25 grudnia 2013

"Urodzeni biegacze" Christopher McDougall



....czyli w poszukiwaniu siebie....


Jeszcze kilka lat temu regularnie biegałam. Pisałam już o tym wcześniej przy okazji książki Scotta Jurka. Nie było dla mnie problemem przebiegnięcie 10 km, lubiłam wstawać wcześniej i biegać po lesie... Niby ok, ale  bieganie dawało mi poczucie wolności, pomagało odstresować się i zapomnieć o całym świecie, pozwalało przekraczać woje granice. A potem coś się stało.... i przerodziłam się w kanapowca. Teraz zamiast wyjść pobiegać, czy zwyczajnie pójść na basen, wolę posiedzieć w domu i poczytać...  Ale w tym roku, tzn. w przyszłym, bo  uda mi się jeszcze zamieścić post w 2013, mam plan. Chcę wrócić do starej wagi, czyli mam 30 kg do zrzucenia, i oczywiście wrócić na ścieżki biegowe. Długo się zbieram, ponad rok, dużo też przetrzymałam ze strony "kochanych" koleżanek... Uśmiecham się i zaciskam zęby, ale komentarze w styl:  "nie zmieścisz się w sukienkę", albo "w życiu nie wrócisz do swojej wagi", czy "ty i bieganie, daj spokój i nie bądź śmieszna", wyprowadzają mnie z równowagi. Znam siebie zbyt dobrze i wiem, że takie opinie nie zmuszą mnie do pracy, nie zmotywują, bo nigdy nie robiłam nic dla kogoś, zawsze tylko i wyłącznie słuchała swojego wewnętrznego głosu. Od jakiegoś czasu zamilkł, albo jak wolicie, został zagłuszony. Zrzucałam winę na wiek, odpowiedzialność, dorosłość. Chciałam być spokojna, ułożona, szablonowa, być wreszcie taka, jaką chcieli mnie widzieć znajomi i ku ich uciesze "znormalnieć". Ale nie mogę już dłużej, dusze się w konwencjonalnym, poukładanym i przewidywalnym światku.... DOŚĆ! NIECH SOBIE MÓWIĄ, ZE TO DAMSKI ODPOWIEDNIK "KRYZYSU WIEKU ŚREDNIEGO", MAŁO MNIE TO JUŻ OBCHODZI! Ten nadchodzący rok mam zamiar poświecić na powrót do korzeni, na odnalezienie siebie, i na bycie wreszcie sobą. Zbyt długo tkwię w szarości, przewidywalności i pasywności.




Od  jakiegoś czasu nie daje mi spokoju jedna postać - Scott Jurek.






Ostatnio przeczytałam  książkę  "Urodzeni biegacze", gdzie praktycznie można o nim przeczytać na co drugiej stronie. Christopher McDougall opisuje w niej tajemnicze i mało znane plemnie Tarahumara, które zamieszkuje Miedziany Kanion. Czytałam jak zahipnotyzowana. 

"Odjechane gwiazdeczki pop przychodzą i odchodzą, ale plemię Tarahumara zdaje się istnieć od zawsze.Pozostawione samemu sobie w odludnym kanionie, plemię samotników rozwiązało bodaj każdy problem, z którym zetknął się człowiek. Nieważne, czy chodzi o umysł, ciało czy duszę - Taramumara wkładają 100% wysiłku w perfekcyjne opanowanie wybranego zagadnienia. W krainie Tarahumara nie było zbrodni, ani kradzieży, nie było wojen. Nie znano korupcji, otyłości, uzależnienia od narkotyków, chciwości, przemocy domowej, molestowania dzieci, chorób układu krążenia, nadciśnienia, emisji dwutlenku węgla. Tarahumara nie miewali cukrzycy, nie wpadali w depresję, nawet się nie starzeli. (...) Na dodatek, jak gdyby mało tego było, że Tarahumara to najżyczliwsi, najszczęśliwsi ludzie pod słońcem, są oni również najwytrwalszą społecznością na świecie (...) Przypuszczalnie od czasów antycznych Spartan nikomu nie udało się osiągnąć tak niebywałego poziomu sprawności fizycznej".


Tarahumara to Biegający Ludzie. Biegają na długie dystanse od wczesnego dzieciństwa....  dla zabawy, dla rozrywki, to ich zwyczajny sposób poruszania się. Znane są przypadki, kiedy Tarahumara biegają do 700 km jednorazowo. Biegają bez specjalistycznych butów, ubrań, żeli i sprzętu. Wystarczą im proste sandały i radość w duszy. Udowadniają, że człowiek jest stworzony do biegania. Tak zostaliśmy zaplanowani i taka była nasza naturalna skłonność, dziś zupełnie zagłuszona przez rozwój cywilizacyjny. Współcześnie wielu ludzi powraca do biegania, z rozmaitych powodów. Jedni dla zdrowia, inni dla figury, jeszcze inni dla odstresowania. Są jednak i tacy, którzy biegają dla... biegania, dla radości z tego płynącej, bo inaczej nie potrafią. Za tym idzie również zmiana stylu życia, powrót do pierwotnej równowagi, harmonii i prawdy życia. Tarahumara to tylko punkt wyjścia tej opowieści, potem są już tylko ludzie, którzy biegają. W ultramaratonie nie liczą się czasy, miejsca, ale wysiłek, przekraczanie własnych granic, za którymi niemożliwe staje się możliwe... To życie w zgodzie ze sobą i ze światem, często zupełnie obok chaosu komercyjno-konsumpcyjnego społeczeństwa. Dla mnie taką osobą jest np. Beata Pawlikowska. Jej historia pokazuje, że można być szczęśliwym tylko wtedy, gdy odnajdziemy siebie, a nie na warunkach, które dyktuje współczesny wyścig szczurów. Swoją drogę odnalazł też Scott Jurek - legenda w świecie ultramaratończyków. 














Caballo Blanco (Biały Koń)
"Urodzeni biegacze" to historia ludzi, dla których bieganie to sposób na życie, nie biznes, nie sport, ale radość i bycie z drugim człowiekiem. To też opowieść o Caballo Blanco, który mieszkając pośród Tarahumara, zorganizował jedyny w swoim rodzaju bieg na 50 mil przez Miedziany Kanion, na starcie którego co roku stają najlepsi ultramaratończycy i Tarahumara. W pierwszym takim biegu wystartował m.in. Scott Jurek i autor tej książki - Christopher McDougall.  Niedostępna trasa, wysoka temperatura, bieg bez mapy, mordercze tempo, brak wody.... Można pomyśleć, że zwariowali, ale w tym szaleństwie jest sposób na życie. To bieg po siebie, wtedy można poznać i zrozumieć, kim jestem i co jest dla mnie najważniejsze. Wyścig? Dystans? Czas? A może drugi człowiek i radość chwili, poczucie jedności ze sobą, światem? Równowaga między ciałem, umysłem i pragnieniem bycia, bez względu na wszystko?





Scott i Arnulfo

"To był niesamowity widok: Arnulfo i Scott biegnący ramię w ramie. Scott nigdy przedtem nie widział żadnego Tarahumara, a Arnulfo w życiu nie miał kontaktu z zewnętrznym światem, a jednak w jakiś niebywały sposób tych dwóch ludzi, których dzieliło dwa tysiące lat odmiennej kultury, wypracowało identyczny styl biegania. (...) Scott znalazł prostszą metodę: łatwo jest wyjść poza granice własnego ciała, jeżeli tylko myśli się o drugim człowieku. (...) Arnulfo nie miał zmierzyć się jedynie z szybkim Amerykaninem, o nie! Miał oto stanąć do wyścigu z jedynym na świecie Tarahumarą dwudziestego pierwszego wieku. (...) Arnulfo nadal prowadził. Silvino biegł na drugim miejscu, ale Scott zbliżał się do niego bardzo szybko. Kiedy do linii mety pozostało zaledwie półtora kilometra, Scott prześcignął Silvina, ale zamiast wyminąć go i pognać dalej jak burza, klepnął go w plecy, machnął ręka i krzyknął: Dawaj, dalej! Zaskoczony Silvino zdołał wykrzesać z siebie jeszcze trochę sił i dopasował się do tempa Scotta. Obydwaj zaatakowali pozycję Arnulfa".



No tak, świat może być fascynujący. Gdy tak sobie siedziałam w moim M1/2 i czytałam, przyszło mi do głowy, że życie to coś więcej niż wyścig szczurów, konwenanse, poprawność polityczna i uśmiechanie się do wszystkich. Przypomniały mi się czasy, przecież nie tak odległe, kiedy potrafiłam mieć własne zdanie i walczyłam o nie, bez względu na opinię innych. Poczułam znów to przyjemne wrażenie, że moja przyszłość zależy tylko ode mnie, a nie od inflacji, funduszu emerytalnego i tego, czy księgowa zapisała mnie do właściwego urzędu. Mojego życia nie można zamknąć w 12 godzinnym dniu pracy, oczywiście przy opinii społecznej, ze pracuje 3 godz, a resztę żyje na koszt państwa. Praca to nie wszystko, czas odnaleźć siebie, wrócić do tej równowagi sprzed lat, iść do przodu, rozwijać się, walczyć i być sobą...




"To takie proste (...) Wystarczy poruszać nogami. Jeżeli uważasz, że nie urodziłeś się po to, żeby biegać, wtedy wypierasz się nie tylko całej historii ludzkości, lecz także tego, kim jesteś. (...)"



Anna M.
P.S. Powrót do biegania będzie długi i trudny, ale ... nie widzę innego wyjścia...



2 komentarze:

  1. Trzymam kciuki za Cię.. K. S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć! Ale wiesz, że w związku z tym koniec z pizzą? Pozdrawiam :)

      Usuń

Recent Posts