30 kwietnia 2013

"40 batów za spodnie" Lubna Ahmad Al-Hussein




tytuł: "40 batów za spodnie"
autorka: Lubna Ahmad Al-Hussein

wydawnictwo: Świat Książki
data wydania: 18 kwietnia 2012

liczba stron: 192
moja ocena:  6  /6 







Kolejny dzień, kolejny poranek, otwieram szafę, dosłownie krótka chwila zastanowienia: co na siebie założyć do pracy? Odpowiedź: zielony T-shirt i jeansy. To przecież takie oczywiste. Ten, kto mnie zna, wie, że Bóg wręcz stworzył mnie do noszenia spodni! Choć czy stworzył mój "tyłek" idealny do spodni już bywa dyskusyjne... Koleżanki twierdzą, że zdecydowanie NIE!  Ale trudno, nie lubię spódniczek i już!  A na widok sukienki dostaję palpitacji. Obcasy? Kto to wymyślił?! Zapewne mężczyzna, który nigdy nie usiłował gonić w tym na przerwie dzieciaków długim korytarzem, że nie wspomnę o zakrętach czy schodach ;) I choć posiadam jeden "egzemplarz wizytowy" sukienki, to wisi grzecznie w szafie i czeka na oficjalną okazję lub na czasy gdy wreszcie schudnę ;) Ale znów nie o tym chciałam pisać!....


Wczoraj w nocy skończyłam czytać książkę Lubny Ahmad Al-Hussein pt.: "40 batów za spodnie". Znów nie mogłam długo zasnąć... Zbyt wiele myśli, zbyt dużo złości. Usiadłam przy komputerze i zaczęłam pisać...


Lubna Ahmad Al-Hussein staje w szeregu tych z nas, które muszą walczyć o swoje prawa. Obok niej głośno krzyczą również Waris Dirie, Victoria Donda i wiele innych... z rożnych innych powodów, w rożnych innych częściach świata... Lubna jest głosem tysięcy sudańskich kobiet, które w wyniku wprowadzenia prawa szariatu, zostały pozbawione jakichkolwiek praw. Tytułowe spodnie są tylko pretekstem do wytoczenia procesu o naruszenie zasad moralności - procesu, który obserwował cały świat, procesu pozbawionego od początku możliwości obrony, wreszcie procesu, któremu są poddawane setki tysięcy islamskich kobiet bez racjonalniej przyczyny. Powód? Złamanie 152 art. Kodeksu karnego z 1991 r.:

"Ktokolwiek w miejscu publicznym popełni nieprzyzwoity czyn lub czyn skierowany przeciwko moralności, lub nosi nieprzyzwoite ubranie, niebędące w zgodzie z nakazami przyzwoitości, urażając tym uczucia innych, zostanie skazany na karę czterdziestu batów, na karę pieniężną lub na obie te kary jednocześnie. Czyn kwalifikuje się jako nieprzyzwoity, jeśli jest za taki uznany przez doktrynę religijną sprawcy lub przez zwyczaje panujące na terenie, na którym czyn miał miejsce".


Lubna, sudańska dziennikarka i pracownik ONZ, zostaje złapana w spodniach i zatrzymana za załamanie art. 152, przewieziona na komisariat, wtrącona do celi bez możliwości kontaktu z najbliższymi. Tak rozpoczyna się jej długa walka o prawo do obrony, o prawo do równości, wreszcie staje się rzecznikiem wszystkim uciskanych sudańskich kobiet. Książka jest nie tylko zapisem przebiegu samego procesu, ale i opowieścią o dawnym Sudanie - kraju dzieciństwa Lubny, kraju wolności religijnej, plemiennej i kulturowej. Autorkę poznajemy jako rezolutną dziewczynkę, która grała z chłopcami w piłkę, i która złożyła protest wobec niezgodnych z regulaminem kar cielesnych wymierzanych przez nauczycielkę. Niestety nie uniknęła losu tysięcy dziewczynek muzułmańskich i, jak nakazuje okrutna tradycja, została obrzezana. Dalej Lubna prowadzi nas przez czasy przemian politycznych, gospodarczych i społecznych, których następstwem było wprowadzenie w 1883 r. wspomnianego już prawa szariatu, cenzury dziennikarskiej, czy absurdalnych tradycji uderzających bezpośrednio w wolność kobiet, jak choćby obrzęd "uwięzienia wdowy". Ale najważniejszy rozdział jej życia, rozdział walki o prawa kobiet,  zapoczątkowany został przez przypadkowe wydarzenie - pewnego wieczoru została zatrzymana w restauracji w Chartumie, ponieważ była ubiera w spodnie. Żadnego innego powodu nie było. Czy to odosobniony przypadek?


Lubna Ahmad Al-Hussein





"To historia setek, tysięcy kobiet każdego dnia, miesiąca, roku skazywanych na baty doraźnym wyrokiem sądów zajmujących się utrzymaniem porządku publicznego. To historia kobiet, które znoszą karę w milczeniu, ocierają krew płynącą po plecach i ramionach i odchodzą z pochylona głową, z twarzą purpurowa ze wstydu. Odchodzą skazane na "śmierć", śmierć cywilną, odziane we wstyd, który będzie im towarzyszył do końca ich dni" (zob. s. 5n.)





Czytając książkę maiłam ochotę krzyczeć z wściekłości i chyba tez z bezsilności! Dlaczego? Bo wciąż na świecie są łamane prawa! Może i tez krzyczeć ze wstydu? My tutaj w Europie  myślimy, że wszystko już "uleczyliśmy", czasem pochylimy się nad kimś, może nawet wpłacimy na jakąś organizacje charytatywna, ale nie mamy bladego pojęcia, że istnieją kraje, gdzie kobieta może trafić do wiezienia za przebywanie w jednym pomieszczeniu nawet bez dotknięcia z mężczyzną, z którym nie łącza jej więzy krwi. Absurdalne? Tak samo jak kara chłosty za niemoralny ubiór. I to nie obcisłych jeansów, ale luźnych, zasłoniętych szeroką, zwiewna tuniką, materiałowych spodni!  Dzięki Bogu, są odważne kobiety, takie jak Lubna Ahmad Al-Hussein, które nie boją się w naszym imieniu walczyć o wolność. Podnoszą wysoko głowy i głośno domagają się swoich praw. A my? Kobiety Zachodu? Pomóżmy im, bądźmy z nimi, nie zamykajmy uszu na ich krzyk, bo walczą również w naszej sprawie!






I jeszcze jeden cytat z książki - Lubna Ahmad Al-Hussein pisze o sobie: "Popełniłam przestępstwo - włożyłam spodnie".


Jutro również założę spodnie! Z dumą!


Na koniec wszystkich zainteresowanych tematem odsyłam na stronę internetową Lubny Ahmad Al-Hussein



Anna M.

eioba


26 kwietnia 2013

Bo zupa była za słona...




Koniec tygodnia, powiedzmy sobie szczerze - trudnego tygodnia... W szkole? Pierwsze słoneczne dni i uczniowie poczuli niestety wakacje. Z drugiej strony trudno im się dziwić, skoro szóstoklasiści już wiedzą, że się dostali do wymarzonego gimnazjum, choć rok szkolny trwa w najlepsze, a wyniki testów kończących podstawówkę poznamy za jakiś, bliżej nieokreślony czas. Wniosek - po co się wysilać? Odpowiedź dzieciaków: po nic! No i tyle z tematu "dyscyplina i motywacja do nauki". Ale nie marudźmy, nie jest tak źle. Zresztą jest piątek, z maluszkami już pomodliłam się o pogodę na majówkę, mój brat pewnie już skręca grilla - życie jest piękne. Jadę na wieś... 



Ale wracając do "mojego małego, prywatnego podwórka" czyli M1 na 12 pietrze w centrum samotnego miasta - tak skromnie można nazwać wynajmowany pokój z kuchnią, który tymczasowo pełni rolę wymarzonego domku z ogródkiem. Dziś miałam niewątpliwą "przyjemność" poznać wreszcie nowego sąsiada, który dał się już nam słyszeć, a bliżej poznać policji. Dlaczego? No cóż, pisałam już wcześniej, że temat rozbitych rodzin i przemocy nie jest mi obcy. Wcześniej znany z pracy w domu dziecka, a obecnie z za ściany. Nowi sąsiedzi mieszkają od około 2 miesięcy, policja gościła już kilka razy, ilość stłuczonych przedmiotów o ścianę za którą akurat mieszkam - nieograniczona. Ojciec, ostatnio wyprowadzony w skarpetkach i pidżamie przez funkcjonariuszy, nie sprawia wrażenia  znęcającego się nad rodziną. Żona - zastraszona, cicha, współuzależniona, błagająca o 3.29 w nocy o pomoc wszystkich sąsiadów na naszej klatce.  Dzieci: dwie dziewczynki, lat ok. 5 i 15. Starsza przejęła rolę matki, która najczęściej płacze. Młodszej nie widziałam, nie słychać jej podczas awantur. Matka nie chce pomocy, ukrywa przemoc, starsza córka zawsze uśmiechnięta, umalowana, ubrana w modne ciuchy.  Nocami awantury, wzywamy policje, ojca zabierają, dziś znów wrócił.








Zastanawiam się, ile rodzin tak żyje... Moja znajoma na moje opowieści zareagowała: "po co się wtrącasz, chcesz oberwać jeszcze, to ich sprawa".  A my, sąsiedzi, z niepokojem patrzymy na tą rodzinę i wzywamy policję. Zaczęłam szukać również dodatkowych informacji o mechanizmach przemocy w rodzinie, alkoholizmie, współuzależnieniu, prawie karnym. trzeba walczyć ze znieczulica społeczną, każdy z nas udaje, że nic nie słyszał, nic nie widział, nie wtrąca się. A niemymi świadkami dramatów są często dzieci. Ich milczenie, nasza bezsilność, płacz, znów wzywamy policję...







 Suzanne Vega - Luka


"My name is Luka
I live on the second floor
I live upstairs from you
Yes, I think you've seen me before

                              If you hear something late at night
                              Some kind of trouble, some kind of fight
                              Just don't ask me what it was
                              Just don't ask me what it was
                              Just don't ask me what it was

                                                        I think it's 'cause I'm clumsy
                                                        I try not to talk too loud
                                                        Maybe it's because I'm crazy
                                                        I try not to act too proud

                                                                                They only hit until you cry
                                                                                And after that you don't ask why
                                                                                You just don't argue anymore
                                                                                You just don't argue anymore
                                                                                You just don't argue anymore

Yes I think I'm okay
I walked into the door again
If you ask that's what I'll say
It's not your business anyway

                        I guess I'd like to be alone
                        With nothing broken, nothing thrown
                        Just don't ask me how I am
                        Just don't ask me how I am
                        Just don't ask me how I am

                                                 My name is Luka
                                                 I live on the second floor
                                                 I live upstairs from you
                                                 Yes, I think you've seen me before"








Wszczęcie procedury Niebieskiej Karty


"W myśl rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 13 września 2011r. w sprawie procedury „Niebieskie Karty” oraz wzorów formularzy „Niebieska Karta” wszczęcie procedury następuje na skutek stwierdzenia podejrzenia, iż osoba została dotknięta przemocą w rodzinie oraz wypełnienia formularza „Niebieskiej Karty - A” przez przedstawiciela jednego z podmiotów wymienionych w ustawie o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie (jednostek organizacyjnych pomocy społecznej, gminnych komisji rozwiązywania problemów alkoholowych, Policji, oświaty i ochrony zdrowia). Formularz ten jest sporządzany  przez  przedstawiciela podmiotu, który jako pierwszy powziął informację o sytuacji przemocy w rodzinie. Jednocześnie należy przekazać formularz „Niebieska Karta – B” osobie doznającej przemocy po uprzednim wypełnieniu rubryk dotyczących proponowanych instytucji pomocowych. Dokument należy w ciągu 7 dni dostarczyć do Lidera sekcji zespołu interdyscyplinarnego właściwej ze względu na miejsce zamieszkania osoby, co do której istnieje podejrzenie, że doświadcza przemocy w rodzinie - filii MOPR w Poznaniu. Miejscem wyznaczonym do złożenia dokumentu jest sekretariat danej filii Ośrodka. Lider sekcji zespołu przekazuje formularz „Niebieskiej Karty - A” wyznaczonemu na koordynatora grupy roboczej (przy udziale kierownika zespołu pracy socjalnej) pracownikowi socjalnemu" (Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie).








Anna M.

ZAREAGUJ nim będzie za późno!

eioba



21 kwietnia 2013

"Krzyk o ratunek" Casey Watson






Autor: Watson Casey 
Wydawnictwo: Amber 
Rok wydania: 2013 

Tytuł oryginału: Crying for Help
Ilość stron: 336

moja ocena: 5/6



Kolejne dziecko w domu Watsonów, kolejna poruszająca historia, jedna prawda - brak miłości potrafi pchnąć dziecko do okrutnych czynów. 

Sophia ma dwa oblicza: wesoła dwunastolatka i wyrachowana cyniczna nastolatka. Sytuację komplikuje choroba dziewczynki, ale opiekunowie szybko dostrzegają, że mała przez lata nauczyła się perfekcyjnie wykorzystywać fakt, że cierpi na nieuleczalną chorobę i manipuluje dorosłymi z mistrzowską łatwością. Jak rozpoznać prawdziwe objawy ataku i wezwać karetkę? Jak zmusić zbuntowaną dwunastolatkę do połykania tabletek? Jak zwrócić jej dzieciństwo?

Podziwiam ludzi, którzy decydują się na przyjęcie pod swój dach dzieci i stworzenie im rodziny zastępczej. Nie jest to proste. Ale kiedy słyszy się o tylu maluchach czekających na zwykłe ciepłe i serdeczne słowo, serce się kroi. Ludzie mogliby się nimi zająć, ale wolą wydawać setki tysięcy złotych, euro na kolejne in vitro, nowe metody, itd. A dzieciaki czekają: w szpitalu, w domu dziecka, w oknie życia... Wiem, bo w mojej rodzinie jest sporo adopcji, a życie toczy się swoim zwykłym, niezwykłym rytmem. 

Kiedy dziecko sprawia problemy wychowawcze łatwo jest powiedzieć, że jest źle wychowane, że jest złe. Już to pisałam 1000 razy i wiem, DZIECI NIE RODZĄ SIĘ ZŁE - to my dorośli zawiedliśmy. Nie wolno żadnego dziecka skreślić, każde jest ważne, każdemu trzeba zaufać, bo jest skarbem, nawet jeśli zadaje ból. A o tym coś wiem...



Kilka przydatnych linków:











A teraz dla odmiany trochę z mojego "podwórka" :) :) :)

Dziś niedziela...  Wczoraj w szkole mieliśmy "Drzwi otwarte". Za 9 tygodni koniec roku szkolnego. Nawet nie wiem, kiedy ten czas minął. Moje maluszki z klas II dopiero zaczynają rozumieć, że idziemy wspólnie i że jestem, aby im pomagać. Ale kocham ich uśmiech...  

Przygotowania do wystawienia "Piotrusia Pana" idą pełną parą, ale ostatnio coś mi się efry i wróżki mnożą, więc moja trupa teatralna liczy już 28 malców i większych malców... (i rośnie!)  Ciekawe, czy coś z tego wyjdzie? :) Piotruś Pan już nie ma gipsu, więc jest nadzieja, że zagramy :) Muszę tylko jutro sprawdzić grafik wyjazdów klas na zielone szkoły i "wstrzelić się" z terminem przestawienia... A teraz zmykam: kawa, śniadanie i czeka mnie maraton, ale spokojnie nie ten warszawski, ale poprawiania sprawdzianów klas V ;)

Piękna wiosna.... U was też? Może jakiś spacer... A wieczorem książka... o psychologii rozwoju dziecka, bo brakuje mi ostatnio aktualnych danych...


Anna M.

 

17 kwietnia 2013

"Chłopiec, którego nikt nie kochał" Casey Watson








Autor: Watson Casey 
Wydawnictwo: Amber 
Rok wydania: 2012

Tytuł oryginału: The Boy No One Loved.
Ilość stron: 302

moja ocena: 6/6




Samotność boli, skazuje bowiem człowieka na życie "za szybą". Wszyscy inni są szczęśliwi, a ty jesteś sam. Dorosły zbyt często wie, jak smakuje gorycz samotności. Ale co zrobić, gdy przekonuje się o tym dziecko, najbardziej bezbronne stworzenie na ziemi?


Wiem, że dzieci są skarbem tego świata. Dostajemy je w darze i w zaufaniu. Opiekujemy się nimi - jako rodzice, nauczyciele, wychowawcy, ciocie, wujkowie, babcie... - jako dorośli. Nie mamy często zbyt wiele do zaoferowania, a dzisiejszy świat próbuje dodatkowo nas przekonać, że posiadanie choćby dziecka jest zbyt drogie. Stop. Błąd. Nie można posiadać dziecka, posiada się meble, lodówkę, buty, psa. Dziecko się gości pod swoim dachem. Ale ten mały człowiek potrzebuje przede wszystkim miłości. Znam wiele rodzin, biednych rodzin, gdzie nie brakuje już chyba tylko miłości. I tam jest dom :) Znam wiele dzieci niekochanych z tzw. bogatych i dobrych domów (choć nie lubię tego określenia), które nigdy nie były szczęśliwe. Nigdy nie dzielę dzieci na dobry dom i zły, na bogaty i biedny, nigdy nie dzielę, staram się łączyć, tak zostałam wychowana...


Dziecko jest niepowtarzalne. My dorośli (tak tak dawno już dorosłam, i chyba też zdecydowanie za wcześnie) często nie dostrzegamy dzieci. Janusz Korczak mawiał, że dziecko to mały dorosły i musi być traktowane poważnie. Moja uczennica powiedziała mi, że dorośli jej nie słuchają, bo jest mała. A ona nie jest głupsza, tylko młodsza. Dla świata to dziecko jest ważniejsze ode mnie i od nas wszystkich - dumnych i egoistycznych dorosłych.


 Dwa lata pracowałam w domu dziecka, część z tego czasu w rodzinie zastępczej. Mam rożne doświadczenia z tego okresu, pozytywne (m.in. miłość i zainteresowanie dziećmi ze strony zastępczej matki), ale i negatywne (biurokracja, urzędnicy, za mało rodzin, za dużo dzieci). Często słyszę, jak dorośli już "zaszufladkowali" dziecko i nie starają się nawet dostrzec w nim odrobiny dobra. A przecież dziecko rodzi się DOBRE. A to, kim jest dziś, to wyłącznie zasługa dorosłych, czyli nas ...


Dlaczego to wszystko piszę? Przeczytałam wczoraj w nocy książkę Casey Watson: "Chłopiec, którego nikt nie kochał". Wstrząsająca historia małego Justina, który w wieku 5 lat spalił dom. Ale to wcale nie początek jego tragedii, to sam środek, bo chłopiec nie zaznał nigdy wcześniej miłości, a rany wyniesione z domu rodzinnego były zbyt głębokie, aby mógł zaznać jej kiedykolwiek później. Cały świat widział w nim już tylko chuligana, zdemoralizowanego gimnazjalistę, jakich wielu nawet na naszych polskich osiedlach.  Justin z małym pudełkiem, jedyną pamiątką jego życia i dwudziestu dotychczasowych rodzin zastępczych trafia do kolejnego domu, z tą jednak różnicą, że w tym domu jest miłość. Nikt już go nie określa mianem "nagłówka w gazecie, który tylko czeka na swój czas", ale jest pełnoprawnym członkiem jakiejś RODZINY, pierwszy raz w jego smutnym i samotnym życiu jest jakaś rodzina. Justin ma 12 lat, ale to, co przeżył, to co widział, czego nie przeżył i co zagłuszył, nie mieści się w głowie zwykłego dorosłego. Czytając jego zwierzenia o biciu, narkotykach, alkoholu, wykorzystywaniu, głodowaniu, opieką nad młodszymi braćmi, można zadać sobie pytanie: jak on to wszystko zdołał przetrzymać?A jednak... Są takie dzieci... I nikt ich nie widzi...


Dlaczego przeczytałam tą książkę? Bo znam takie dzieci...
Czekają tylko na jeden gest miłości... Tylko jeden, tylko tyle...


Ale nie czarujmy się, to nie jest takie proste. Nie ma gotowych odpowiedzi, słowo kocham nie rozwiąże wszystkich problemów. Ale otworzy drzwi do serca niejednego malucha... Życie jest drogą, każdy z nas potrzebuje bratniej duszy, przewodnika, przyjaciela i miłości... 

ZWŁASZCZA   DZIECI




Anna M.

Polecam oficjalną stronę Casey Watson, która stworzyła specjalistyczną rodzinę zastępczą dla dzieci z trudnymi doświadczeniami życiowymi.







16 kwietnia 2013

God, I love Paris - Amy Thomas

et moi....   bien sûr, aussi  !  
( i ja oczywiście - też)


        Paryż.... Przyznam szczerze, że podobnie jak Amy Thomas, ja również zakochałam się w tym mieście od pierwszego wejrzenia. Nigdy w życiu nie powiedziałabym, że nawet polubię Francję. Nigdy nie planowałam nawet wakacji w tym kraju. Zawsze chciałam wyjechać na Bliski Wschód i nadal o tym obsesyjnie marzę. Dlaczego zatem wylądowałam en France? Przypadek... Zwyczajny przypadek, moja praca związana z dialogiem międzyreligijnym sprawiła, że na 2 lata związałam się z środowiskiem ludzi mówiących po francusku, myślących po francusku i co więcej - mieszkających i pracujących głównie we Francji. Z tego też powodu, często tam u nich gościłam... Przypadek... Ale, jak widać, zauroczenie nie wybiera... Choć i tak czekam, na szaloną miłość pt: IZRAEL.

Ale wróćmy do kraju sera i wina... Pamiętam, że był lipcowy poranek, a właściwie gorący świt, kiedy po 23 godzinach wysiadłam z autokaru na Place de la Concorde i pierwsze promienie słońca zaczarowały Pola Elizejskie... Pamiętam pierwszą cukiernie... i pierwsze zgubienie drogi w wąskich brukowanych uliczkach....

la vie est belle

Książka Amy Thomas i jej blog obudziły wspomnienia. Przez dwa lata zwiedziłam Francję, nauczyłam się języka, poznałam ludzi, kulturę. Nie byłam turystką, ale mieszkałam w małych miejscowościach, pracowałam, wieczorami wychodziłam na spacer, do cukierni. Nawiązałam przyjaźnie i choć teraz jesteśmy rozrzuceni po świecie, to nadal mamy kontakt mailowy (niestety mój francuski w pisowni nadal pozostawia wiele do życzenia).
     
Postanowiłam zatem wrócić do nauki francuskiego. Ostatnio nawet zdjęłam z półki książki kucharskie i zaczęłam przygotowywać dania kuchni francuskiej. Życie to coś więcej, niż tylko praca i praca... We Francji nauczyłam się, że ważna jestem również ja, moje marzenia, ambicje, małe radości... Czasem warto poleniuchować, iść na spacer, poczytać, a czasem trzeba pracować w szalonym tempie bez chwili wytchnienia. No i nie ma rzeczy niemożliwych, skoro nawet taki matoł językowy jak ja, zdołał w stopniu podstawowym opanować język francuski (mój dyrektor liceum mawiał: "Matysiak, dla ciebie zawsze będzie istniał tylko jeden język obcy do doskonalenia do końca życia - to nadal języki polski').

A i jeszcze jedno ;) Praca z dziećmi sprawia, że żyję, zrozumiałam to, gdy mieszkałam w Krakowie i rozpaczliwie szukałam zajęcia związanego z dzieciakami... To też jedno z odkryć, jakie dała mi Francja... Paradoksalnie dopiero wyjazd daleko stąd sprawił, że zrozumiałam, że właśnie tu, w Poznaniu, wśród dzieciaków, jest moje miejsce :)

A to już mój eksperymentalny powrót do gotowania... w mojej petite cuisine, maleńkiej kuchni na 12 piętrze...!!!   


moja tarta ze szpinakiem i serem feta


Anna M.

10 kwietnia 2013

"Paryż mój słodki" Amy Thomas






Autor: Amy Thomas
Wydawnictwo: Wydawnictwo Pascal
Rok wydania: 2013

Tytuł oryginału: Paris, My Sweet.
Ilość stron: 336
Moja ocena:  4+/6
jedyny minus - brak możliwości zjedzenia książki ;)





Zwykły dzień belfra... szkolna codzienność, czyli praca, stres, małe radości, duże radości, spotkania, rozmowy na korytarzu, wszystko "w biegu", przerwy, lekcje - życie odmierzane dzwonkami... Dziś wyszłam ze szkoły o 17.45, choć według oficjalnego planu mam "tylko" 3 lekcje. No cóż... i tak nie przekonam społeczeństwa, że nie leniuchuje w pracy i nie biorę pieniędzy za darmo... Nie mam nawet takiej potrzeby. Ale uwaga - pierwszy raz naszej grupie teatralnej udało się zagrać na próbie całe przedstawienie "Piotruś Pan"!!!! Jeszcze kilka prób i możemy zabrać się za robienie scenografii :) Pomijając drobną wiadomość "z ostatniej chwili", że Piotruś Pan złamał nogę i musiałam zrobić nowy casting... Ale wszystko pod kontrolą - powiedzmy... Ale kocham to, kocham moje dzieciaki :)

Wracając do domu, przechodziłam obok piekarni.... zatrzymałam się... Zmęczona postanowiłam wejść do środka (bo jakbym mogła sobie podarować, to do mnie nie podobne - przejść OBOK piekarni) Często mam wrażenie, że Bóg wiedział, co robi nie dając mi zmysłu węchu i smaku, bo byłabym groźniejsza od Gordona Ramsay'a...  No, ale wróćmy do piekarni... Dziesięć wspaniałych minut wpatrywania się w pyszności za szklaną szybą i wyszłam z... bagietką.... Niestety daleko jej do tej, jakie jadałam we Francji, ale trudno... Potem przechodziłam jeszcze OBOK sklepu z serami... i tu wyszłam z serem pleśniowych (Lazur błękitny - tradycyjny ser typu Roquefort) -tym razem dziękuję Bogu, że nie mam węchu.. :) A na koniec jeszcze "odwiedziłam" cukiernie, bo z wystawy uśmiechały się do mnie kolorowe makaroniki... dokładnie takie same jak na okładce książki...


No właśnie - to wszystko dlatego, że czytam książkę Amy Thomas: "Paryż mój słodki". Kupiłam ją, ponieważ, gdy ją zobaczyłam w księgarni, przypomniałam sobie moje przygody w Paryżu... Pisałam już wcześniej trochę o tym "zawirowaniu" w moim monotonnym życiu singielki (zobacz tutaj). 


moja dzisiejsza "zdobycz"
Amy jest też singielką (ciekawe dlaczego ciągle trafiam na takie bohaterki-autorki?), niepoprawnie zakochaną (od rozwodu rodziców) w czekoladkach, muffinkach, babeczkach, torcikach, tartinkach, czyli we wszystkim, co słodkie i przekraczające 500 kcal w jednym kęsie. W Nowym Jorku zostawiła pracę - pisała o jedzeniu, była autorką bloga "Słodka Idiotka". W Paryżu ma nową pracę - pisze o... jedzeniu! Inny powód przeprowadzki na drugi koniec świata?  Może też, aby jeść przysmaki kuchni francuskiej, no i oczywiście być usprawiedliwioną z tego powodu, bo przecież praca, i zupełnie bezkarną, no i aby od tego wszystkiego nie przytyć? Tak na marginesie, to zawsze zastanawiałam się jak Francuski to robią, że są takie szczupłe, choć przyznam, że podczas mojego pobytu we Francji schudłam do 57 kg, co już nigdy później mi się nie udało, ale nie tracę nadziei. Oczywiście w internecie odnalazłam zdjęcie Autorki i faktycznie, wygląda jak bagietka i wierzcie mi - jest to komplement... Znalazłam nawet jej blog "God, I love Paris" .


Dla mnie ta książka jest szczególna, nie tylko przypomniała mi Paryż i moje szalone przygody... ale pierwszy raz od roku wzięłam dziś do ręki podręcznik do francuskiego i zaczęłam zgłębiać tajniki znienawidzonego passé composé. Na nowo zapragnęłam mówić po francusku, przypomniałam sobie poranki w Ogrodzie Luksemburskim i wieczory na Montmartre. Doskonale pamiętam moją "walkę" z owocami morza i moje wpadki językowe, które powodowały uśmiechy na twarzach zawsze poważnych Paryżan. Rozmarzyłam się. Nawet sprawdziłam sobie w internecie ceny hosteli w Paryżu i zrobiłam plan ewentualnej wyprawy wakacyjnej, oczywiście śladami bohaterek książek (tych o jedzeniu, bo romansów raczej nie przewiduję, zwłaszcza z Francuzami w roli głównej).

Zrobiłam sobie  pyszną kolację (bagietka nie przeżyła do jutrzejszego śniadania, ser owszem, jeszcze poleży w lodówce, o ile sam z niej nie wyjdzie ;), zaparzyłam świeżo zmieloną kawę, włączyłam muzykę z "Amelii" i czytam dalej o przygodach Amy w Mieście Świateł... A makaroniki jutro zaniosę do szkoły i poczęstuję koleżanki...  Ja zamierzam w wakacje wyglądać jak... bagietka... :)


prezent dla koleżanek



Anna M.
wracam do baguette avec du fromage... ;)

P.S. Polecam słodko cukiernie Józef Wilk w Krakowie na Salwatorze... 

(ciekawy opis cukierni :):):) po angielsku :):):) - kliknij tutaj :)



3 kwietnia 2013

Szamanka radzi...





Myśl z "Kalendarza" Beaty Pawlikowskiej:
ze strony www.beatapawlikowska.com

"Nie zaczynaj od narzekania. Znajdź pięć powodów do radości. Pomogę ci: 
  1. Mam fajny dach nad głową
  2. Mogę marzyć.
  3. Mogę coś zmienić jeśli zechcę.
  4. Uśmiecham się.
  5. Na co czekasz? Teraz twoja kolej".



Moja kolej? No dobrze. Pięć dobrych myśli na dzisiejszy dzień.

  1. Wyspałam się.
  2. Mam przed sobą dzień na zmianę czegoś w moim życiu.
  3. Nie mam debetu na koncie.
  4. Za trzy miesiące lato.
  5. Dziś dzień powrotu do pracy :)


A Wasze pięć powodów do radości?

Anna M.





2 kwietnia 2013

Czytaj dziecku....







Dziś Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci...




Kilka myśli... tak na gorąco...


  
Powszechna Deklaracja Praw Człowieka
Art. 26 par. 1. Każdy człowiek ma prawo do nauki. Nauka będzie bezpłatna, przynajmniej na szczeblu podstawowym. 



No cóż, tyle w teorii, a ja wygląda rzeczywistość? 


"UNICEF alarmuje, że dzisiaj na świecie w ogóle nie uczęszcza do szkół, a zatem nie ma szans na własny rozwój i edukację 72 milionów dzieci.(...) Zdaniem Sekretarz Generalnej tej organizacji – Iriny Bokowej dzieci, które nie mają dostępu do edukacji szkolnej należą do tzw. „straconej generacji”, gdyż skazane są w swoim życiu na nędzę i wykluczenie społeczne. (...) Z danych Komisji Europejskiej z 2002 r. wynika, że na naszym kontynencie żyje ok. 10-20% pełnych analfabetów. Na całym świecie jest ich ok. 759 milionów, z czego 2/3 stanowią kobiety " (Pedagog)


 Ramowy Plan Działania "Edukacja dla Wszystkich" dla Europy i Ameryki Północnej zakłada m.in.: 

"zapewnienie wszystkim, niezależnie od płci i wieku, dostępu do edukacji bazowej, a także zapewnienie dzieciom trzyletnim możliwości korzystania z edukacji przedszkolnej i wypracowanie narodowych strategii działań" Forum mondial sur l'éducation Dakar, Sénégal, 26-28 avril 2000


W Europie co piąte dziecko ma problemy z czytaniem i pisaniem. Czyż to nie jest co najmniej niepokojące?  


„Czytanie i pisanie to coś więcej niż zwykła umiejętność. Umiejętność czytania i pisania daje ludziom poczucie własnej wartości i pozwala im funkcjonować i rozwijać się w społeczeństwie jako osoby prywatne, aktywni obywatele, pracownicy lub rodzice. Potrzeba nam jasnych i skoordynowanych krajowych strategii i znacznie większej świadomości w całej Europie, nie tylko w kręgach politycznych i edukacyjnych, ale również w szpitalach, miejscach pracy, a zwłaszcza w rodzinach. Nadszedł czas, aby Europa zwiększyła swoje ambicje i zapewniła każdemu umiejętność czytania i pisania.”  Księżna Laurentien



Jerzy Trela czyta dzieciom (cykl Unsere Kinder - Cheder Cafe w Krakowie)




Anna M.



Recent Posts