25 listopada 2013

Spotkanie w Matrasie - Joanna Opiat-Bojarska i Robert Ziółkowski







Kolejna sobota i kolejne spotkanie. Aż strach pomyśleć, że to już przedostatnie...  Co ja będę robiła w grudniowe soboty?


To spotkanie było dla mnie wyjątkowe, ponieważ zgodziłam się je... poprowadzić. Tak, tak, dobrze przeczytaliście! Nigdy tego nie robiłam, ale uznałam, że nie jestem jeszcze za stara na "pierwszy raz"... Postanowiłam nie myśleć i zachować się zupełnie inaczej, niż zazwyczaj. W liceum usłyszałam, że przenigdy mam się  nie wypowiadać publicznie, no i że jedynym językiem obcym, jakiego będę się musiała uczyć całe życie, będzie język polski.  Na przekór mojej polonistce i zmorze mojej młodości - dyrektorowi- postanowiłam zaryzykować i spróbować... Takie rozliczenie z przeszłością i mała, prywatna zemsta! Wróciły wszystkie lekcje polskiego i historii, ale odgoniłam demony... głównie dzięki pysznemu tortowi czekoladowemu w jednej z cukierni w King Crossie... 


 Prowadząca z mnie żadna, muszę się jeszcze sporo nauczyć, ale najważniejsze co osiągnęłam, to uwierzyłam, że to, co mi wmawiano przez całe liceum jest kłamstwem... No i już nigdy nie będę żartowała, że Ibisza, że to słabeusz, bo prowadzenie spotkań jest mega trudne, ale i niesamowicie dużo można się nauczyć i wyciągnąć wnioski na przyszłość.... 


 


Jeszcze o jednym muszę wspomnieć - dla mnie ogromnie ważny był też cały tydzień poprzedzający spotkanie. Przeczytałam wszystkie książki zaproszonych Autorów, miałam okazję rozmawiać z nimi na Facebooku, no i książki.... zaprzyjaźniłam się z bohaterami opowieści, cały czas żyli w mojej świadomości... Cudowne doświadczenie....






Ale przejdźmy do relacji. I na początek duży plus dla Ekipy Matrasa w King Crossie. Ze spotkania na spotkanie jest coraz lepiej... O by tak dalej...



A teraz najważniejsze! 
Autorzy: 



Joanna Opiat-Bojarska
Joanna Opiat-Bojarska - mieszkająca w Poznaniu absolwentka poznańskiej Akademii Ekonomicznej. Część życia spędziła w Gnieźnie. Zadebiutowała w październiku 2011 powieścią obyczajową "Kto wyłączy mój mózg?" polecaną przez Agatę Młynarską i Annę Maruszeczko. To miała być jedyna książka, którą chciała napisać. Niestety wpadła w uzależnienie. Od pisania, oczywiście. Po wydaniu kolejnych powieści obyczajowych "Blogostan" i "Klub Wrednych Matek" wpadła w zbrodnicze towarzystwo. W "Gdzie jesteś,Leno?" zaczęła romans z policją. To namiętne uczucie popycha ją do planowania coraz to nowszych zbrodni. Prywatnie – żona, matka i szczęśliwa właścicielka różowego laptopa. To tylko potwierdza uzależnienie. Na razie jednak nie zamierza się leczyć. Woli zabijać. Autorka: „Kto wyłączy mój mózg?”, „Blogostan”, „Klub Wrednych Matek”, „Gdzie jesteś, Leno?






Robert Ziółkowski

 Robert „Ziółek” Ziółkowski- rocznik 1967. Przez szesnaście lat służył w polskiej policji. Jego kariera wiodła od „zwykłego krawężnika” , poprzez dochodzeniówkę, wydział zwalczania przestępstw gospodarczych do specjalisty wydziału kryminalnego KWP w Poznaniu. Ostatnie lata pracował w Zespole Poszukiwań Celowych wielkopolskiej komendy. Zespoły te zostały powołane w 2001 roku, w każdej z komend wojewódzkich policji. Ich zadaniem było ściganie najgroźniejszych przestępców w kraju, ukrywających się przed wymiarem sprawiedliwości. Powstały one na podstawie doświadczeń wywiadu izraelskiego, ścigającego terrorystów z Czarnego Września po zamachu w wiosce olimpijskiej w Monachium. Stworzono wtedy w Mossad-zie specgrupę o nazwie „Gniew Boga”. Pierwsze tego typu policyjne jednostki utworzyła policja niemiecka. Ścigały one członków terrorystycznej grup Bader-Meihoff. Polska policja przejęła wzory z Bundeskryminalamt. Wielkopolskie ZPC uchodzi za najlepszą tego typu jednostkę w Polsce. Zespół w, którym pracował autor zajmował się poszukiwaniem ukrywających się : zabójców, bandytów, gangsterów, handlarzy narkotyków oraz odnajdywaniem uprowadzonych dzieci. Dokonywali od kilkudziesięciu do stu zatrzymań rocznie. Policjanci z ZPC prowadzą poszukiwania w kraju i poza granicami, skutecznie ściągając do polskich więzień , zbiegłych bandytów. Poznańskie ZPC „usadziło” między innymi „Makowca”, członków gangów „Borusia” i „Drewniaka”. Ich akcje są szeroko komentowane w mediach. Autor na bazie swoich doświadczeń napisał książkę pt. „Łowcy Głów”. W październiku br ukazała się jego nowa pozycja nosząca tytuł „Wściekły pies”. Robert Ziółkowski jest absolwentem Akademii Rolniczej i Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Zajmował się dziennikarstwem, działalnością samorządową, biznesem. Z zamiłowania żeglarz i podróżnik. W jego książkach możemy odnaleźć echa podróży po Bałkanach, Azji czy afrykańskich bezdrożach. [źródło]






W Matrasie byłam już o 15.30 i jak zwykle buszowałam w regałach. Niestety jest przed pierwszym, więc z zakupów nici.... Ale sam widok książek mnie uspokaja.... Autorzy pojawili się w Księgarni w świetnych humorach i tak naprawdę rozmowa rozpoczęła się chwilę przed 16.00 jeszcze bez mikrofonów, stresu i pośpiechu.  Było to bardzo przyjemne popołudnie, a czas mijał, jak zaczarowany...






Pierwsze pytanie, jak na belfra przystało, dotyczyło ulubionych książek z dzieciństwa... Pan Robert przyznał, że zawsze czytał i do dziś czyta bardzo dużo, opowiadał o ulubionych książkach, i tu uwaga, wcale nie kryminałach, ale o  ....  "Winnetou". Natomiast pani Joanna czytała Chmielewską, "Anie z Zielonego Wzgórza" i "Pana Samochodzika". Ale przyznała też, że w szkole nie bardzo lubiła pisać, bardziej interesowała ją... matematyka. Swoją drogą może to tłumaczy pewną systematyczność i planowość pisania książek. Pani Joanna ma zawsze szkic historii, którą opisuje, a wszystko jest przemyślane i zaplanowane. 



Czas na rozmowę o konkretach!
Pierwsza książka Joanny Opiat-Bojarskiej  to próba ujęcia doświadczeń związanych z chorobą. Początkowo autorka swoje emocje odsłaniała na blogu, dopiero później, za namową męża napisała książkę. "Kto wyłączy mój mózg" to opowieść nie tylko o chorobie, ale o dzieciństwie i młodości, a wszystko spięte klamrą własnych emocji. Książka jest szczera, a Autorka nie chowa się i nie oddziela od czytelnika, nie stawia też granicy, nie zostawia dla siebie części przeżyć związanych z chorobą i powrotem do zdrowia. Tym urzekła mnie i Autorka i książka. Dawno nie czytałam tak szczerej i otwartej opowieści. Pani Joanna zaznaczyła, że to książka pisana nie dla podziwiania jej samej, nie dla wzruszania czytelnika, to książka pisana dla siebie, a potem dla innych...Każdy, kto ma chwile zwątpienia może po nią sięgnąć i uwierzyć, że mimo ograniczeń trzeba walczyć i żyć... a ograniczenia znikną...

Pani Joanna oczywiście opowiadała też o pozostałych książkach. Mnie osobiście zachwycił "Klub Wrednych Matek". Być może właśnie w tej książce odnalazłam kilka moich przyjaciółek, może trochę siebie i moje pragnienie... dziecka. Ale i tęsknotę za naszymi spotkaniami i plotkami. A tak przy okazji dziś właśnie byłam u jednej z Matek, choć oczywiście nie wrednych,  i obserwowałyśmy jej brzuszek i dzidziusia w nim ukrytego, który akurat... dostał czkawki... Może nie lubi ciasteczek, a zjadłyśmy ich sporo...


Podczas sobotniego spotkania w Matrasie niejedną tajemnicę też zdradzono... Pani Joanna przyznała, że posty zmieszczone w "Blogostanie" są autentycznym komentarzami z jej bloga. Wow! To nie jest zatem wymyślony "bajer" dla czytelników, ale rzeczywiste reakcje na komentarze internautów! Niesamowite. Jeszcze większy szacunek dla Autorki... Przy tej okazji trochę porozmawialiśmy sobie o Internecie, blogach i wirtualnej rzeczywistości... Dalsze plany? Cóż, po "Gdzie jesteś, Leno?" romans z kryminałem nadal się rozwija i możemy się spodziewać książki jeszcze bardziej mrocznej i tajemniczej... Pozostaje zatem z niecierpliwością wyczekiwać... Jedno jest pewne, na pewno nie będzie to książka dla dzieci.... ;)





A jak to było z literackim debiutem Roberta Ziółkowskiego? I tu trochę osobistych refleksji.... Czytałam książki pana Roberta i czułam ogromny podziw dla jego osoby i pracy w policji. Moje doświadczenia z policją są prawie żadne, no może poza jedną lekcją w zeszłorocznej 6a, kiedy to zaproszona do szkoły pani policjantka opowiadała o konsekwencjach ich zachowania (a było o czym mówić). Ogólnie, gdy widzę policje zaczynam się zastanawiać, czy wszystko robię dobrze, nie wiem, skąd to mam, ale czuję ogromny lęk i respekt. To chyba kwestia wpojonego w dzieciństwie szacunku dla munduru i służby społeczeństwu. Z takim samym lekiem i powaga szłam na spotkanie. Irracjonalny lęk... A tu.... niespodzianka. Pan Robert to przesympatyczny człowiek, z ogromnym poczuciem humoru i w niczym nie przypominający moje wyobrażenie policjanta.... na szczęście! A co najważniejsze, bardzo ciekawie opowiadał i o swojej pracy i o książkach  przytaczając jednocześnie wiele anegdot z prywatnego życia... 



Pan Robert Ziółkowski przyznał, że w młodości  myślał o pisaniu, a pierwszą czytelniczką opowiadań była pani polonistka, potem jednak odłożył pisanie, zajął się pracą w policji, rodziną, domem. Wrócił do pisania, gdy odszedł z policji... Pierwsza książka "Łowcy głów" to zbiór opowiadań o pracy Zespołu Pooszukiwań Celowych. Skąd inspiracje? Życie jest tak barwne, że można z niego czerpać całymi garściami. Bohaterów można spotkać na ulicy, wystarczy zatrzymać się i przyjrzeć. Nie mogła się powstrzymać i nie zapytać o poczucie humoru. Wiele razy podczas lektury wybuchałam głośnym śmiechem, nawet moja współlokatorka była zdziwiona, co ja takiego zabawnego czytam....  Humor policyjny jest czasem czarny, ale taki być musi. Policjanci na co dzień spotykają się z całym złem tego świata  i muszą w jakiś sposób się chronić, a humor w tym pomaga...  Autor zdradził, ze dostarczycielem śmiesznych historii jest m.in. jego kolega, który zawsze jest w stanie coś wymyślić, by rozbawić innych. Niewyczerpanym źródłem pomysłów byli się również sympatyczni panowie pod sklepem z piwem, czy z tak znanej z serialu "Ranczo" przysłowiowej ławeczki... A dla zaznajomionych z tematem perełka - historia gangstera z tatuażem: "Veni, Vidi, Vici" jest jak najbardziej autentyczna! Śmiałam się do łez...  Ale życie nie składa się tylko ze śmiechu, praca w policji to przede wszystkim trud, zmęczenie, poświecenie, codzienny widok zła, śmierci i próba radzenia sobie z tą rzeczywistością. W życiu nie ma krystalicznych postaci, nie ma ich również w książkach Roberta Ziółkowskiego. I w "Łowcach głów" i we "Wściekłym psie" główni bohaterowie to ludzie z krwi i kości, którzy stoją przed trudnymi wyborami, i których życie zależy od podjętych decyzji, dobrych lub złych.  


O ile pierwsza książka to też pewnego rodzaju rozliczenie z przeszłością, druga zawiera natomiast wątki autobiograficzne, historie przyjaciół. Mogłabym godzinami słuchać o filozofii życia według pana Roberta... Niesamowicie ciekawa sprawa! A plany na przyszłość? Trudno to określić, może coś o Afryce, może bohaterowie przeniosą się do Ugandy i tam "popracują", a może... No właśnie tego Autor już nie chciał nam zdradzić... Ale przyjdzie czas i może się dowiemy, gdy sięgniemy po kolejną jego książkę :)






Na koniec Autorzy zachęcili do czytania polskich autorów i zajęli się podpisywaniem książek. Szkoda, że czas tak szybko minął. Z mojej strony jeszcze raz składam ogromne podziękowania pani Joannie i panu Robertowi za okazaną cierpliwość i wszelką pomoc. Dziękuję za serdeczność i wsparcie w stawianiu pierwszych kroków już nie tylko jako czytelnik zamknięty w zaciszu swojego pokoju...  


DZIĘKUJĘ i PRZEPRASZAM za ewentualne potknięcia i błędy.... Zapewniam, że "nauka nie pójdzie w las"...



Anna M.


1 komentarz:

  1. To na pewno bardzo ciekawe jest spotkać "na żywo" autorów książek, które wcześniej się przeczytało.
    Gratuluję Aniu debiutu w roli prowadzącej : ) Widząc po zdjęciach atmosfera spotkania była wspaniała, więc debiut na pewno udany. Chyba zrobię sobie prezent gwiazdkowy i kupię w najbliższym czasie książkę Joanny Opiat-Bojarskiej. Mam cztery tytuły do wyboru, ale ostatnia ( kryminał ) chyba nie dla mnie . Może to jakieś niepotrzebne uprzedzenia ?

    Ja ostatnio sobie postanowiłam czytać książki autorów blogów, które obserwowałam przez długi czas i miałam ich okazję poznać wirtualnie a nawet osobiście z różnych okazji spotkać. Okazuje się, że często forma bloga to za mało, by w pełni wyrazić siebie.
    Przed chwilą dostałam drugą z zamówionych pozycji, napisaną przez blogerkę, która od prawie dwóch lat propaguje niestrudzenie zdrowy tryb życia i ma bardzo osobliwy styl pisania. To lektura dla wytrwałych i ambitnych, którzy lubią specyficzne poczucie humoru :). "Biegam, bo muszę" ma mnie zachęcić do aktywności fizycznej. Efekt zobaczę po jej przeczytaniu :) To książka zupełnie odmienna od "Bajek dla marzycieli", jakie recenzowałam ostatnio.
    Ja bardzo się cieszę, że wydawanie książek jest coraz bardziej dostępne i praktycznie każdy, kto ma talent i potrzebę pisania, może wydać książkę i znaleźć grono odbiorców.

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts