28 marca 2013

"Urodziłam się dziewczynką"




Autor: , , , , , , ,
Wydawnictwo:  Świat Książki
Rok wydania: 2012

Tytuł oryginału: Because I Am a Girl...
Ilość stron: 176

moja ocena: 5/6










www.plan-international.org








                                          Misje Pokojowe ONZ                Caritas Polska
Polska Akcja Humanitarna                       Unicef




eioba


23 marca 2013

"Nauczycielka" Melissa Nathan


 
Autor: Melissa Nathan
wydawnictwo: Albatros
data wydania: 8 kwietnia 2008

Tytuł oryginału: The Learning Curve
Ilość stron: 480

moja ocena: 4+ /6









Od Wydawcy: Ostatnia powieść zmarłej niedawno młodej, popularnej brytyjskiej pisarki, autorki "Niani w Londynie" i "Kelnerki". Vicky Hobbs jest nauczycielką, która z radością i zapałem chodzi do pracy - miejscowej szkoły podstawowej - uwielbianą przez swoich uczniów, zwłaszcza dziesięcioletniego Oscara Samuelsa, który nie ma komu okazywać swego przywiązania. Wiecznie nieobecny samotny ojciec, Mark, to bezduszny pracoholik, który prezentami próbuje kupić przychylność syna. Ale czy dorosła kobieta może zadowolić się uczuciem dziesięciolatka? Nie bardzo. Vicky ma słabość do swojego eks-narzeczonego, Roba, który chce ją odzyskać. Mark uważa Vicky za wścibską babę, która niepotrzebnie wtrąca się w jego życie. Kiedy oboje staną naprzeciw siebie, odkryją, że pierwsze wrażenia mogą być bardzo mylne...




W internecie przeczytałam, że jest to "komedia romantyczna naszego pokolenia". Chyba potrzebowałam lekkiej książki, żeby się trochę oderwać od problemów, pracy, pogody i czekoladek... :) Historia młodej nauczycielki, starej panny, która uwielbia swoje dzieciaki, jakoś przypadła mi do gustu. Ciekawe dlaczego???? :) :) :) Może się powtarzam i jestem nudna, ale kocham moją pracę :) Niestety system edukacji w Londynie jest różny od naszego "podwórka", stąd często zdarzało mi się marzyć o pracy w Anglii (oczywiście nie na zmywaku :). No ale nie można mieć wszystkiego :) Książka mną zawładnęła.. zwłaszcza realia szkolne... Historia wystawiania jasełek w niekonwecjonalniej formie przypomniała mi mój własny dramat grudniowych prób do przedstawienia i epidemię grypy wśród moich maluszków.

"Nicky była zadowolona, że zdecydowała się na niekonwencjonalną obsadę. Wybrała naturalnych showmanów, ale tez mile zaskoczyła ją część bardziej nieśmiałych uczniów. Udało jej się każdemu dać choćby niewielką rolę i zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że dla niektórych, jeśli nie dla wszystkich, było to najważniejsze doświadczenie w ich dotychczasowym życiu. Czuła się wspaniale, obserwując, jak rozkwitają i rozwijają się w czasie prób".

To tylko niektóre fragmenty, pod którymi mogę się podpisać w 200% 

"Stać cię na więcej, oceniła odbicie w lustrze. Podniosła teczkę i wychodząc, przypomniała samej sobie, że niekoniecznie trzeba za każdym razem zdawać na celujący. Czasami zdrowiej jest mieć nad czym popracować. Cele są czymś nieodzownym w życiu. Dzięki nim człowiek wciąż do czegoś dąży, nieustannie się uczy, a nauka przynosi wiele korzyści". 

Ja również ciągle się uczę. Ostatnie dni...  Hmmm ...  Po trudnym tygodniu w szkole, mówiąc szczerze, byłam fizycznie wykończona i bliska płaczu. Marzyłam tylko o sobocie, kiedy będę mogła się wyspać. Długo by opisywać powody, ale chyba najbardziej zabolał mnie egoizm ludzi. 

Siedziałam w mojej klasie na II p. i czekałam na kolejną lekcję. Był pierwszy dzień wiosny, tzn. w kalendarzu, bo pogoda nadal pokazuje, że zima jeszcze nie chce odejść. Dzieciaki były przebrane w różne stroje, w zależności od tematu, jaki wylosowała dana klasa: gwiazdy rocka, Jezioro Łabędzie, postacie z bajek.... Ale nie to mnie podniosło na duchu (oczywiście rozbawiło do łez, zwłaszcza klasa 6 jako baletnice!). Rozmawiałam długo tego dnia z moimi uczniami o minionym tygodniu, w którym odbywały się rekolekcje szkolne. Byłam dumna z moich dzieciaków, nie były to stracone dni. Ale wzruszyłam się, gdy podziękowali mi, że byłam w te dni zawsze z nimi, że czuli moje wsparcie. W jednej chwili całe zmęczenie odeszło. Dla moich dzieciaków oddałabym wiele. Może i jestem idealistką i mam naiwny obraz świata, ale ja nadal wierzę, że dzieci i  młodzież są naszą przyszłością. Dzieciaki są wspaniałe, chcą tylko, aby je traktować poważnie. Chcą, żeby z nimi rozmawiać i słuchać tego, co mają do powiedzenia, nawet, gdy to nam dorosłym, nie bardzo się podoba. Oni tylko chcą być, chcą mieć prawo do głosu, chcą, aby szanowano ich godność. Nauczyciel ma towarzyszyć swoim uczniom w drodze ku dorosłości...

Jestem nauczycielką,  kocham moich milusińskich, kocham moją pracę i zawsze będę walczyła o uśmiech dziecka :)  Dlatego zostałam nauczycielką...


Anna M.

P.S. W poniedziałek znów spotkam moje skarby :) Za oknem zaświeci słońce, chmury się rozproszą, a wiosna? Wiosna przyjdzie.... cierpliwości!

 A jutro? Książka, kawa i... czekoladki :)



21 marca 2013

"Podróżuj, módl się i kochaj" Beata Pawlikowska









tytuł: "Podróżuj, módl się i kochaj"
autorka: Beata Pawlikowska
wydawnictwo: G+J RBA Sp. z o.o. &Co. Spółka Komandytowa
data wydania: 27 września 2012

liczba stron: 96
moja ocena 6/6




 Modlę się często, staram się kochać świat i siebie i innych (tu trudniej), a podróż? No cóż - życie :) Zatem wzięłam do ręki książkę Beaty Pawlikowskiej i miło spędziłam czas. Maleńka książeczka, ale jak zwykle wiele mądrości...

"Zawsze warto szukać kogoś mądrzejszego od siebie, żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Nawet gdyby miała to być prawda trudna lub niewygodna - moim zdaniem lepiej ją znać, bo tylko wtedy można sobie z nią poradzić i zamienić ją w coś, co przestanie być destrukcyjną iluzją, a zacznie być wartościowe i konstruktywne".

Spotkanie z szamanem Ketutem na Bali, cudowny świat Indonezji i mądrość płynąca z własnego wnętrza to tylko kilka z atutów tej opowieści. Nawet Julia Roberts w filmie "Jedz, módl się i kochaj" była bezsilna wobec potęgi prawdy o sobie i poznawania siebie. Moim zdaniem książka Pawlikowskiej jest świadectwem spotkania szamana Ketuta z szamanką Beatą. Nic więcej nie trzeba dodawać. Wystarczy zrozumieć...Czy na pewno?
"Może tak ma być - powiedziałam do siebie. - Nie muszę wszystkiego rozumieć. Czasem może wystarczy zaufać i nie burzyć w sobie spokoju wątpliwościami".


Moje życie zbyt często wyglądało jak jedna wielka wątpliwość. Szamanka uczy, aby odnaleźć spokój w sobie, wyciszyć wnętrze i odkryć na nowo głos płynący z wnętrza, z najbardziej mojego "ja".  Zaufać?... Sobie? Mont Everest pracy nad sobą - zaufanie sobie samej. Wierzymy telewizji, reklamom, przyjaciółce, nawet sąsiadce, ale sobie? Nie! A dlaczego nie? Przecież tylko ja wiem, jaka jestem naprawdę! Nikt inny! Tylko ja mogę się zaopiekować sobą, pokochać siebie i być swoim najlepszym przyjacielem. Jeśli  sama sobie tego nie dam, próżno będę szukała miłości i zrozumienia u innych. Serce wie gdzie leży szczęście. Bóg opiekuje się nami i prowadzi nas przez życie. Prawda może nas uratować. PRAWDA O SOBIE...

"Nie lubię takich super eleganckich lokali, bo wyczuwam w tym zawsze pewien fałsz. Ludzie, którzy spotykają się tu przy stolikach, noszą drogie zegarki i biżuterię, są ubrani w staranne garnitury i suknie, umalowani i przygotowani. Na pewno nie wyglądają tak po wstaniu z łóżka ani po dniu ciężkiej pracy. Mają widać potrzebę tworzenia iluzji, że jest się lepszym, piękniejszym i doskonalszym niż w rzeczywistości. Ale wystarczy przecież spojrzeć w lustro  po zmyciu makijażu. I znów będą tylko sobą. Nie, nie mam nic przeciwko  stosowaniu makijażu i pięknym sukniom. Sama robię to od czasu do czasu przy specjalnej okazji, ale nie chciałabym musieć robić to codziennie. Lubię być sobą".

 A kim ja jestem? Kogo widzę rano w lustrze? Czy uciekam przed samą sobą, a nawet przed swoim odbiciem? Czy poznaję jeszcze siebie? Ile mam na sobie niepotrzebnych świecidełek, gadżetów, pięknych słów i wyuczonych gestów? Czy znam jeszcze prawdziwą siebie, czy potrafię ją odszukać i jak to zrobić?

"Sens pewnych spraw gubi się w ich opisie. Kiedy Europejczycy zaczynają definiować coś, co wcześniej było im nieznane, używają ograniczonej liczby pojęć. Kiedy widza chudego derwisza siedzącego w pyle drogi, mówią "Niedożywiony biedak". Gdyby mogli usłyszeć jego myśli i wejrzeć mu do serca, zamilkliby ze zdumienia, bo zobaczyliby tam nieznany sobie kosmos, w którym zawiera się wolność, spokój, brak oczekiwania i radość, która nie karmi się zdobywaniem, lecz posiadaniem niczego. (...) Europejczyk przez całe życie ocenia, wydaje osądy i klasyfikuje. Zostaje mu niewiele czasu na przeżywanie własnego życia, ale chyba właśnie o to chodzi, bo dawno już zapomniał kim jest i co jest naprawdę ważne. Tworzy więc pozornie ważne fakty i sprawy, które zajmują mu czas i umysł, dzięki czemu nie będzie słyszał własnej wewnętrznej pustki. tej pustki, która powstała po zagubieniu najprostszych prawd - choćby takich, że w życiu trzeba się zawsze kierować dobrem i uczciwością".




Zatem "Podróżuj, módl się i kochaj" :)

Anna M.

17 marca 2013

"Odmieniłeś moje życie" Abdel Sellou


tytuł: Odmieniłeś moje życie
autor: Abdel Sellou
wydawnictwo: Albatros
data wydania: 26 czerwca 2012
tytuł oryginału: Tu as changé ma vie…
ilość stron: 288

moja ocena: 6/6


                   Film "Nietykalni" widziałam w zeszłym roku. Historia sparaliżowanego Philippe’a Pozzo di Borgio wywarła na mnie duże wrażenie. Zwłaszcza, że w dzisiejszym świecie kult młodości, sprawności i niezależności sprawia, że ludzie chorzy są na marginesie życia. Pracowałam kiedyś w hospicjum i jedno z wielu doświadczeń jakie wyniosłam z tego miejsca, jest normalność, której chorzy potrzebują. Pamiętam, że życie za murem szpitala toczy się zwykłym rytmem. Do moich obowiązków, poza sprzątaniem sal i karmieniem pacjentów, należało również spełnianie "życzeń" przebywających tam chorych. Nauczyłam się nieodkładania na później niczego, bo później mogło już nie nastąpić. Chorzy bardzo cierpieli, ale chcieli ostatnie dni życia spędzić w miarę normalnie. A życzenia były prze najróżniejsze: jeden pan poprosił o .. piwo, bo rodzina uważała, że może mu zaszkodzić, jakby na kilka dni przed śmiercią mogło mu jeszcze coś zaszkodzić... Jedna pani chciała mieć ufarbowane włosy na pogrzebie, więc zrobiłyśmy jej szałową rudą fryzurkę. Bardzo jej się podobał nowy wygląd i cieszyła się. Dla małej dziewczynki przemycałyśmy przez kilka dni psa...  


 


Ale wracając do książki - jej bohaterem prócz Philippe’a Pozzo jest młody algierski imigrant -Abdel Sellou. Tu zaczyna się historia przyjaźni wykluczonych ze społeczeństwa ludzi. Abdel należy do świata ludzi, których społeczeństwo nie akceptuje, bo... ma inny kolor skóry, inną religię wyznaje, nie ma wykształcenia, nie ma pieniędzy. Jest postrzegany przez pryzmat swojego pochodzenia i nie ma możliwości pokazania swojej wartości. Jego godność zostaje podeptana przez ludzi z tzw. dobrych domów. Ale wystarczy pomocna dłoń  i zaufanie ze strony  Philippe’a, aby Abdel okazał i dał w zamian miłość, współczucie i to, co mamy najcenniejszego - nasze człowieczeństwo. Philippe i Abdel potrzebują siebie nawzajem, aby być szczęśliwymi ludźmi, wbrew chorobie, biedzie, wbrew innym, wbrew priorytetom tego świata. Można mieć pieniądze i być nieszczęśliwym, bo zabraknie zdrowia. Można wreszcie nie mieć nic, ale być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, bo bogactwo kryje się we wnętrzu. Tylko czasem ten świat i ludzie nie dostrzegają prawdziwego piękna człowieka. Nie potrafimy zobaczyć tego piękna w sobie, ani w innych, nie chcemy i nie umiemy dać go drugiemu człowiekowi. A często tak niewiele potrzeba - uśmiech w windzie, dobre słowo w tramwaju czy zwykłe "dzień dobry" w sklepie. A mimo to, wciąż są ludzie wykluczeni, niestety z naszej winy...

"Nigdy nie przejmowałem się tym, czy mam robotę, traktowałem ją z lekceważeniem i rzucałem, gdy tylko przyszła mi na to ochota. Tutaj nie miałem ustalonych godzin pracy, nie miałem prywatnego życia, nie widywałem się z moimi kumplami. Nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Dlaczego zostałem? Nie byłem bohaterem ani siostra miłosierdzia. Zostałem, bo przecież nie jesteśmy zwierzętami, tylko istotami ludzkimi..."

Tak często zapominam o tym... Jestem człowiekiem, i życie to coś więcej, niż suma rzeczy kupionych, niż ilość zjedzonych czekoladek, ani tym bardziej wielkość zarobków i powodów do przechwalania się i popisywania przed znajomymi. Życie to piękno każdej chwili, tu i teraz. Żyć pełnią tego, co w każdym momencie daje nam Bóg, los, czy świat...  Możemy mieć wiele rzeczy, ale być najbardziej nieszczęśliwymi i samotnymi osobami na ziemi. Możemy być wykluczeni, nietykalni i biedni, a mimo wszystko być pięknymi i wartościowymi ludźmi, którzy świadomie stawiają kolejne kroki w podroży zwanej życiem. Abdel jest takim człowiekiem. Jak mawia: "apetyt na życie pochodzi z serca". A ja jestem głodna życia, prawdziwego, prostego, zwyczajnego życia! Co mnie łączy z Abdelem? Na mojej drodze też spotkałam  prawdziwych ludzi, którzy niczym Philippe uczyli mnie prostoty istnienia. Teraz  potrafię to dostrzec, wtedy nie dosyć, że nie byłam tego świadoma, to nie mam już nawet okazji podziękować tym osobom, bo ich już nie ma. Abdel pisze:
"Taki byłem pewny siebie, tak w sobie zadufany, że nawet nie zauważyłem, że on stopniowo zmieniał mnie"

Każde spotkanie z drugim człowiekiem zmienia nas, oby na lepsze... To zależny od naszego serca, odwagi bycia sobą i miłości do wszystkiego, co można określić prostym słowem - ŻYCIE. Nic wielkiego, a jednaj największe zadanie na świecie - pozostać człowiekiem i żyć najpełniej, jak można... Mimo bólu, cierpienia, odrzucenia i niesprawiedliwości. Zwyczajnie żyć i być sobą!  Intouchables...



Anna M.


16 marca 2013

Z przemyśleń mieszczucha...






Kalendarz 2013. Rok dobrych myśli

wydawnictwo: G+J książki
data wydania: 3 października 2012

liczba stron: 380
moja ocena: 6/6







Kartka na dziś z kalendarza Beaty Pawlikowskiej:

"Nie muszę robić niczego, co jest sprzeczne z moim sumieniem. Mam prawo odmówić, albo nie zgodzić się na coś, czego nie chcę. I nie będę się martwić tym, co ktoś sobie pomyśli albo czy będzie mu przykro. Mam prawo do podjęcia decyzji o sobie".

Taki mam plan na dziś :)

Wczoraj kolejny raz przeczytałam fragment książki "W dżungli podświadomości". Przyznaję, że czeka mnie dużo pracy z tą książką. Wiedziałam, że podświadomość odgrywa ogromną rolę w naszym postrzeganiu świata. W końcu miałam zajęcia z psychologii na studiach, a i prywatnie zawsze mnie ludzka psychika interesowała. Jednak Beata pisze o tym wszystkim bardzo obrazowym i przystępnym językiem. Nie jest to encyklopedyczna wiedza, a co najważniejsze - autorka dzieli się wyłącznie swoim własnym doświadczeniem i przebytą droga. Nie oferuje prostych rozwiązań i natychmiastowego efektu. Tak okłamuje nas dzisiejszy świat reklam i natychmiastowych przyjemności. Praca nad sobą wymaga czasu, odwagi i miłości oraz przyjaźni. Na początku może przerażać, że samej Beacie zajęło to kilkanaście lat. Ale pomyślałam sobie: ok, mam 32 lata, licząc, że również zajmie mi to sporo czasu, to może na 40-stkę lub 50-tkę będę najszczęśliwszą osobą na świecie, niezależną od opinii innych, realizującą marzenia. Przedsmak tego wszystkiego już mam, ale to wciąż jeszcze nie to, zostało jeszcze do odkrycia wiele nieznanych lądów :)

"Co jest naprawdę ważne? To, czy poprawnie umiem wypełnić wniosek kredytowy w banku? Czy to, że umiem wieczorem zebrać myśli i wiem, czego chcę w życiu? (...) Daj spokój. Naprawdę chcesz, żeby tak wyglądało twoje życie? Zatrzymaj się. Co jest naprawdę ważne? Pomyśl o tym. (...) Halo!!!! Przecież nic samo się nie zrobi!!!! (...) Dlatego punktem wyjścia do jakiejkolwiek zmiany jest to, żeby stać się przyjacielem samego siebie".




Dziś rano byłam na spacerze... :) Miłe prawda? Zrobić coś dla siebie :)

Anna M.



10 marca 2013

"Nella fantasia"


Niedzielny wieczór, za oknem skrzypi mróz i puka do okien, aby go wpuścić do środka.... Firanka lekko opada na parapet, a ciepłe powietrze delikatnie bawi się z nią...  Siedzę otulona kocem,  czytam nową książkę ... słucham IL DIVO.... piję gorącą kawę i podjadam czekoladki :) Czekam na wiosnę!





Nella fantasia io vedo un mondo giusto,
Li tutti vivono in pace e in onestà.
Io sogno d'anime che sono sempre libere,
Come le nuvole che volano,
Pien' d'umanità in fondo all'anima.

Nella fantasia io vedo un mondo chiaro,
Li anche la notte è meno oscura.
Io sogno d'anime che sono sempre libere,
Come le nuvole che volano.

Nella fantasia esiste un vento caldo,
Che soffia sulle città, come amico.
Io sogno d'anime che sono sempre libere,
Come le nuvole che volano,
Pien' d'umanità in fondo all'anima.

                                                            W wyobraźni widzę świat sprawiedliwy
                                                             tam wszyscy żyją w pokoju i uczciwości.
                                                             Marzę o duszach które są zawsze wolne
                                                             jak chmury które lecą
                                                             pełne człowieczeństwa w głębi duszy

                                                            W wyobraźni widzę świat jasny
                                                            tam nawet noc jest mniej ciemna
                                                            Marzę o duszach które są zawsze wolne
                                                            jak chmury które lecą

                                                           W wyobraźni jest ciepły wiatr
                                                           który wieje w miastach jak przyjaciel
                                                           Marzę o duszach które są zawsze wolne
                                                           jak chmury które lecą
                                                           pełne człowieczeństwa w głębi duszy.



Takie to proste... A jednak...

Anna M.

7 marca 2013

"W dżungli podświadomości" B. Pawlikowska...

....czyli o mnie samej - Mieszczuch w dżungli...


Czekałam, kupiłam, przeczytałam....


Nie jest to książka, którą można przeczytać w jeden wieczór i odłożyć na półkę. To byłoby zbyt proste. Jak wszystkie książki Beaty wymaga czasu, pracy nad sobą i odwagi, by coś zmienić. Decyzja podjęta. Długo się zastanawiałam, czy zacząć ją czytać. Z doświadczenia wiem, że będzie to związane z podjęciem wyzwania. Kupiłam, odłożyłam na półkę, ale książka mnie wołała, nie dawała mi spokoju, kusiła swym wnętrzem. Moje myśli, od czasu do czasu, wracały na druga półkę od góry. Niewinnie zatem otworzyłam książkę z myślą, że tylko zajrzę, przeczytam kilka zdań, żeby się przekonać, o czym Beata tym razem pisze. No i połknęłam przynętę, a raczej to książka mnie zaczarowała. Po kilku "czekoladowych tygodniach", zmęczona odrobinę słabością do słodyczy i kłopotami z zapięciem spodni, otworzyłam "W dżungli podświadomości" i dałam przemówić Beacie:
"Wszystko, co jest źle w twoim życiu, wynika z twojego sposobu myślenia. Twój sposób myślenia został uporządkowany przez twoją podświadomość. Twoja podświadomość rządzi tym, co myślisz, jak się czujesz i co robisz. Ty możesz przejąć odpowiedzialność za swoje życie. Możesz nauczyć swoją podświadomość nowych sposobów myślenia".

No dobrze, czas na zmiany... Powoli, konsekwentnie, stanowczo! Mieszczuch, który zapomniał już nawet zapachów wsi, wybiera się właśnie do dżungli!  Na początku nieśmiało, trochę z lękiem, ale idę...
:)
A zatem: strona po stronie, rozdział po rozdziale, książka po książce i krok za krokiem - dżungla! Moja własna, z moją przewodniczką - Szamanką!



  Beata pisze, że 98% tego, co myślimy o sobie nie jest prawdą! Zaskoczenie? Wstrząs? Przerażenie? Przecież zawsze myślałam, że znam siebie najlepiej ze wszystkich ludzi na tej planecie. Może to i racja, ale czytając książkę p. Beaty zrozumiałam, że oczywiście znam siebie, ale znam moje zachowania wynikające z fałszywych przesłanek podświadomości. Mówiąc krótko - znam na wylot swój fałszywy obraz. Tu się zgadza, zawsze wiem, jak zareaguję, nawet, gdy ta reakcja nie do końca mi się podoba, ale wiem doskonałe, że następnym razem będzie podobnie. Przez 30 lat wypracowałam skróty myślowe, aby ominąć niepotrzebne momenty cierpienia czy niepewności. Ale, jak pisze p.Beata, to błędna droga.  To gdzie jest ta właściwa? Jak ją odnaleźć? Jak poznać siebie - prawdziwą siebie? Autorka uprzedza, że obraz siebie może być zdecydowanie różny od prawdy. Ale trzeba go odkryć, odważyć się żyć prawdą. Rumak może okazać się pasikonikiem... bolesne... ale nie popadajmy w rozpacz i zniechęcenie. Pasikonik zwyczajnie nie wie, że może być pegazem! 


Pora poważnie potraktować życie, rzeczywistość, świat... Nie chować głowy w piasek, co ja struś jestem jakiś? NIE!!!  NIE!!!   NIE!!!! Wygodne życie nie znaczy szczęśliwe :) A każdy z nas chce być szczęśliwy. Nie kiedyś, w przyszłości, ale tu i teraz!  Bóg dał nam jedno życie, cały świat i miłość. Gdzieś po drodze zagubiliśmy siebie. świat gna zbyt szybko, żeby poznać siebie samą. Ale jak mawiał mój matematyk: "Czy ty zawsze musisz mieć własne zdanie na temat rozwiązywania zadań?" No cóż, własne! Teraz również. Czas zacząć przygodę zwaną życiem... 




Na początek trzeba poznać siebie... Hmmm... No to zaczynamy







Anna M.




5 marca 2013

"Rubinowe czółenka" Joanne Harris

Wiatr i rany dawnych dni... Vianne Rocher powraca...




Tytuł: Rubinowe czółenka
Autor: Joanne Harris
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2007

Tytuł oryginału: The Lollipop Shoes
Ilość stron: 504

moja ocena: 6/6







Kim jesteśmy? Czy nasze prawdziwe ja zawsze jest prawdziwe? Co ukrywamy przed światem, przed bliskimi i przed sobą? Vianne Rocher nadal ucieka, już nie tylko przed ludźmi, ale przed swoim wnętrzem. Na zawsze chce wymazać to, kim jest. Anouk musi zapomnieć o przeszłości, która teraz stała się tematem zakazanym. Szarość stała się wyborem - zwyczajność, niepozorność, za cenę uśmiechu i szczęścia. Ale czy można uciec przed sobą?


Wiatr znów zmienił kierunek, zjawiła się kobieta w rubinowych szpilkach. Tajemnicza Zozie de l'Alba nie zamierza zadowolić się zwykłymi kłamstwami. Sama jest przecież mistrzynią kamuflażu. Czarownica zawsze pozostanie czarownicą. Nie można tego ukryć pod przybranym imieniem. Przeszłość przypomina o sobie, wiatr się wzmaga, a mała Anouk odkrywa swoje "zdolności". Cena jest ogromna. Zawsze inne, zawsze w drodze, zawsze samotne... Czekolada, wiatr i rany dawnych dni...



Przeczytałam książkę "Rubinowe czółenka" z prawdziwą przyjemnością, ciekawa każdej strony, każdego nowego smaku czekolady i, gdyby to było możliwe, zapachu kakao. Niestety tego ostatniego nie potrafię sobie nawet wyobrazić... Mimo to, choć nie wiem jak, ale pachnie i kusi mnie... Tajemnica skrywana w pudełku czekoladek! Kim jest prawdziwa Vianne, Anouk i Zozie? Kim ja jestem, co chcę ukryć przed ludźmi? Myślę, że na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Jak czekoladki, odwijamy z kolorowych papierków od dawna skrywane wspomnienia, stare tajemnice i dziecięce sny. Przeglądamy się w lustrze własnych oczekiwań, ambicji i pragnień. Czasem chowamy nasze niepowodzenia niczym opakowania po ukradkiem zjedzonych słodyczach. Tęsknimy za spokojem i zwyczajnością, za które jesteśmy gotowi oddać nasz indywidualizm. Bycie szarą myszką jest prostsze od stawania codziennie do walki o siebie i swoje przekonania. Ale czy warto się poddać? Czy po latach nie będziemy żałowali, że oddaliśmy swój autentyzm za odrobinę akceptacji i ulotne pochlebstwa pseudo-przyjaciół?

 Vianne, Anouk i Zozie...

Odnajduję je w sobie (nie mam tu na uwadze czarów, rzecz jasna :) Vianne ze swoim uporem bycia  kimś, kto jest społecznie akceptowany, jest mi bardzo bliska. Gdy czytałam o problemach szkolnych Anouk, widziałam siebie sprzed lat. Gdyby rady Zozie dotyczące poczucia własnej wartości były takie proste w zastosowaniu, to pewnie byłabym dziś kobietą pewną siebie i świadomą swoich talentów.  No trudno... Jak mawiał Forest Gump "Life was like a box of chocolates. You never know what you're gonna get."

Chociaż może kiedyś odważę się i włożę rubinowe pantofle na wysokim obcasie...
Czemu nie?

Anna M.



2 marca 2013

czekoladowy weekend





Znalazłam w sieci ciekawy blog (zresztą Blog Roku 2012) From movie to the kitchen, a w nim genialny wpis na temat filmu "Czekolada" i pojawiających się tam słodkości :)  Wczoraj jeszcze raz włączyłam sobie film, wzięłam pudełeczko czekoladek i zapomniałam o całym świecie... Dziś rano oczywiście ów świat przypomniał mi się, kiedy pod łóżkiem chowałam wagę łazienkową. Ale co tam :) Jest sobota. 

Kolejny blog o "Czekoladzie" to Przepisy filmowe. Ciasto czekoladowe wygląda smakowicie, dlatego mam plan: zrobię w ten weekend coś czekoladowego :) Może to będą trufle, a może właśnie gateau au chocolat? Nie wiem, idę na zakupy, tzn. zaraz po szkoleniu na temat teatru dziecięcego (ufff, ale będzie pewnie nudno, nie ma jak teoretycznie mówić o pracy z dziećmi, bez dzieci). To będzie magiczny weekend, z kawą, czekoladą, muzyką i książką. Potem mały spacer (wiosna jakoś zawitała do Poznania), a na koniec może małe spotkanie ze znajomymi :) No cóż sama nie mogę tego wszystkiego zjeść!


Kto ma ochotę dziś na czekoladki? Biegnę na szkolenie, potem zakupy i do kuchni....

Anna M.

Recent Posts