28 stycznia 2013

Umysł ścisły czyta...


Lubię czytać książki... Banalne, prawda? Lubię kupować książki... To znów kosztowne. Kocham zanurzać się w nowe światy bohaterów powieści, wertować dzienniki i biografie, marzyć o nowych przygodach. Nie wiem, co w tym dziwnego? Często jednak spotykam się z brakiem zrozumienia części znajomych. Ja wiem, że można kupić sobie nowy ciuch zamiast książki, bo są drogie. Wiem tez, że można by było pójść do kina lub na imprezę, ale ja wole usiąść w wygodnym fotelu z kubkiem kawy, książką, włączyć dobrą muzykę i przenieść się do krainy wyobraźni. 

Sama nie wiem, kiedy zaczęłam czytać książki. W dzieciństwie czytałam dużo, w szkole średniej mało (hmm wina lektur szkolnych?), na studiach pochłaniałam wszystko, co wpadło mi w ręce. Dziwne, bo jestem 100% umysłem ścisłym, a humanistyka nie jest moją mocną stroną. Świadczą o tym chociażby moje oceny z języka polskiego w liceum i siódme poty wylewane na maturze. Miłość do książek mam w genach. Moja mama uwielbia czytać, zawsze powtarza, że wyczytuje najpierw druk a potem białe miejsca pomiędzy.  Książki zawsze były obecne w moim życiu. Stały na półce i czekały, aż po nie sięgnę. Każda moja przeprowadzka oznaczała dużą ilość ciężkich kartonów z książkami, a jednym z marzeń jest mały domek na wsi z ogromną biblioteką, starym biurkiem i wielkim oknem.

Nie mogę nigdy zrozumieć, dlaczego są ludzie, którzy nie czytają. Ja nie mowie o miłości do książek, ale w ogóle o czytaniu. Nie czytają i nawet nie wstydzą się do tego przyznać. Nie rozumiem. Ale widać można żyć, nie przeczytawszy ani jednej książki. Trudno... 

Ale nie jest tak źle. Podczas mojej ostatniej podróży do domu rodzinnego, w pociągu prawie wszystkie osoby siedzące w przedziale coś czytały. Aż serce rośnie, kiedy widzisz ludzi zajętych czytaniem. Wiesz wtedy, że jest coś bardziej rozwijającego niż film - książka. To ona angażuje całego ciebie, twoje zmysły, wyobraźnię, uczucia, emocje. Zaczynasz patrzeć na świat innymi oczyma. Widzisz to, co inni pośpiesznie mijają, słyszysz w duszy echo dawnych historii, które kolejny raz ożyły przywołane przez pisarza. 

Dziś tyle, rozmarzyłam się trochę. Wracam do czytania. Za oknem pada śnieg, w domu cieplutko, ja jak zwykle przeziębiona, zawinięta w koc, siedzę i czytam :)

Anna M.

26 stycznia 2013

"Dobre dziecko" Roma Ligocka

   Kraków i ja...




tytuł: Dobre dziecko
autorka: Roma Ligocka

wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 29 listopada 2012

 moja ocena: 6 / 6







Wiedziałam, że tak się stanie... Wzięłam książkę Romy do ręki i odłożyłam dopiero, gdy skończyłam czytać ostatnią stronę... Zawsze pochłaniam książki tej autorki. Niektóre z nich czytałam nawet kilka razy.

Tym razem "Dobre dziecko" - lektura trudna i wymagająca. Roma Ligocka wraca pamięcią do lat i wydarzeń, o których nie potrafiła pisać aż do tego czasu. Wiele z nich wymazała z pamięci i dopiero teraz wyłaniają się z zapomnienia. O wielu z nich może napisać tylko w przenośni, nie dopowiada wszystkiego, pozostawia otwarte, bolące pytania. Jak zawsze, pisze językiem dziecka, którym pozostała przez całe życie. Wspomina Kraków, matkę, szkołę. Można powiedzieć, że nic dobrego ją nie spotkało, ale jednocześnie te wydarzenia ukształtowały jej silną osobowość i wolę przeżycia. 
W dzieciństwie wiele razy słyszała, że jest złym dzieckiem:
"Czarne oczy. Schowaj oczy. Jak można mieć takie czarne oczy? Mówili dorośli. Ona ma zły wygląd. Z takim wyglądem nie da się przeżyć"

Mała Roma uwierzyła dorosłym, starała się być niewidzialna, nie jadła, nie uśmiechała się, nie było jej. Uciekała całe dzieciństwo, żyła w strachu, nigdzie nie miała domu, zawsze się ukrywała i dalej uciekała.  Każdy jej mówił, że jest złym dzieckiem, że nie zasłużyła na ocalenie. 

O przeżyciach wojennych można było przeczytać w książce "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku". Teraz Roma pisze o latach powojennych, trudnym okresie dorastania, życiu w cieniu przeszłości. Jak sama dodaje:

"Holocaust to nie wszystko (...) Cierpienie wtedy się nie skończyło, nie jest rozdzielane sprawiedliwie ani dawkowane porcjami. Przychodzi, kiedy chce i do kogo chce. Nikt nie może sobie nigdy powiedzieć, że dosyć - jego limit w życiu już się wyczerpał".
Często czytam wspomnienia ocalałych z Holocaustu. Jutro 68 Rocznica wyzwolenia Auschwitz. Pamiętajmy o wszystkich ofiarach. Nie wolno nam zapomnieć, trzeba uczyć pamiętać następne pokolenia.

Program obchodów 68 rocznicy wyzwolenia Auschwitz

Gdzie w Auschwitz był Bóg - rozmowa z ks. dr Manfredem Deselaersem, Niemcem, który od 22 lat mieszka w Oświęcimiu

     Pierwszą książkę Romy Ligockiej przeczytałam mieszkając w Krakowie. Pracowałam wtedy jako wolontariuszka w Żydowskiej Bibliotece im. Remu mieszczącej się w JCC. Od pierwszych strona polubiłam autorkę, jej sposób opowiadania i opisywania rzeczywistości, prostotę i siłę. Nigdy jej nie spotkałam osobiście, zawsze coś stało na przeszkodzie. Ale dzięki jej książce byłam w Płaszowie, spacerowałam po terenie getta poznając historię miasta i jego mieszkańców, dużo rozmyślałam o ludziach, którzy tu żyli i stąd zostali "zabrani". Często jeździłam do Auschwitz, brałam udział w konferencjach i szkolenia na terenie byłego obozu. Te blisko dwa lata spędzone w Krakowie na zawsze pozostaną w moim sercu - z rożnych powodów. Ale mogę dziś powiedzieć, że były one ważne, bo otworzyły mi oczy na świat. Niestety już nie mieszkam w Krakowie, ale zawsze będę tam wracała: we wspomnieniach, w myślach i w podróżach... Z tym miastem, z jego historią i ludźmi związałam się bardziej niż z kimkolwiek innym.




Muzeum Auschwitz
przy ruinach krematorium w Birkenau


Izraelska młodzież w Birkenau





Auschwitz-Birkenau


zachowany mur getta w Krakowie


Plac Bohaterów Getta w Krakowie
Apteka pod Orłem (Kraków)

Fabryka Oskara Schindlera
teren obozu w Płaszowie

Płaszów



Anna M.

(zdjęcia wykonałam w latach 2010-2012)



25 stycznia 2013

"Mam na imię Victoria" Victoria Donda


      
autor: Victoria Donda

wydawnictwo: CARTA BLANCA
data wydania:  2011
liczba stron: 224


moja ocena:  5 / 6





 Kończę właśnie czytać książkę o zaginionych dzieciach Argentyny. Przyznam szczerze, że jest niewiele rzeczy na tym świecie, które mną wstrząsnęły. Ta historia należy do nich. Czytam o młodej dziewczynie Analii uwikłanej w okrutną historię własnego państwa, okresu dyktatury, szwadronów śmierci i obozów koncentracyjnych w samym środku Buenos Aires. Razem z nią odkrywałam nowe tropy kłamstw, jakimi ją karmiono przez lata. Przedziwna historia: dziewczyna odebrana matce, wychowana w rodzinie zbrodniarza, zaangażowana wbrew rodzinie w działalność polityczną na rzecz biednych i pokrzywdzonych, odkrywa prawdziwą historię swojej matki. Cori  ginie w obozie koncentracyjnym tuż po narodzinach dziecka.




         W tej historii od początku nie ma jasnych odpowiedzi, trudno z całą pewnością określić, co jest prawdą, a co fikcją. Nawet pokrzywdzeni w naszej ocenie nie sa niewinni. Ale jedno jest pewne - koszmar życia i śmierci setek ludzi zaginionych i ich dzieci okrutnie odebranych przed śmiercią i przywłaszczonych z nową tożsamością przez ludzi politycznie poprawnych w ponurych czasach dyktatury wojskowej. Zdumiewa jeden fakt - Analia (Victoria) jest starsza ode mnie zaledwie o 5 lat. Za każdym razem, kiedy podaje konkretne daty i swoje przeżycia, terror i walkę o prawa człowieka, ja zastanawiałam się, co robiłam w tym czasie w Polsce. U nas też nie było wolności, ale moje dzieciństwo upłynęło spokojnie, nie brakowało mi niczego. Nie musiałam walczyć o prawa człowieka, a mój świat nigdy nie runął w gruzach. Jestem szczęściarą i jak bardzo tego nie potrafimy docenić! 


       A jednak ciągle mam wrażenie, że łączy mnie coś z bohaterką książki. Może upór? Albo niechęć podporządkowania się systemowi (jakiemukolwiek), może pasja do życia, albo dawne urazy z przeszłości? Bycie buntownikiem na każdym poziomie i w każdym czasie jest trudne. A mimo to ciągle słyszę i czytam o ludziach, którzy poświęcają wszystko dla innych, dla sprawiedliwości, w imię Boga, religii czy zwykłego humanitaryzmu. Czy kiedyś będę na tyle odważna, żeby walczyć o swoje marzenia i o swój świat?

     Victoria Donda pisze:
"(...) została tu przedstawiona prawda. To się  wydarzyło. I ma większe znaczenie niż moja osoba, bo zawiera trzydzieści milionów historii. To się wydarzyło w Argentynie zaledwie trzydzieści lat temu i dotyczy nas wszystkich. Ta książka przedstawia tylko jeden przypadek. Może być przykładem (...) horroru i zgubnych konsekwencji dyktatury. (...) Dziś czuję, że przemierzyłam daleką drogę i dopiero teraz mogę i powinnam w pełni cieszyć się życiem, każdą chwilą. Dla mnie żyć zawsze będzie oznaczało walczyć o prawdę, o to, co uważam za sprawiedliwe, o moje przekonania".


Anna M.

24 stycznia 2013

Kawa :)

Znalazłam dziś na portalu Szymona Hołowni "Stacja7" wpis o kawie (zawsze wiedziałam, że Bóg też musi kochać kawę). Cytuję:
"W Korei Południowej ludność ma regularnego chysia na punkcie kawy. Kawiarnie (jest ich w kraju ponad dwadzieścia tysięcy) to podstawowa scena, na której odbywa się życie zwłaszcza młodszej części społeczeństwa (do czego nawiązuje choćby słynny ubiegłego lata hit "Gangnam Style", koreańskiego rapera Psy). Nie dziwią więc doniesienia agencji ucanews.com, o powołaniu w Korei Katolickiego Stowarzyszenia Baristów, które przeszkoliło ostatnio ponad dwustu pracowników do powstających jak grzyby po deszczu przy-parafialnych kawiarni. W nieodległym od Seulu mieście Suwon wszystkie nowobudowane kościoły muszą mieć zarezerwowaną przestrzeń na kawiarnie. W samej stolicy jest ich na razie tylko 10 (na 220 parafii), w tych, które się na to decydują, dzieją się jednak cuda. Ksiądz Lee Kuyng - Hun, który uruchomił parafialną kawiarnię cztery lata temu, opowiada, że od tego czasu całkowicie zmienił się profil demograficzny uczęszczających do kościoła wiernych, z których większość to dziś młodzi (w okolicach 30) ludzie. Przychodzą zachęceni dobrą kawą, tym że serwuje ją ksiądz, i że jest tańsza o połowę niż ta w Starbucksie, a zostają już z zupełnie innych powodów".


Pozostaje mi tylko jedno - przeprowadzka... :) Oj jak by było pięknie, gdyby w naszych parafiach serwowano kawę? Może nie zasnęłabym na niektórych kazaniach? :)  A tak poważnie, to zetknęłam się z tego typu kawiarniami chrześcijańskimi podczas mojego pobytu w Clermont-Ferrand. Muszę przyznać, że byłam zafascynowana tym, że chrześcijanie mogą być tak zaangażowani w "zwyczajne" życie parafii. Nie w procesje, nie w odpusty, ale maja pomysł, żeby po Mszy się zwyczajnie spotkać, porozmawiać i napić kawy :) A na poddaszu tej kawiarenki była ... kaplica wieczystej adoracji. Cudne. Nikomu nie przeszkadzało, że na górze jest kaplica, a tym na górze, łącznie chyba z samym Jezusem, nie przeszkadzał gwar na dole :)


Cały artykuł Hołowni: _Stacja7


A to już z serialu Twin Peaks




Anna M.

18 stycznia 2013

Singielka w wielkim mieście


        Spokojnie... Wiem, wiem, może się wydawać, że dziś pisze o sobie, ale to TYLKO tytuł książki. Po kilku "poważnych" lekturach sięgnęłam po tzw. literaturę kobiecą. Nie mam zielonego pojęcia, czy taka klasyfikacja istnieje, ale w księgarni tak właśnie oznaczona była owa półka. Książka kosztowała 9 zł. i przeczytałam ją w dwa wieczory... Muszę szczerze powiedzieć, a raczej napisać, że śmiałam się głośno, bo Liz Tuccillo  trafnie opisuje życie singielki. Każdy może się odnaleźć w którejś z bohaterek. Ale nie o tym chciałam pisać. 

Co znaczy dziś być singielką? Lektura skłoniła mnie do zastanowienia się ponownie nad pojęciem "stara panna". Niby już dziś się go nie używa, ale każdy wie, co oznacza, a tysiące kobiet wolą mówić o sobie singielka, choć znaczy dokładnie to samo. A może jednak nie? A ja sobie myślę, że tak jak w przyrodzie woda ma różne stany skupienia (tyle jeszcze pamiętam z fizyki), tak w życiu kobieta ma kilka twarzy, różne pragnienia i swój czas. Kiedy na urodzinach dziadka kolejny raz kochane ciotki pytają "no to kiedy nam przedstawisz narzeczonego" można wpaść na szalony i błyskotliwy pomysł, żeby zaprosić kolegę z pracy i poudawać zakochanych. Ale co zrobić, kiedy mówisz, że poznałaś kogoś, a ciotki nie uwierzą nawet, gdybyś pokazała pierścionek zaręczynowy? ja na szczęście nie mam takich dylematów. Od dawna w rodzinie mam opinie singielki i lepiej nie prowokować mnie pytaniami :) No cóż - ma to swoje plusy... Ale samo życie pisze scenariusze równie zabawne, jak te w książce Liz Tuccillo. No bo co można zrobić, gdy na kolejnym weselu, jesteś sama do łapania welonu??? Można tylko zdjąć szpilki, szeroko się uśmiechnąć i krzyknąć "nareszcie! rzucaj!".   

Anna M.

eioba  

11 stycznia 2013

"Życie na przekór cieniom" Martin Bormann




autor:


wydawnictwo: Wydawnictwo Księży Marianów
data wydania:  1 stycznia 2006
liczba stron: 320


moja ocena:  5 / 6







Trudna lektura... 

Warto pomyśleć o ludziach, których historia postawiła w takich a nie innych okolicznościach. Zamiast oceniać i krytykować, może warto przeczytać i posłuchać, co mają do powiedzenia... Rodziców się nie wybiera, ale co zrobić, gdy ojcem jest Martin Bormann? Jak patrzeć na świat i Boga, gdy ojcem chrzestnym jest Hitler? Z tymi pytaniami musiał zmierzyć się Martin Bormann syn. Oprócz ciepłych wspomnień  sielskiego dzieciństwa, są też dramatyczne opisy dorastania w cieniu zbrodni.

Martin z rodzicami odwiedza gospodarstwo Rudolfa Hessa w Berchtesgarten. - "Gospodyni domu zaprowadziła nas do pokoju na poddaszu. Był to szczególny pokój, urządzony przedmiotami z ludzkich szczątków. Zobaczyłem lampę, której abażur wykonano z pergaminu z ludzkiej skóry, taboret, którego nogi zrobiono z kości, zaś siedzenie z miednicy, stół z blatem z ludzkich kości i ekskluzywne wydanie \"Mein Kampf\" Adolfa Hitlera oprawione w zieloną skórę, ręcznie spisane na pergaminie z ludzkiej skóry. Opuściliśmy ten dom bardzo szybko. To, co wtedy zobaczyłem, było następstwem zbrodni popełnionych tu, w Oświęcimiu, i innych obozach".


Po latach syn zbrodniarza bierze udział w pracach grupy "Dzieci oprawców - dzieci ofiar". Wspólnie z prof. Danem Bar-Ona z Uniwersytetu  Ben Guriona w Beerszewie pracował na rzecz pojednania i dialogu.


 Dziś jedna myśl z książki Martina Bormanna jr:
"Jezus, Chrystus-Mesjasz, jest dla wszystkich. On nie jest Rzymianinem, ani Grekiem, ani człowiekiem Zachodu, ale z woli Boga Ojca zechciał być Żydem "ziemi ojców". Jego życie jest Jego ludzkim życiem tylko w tym narodzie i z żydowskimi pismami świętymi. (...) Dopiero po zetknięciu z chrześcijańską i żydowską egzegezą Nowego Testamentu (...) odkryłem Żyda Jezusa, a tym samym nowe podejście do sprawy... "

Znalazłam w sieci kilka artykułów o Martinie Bormannie jr.


Podać rękę po Auschwitz
zbrodnia i pojednanie
Marsz żywych 


 Zaciekawił mnie zwłaszcza film dokumentalny o jego spotkaniu w Auschwitz z ks. Romualdem Jakubem Wekslerem-Waszkinelem. Film "Marsz żywych" powstał w 2003 roku, ale odkryłam go w sieci dopiero teraz. Historię ks. Wekslera-Waszkinela znałam, ale nie wiedziałam, że się spotkali i to właśnie w Auschwitz. Poruszający dokument, jeszcze bardziej poruszająca historia...




                                                         fragm. dok. "Marsz żywych"


Anna M.



4 stycznia 2013

"Słodkie życie w Paryżu" David Lebovitz...




autor: David Lebovitz

tytuł oryginału: The Sweet Life in Paris: Delicious Adventures in the World’s


wydawnictwo: Pascal
data wydania:  19 września 2012
liczba stron: 320


moja ocena:  6 / 6




 /Moje kulinarne wspomnienia z Francji/


Dziś na temat książki Davida Lebovitza "Słodkie życie w Paryżu". Musze przyznać, że była to dla mnie wielka przygoda i niezła zabawa... A to dlatego, że czytając książkę i śledząc kolejne perypetie autora, przypominałam sobie moje własne próby zrozumienia Francuzów. Ileż to razy wściekałam się, że na śniadanie jest słodki rogalik, a do każdego posiłku podawano bagietkę! Po 2 miesiącach we Francji miałam ochotę napisać maila do mamy z prośbą o paczkę żywnościową z polskim chlebem! Ale kilka rzeczy pokochałam: delektowanie się posiłkiem, sałatki, quiche i desery. Pokochałam również spacery o świcie nieuczęszczanymi uliczkami Paryża, kiedy sprzedawcy otwierali swoje sklepiki, śmieciarki sprzątały ulice, a w parku starsi panowie siedzieli i leniwie czytali gazety. Nikt się nie spieszył, a słoneczko zapowiadało kolejny dzień, który budził się do życia.


     I o tym po części jest też ta książka, o pasji gotowania i niuansach kulturowych :) Autor z dużą dozą humoru opowiada o swoim doświadczeniu bycia cudzoziemcem w Paryżu.  A to bywa zabawne!



  Hmmm. Francję poznawałam od kuchni.... Jeszcze w Polsce musiałam  przyzwyczajać do myśli, że trzeba będzie zrozumieć Francuzów. Mój wyjazd był niezwykły. Oprócz języka miałam okazję poznawać kraj, ludzi, zwyczaje i kuchnię.



        Nigdy nie zapomnę pierwszego śniadania... Nie mogłam zrozumieć, dlaczego jest tylko rogalik, dżem i kawa. No ale do pomysłowych świat należy, a Polak zawsze sobie poradzi. Z lodówki wyjęłam wędlinę i serek i zrobiłam kanapkę. Zniesmaczone reakcje Francuzów trudno opisać. Przecież popełniłam niewybaczalny grzech! Sprofanowałam tradycyjne śniadanie. Potem było już znacznie zabawniej. Byłam znana w całej szkole z tego, że koło mojego talerzyka leżał zawsze serek :) I tylko ja głodowałam, gdy na obiad były owoce morza... Bleeee! Oczywiście początkowo nie mogłam się przyzwyczaić do obiadu o 12.00 i kolacji o 20.00. Więc stało się jasne, że moje marzenie o figurze modelki szybko się ziści. Powiem szczerze, nigdy wcześniej, ani później w Polsce nie udało mi się tego dokonać.


     Paryż, pod względem kulinarnym, wspominam interesująco ... Tosty z nutellą, ale i zapiekanki przed kinem przy Montparnasse. Sprawa skomplikowała się w rejonie Lourdes, gdzie pracowałam jako wolontariuszka w szpitalu dla pielgrzymów. Okazuje się, że w zwyczaju miejscowych na kolacje podaje się... zupę! plus oczywiście bagietkę! No i po każdym posiłku ser! celebracja sera!

       Wskaźnik wagi znów poszedł w dół! :) Wcale z tego powodu nie czułam się nieszczęśliwa, może trochę zaskoczona. 

      A gotowanie? No cóż musiałam nauczyć się gotować!!!! Studiując przepis na ciasto francuskie doszłam do wniosku, że Pascalem nie zostanę, choć podkradłam od niego pomysł na wypełnienie tarty fasolą przed zapieczeniem. poczułam się jak mistrz kuchni, gdy pierwszy raz wyjęłam z piekarnika quiche. A oto kilka z moich popisowych dań:










 Anna M.

3 stycznia 2013

Niecodziennik nauczycielki




są i takie chwile ;(




Niecodziennik... Bardzo niesystematyczny, nietematyczny, poza wszelkimi działami... Takie moje prywatne poletko filozoficzno-egzystencjalne... A że jestem nauczycielką i przez ten pryzmat patrzę na świat, spora część moich przemyśleń i książek, które czytam dotyczy właśnie nauczania. 




10.02.2013               -     "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" Nancy H. Kleinbaum
                                           ... czyli o poezji, życiu... i nauczycielach....


17.02.2013               -    "Jestem nudziarą" Monika Szwaja  
                                          W szkole nigdy nie jest nudno

19.02.2013               -     "Przygody Piotrusia Pana" James Matthew Barrie
                                          W każdym z nas mieszka radosne dziecko :)


20.02.2013               -     "Piotruś Pan i Wendy" James Matthew Barrie
                                           Wendy i ja, czyli o sztuce latania raz jeszcze...


23.03.2013               -     "Nauczycielka" Melissa Nathan
                                           Ja również ciągle się uczę...

02.04.2013               -     Czytaj dziecku....
                                           W Europie co piąte dziecko ma problemy z czytaniem i pisaniem.


24.04.2013               -     Bo zupa była za słona...
                                           ZAREAGUJ nim będzie za późno!


21.06.2013               -    Nibylandia ocalona! 
                                           razem z moimi uczniami przeżyłam cudowne chwile w Nibylandii...

26.06.2013               -     Lektura obowiązkowa na wakacje dla każdego nauczyciela
                                            Rok szkolny się kończy. Jeszcze tylko dwa dni i wakacje.

13.07.2013               -     Belfer nigdy się nie nudzi
                                            wakacyjne "mocne postanowienie poprawy" 


19.07.2013               -     Belfer na wakacjach
                                            Co nauczyciel robi na wakacjach?


02.08.2013               -     Dzieci to skarb, który trzeba chronić...
                                            Wspomnienia ze szkoły...


11.10.2013               -     Dzień Edukacji Narodowej


6.01.2014                 -     POWRÓT DO KORZENI....


01.02.2014              -    "Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni..." 
                                                    czyli szaleństwo ferii czas zacząć!


05.06.2014             -     Strata zawsze boli... 
                                                   /zakończenie mojego PROJEKTU/


16.07.2014             -     APETYT NA ŻYCIE :) 
                                      /czyli czego oprócz gotowania można nauczyć się od Masterchefa!/


12.09.2014            -     Nauczycielka z klasą
                                           /szkoła reaktywacja/


28.09.2014            -     Nasza klasa
                                           /zjazd klasowy po 18 latach/



18.01.2015             Chętkowski Dariusz    "Nauczycielskie perypetie. O wojnie wszystkich ze wszystkimi"





2 stycznia 2013

Współpraca

Kocham książki, czytam zawsze i wszędzie.
Chętnie podejmę współpracę z portalami, wydawnictwami literackimi oraz księgarniami.
Jeśli zatem są wydawnictwa, które chciałyby wspierać moją pasję czytelniczą - zapraszam !  

matysiak.an@gmail.com
Wydawnictwo  Oficynka
        















Wydawnictwo Naukowe PWN








Wydawnictwo Święty Wojciech












moje teksty zamieszczam również na portalach:








  




































KONTAKT



Anna M.      w sieci ;)




                         matysiak.an@gmail.com





                       Belfer czyta


                     GG     6134046


      



                      matysiak.an




 




Wyzwania i akcje czytelnicze







"Tematem przewodnim wyzwania jest oczywiście wojna w literaturze. Wojna w szerokim rozumieniu, a więc I i II wojna światowa, powstania narodowowyzwoleńcze - ogólnie wszystkie bitwy i wojny od starożytności po czasy współczesne znane nam z historii Polski i świata. Pasjonaci literatury fantasy, science fiction itp. również mogą się tu wykazać pod warunkiem, że temat będzie oczywiście dotyczył wojny lub wydarzeń osadzonych w tym czasie".





"52  KSIĄŻKI"




O inicjatywie
 
"52 książki to inicjatywa czytelnicza. W założeniach – bardzo prosta. Zachęcamy do przeczytania 52 książek w ciągu jednego roku. Szybki rachunek sugeruje, że należy przeczytać jedną książkę tygodniowo. To jak – dasz radę?"






  "ROZMAWIAJMY"

O co chodzi?
„Rozmawiajmy” to projekt składający się z dwóch części: pierwszej, która ma inspirować oraz drugiej – tej zachęcającej do dyskutowania na przeróżne tematy związane z prowadzeniem bloga i czytaniem książek.

Recent Posts