17 listopada 2013

Krystyna Januszewska i Magdalena Kawka w Matrasie!




W sobotę odbyło się już drugie spotkanie z cyklu "Poznań w Matrasie". Tym razem w księgarni w King Crossie gościły dwie wspaniałe pisarki: Magdalena Kawka i Krystyna Januszewska. Rozmowę prowadził Maciej Duda, a ja przysłuchiwałam się z wielkim zainteresowaniem ...



 

Musze już na samym początku zaznaczyć, że wczorajsze spotkanie było dla mnie wyjątkowe z kilku względów. Pierwszy to konkurencja na zewnątrz, czyli Targi Motoryzacyjne. Gdy dotarłam na miejsce i usłyszałam, jak tuż przy wejściu do księgarni jest głośno, przeraziłam się, że zupełnie znikniemy i nie będzie można nic usłyszeć z naszej rozmowy.  Ale nie zagłuszyli nas, nie daliśmy się!!! :) Siedząc sobie w Matrasie poczułam, że czytanie ma sens, że przyjemnie jest porozmawiać o książkach, zanurzyć się na chwile w czymś głębszym niż życie toczące się w markecie, między zakupami, jedzeniem, konkursami, samochodami. Druga kwestia to przesympatyczna atmosfera wewnątrz księgarni, czyli bardziej miła rozmowa na wspólny temat niż zwykła "przepytywanka" autorów... A to po części zasługa również prowadzącego, który w umiejętny sposób trochę pytał, trochę prowokował, trochę bawił nas wszystkich. No właśnie o tym też trzeba koniecznie wspomnieć - o uśmiechu, ciepłym i przyjemnym klimacie rozmowy w ten chłodny sobotni dzień. Atmosfera była nieziemska! Już wcześniej pisałam na Facebooku, że miło spędzić popołudnie wśród książek, pijąc kawę i rozmawiając z pisarkami, których książki chętnie przeczytałam.




 

Magdalena Kawka jest autorką książek: „Sztuka latania”, „Alicja w krainie konieczności”, „Rzeka zimna”, poradnika dla rodziców przedszkolaków „Przygody Kosmatka kilkulatka” oraz najnowszej „Wyspa z mgły i kamienia”. Ale najlepsza i najpiękniejsza książka to ta, jeszcze nie napisana.

Magdalena Kawka o sobie pisze:

"Ukończyłam socjologię ma Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, ale socjologiem się nie czuję. Czuję się za to „hodowana” przez swoje koty, które do perfekcji opanowały sztukę manipulowania swoją panią.

Imałam się w życiu różnych zajęć: byłam kwiaciarką, dziennikarką oraz urzędnikiem, choć w to ostatnie czasami trudno mi uwierzyć. Współpracowałam z kilkoma pismami. Kilka lat temu postanowiłam całkowicie poświęcić się pisaniu, na co pozwoliło mi posiadanie Wybitnie Wyrozumiałego Męża ;)…" [źródło]





 Krystyna Januszewska – zodiakalna Waga. Dobry znak, szczególnie dla kobiety. Pisze, żeby nie przeminąć z wiatrem, często o tym mówi, jakby książki miały jej zapewnić nieśmiertelność i że ważne, żeby pisać jak jest, bo kiedyś inni napiszą o nas nieprawdę. To podkradła Piłsudskiemu.
Chyba ma jego teraz na tapecie. Obsesyjnie martwi się upływem czasu i czy zdąży coś jeszcze napisać zanim… wiadomo, każdego z nas to czeka. Do tego ten listopad.
„Księżyc w ostatniej kwadrze, połowę swoją oddał ciemności, a drugą na użytek ziemi. Tam nigdy w życiu nie polecę, Księżyc mi się nie marzy. A marzeń jest tyle, ilu ludzi. Jedni śnią o luksusie, niektórzy o miłości, a jeszcze inni o nocy w Monk’s House w Rodmell. A Mela marzy o wyjściu na wolność”. Cytat z powieści pod tytułem „Ostatnia kwadra księżyca”.
[źródło]



Rozmowa toczyła się na przeróżne tematy oczywiście związane z pisarstwem, książkami, ale i miejscem kobiet w literaturze, i jako bohaterek, i jako autorek, pisarek. Pan Maciej nie dawał za wygraną i prowokował: Czy w Polsce można być autorką? Jak to się stało, że nasze pisarki zaczęły pisać? Gdzie szukać inspiracji? Czy nie boją się szufladkowania? Co z feminizmem w środowisku literackim?


Pani Krystyna Januszewska opowiadała o fascynacji twórczością i postacią Ewy Lach, której książki czytała zastanawiając się, jak można napisać powieść w tak młodym wieku. Wtedy i u niej zrodziła się myśl, aby wyjść ze świata pamiętników i napisać coś dla innych. Zawsze otaczały ją książki, ale jak przyznaje, przyszło życie i chęć pisania została gdzieś przysypana codziennością, choć była głęboko schowana w sercu. Dopiero po latach myśli zostały przelane na papier... Dla pani Krystyny  pisanie jest miejscem, gdzie można zostawić wszystko, życie i jego problemy...  i zacząć tworzyć...   


Natomiast Magdalena Kawka przyznała, że jest niespokojną duszą, która nie miała nigdy czasu się zatrzymać, robiąc wiele i angażując się w różne projekty. Ale w pewnym momencie zajrzała do swojego wnętrza i to, co zobaczyła w sobie zaczęło się okładać w litery, litery w słowa, zdania i tak powstały książki.




Nie sposób było uniknąć pytań związanych z początkami pisarstwa. Pierwsze książki, wyróżnienia, sukcesy. Wszystkiego było po trochu: szczęście, przypadek, ciężka praca, przemyślana fabuła, czasem spontaniczny zryw... Ale prowadzący był czujny i przyznając, że intrygują go kobiety w literaturze powrócił na  drogę, którą wszyscy podążyliśmy od początku spotkania, a mianowicie poszukiwanie odpowiedzi na pytania: jak wygląda literatura kobieca? Czy można dzielić, klasyfikować, wręcz szufladkować autorów, pisarzy? Gdyby zapytać mężczyznę, co sądzi o literaturze kobiecej, co by odpowiedział? Czy istnieje literatura męska? 


Pani Krystyna Januszewska opowiadała m.in. o Virginii Woolf i jej "feminizującej" twórczości. Przyznała, że chciałaby zamknąć się z jej książkami i pamiętnikami i dosłownie wgryźć się w to, co pisała. "Chcę was prosić, abyście pisały książki najrozmaitsze, nie cofając się przed żadnym tematem, od najbanalniejszej po najbardziej ambitne. Starajcie się zdobyć pieniądze i możliwości, które pozwolą wam podróżować, rozmyślać o przeszłości i przyszłości świata, czytać książki i snuć marzenia, wałęsać się (..) zapuszczając wędkę w najgłębszy nurt życia" (Virginia Woolf). Pani Krystyna troszeczkę przybliżyła nam historię kobiet i ich emancypację. Przyznam, że poczułam się dumna, że jestem  kobietą i że mam prawo pisać, czytać, kształcić się i mogę opowiedzieć o tym, co myślę, czuję. 









Dyskusja była bardzo interesująca. Magdalena Kawka broniła też zdania, że nie można szufladkować kobiet, które piszą. Błędne jest przekonanie, że skoro napisała to kobieta, to na pewno to będzie płytkie, nudne i ckliwe. Nie wolno powielać stereotypów. Mężczyźni nie zawsze rozmawiają o filozofii, kulturze, czy historii. Równie często plotkują, dyskutują o tym wszystkim, o czym rozmawiają kobiety. Trudno uciec od stereotypów, ale trzeba próbować. Literatura kobieca to nic innego, jak postrzeganie świata przez kobietę, nic więcej, ale niestety jako kobiety, dostajemy mnóstwo etykietek. Czasem walczymy i udowadniamy, że kobieta nie jest głupsza i dajemy się wciągnąć w szufladkowanie. W życiu spełnia się wiele ról, kobietą się jest między innymi. Obie panie przyznały, że to trudny temat, bo z jednej strony może denerwować patrzenie na ich twórczość przez pryzmat płci, ale z drugiej nie chcą uciekać od swojej kobiecości, wrażliwości i sposobu patrzenia na świat. W każdej książce jest cześć z autorki i jej wizji świata, zawsze to będzie patrzenie kobiety... Ale kobiety piszą równie ambitnie, twórczo, głęboko poruszając ważne tematy, co mężczyźni. Piszą o tym samym, ale oczami kobiety... Od tego nie uciekniemy. Mężczyzna i kobieta patrząc na ta samą rzeczywistość dostrzegają tylko inne jej odcienie...


Uff... Ale się rozpisałam, bardzo mnie to zaintrygowało. Od dawna nie uczestniczyłam w tak głębokiej i ważnej dla mnie dyskusji. Pani Krystyna i pani Magdalena zainspirowały mnie do przemyśleń o roli kobiety i mężczyzny w tworzeniu, w literaturze. Długo jeszcze po powrocie do domu żyłam poruszanymi treściami.




Ale spotkanie to nie tylko rozmowa o roli kobiety, to również próba opowiedzenia o warsztacie, o sposobie pisania, pomysłach. Pisarki dzieliły się z nami tym, jak tworzyły poszczególne książki, z czego czerpały inspiracje. Spotkanie przerodziło się w intymną rozmowę o sobie, swoim życiu.  Pani Krystyna Januszewska bardzo osobiście i szczerze mówiła o swoich bohaterkach i o tym, na ile czytelnik może w nich odnaleźć samą autorkę. Kim jest, dlaczego tu jest, po co żyje i tworzy? Poruszyła również o wątki biograficzne i historie rodzinne. Przybliżyła świat ukazany  m.in. w "Rozbitku...". Słuchałam jak zahipnotyzowana. Podziwiam odwagę i szczerość pani Krystyny, jej ujęcie przemijania życia i szukania odpowiedzi na podstawowe pytania o swoje miejsce w świecie. 

Również Pani Magdalena dała się skusić na opowieści o bliskich sobie miejscach, o Krecie, o bohaterkach i ich cechach, o rodzinnej miejscowości.  Bardzo miło i ciekawie słuchało się opowieści o Grzmotach i o świecie zamkniętej społeczności, gdzie od lat nic się nie zmienia, o powrocie w rodzinne strony... Pani Magdalena mówiła też o potrzebie napisania poradnika dla rodziców. Nie dla innych, ale w pierwsze kolejności dla siebie samej. Zaradziła, że czuła się zmęczona pisaniem artykułów do pism adresowanych do rodziców, w których w cukierkowy sposób musiała ukazywać macierzyństwo. Ile można słodzić? Przyznała, że książka "Przygody Kosmatka Kilkulatka" była trochę autoterapią, sposobem na opowiedzenie rzeczywistości po swojemu, szczerze z prawdziwymi emocjami. Dorzucę od siebie, że to świetna książka, i mówię to jako nauczycielka, która na co dzień zmaga się z dzieciakami w różnych sytuacjach...



Mogłabym godzinami pisać o sobotnim spotkaniu.  Było dla mnie bardzo ważnym przeżyciem, i bardzo osobistym. Dziękuję za możliwość uczestniczenia w nim, za szczerość i otwartość, za pasję i zatrzymanie się na chwilę wśród książek... za rozmowę... Z niecierpliwością czekam na kolejne ... DZIĘKUJĘ  !!!



Anna M.

 












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts