodzi o te śniadaniowe.... ;) Na szczęście powoli robi się zimno... Wychodząc rano do pracy nadal lubię iść pieszo i wdychać mroźne powietrze... 



 Kiedy więc zobaczyłam w księgarni na półce książkę Eowyn Ivey "Dziecko śniegu" i jej prześliczną okładkę, nie mogłam się powstrzymać...  A potem czytałam ją w każdej wolnej chwili ignorując wszystkich i wszystko, nawet pisanie "papierów" do szkoły, zapominając o jedzeniu i planach na wieczór... 




Co mnie tak zafascynowało? 
Przepiękna i okrutna baśń z dalekiej Północy, gdzie dni są krótkie, noce zimne, a świat na wieki skuty lodem. W małym domku na Alasce mieszka starsze małżeństwo, Jack i Mabel, i choć zawsze marzyli o dziecku, niestety są wciąż sami. Z dnia na dzień oddalają się od siebie, zapominają o łączącym ich uczuciu, mijają się bez słowa. Pewnej zimy gdy zaczyna padać śnieg, coś się zmienia. W mroczną noc Jack i Mabel  urzeczeni pięknem złowrogiej zimy wychodzą na podwórze i lepią bałwana...  Cóż, właściwie małą dziewczynkę, a potem ubierają ją w płaszczyk, czapkę i rękawiczki. Przemarznięci, po kilku godzinach wracają do domu, zapada noc, a na polach szaleje zamieć jakiej świat nie widział. Następnego dnia, gdy wychodzą przed dom, nie ma już ulepionego poprzedniej nocy bałwana. Jest tylko mroźna cisza i .... ślady maleńkich bucików prowadzące wgłąb lasu od miejsca, gdzie znajdowała się śnieżna dziewczynka... 



To dopiero początek historii, opowieści o nadziei, miłości i wierze w szczęśliwe jutro nie cofającej się przed niczym... Tajemnicza Faina zawsze pojawia się wraz z pierwszy śniegiem i znika, gdy do doliny przychodzi wiosna... Jest dzieckiem śniegu, tajemnicza, szczera, prosta i niewinna niczym oczekiwane od lat dziecko. Ale ma też drugie oblicze... Potrafi być zimna, okrutna, nigdy nie daje się zniewolić i podporządkować, a gdy się gniewa, sprowadza na świat śnieżną zawieruchę... Czy potrafi kochać i czy da się pokochać innym? Jaką prawdę ukrywa w gniewnych oczach? Czy jest dzieckiem śniegu, czy tylko zagubioną w lesie czyjąś córeczką, szukającą rodziny? Czy z małej dziewczynki wyrośnie na równie piękną kobietę? Czy zostanie w dolinie na zawsze? A może odejdzie równie tajemniczo, jak się zjawiała? Czy w imię miłości poświęci to, co kocha najbardziej? I kim jest? 



Książka Eowyn Ivey to również przepiękna opowieść o życiu w świecie lodu, o trudzie przetrwania na Alasce, o pięknie dzikiej natury. Czytając opowieść o śniegowej dziewczynce zatraca się granicę między rzeczywistością a baśnią, i podąża się w górę rzeki, gdzie nigdy nie topnieje śnieg... Oczami wyobraźni widziałam zorzę polarną oświetlającą noce w dzikim lesie. Szłam razem z Fainą w góry, podglądając okrutny los słabszych, których czeka z jej rąk mroźna śmierć. Z nią zasypiałam pod gołym niebem, patrzyłam w jej błękitne jak lód oczy i starałam się odgadnąć, o czym myśli i kim jest...



"Dziewczynka otwarła oczy i spojrzała na nich oboje, zaciskając usta. (...) Mabel wstała i zatrzymała się na chwilę za jej plecami, wciągając głęboko w nozdrza woń dziecka - świeży śnieg, górskie zioła i brzozowa kora. Delikatnie pogładziła jej włosy czubkami palców. Być może to jednak wcale nie był sen".



Och.... rozmarzyłam się i odpłynęłam wraz z lodowatym wiatrem wprost na Alaskę... Tak bardzo czekam na śnieg... na pierwsze płatki, które otulą świat. Co prawda w mieście nie jest tak piękne, jak u mnie w domu, na wsi..., ale zawsze można pójść na mały spacer do lasu, nad jezioro, z dala od ubłoconych chodników. A wtedy magia zaczyna działać, wtedy można dostrzec wśród padających białych płatków Fainę, dziecko śniegu...



Anna M.

Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził. Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)



NOTKA O KSIĄŻCE

autor: Eowyn Ivey
tytuł: "Dziecko śniegu"
wydawnictwo: Pascal
data wydania:  25 października 2013
liczba stron: 448

moja ocena:  6+/ 6



4 komentarze:

  1. Jak bajecznie ! Koniecznie się z nią zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, ja mam problem z tą książką. Jak zobaczyłam okładkę zareagowałam mniej więcej jak Ty, wykrzykując przy tym "jaka piękna!!!", ale mój zapał ostudziła przyjaciółka, która przeczytała i stwierdziła, że zbyt dużo tam niepotrzebnych opisów. Że spokojnie książka mogłaby mieć o połowę mniej stron wcale nie tracąc na treści. I nie wiem - czytać czy nie....
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uważam, żeby było za dużo opisów.... Ja to bym jeszcze poczytała nawet i ze 500 stron, zakochałam się w tej książce :)

      Pozdrawiam
      Anna M,

      Usuń
  3. Nominowałam Cię do Liebstera. Zapraszam do zabawy i po szczegóły do mnie:)

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts