31 maja 2013

"Okiem młodego alkoholika" Adam "WAJLORD" Wojtowicz




autor: Adam "WAJLORD" Wojtowicz
wydawnictwo: Novae Res
data wydania: 2013
ilość stron: 168


moja ocena:  6 /6






Alkoholizm... Przywykliśmy do tego, że wszyscy piją... Nie widzimy w tym nic złego. Pisałam już o tym wcześniej... (zobacz tutaj). Jeżeli już, to mianem alkoholika określamy zataczających się, obszarpanych mężczyzn w średnim wieku, jakich to wielu widać na ulicach czy pod sklepem z piwem...  - takich przysłowiowych "panów w ławeczki", jak w "Ranczu". Ale to nie jest cała prawda o problemie i o chorobie...


Wiemy już, że alkoholizm dotyka też ludzi sukcesu, ludzi na stanowiskach, w garniturach, z cudowną i wzorową na pozór rodziną. Jasne. Ale książka "Okiem młodego alkoholika" pokazuje nam problem alkoholowy od strony osób młodych. Rozmawiałam o tej książce z koleżanką, zdziwiła się... Co? Przecież nie można s być alkoholikiem mając lat kilkanaście, dwadzieścia! Otóż MOŻNA i ta książka jest świetnym sposobem opowiedzenia ludziom o tym, że każdy i na każdym etapie życia może się uzależnić od alkoholu. 

Autor w prosty i rzeczowy sposób opisuje swoją chorobę, pierwsze piwo, szkołę, kolegów, poczucie dorosłości, rodzinę i znajomych, brak poczucia zagrożenia i brak świadomości, że jest się już uzależnionym. A potem wstyd i ukrywanie faktów, kłamstwa i życie wyznaczane ilością wypitego alkoholu... Wtedy powoli i niepostrzeżenie stajesz się już niewolnikiem...

"Kiedy budziłem się rano, pierwszą myślą, która bezlitośnie drenażowała mój umysł, było pytanie, czy mam się czego napić lub czy mam pieniądze na alkohol"

Książka może być też cenna dla osób, które żyją z alkoholikiem pod jednym dachem. Początkowo nikt nic nie zauważa, a najbliżsi nie widzą problemu. Potem jest płacz, prośby, groźby i błagania. Zazwyczaj jest już za późno na racjonalne argumenty.  Autor pisze też o stereotypach, o tym, że społeczeństwo okrzyknęło alkoholików gorszymi ludźmi, często nie widzi się osoby chorej, a kogoś, komu już nie warto pomóc, bo sam sobie na to zasłużył... Dlaczego więc człowiek pije coraz więcej? 

"Zacząłem to robić, żeby pozbyć się podłego stanu, który zabijał we mnie chęć do życia"

Absurdalne? Możliwe, ale dla milionów ludzi na całym świecie realne i do bólu prawdziwe. Pijesz, żeby zapomnieć, ze wstydu, dla publiczności, bo wypada. A potem wracasz do domu, a pustka i samotność nie pozwala pozostać trzeźwym.


Autor pisze również o stopniowym zatraceniu się w nałogu i wreszcie powolnym odrodzeniu. Podaje również kilka cennych porad, jak pokonać wroga. Nie od dziś wiadomo, że najlepiej osobę chorą zrozumie drugi chory. My możemy prawić morały i dawać dobre rady, a dla alkoholika to jak śmiech i żart. Ale inny alkoholik podpowiadający jak żyć z chorobą to już zupełnie coś innego, bo wiarygodnego!  Zatem polecam historię młodego alkoholika jako przestrogę dla tych wszystkich, którzy niebezpiecznie balansują na granicy kieliszka. A jako zapis dramatu i chęci życia, może być pomocą w zrozumieniu ludzi pijących. Dzięki książce można próbować zrozumieć mechanizmy pchające na oślep ku chorobie, walkę, siłę i kłody rzucane pod nogi podczas procesu wychodzenia z niej. To też książka o trudnej walce kontrolowania potwora, który mieszka w umyśle osoby uzależnionej od alkoholu, bo zawsze i wszędzie trzeba być czujnym.



POLECAM
Anna M.


Książka przeczytana w ramach współpracy 

i dzięki uprzejmości wydawnictwa     
      

dziękuję bardzo :)
 i polecam zaczytani.pl


30 maja 2013

"Mila księżycowego światła" Dennis Lehane




autor:



 tytuł oryginału: Moonlight Mile


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data polskiej premiery:  5 kwietnia 2011
seria/cykl wydawniczy: Patrick Kenzie i Angela Gennaro tom 6
liczba stron:  280

moja ocena:  4+  / 6



Kontynuacja "Gdzie jesteś, Amando?". Patrick i Angela są małżeństwem, mają czteroletnią córkę Gabbe i prowadzą "spokojne", jak na nich, życie. Ale demony przeszłości nie śpią. Nie chodzi tylko o wyrzuty sumienia i koszmary senne. Decyzja, jaką 12 lat wcześniej podjął Patrick miała swoje konsekwencje i to one codziennie nie pozwalają żyć normalnie wielu ludziom. 

Amanda ma dziś 16 lat, jest najlepszą uczennicą w liceum, ma zapewnione miejsce na Harvardzie i... nagle znika... Patrick próbuje więc odkupić swoje winy i kolejny raz szuka dziewczyny. Gdzie ją znajdzie tym razem? Jaka decyzję podejmie tym razem? Nie będę oczywiście zdradzała zakończenia...



Przeczytałam książkę z przyjemnością, choć nie była tak wciągająca, jak wcześniejsze części.  Akcja toczy się 12 lat po pierwszym zaginięciu Amandy, więc rozbawiły mnie do łez opisy zmagania się Patrick'a z kryzysem wieku średniego, brakiem kondycji, czy perypetie Angeli związane z wychowaniem dziecka i uroczy wujek Bubba. No cóż, każdy się starzeje...  i dorośleje. Ale pytania pozostają takie same. Co jest ważniejsze - prawo czy prawda? Kim jestem? Kim byłem? Jakie stanowisko zająć w sprawie dzieci sprzedawanych nielegalnie do adopcji za duże pieniądze? Jak spojrzeć w oczy dziewczynie, której w imieniu prawa zniszczyło się życie?  Jak zagłuszyć wyrzuty sumienia? I jaką decyzję podjęłoby się, gdyby można było cofnąć czas? 



Niestety nie mogę więcej napisać, żeby nie zepsuć frajdy z czytania książki. Ale zastanawiam się, czy i my nigdy nie żałujemy naszych decyzji? Może nasze życie potoczyłoby się zupełnie inaczej, gdyby nie pewne wydarzenia, postanowienia, fakty? Każdy z nas nosi w sobie jakąś tajemnice, jakiś ból minionych dni... Codziennie rano wstajemy do pracy, patrzymy w lustro i widzimy prawdziwych siebie, może się do siebie uśmiechamy, może coś mówimy... Potem zakładamy  "służbowe" ubranie i wychodzimy zamykając za sobą drzwi do nas samych i naszego prawdziwego ja. Kiedy jedziemy windą, zerkając w lustro, zastanawiamy się, czy to wciąż ja? W obcym kostiumie? Z tym obcym uśmiechem? A gdzie moje marzenia, plany, przeszłość, młodość, ideały? Wtedy ta druga osoba w lustrze odpowiada nam, że to nadal my, ale trzeba było coś, dla czegoś poświecić..., dokonać pewnych wyborów... i z tymi wyborami i ich konsekwencjami żyć... Trzeba było dorosnąć... 


Życie zdecydowanie to nie film, ani powieść...  Ale kilka dni temu miałam tragikomiczną sytuację... Rozmawiałam z koleżanką i jak zwykle to bywa zaczęłyśmy narzekać na "starość", brak czasu i natłok obowiązków. Niosłam akurat książkę do nauki hebrajskiego, którą pokazywałam na lekcjach dzieciakom. Znajoma zapytała mnie, jak idzie mi nauka. I chyba moja odpowiedź ją zaskoczyła... "Nie, już nie uczę się hebrajskiego, nie mam na to czasu, pracuję, a potem mam jeszcze masę obowiązków i innych marzeń. Coś musiałam poświęcić dla czegoś innego - jedno marzenie dla innego..." Spytała: "Dlaczego? Tak to kochałaś!" Odpowiedziałam: "Wiem, ale w końcu przyszedł moment trudnego wyboru, bo chyba na tym polega dorosłość..." Ale czasem...  czasem zaglądam do podręcznika, żeby nie zapomnieć, jak się czyta... Zawsze jednak wtedy trzeba zmierzyć się z jednym straconym marzeniem... A potem zamknąć książkę i zająć się realizacją innych, realnych marzeń... :)

I na tym się skupmy :) :) :)


Anna M.

   

27 maja 2013

"Gdzie jesteś, Amando?" Dennis Lehane




autor:


tytuł oryginału: Gone, Baby, Gone


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data polskiej premiery: 2008
seria/cykl wydawniczy: Patrick Kenzie i Angela Gennaro tom 4
liczba stron: 544

moja ocena:  / 6





Od Wydawcy: Mistrzowsko opowiedziana historia o porwaniu dziecka, skorumpowanych policjantach i bostońskich detektywach wplątanych w mroczną sieć miasta. Czteroletnia Amanda McCready zniknęła bez śladu. Bostońska policja, dziennikarze, sąsiedzi i znajomi robią wszystko co w ich mocy, by znaleźć dziewczynkę. Wreszcie w sprawę zostają zaangażowani Patrick Kenzie i Angela Gennaro. Kiedy znika kolejne dziecko, duet detektywów penetruje mroczny świat bostońskich pedofilów, dealerów narkotykowych i podejrzanie się zachowujących policjantów. Będą musieli podjąć tragiczną decyzję, która może na zawsze zniszczyć ich relację, zarówno zawodową,
jak i prywatną…



Przyznam szczerze, pisałam już nie raz, nie znoszę kryminałów, ale chyba powoli przekonuję się do tego typu literatury... Może mam jakiś uraz, moja mama ogląda tylko kryminały i o ile pamiętam, zawsze tak było... Moja koleżanka zamęczała mnie cyklem o detektywie Poirot. Stąd ta niechęć? Wszystko jedno...


Zaczęłam czytać "Gdzie jesteś, Amando?", ponieważ dostałam książkę od koleżanki. Przeczytałam  wcześniej "Rzekę tajemnic" tego samego autora, spodobało mi się bardzo, więc powiedziałam sobie: czemu nie? Po 10 stronach już nie mogłam odłożyć książki. Powód? Szukanie odpowiedzi na tytułowe pytanie? Między innymi, ale równie ważne były pytania o ludzką psychikę, podejmowane codziennie decyzje, konsekwencje naszego działania, czy cel uświęca środki i czym jest dobro? Czytając książkę, trzeba zadać sobie szereg podobnych pytań. Dziwne... Kryminał... czyli literatura raczej "rozrywkowa".... a ja nie mogłam przegonić głęboko egzystencjalnych myśli z pogranicza psychologii, teologii i filozofii. Nie mogłam też jednoznacznie odpowiedzieć sobie na pytanie, co zrobiłabym na miejscu głównego bohatera? Jak go ocenić? Gdzie leży granica między dobrem a złem? Jedno jest pewne - nie ma w tej historii postaci krystalicznych... a każda z nich zmusza nas do zajęcia określonego stanowiska i zweryfikowania swojego systemu moralnego i kodu zachowań...


Mała Amanda znika, ma zaledwie 4 lata, nikt nie wie, co się z nią stało. Matka niewiele pamięta i mało interesuje się sprawą odnalezienia córki. Wplątana w porachunki gangów narkotykowych, uwikłana w sieć prostytucji i handlarzy żywym towarem, nie zdaje sobie sprawy, czym jest prawdziwe macierzyństwo i jaki dom należy stworzyć dziecku. Amanda znika, zaczyna się gorączkowe poszukiwanie... z każdym dniem szanse odnalezienia jej żywej maleją... Dwaj przydzieleni do sprawy policjanci, Broussard i Poole, są tuż przed emeryturą i mają już dosyć widoku znajdowanych w piwnicach ciał dzieci. Są zmęczeni podłością tego świata, niepowodzeniami, których konsekwencją jest zawsze śmierć niewinnego macla. Ich świat jest mroczny i zły. Ale kolejny raz podejmują walkę o życie niewinnego dziecka. Pomagają im prywatni detektywi, Patrick Kenzie i Angela Gennaro, początkowo niechętnie, w końcu angażują się w sprawę. Kim są? Noc cóż. Znają świat przestępczy, jak własną kieszeń i można odnieść wrażenie, że bardziej do niego należą niż do tzw. "porządnych obywateli". W ich przeszłości można doszukać się kilku niewyjaśnionych spraw (morderstw?), a metody, jakie stosują są, powiedzmy, "na granicy prawa". 


Każda kolejna strona książki to nowy trop, jak w wielkiej układance, w której klocki wzajemnie do siebie nie pasują. Szukając Amandy, nie zauważamy, o jaką stawkę toczy się gra... gra pozorów, kłamstw, gra o życie wielu osób, nie tylko jednego dziecka... Nie widzimy, kto jest dobry, a kto zły, jakie panują reguły, co można poświęcić i w imię czego? Co w życiu jest najważniejsze? Prawo czy dobro dziecka? Prawda czy kłamstwo? Matka czy dziecko? Czy złe prawo nadal obowiązuje, czy można je obejść? Czy można samemu wymierzyć wyrok?


Powieść jest tak mroczna, jak zakamarki ludzkiej duszy, do których nie mamy odwagi zaglądać. Może nigdy nie zadamy sobie pytań, na które odpowiedzi szukają bohaterowie, z obawy przed tym, co możemy odnaleźć? 


Świat nie jest czarno-biały... Ma wiele odcieni szarości...




Oczywiście na podstawie książki powstał film :)

 




Anna M.


26 maja 2013

Dzień po moich urodzinach - DZIEŃ MAMY :)



Dla mojej kochanej Mamy 
piosenka Il Divo "Mama" z najlepszymi życzeniami :) 

Wszystko, co chciałabym powiedzieć, chłopaki z Il Divo wyśpiewali, więc pozostaje tylko posłuchać ;)


 


Tłumaczenie piosenki specjalnie dla mojej Mamy :)


"Dziękuję ci mamo za to kim jestem
Dziękuję ci za to, kim nie jestem
Wybacz mi słowa niewypowiedziane
I czasy,
O których zapomniałem
Mamo pamiętasz całe moje życie
Okazałaś mi miłość, poświęciłaś się
Myślę o latach młodzieńczych
Jak bardzo się zmieniłem
Przez ten czas


Wiem, że wierzyłaś
Wiem, że miałaś marzenia
Przepraszam, że tak długo zajęło, abyś mogła zobaczyć,
Że jestem tu gdzie teraz dzięki twojej prawdziwości
Tęsknię za tobą, tęsknię
Mamo wybacz dni, w których płakałaś
Wybacz, że nie naprawiłem
Wszystkich burz, które rozpętałem
A nie miałem racji
Otrzyj łzy
Ponieważ wiem, że wierzysz
 
Mamo, mam nadzieję, że dzięki temu się uśmiechasz
Mam nadzieję, że jesteś zadowolona z mojego życia
I godzisz się z każdym moim wyborem
Jak bardzo się zmieniłem
Przez ten czas
Wiem, że wierzyłaś we wszystkie moje marzenia
I jestem ci je wszystkie winien, mamo"


Anna M.
P.S. Kocham Cię :)

25 maja 2013

"Rzeka tajemnic" Dennis Lehane





autor:

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
tytuł oryginału: Mystic River
data wydania polskiego: 2003
liczba stron: 496

moja ocena:  / 6






Mystic River... 
Tajemnica, tragedia, demony przeszłości, ból istnienia... Powieść Dennisa Lehane'a to nie jest zwyczajny kryminał, bo z pewnością bym książki nie przeczytała (nie cierpię kryminałów). "Rzeka tajemnic" to jednak wielowątkowa historia z pogranicza psychologii i kryminału. 

Jimmy, Dave i Sean, najlepsi przyjaciele z robotniczego osiedla spędzają ze sobą każdą wolną chwilę. Mają po 11 lat i łączy ich tyle samo, co dzieli... Pewnego dnia podjeżdża tajemniczy samochód i zabiera jednego z nich... Dave wraca dopiero po 4 dniach, niby wszystko wraca do "normy", ale życie trójki chłopców na zawsze ulega zmianie... To jedno, tragiczne wydarzenie, zmienia wszystko, wyciska w ich duszach piętno, nie pozwala zasnąć prze kolejne lata, zawsze jest obecne w ich pamięci i kieruje kolejnymi wyborami. 

Mija 25 lat...

Pytania pozostają bez odpowiedzi, jedna decyzja Dave'a, aby wsiąść do samochodu powoduje, że nigdy już nie będzie potrafił normalnie żyć, zawsze będzie małym chłopcem uprowadzonym przez bezwzględnych pedofilów. Cztery dni więzienia w piwnicy na zawsze zmieniły bieg historii. Choć Dave przed laty zdołał uciec, to
do końca życia nie potrafi uwolnić się spod ich władzy. Od tej chwili musi walczyć z demonami przeszłości... czując, że sam zamienia się w potwora ... Kieruje nim lęk, ból, pogarda, walka i nienawiść. Jest małym dzieckiem uwięzionym w piwnicy przeszłości...  Zresztą nie on jeden. 

Sean zostaje policjantem, ale jego życie dalekie jest od uporządkowania i szczęścia. Żona zostawia go, wyjeżdża z córką i tylko dzwoni od czasu do czasu, nie wypowiadając ani jednego słowa. Sean często śni o samochodzie z dzieciństwa, widzi Dave'a na tylnym siedzeniu, nic nie może zrobić, budzi się i ... pozostaje tylko jedno pytanie, dlaczego pozwolił koledze wsiąść do tego tajemniczego samochodu...


Jimmy nadal mieszka w starej dzielnicy, jest teraz "nawróconym" gangsterem. Ma żonę i trzy córki. Często spotyka Dave'a i zawsze pyta siebie, dlaczego tylko on wsiadł do tego samochodu? Nie może wybaczyć sobie, że nic nie zrobił, wtedy będąc dzieckiem, aby uratować Dave'a. 




Los ponownie łączy trojkę przyjaciół z dzieciństwa, gdy zostaje zamordowana córka Jimma. Sean prowadzi śledztwo, a Dave, który w noc morderstwa wraca do domu cały zakrwawiony, bardzo szybko zostaje głównym podejrzanym. 




Jimmy, Dave i Sean...  Każdy z nich szuka prawdy, błądzi w zakamarkach świadomości, historii, pytań bez odpowiedzi, tragedii z dzieciństwa, milczenia i muru, który wyrósł przez lata. Nikt nie zna prawdy... prawdy o sobie... Gra pozorów, niedopowiedzeń,  bólu, który odbiera resztę przyzwoitości. Okrutny los zmusza trójkę bohaterów do przerwania milczenia i spojrzenia sobie w oczy, pomimo tego, co mogą w nich zobaczyć. Prawdę zna tylko rzeka przepływająca przez dzielnicę ich dzieciństwa, to w niej są pogrzebane wszystkie tajemnice, tylko ona może wyłonić ze swoich czarnych odmętów prawdę. Czy bohaterowie będą chcieli się z nią zmierzyć? tego musicie się dowiedzieć już sami. Polecam książkę, jak również film. Przyznam szczerze, że film widziałam chyba z 20 razy (nie tylko z powodu miłości do Kevina Bacona). Po książkę sięgnęłam dopiero teraz (Asiu dziękuję za książkę). 


Powieść "Rzeka tajemnic" jest genialna pod każdym względem, ale ekranizacja dorównuje jej kroku... Mistrzowskie kreacje aktorskie, napięcie i tajemnica... POLECAM 

 


Nie mogłam się oderwać od czytania książki. Zabierałam ją wszędzie, czytałam w pokoju nauczycielskim podczas przerw (jeśli oczywiście nie miałam dyżuru, a to już cud), nie zwracałam nawet uwagi, co dzieje się wokół mnie i o czym gorączkowo rozmawiają koleżanki (może to wyjdzie mi na zdrowie, bo śledzenie najnowszych plotek i newsów bywa równie wyczerpujące, jak uczenie). Fascynowała mnie każda postać tej historii, każdy detal, myśl, tajemnica, pasja i prawda..., jak  również silne, dumne i piękne kobiety. To one kierują losami bohaterów, mimo, że nie są pierwszoplanowymi postaciami.  Każda z nich ma też swoją tajemnicę...

Zaczęłam się zastanawiać, jak tajemnice wpływają na nasz los, czy wydarzenia dzieciństwa określają nasze dorosłe życie? W jakimś stopniu oczywiście tak...  Każdy z nas nosi w sobie niezatarte piętno minionych chwil. Często jesteśmy jak Dave, staramy się zagłuszyć przeszłość, uciec mimo wszystko, nauczyć się ignorować głosy i demony mieszkające w nas. Szukamy pomocy, ale przeszłość jest silniejsza od nas, skazuje nas na samotność bez naszej winy...  Może jesteśmy jak Sean, na pozór odnosimy sukcesy, wszyscy nas chwalą, ale wewnątrz umieramy, szukając siebie pośród bolesnych pytań. Czy pozwolimy swojej naturze odezwać się złowrogim krzykiem, jak to zrobił Jimmy? Jest wiele pytań, odpowiedzi tkwią w RZECE TAJEMNIC, która przepływa przez serce każdego z nas.

I jeszcze jedno, nasze życie bywa równie zaskakujące, jak ostatnie kartki książki... Nic nie jest oczywiste... a prawda o nas samych jest najczęściej bardzo głęboko ukryta! Czy potrafimy ją odnaleźć?


Anna M.
eioba

24 maja 2013

25 maja .... URODZINY ;)


Wszystko, co piękne zdarza się w maju...


Moje urodziny...
kilka ważnych spraw...
pierwsza miłość...
wyjazd...
rozstanie...
przeprowadzka... :)
powroty....
życie...
kolejne urodziny...

Jest zatem co świętować :) Kończę 32 lata :) Trochę to poważne... no powiedzmy :)

I urodzinowo mój ukochany (od czasów liceum) Bon Jovi...
Choć trzeba przyznać, że troszeczkę się z Johnnym postarzeliśmy...


"Lepiej nosić wysoko głowę, gdy do ciebie wołają,
Nie schylaj się, nie łam się, kochanie, nie dawaj za wygraną.
 To moje życie,
Teraz albo nigdy,
Nie będę żył wiecznie,
Chcę po prostu żyć..."








 Better stand tall when they're calling you out 
Don't bend, don't break, baby, don't back down


It's my life
It's now or never
I ain't gonna live forever
I just want to live while I'm alive
It's my life
My heart is like an open highway
Like Frankie said I did it my way
I just wanna live while I'm alive
It's my life 





Wiecznie żywe, zawsze aktualne! Cała ja! Tak się właśnie czuję i tego mi nikt nie odbierze :)
It's my life!

Anna M.




21 maja 2013

"Połamane skrzydła" Khalil Gibran

wydawnictwo: Barbelo
tytuł oryginału: Al-Adżniha al-mutakassira
data wydania: 2012
liczba stron: 144

moja ocena:  5 / 6







Skrzydła... Każdy z nas ma owe skrzydła, unosi się na nich w młodości szybując ku marzeniom... Niosą go one ku miłości i wolności. Ale co zrobić, gdy zamieniają się w skrzydła samotności, spętane i połamane rozpaczą i śmiercią? Salma Karama jest aniołem - ucieleśnieniem dobra, piękna, mądrości, wiedzy, prawdy. Bezgranicznie kocha ojca i jest mu całkowicie oddana. Jedynym jej przekleństwem są pieniądze. Z tego powodu staje się obiektem pożądania siostrzeńca Metropolity, któremu nie wolno odmówić jej reki, a co ważniejsze - jej posagu. Żyje w klatce niechcianej przyszłości. Jedynym promykiem słońca w życiu Salmy jest tajemniczy młodzieniec (sam autor ?), który odwiedza jej ojca. Rozpoczyna się niewinna gra, brzemienna w skutkach. 

Historia miłości autora (?) i pięknej Salmy Karamy może stać się inspiracją dla wielu zakochanych. Cóż jest bowiem piękniejszego niż prawdziwa, odwieczna, nieśmiertelna i bezinteresowna miłość? Romeo i Julia, Tristian i Izolda, Orfeusz i Eurydyka... Literatura, kino, teatr, i oczywiście popkultura znają wiele historii osób bezgranicznie w sobie zakochanych, wbrew logice, na przekór innym, igrających z życiem. Taka jest również historia burzliwej miłości dwojga młodych bohaterów "Połamanych skrzydeł". Zakochali się w sobie zanim ktoś zdecydował o ich losie i przesądził o tragicznym finale młodego życia. Wiedzieli, że ta miłość jest niemożliwa i nigdy nie powinna się wydarzyć... A mimo to, nie powstrzymali jej... Pokochali miłością czysta, duchową, taką, jaka rzadko się wydarza i trwa poza śmierć... Miłością, która będą powtarzać pokolenia poetów, i o której będą czytać z wypiekami na twarzy ciekawi życia młodzi ludzie...


Ale to nie wszystko, co można powiedzieć... Powieść Khalila Gibrana porusza bowiem wiele tematów: wolności, pozycji kobiet w świeci islamu, małżeństwa, sensu życia, ideałów młodości. Autor łączy ze sobą mistykę i filozofię Wschodu z motywami Biblii i elementami kultury zachodniej. Na uwagę zasługuje niewątpliwie przepiękny język, poetyckie opisy i piękno porównań.  Z prawdziwą przyjemnością można zanurzyć się w innym, doskonalszym świecie. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że o ile nasz język jest ułomny w oddawaniu głębi spraw duchowych, o tyle w przypadku "Połamanych skrzydeł", autor bliski jest uchwycenia tego, co nieuchwytne - prawdy zawartej między słowami, w oddechu i myślach...

Dziś w każdym kolorowym czasopiśmie znajdziemy jakąś historię miłosną, jakiś mały skandal z udziałem gwiazdy. Każdego 14 lutego z wielkim komercyjnym "wow" świętujemy walentynki i wyznajemy miłość często w kiczowaty sposób. Świat zapomniał czym jest i czym powinna być miłość, bo niewiele osób prawdziwie kocha. Hollywood serwuje dziś łudząco  do siebie podobne kolejne komedie romantyczne, wmawiając nam, że miłość równa się seks na pierwszej randce, skomplikowana strategia uwodzenia,  makijaż i seksowne ciuchy...  Wszystkim zmęczonym ową papką, jaką serwuje tania popkultura, z całego serca polecam lekturę "Połamanych skrzydeł", by choć na chwilę przenieść się w świat prawdziwie romantycznych wartości. Polecam powieść Khalila Gibrana, aby móc znów uwierzyć, że można pokochać, patrząc sobie w oczy i milcząc, trzymając się za rękę i czekając na wschód słońca, dzieląc marzenia i ideały, śniąc o przyszłości, o świecie wolności, prawdy i dobra. Taka jest miłość naszych bohaterów!


Przyznam szczerze, że nie do końca lubię tzw. "literaturę kobiecą", nie jestem też typem romantyczki z głową w chmurach... a komedie romantyczne mnie zwyczajnie nudzą... Ale za taka miłość warto umrzeć. Warto zakochać się, nawet gdyby skrzydła owej miłości miały zostać złamane przez złych ludzi, warto podjąć ryzyko i  przeżyć te kilka chwil - to wystarczy do końca życia... 

eioba

Anna M.






Książka przeczytana w ramach współpracy 

i dzięki uprzejmości wydawnictwa     

 Serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania i zrecenzowania.



20 maja 2013

"Kasia Bosacka cudnie chudnie. Żegnaj pulpecie" Katarzyna Bosacka

autor:
wydawnictwo: Publicat
data wydania: 6 luty 2013
liczba stron: 128
moja ocena:  6 / 6




No cóż....  Panią Kasię Bosacką znam z programu "Wiem, co jem". Wiedziałam chyba wszystkie odcinki po kilka razy i przyznaję - już wiem, co jem, ale nadal ...za dużo. Przyszedł zatem czas na "ostatnią deskę ratunku" - książkę, która zaintrygowała mnie tytułem - ZEGNAJ PULPECIE. Wypisz, wymaluj - dla mnie :) Siedząc w domu nad kolejnym kawałkiem ciastka czekoladowego, zaczęłam się zastanawiać, gdzie się podziała moja energia do życia? Chyba zwyczajnie ze "szparaga" stałam się "pulpetem" :( Tylko kiedy i dlaczego?

 
W dużym skrócie: dzieciństwo - pulpet, liceum- wielki pulpet, ale potem ZMIANA, determinacja i "męska" decyzja! W ciągu 4 lat schudłam 48 kg :) Skończyłam studia... i skończyłam z nadwagą! Zostałam dumnym "szparagiem"! :) :) :)  Biegałam nawet po 10 km dziennie (prawie codziennie): wstawałam o świcie, zakładałam dres, buty i biegłam po lesie. Chodziłam na basen 2 razy w tygodniu, jadłam sałatki, sama gotowałam pyszne, zdrowe posiłki. Było bosko!

A teraz... To długa historia... ale cytując klasyka "po okresie błędów i wypaczeń" 15 kg do zgubienia... Innymi słowy po 30-stce dopadł mnie koszmar wszystkich pulpetów - efekt jo-jo! Czas się przyznać, że starość - nie radość ;) I tak sobie dziś, wchodząc z zadyszką na 6 piętro, pomyślałam: "Matysiak - dosyć! Może i nie masz tyle czasu, co kiedyś, może i praca wypełnia prawie cały dzień, może i nie chce się gotować, może i dzieci w szkole mają za często urodziny i przynoszą za dużo cukierków. Ale to tylko wytłumaczenie dla LENISTWA" No i Opatrzność sprawiła, że dziś przyszła pocztą książka Kasi Bosackiej :)

Oczywiście przeczytałam jednym tchem :) To jak powrót do czasów, kiedy miałam 25 lat i dieta stanowiła dla mnie oczywistość, zabawę, bieganie sprawiało mi radość i uśmiech sąsiadów ze wsi (i zadyszkę mojego psa). Kasia Bosacka pisze o sprawach podstawowych:
  • 5 zdrowych, racjonalnych posiłków
  • dużo wody
  • zero cukru
  • sport


Nie jest to książka dla tych, którzy chcą zgubić kilogramy bez wysiłku, szybko i dużo. Nie, nie! Nic w przyrodzie nie ginie. Nie chodzi o to, żeby się odchudzać, trzeba trwale zmienić nawyki żywieniowe :) I nie powtarzać starych błędów, czyli nie robić tego, co ja przez ostatni rok :) Dodatkową zaletą książki jest lekki i przystępny język - pani Kasia pisze z dużą dozą humoru i autoironii, dlatego wywołuje również uśmiech u czytelnika. I największa zaleta - książka nie jest teoretycznym dumaniem silikonowej, sztucznie wyprodukowanej gwiazdki. To prawdziwa kobieta z krwi i kości... Jest zatem jedną z nas! Kasia Bosacka jest żoną, matką, pracuje, ma mało czasu i dużo pokus jedzeniowych. Autorka na własnych kilogramach wypróbowała skuteczność swoich porad, schudła i odzyskała dobrą kondycje. Książka jest zatem godna polecenia, a autorce można zaufać, z całą pewnością wie, co mówi!

Moja recenzja jest tylko połowiczna. Przeczytałam książkę! Jest świetna. Ale drugą część recenzji napiszę za kilka miesięcy, gdy.... schudnę również i ja. A zatem kochane pulpety i wy ... szparagi:

Rozpoczynam misję! I to wcale nie będzie Mission: Impossible! Z doświadczenie wiem, że całkowicie possible!

CEL                                             - wrócić do wagi 65 kg
DATA rozpoczęcia projektu       - JUŻ!  (czyli moje 32 urodziny - dobry moment, prawda?)
DADA zakończenia                    - 1.10.2013
SPOSÓB                                     - zdrowe odżywianie, sport, unikanie śmieciowego jedzenia

Do wiadomości wszystkich zainteresowanych - uduszę, jak ktoś mnie będzie wyciągał na pizze! :) :) :) Może być... sałatka :)


Anna M.


Polecam
-  fragment programu "Kasia Bosacka cudnie chudnie"
-  fragment książki Kasi Bosackiej / artykuł w Wysokich Obcasach - "Bosacka chudnie w oczach"




18 maja 2013

"Chodząca mądrość. Trzy pokolenia, dwa psy i poszukiwanie szczęśliwego życia" Deepak Chopra, Gotham Chopra




tytuł: "Chodząca Mądrość. Trzy pokolenia, dwa psy i poszukiwanie szczęśliwego życia "
wydawnictwo: Barbelo
tytuł oryginału: Walking Wisdom: Three Generations, Two Dogs, and the Search for a Happy Life

data wydania: 8 maja 2013
liczba stron: 304

moja ocena:  6 / 6





Zacznę od tego, że... w naszej rodzinie zawsze był i nadal jest jakiś pies. Hmmm...  Pewnie Dusia i Saba zrobiłyby "focha", gdyby przeczytały określenie "jakiś". Ale o inny temat, na inny wpis...  Dziś o książce "Chodząca mądrość" Deepaka Chopry i Gothama Chopry.


Jest to właściwie filozoficzna opowieść o relacjach. Jakich? Równie filozoficznie odpowiem: każdych ... Mamy tutaj bowiem relację ojciec - syn, mąż - żona, dziadek - wnuk, przyjaciel - przyjaciel, kuzynostwo, zatem relacje rodzinne w każdej możliwej konfiguracji.  Jest jednak jedno ogniwo, które powoduje, że relacje te są autentyczne, trwałe, szczere i zmuszają do stawiania pytań o ich sens i fundament - PIES. Niewiarygodne? Płytkie? Nic bardziej mylnego! Dialog ojca z synem rozpoczyna się najczęściej na płaszczyźnie egzystencjalnej (przyczynia się do tego obecność Cleo - pies Gothama), by przejść niepostrzeżenie na filozoficzną wyżynę poszukiwania odpowiedzi o sens życia i szczęście. To również historia pytań zadawanych sobie i szukania w sobie odpowiedzi. Zmusza do myślenia i przyjrzenia się sobie w lusterku naszego ja lub w oczach najwierniejszego przyjaciela człowieka - psa...

Jedna rodzina, trzy pokolenia i dwa psy... Wszystko w nieustannym ruchu i wirze życia, spraw codziennych,  troski o wychowanie dziecka, zwyczajnych spotkań, pracy, ale i ogromnej przyjaźni z psem.


Autor o książce

 



Autorzy, bo chyba tak najsprawiedliwiej określić ojca i syna, rozmawiają ze sobą na rozmaite tematy. Znajdziemy tu rozważania m.in. o przywódcach narodowych, wegetarianizmie, złudności naszych osądów, przyklejaniu ludziom "etykietek" i "szufladkowaniu" poznanych osób, równości wszystkich istot, chorobie, która dotyka rodzinę, czy poszukiwaniu wewnętrznej równowagi przy dzisiejszej pogoni za duchowymi nowinkami... Mówiąc krótko - filozofia Wschodu do przemedytowania dla ludzi Zachodu.  Wszystko z dużą dozą humoru i wtrąceń z prywatnego życia autorów.  Każdy rozdział dotyczy zatem innej kwestii filozoficzno - egzystencjalnej. Jeden element jest łącznikiem rozważań i dialogu między ojcem Choprą i synem Choprą - to pies. Głównych bohaterem naszej książki jest Cleo - mały piesek Gothama. W retrospekcjach pojawia się również Nikolas - pies Gothama z okresu dzieciństwa. Te dwa psy to nie tylko najlepsi przyjaciele autora, ale i kopalnia wiedzy na temat nas - ludzi. Zrozumienie ich przywiązania, szczerości, chęci bycia blisko człowieka, lęków i nawyków może pomóc w osiągnięciu szczęścia przez nas - ich właścicieli.


Przyznam szczerze, że nie można zwyczajnie przeczytać tej książki, odłożyć i zapomnieć o niej. To nie jest
Gotham Chopra
zwykła powieść, dziennik czy chwila luksusu dla nas "malutkich tego świata" podczas podglądania życia celebrytów. Choć książka  jest napisana  lekkim językiem, bardzo szybko trzeba będzie się zatrzymać i ... pomedytować nad niektórymi jej fragmentami. Dlaczego? No cóż, autorzy przekonują nas, że cechy, jakie posiada pies są czystą postacią tego, co posiada, albo powinien posiadać człowiek. My, ludzie, mamy zdolność komplikowania sobie życia, wykształcania niewłaściwych postaw, czy wręcz marnowania szans na  duchowy rozwój i szczęście. Pies jest stworzeniem wolnych i czystym... Można się uśmiechnąć, ale książka "Chodząca mądrość" to zbiór mądrości życiowych chodzących na czterech łapach. A co mamy zrobić my - ludzie?

Wszystkie zwierzęta, włączając w to ludzi, kształtują swą własną biologię. Sami jesteśmy odpowiedzialni za jakości długość naszego życia."

Nie chcę zdradzać mądrości płynącej z tej książki. Każdy sam musi do niej sięgnąć. Polecam ją wszystkim zabieganym  i zagubionym w dzisiejszym materialistycznym i konsumpcyjnym świecie. Polecam ją zmęczonym byciem "na pokaz", zachęcam tych którzy codziennie rano stają do "wyścigu szczurów", aby pomedytowali nad mądrościami, których nie kupią za żadne pieniądze.

Dodatkowo jest jeszcze jeden "smaczek", autor wiele lat był przyjacielem Michaela Jacksona i pisze również o bólu i... wściekłości na świat po jego śmierci... Z nieukrywaną przyjemnościowa czytałam o tej przyjaźni, o prawdziwym, nieznanym szerokiej publiczności obliczu Króla Popu, o różnych wydarzeniach z jego życia, komicznych sytuacjach, ale i bólu, samotności i odrzuceniu przez żądający "gwiazdy" świat - gwiazdy, którą już dawno sobie ów świat wymyślił. Dedykuję przeczytanie tego rozdziału tym wszystkim, którzy osądzali  MJ, tym, którzy nie widzieli w nim człowieka - dobrego, wrażliwego, ale i zagubionego oraz rozpaczliwie potrzebującego przyjaźni...  Może trochę za krótki rozdział, ale wiele zmienia...

Książka skłania do refleksji, co nie jest łatwe w dzisiejszym świecie, jest zatem godna uwagi. Serdecznie ją polecam :)


A CO U MNIE?

Pisałam już, że MAM PSA... A właściwie moja mama ma pieska :) i mój brat ma psa...:) Ale to nie są zwykłe psy. To psy genialne, zawsze mają szalone pomysły i psocą ile tylko można narozrabiać jednego dnia. Zupełnie nie trafiły z charakterem w rasę, które reprezentują. Bo Dusia, jest rasy chi-shu i powinna z kokardką spac na złotej poduszce, ale gdy tylko nikt nie patrzy wymyka się do ogrodu, biega, jak mały szaleniec i pływa w oczku wodnym, ku rozpaczy mojej mamy, która to potem musi ją kąpać i czesać, żeby dało się "to coś" wpuścić do domu. Pies mojego brata, bigiel o imieniu Saba, miał być psem myśliwskim... , ale cóż, całymi dniami śpi, albo ucieka przed małą Dusią, albo  dla "świętego spokoju" leży i pozwala małej na gryzienie sobie uszu, ogona, żeby tylko dala mu spokój i nie musiał uciekać....

Pamiętam moje pytanie z dzieciństwa, którym zadręczałam mamę: Dlaczego psy mają tak fajnie i są psami? Zawsze są takie szczęśliwe, mają wszystko, co im do życia potrzeba, nie muszą się martwić, co zjedzą, bo im jeść dajemy, bawimy się z nimi, nie muszą się martwić o jutro, nie pamiętają wczoraj. Pieski zawsze merdają ogonem i "myślą", co by tu narozrabiać. Są wierne, zawsze przyjdą się przytulić, a największym szczęściem, jakiego pragną jest, żeby mógł zasnąć wtulony w nogi swego pana, żeby właściciel go pogłaskał. Dlaczego my, ludzie, nie umiemy być tacy szczęśliwi i cieszyć się ze zwyczajnych, małych rzeczy?

Książka "Chodząca mądrość" jest odpowiedzią na wiele moich pytań!!!

Ale o moich psach to już inna historia...
Anna M.



Książka przeczytana w ramach współpracy 
i dzięki uprzejmości wydawnictwa     

 Serdecznie dziękuję za możliwość przeczytania i zrecenzowania. 


eioba 




15 maja 2013

"Życie w słoiku. Ocalenie Ireny Sendler" Jack Mayer





autor: Jack Mayer
wydawnictwo: AMF Plus
tytuł oryginału: Life in a Jar. Irena Sendler Project
data wydania: 8 maja 2013
liczba stron: 432
moja ocena:  6 ! / 6









11.05.2013
Skończyłam czytać... znów jest 3.15 w nocy... dobrze, że to sobota... ale nie napisze nic przez kilka dni...
....


15.05.2013

O KSIĄŻCE

"Życie w słoiku" to opowieść wielowymiarowa i wymykająca się kryteriom czasu i przestrzeni. To opowieść
Irena Sendler
o trzech amerykańskich nastolatkach, które z inspiracji i za namową swojego nauczyciela zajęły się realizacją projektu o nieznanej światu bohaterce z Warszawskiego Getta - Irenie Sendler. Dlaczego ją wybrały? Początkowo zaintrygowane rzekomym błędem w druku - w krótkim artykule znalazły informacje, że uratowała 2500 dzieci. Niewiarygodne! 250 - to możliwe, ale 2500 to musi być błąd w tekście. Gdyby to była prawda, to oznacza, że uratowała więcej ludzi niż Oskar Schindler, a jego przecież wszyscy znają! Dlaczego więc ona jest nieznana światu? Sprawdziły, poszukały, zainteresowały się... zadzwoniły do wszystkich możliwych instytucji zajmujących się Holokaustem i... mało, kto wiedział coś więcej o Irenie Sendler. Postanowiły zatem napisać krótką sztukę o tym, jak ratowała dzieci, a ich prawdziwe nazwiska zapisywała na karteczkach, które następnie wkładała do słoika i zakopywała pod jabłonią... sztukę o Irenie, o ratowaniu dzieci, o matce - p. Rosner, która musi swoje dziecko oddać... Szukały dalej, czytały książki, rozmawiały z ludźmi ocalonymi z Zagłady.

Trzy dziewczyny: Megan Stewart, Elizabeth Cambers i Sabrina Coons - każda ze swoją własną, trudną historią, każda w jakiś sposób identyfikująca się z projektem, sztuką i wreszcie z samą Ireną Sendler. Rok 1999 - początek projektu, dziewczyny mają po 14-16 lat. Sztuka Life in a Jar, mimo, że trwa tylko 15 min i dziewczyny graja po kilka ról jednocześnie odnosi ogromny sukces, zdobywa nagrodę, a grana wielokrotnie powoli wydobywa na światło dzienne postać Ireny Sendler. Dlaczego to takie dziwne? Bo trzy nastolatki z ubogiego regionu Ameryki wstrząsnęły światem! Jeden z rabinów podczas ich wizyty w Polsce tak skomentował projekt i to, co zrobiły:

 "Wiecie (...) to jest moment ostateczne zemsty na Hitlerze. Protestanckie dzieci czczą katoliczkę ratującą żydowskie dzieci w Getcie warszawskim i dają przedstawienie w żydowskim teatrze w Warszawie. A filmuje to niemiecka telewizja" (s. 385)

 Ale wróćmy do książki... Druga, obszerna jej część to przeskok w historii. Znów jesteśmy w Warszawie lat wojennych. Poznajemy młodą Irenę Sendler, ale i jej współpracowników - całą siatkę zaangażowaną w ratowanie Żydów. Brutalna prawda wygląda następująco: żeby uratować jedno dziecko żydowskie, trzeba było współpracy dziesięciu Polaków i dwóch Żydów; żeby je wydać wystarczył jeden donos, a cała rodzina została na miejscu zabita. Poznajemy również historie wielu żydowskich rodzin, tych, które oddały Irenie (pseudonim Jolanta) swój jedyny skarb - dziecko i tych, które nie zdążyły tego zrobić, bo jeszcze jedną noc matka chciała mieć dziecko przy sobie, aby rankiem je oddać. SS przyszło pierwsze... Poznajemy ich dramat, nadzieję, zagładę... Z kart książki wyłaniają się  kolejni bohaterowie, którzy mówią o tych trudnych czasach, o poświęceniu, o byciu przyzwoitym, o solidarności z ciemiężonymi, z potrzeby serca, z buntu, krzyku i wołania o sprawiedliwość. To m.in. Jan Karski, Władysław Bartoszewski i Janusz Korczak. Jest też wielu innych, bez których Irenie Sendler byłoby trudno wynieść z Getta choćby jedno dziecko...


Irena Sendler i uczennice z Kansas


Ostatnia cześć książki to powrót do współczesności... Ale czy aby na pewno? Ku ogromnemu zaskoczeniu dziewczyn, z nawet i ich profesora, po wielu miesiącach bezowocnych poszukiwań, nadchodzi wiadomość z Polski, że Irena Sendler żyje, mieszka w Warszawie, ma 90 lat. Potem następuje wzruszająca wymiana listów i kilka podróży do Polski. Niekończące się opowieści o wojnie, o dzieciach, o matkach które musiały te dzieci oddać.. Sama Bohaterka tak mówiła przed śmiercią:


"Żałuję wielu rzeczy... ale moje największe niepowodzenie to że nie zrobiłam nic więcej... że nie zdołałam uratować więcej tych dzieci, że nie odnalazłam ich po wojnie. Często miewam koszmarne sny, w których dzieci płaczą, kiedy je zabieram od rodziców. I wspominam te, których nie wzięłam. Jestem już bardzo stara. Widzę doskonale, co mi się nie powiodło. (,...) Wiele wspomnień dręczy mnie i po tyli latach ciąży mi ogromnie na sercu. Teraz wam powiem coś, w co nie uwierzycie, ale to prawda. Widziałam kiedyś w Getcie, jak matka przerzuca swoje dziecko za mur. Wyobrażacie sobie?" (s. 354n.)



Kilka dni myślałam o książce i o bohaterach tej opowieści. Na początku byłam wściekła na cały świat!
wejście do krematorium w Auschwitz-Birkenau  (fot. Anna M.)
Przyznaję, że choć kilka dobrych lat zajmowałam się tematyką Holokaustu i w Auschwitz bywałam co najmniej raz w miesiącu, to jednak kolejny raz byłam wściekła, że ludzie ludziom potrafili takie piekło zgotować. Nigdy ta złość mi chyba nie minie. Potem płakałam, chyba z bezsilności. Kolejne przeczytane strony i przyszła fascynacja bohaterstwem ludzi walczących z okupantem i chęć nauczenia się czegoś o byciu przyzwoitym, o skromności, o odwadze. Od Ireny Sendler? Również, choć dla mnie od wielu lat ona nadal pozostaje niedościgłym wzorem. Więc od kogo? Od tych zwykłych dziewczyn: tych współczesnych nastolatek z Ameryki, ale i tych bohaterek sprzed lat: łączniczek z getta, kurierek, pracownic Opieki Społecznej, tych wszystkich ludzi, którzy wierzyli, że nie wszystko można zniszczyć, że trzeba walczyć o dobro, o to w co się wierzy, choćby nikt już nie wierzył. Co jeszcze czułam? Strach, że może się coś tak okropnego powtórzyć. Niewiarygodne i mało prawdopodobne? Czyżby?  Dziś również nie mało jest osób mówiących kto ma prawo żyć, a kto nie. Są tacy, którzy decydują o prawach człowieka, nie szanują godności, prześladują ze względu na kolor skóry, religie, pochodzenie... Często się tego boję...



"Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie" George Santayana

Czytałam książkę i wstydziłam się! Oj tak!!! Najbardziej tego, że Irena Sendler przez te wszystkie lata była
zapomniana, nikt o niej nic nie wiedział, milczano. Dopiero trzy nastoletnie uczennice z jakiegoś maleńkiego miasteczka w Kansas wywołały burzę i cały świat oddał jej należny hołd. Otrzymała nawet Order Orła Białego! Została nagle zgłoszona do Pokojowej Nagrody Nobla, powstały fundacje jej imienia, projekty, a ludzie przez nią uratowani zaczęli mówić i wspominać! Trzy Amerykanki... A gdzie byliśmy my, Polacy? WSTYD!!! Do dziś wolimy milczeć i nadal nie rozliczyliśmy się z  trudnym i bolesnym tematem Zagłady Żydów na naszych ziemiach podczas wojny i po wojnie. Wolimy o tym nie myśleć, zamieść pod dywan, poczekać, aż wszyscy zapomną...


Zbyt wiele jest myśli na temat tej książki, żeby je tutaj wyrazić. Mogę tylko powiedzieć DZIĘKUJĘ. Irena Sendler uratowała 2500 żydowskich dzieci, trzy nastolatki z Kansas uratowały Irenę, wszystkie razem z tysiącem ludzkich istnień, tych opisanych w książce i przemilczanych, ratują mnie... kolejny raz... codziennie... Gdy spoglądam na archiwalne zdjęcia Ireny Sendler widzę silną, młodą kobietę, upartą i wiedzącą czego chce od życia. Setki razy oglądałam nagrania i wypowiedzi Ireny z ostatnich lat jej życia. Mimo tego wszystkiego, co wycierpiała w czasie i po wojnie, mimo koszmarów, wydaje się być radosną i skromną osobą o oczach pełnych życia i blasku...



Irena Sendler zmarła 12 maja 2008 r. - miała 98 lat.



                                            
fragmenty sztuki "Życie w słoiku"




W 2009 r. powstał film  "Dzieci Ireny Sendlerowej" oparty na książce Anny Mieszkowskiej „Matka dzieci Holocaustu”. Zagrała w nim plejada gwiazd polskiego i amerykańskiego kina.  











Kilka linków:




Anna M.
eioba



9 maja 2013

"12 kroków od dna..." Meszuge




  Opowieść o trzeźwości osiągniętej dzięki Wspólnocie AA


autor: Meszuge


wydawnictwo: Wydawnictwo WAM
data wydania: maj 2011
ilość stron: 248
moja ocena: 6 / 6








Książka niezwykła - napisało ją życie, napisał ją człowiek, który pił, napisał ją wreszcie człowiek, który nie pije... Dlaczego? Żeby pokazać, że można nie pić? Może... Żeby wyjaśnić, czym jest program Dwunastu Kroków? Niewykluczone... Aby samemu żyć w zgodzie z duchem AA? Pewnie tak... Ale ja tak sobie myślę, że napisał ją i dla tych wszystkich osób, które wciąż piją i nie widzą przed sobą żadnej przyszłości, dla ich rodzin, osób współuzależnionych, dla terapeutów, dla skrzywdzonych, i dla tych którzy nadal krzywdzą, aby przestali. Napisał ją dla osób uzależnionych od wielu różnych substancji, od sytuacji, relacji, przedmiotów czy wielu innych rzeczy, od których da się uzależnić.  Meszuge analizuje 12 Kroków, krok po kroku, ale nie teoretyzuje, mówi z własnego doświadczenia, przestrzega przed własnymi błędami, opowiada o sukcesach, porażkach i wskazuje, jak ważna jest rola wspólnoty AA.

 "Nazywają mnie Meszuge, jestem alkoholikiem. W chwili obecnej alkohol nie stanowi problemu w moim życiu. Kiedy mówię coś takiego podczas mityngu AA, to zwykle znajdzie się ktoś, kto ironicznie spyta, po co w takim razie nadal chodzę na te mityngi. Odpowiadam, że głównie po to, żeby znowu nie mieć problemu z alkoholem. Często odnoszę wrażenie, że nie wszyscy to rozumieją" (s.7)

 Mój egzemplarz książki jest cały pokreślony, pokolorowany, z pozaznaczanymi akapitami. Nad moim biurkiem wiszą kolorowe karteczki z cytatami z książek Meszuge i, choć nie znoszę alkoholu pod żadną postacią, to proste mądrości życiowe wypracowane przez grupy AA towarzyszą mi na co dzień, można je bowiem zastosować w wielu sytuacjach... POLECAM :)







1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.
2. Uwierzyliśmy, że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.
3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.
4. Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.
5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.
7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.
12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.




Psycholodzy mówią, że dziś można popaść w uzależnienie dosłownie od wszystkiego. Jak grzyby po deszczu pojawiają się ośrodki specjalizujące się w leczeniu coraz to nowego typu uzależnień. Alkohol, narkotyki, seks, zakupy, internet - to już dziś nie dziwi. Ale wpadlibyście na to, że można uzależnić się od jakiejś osoby, czy relacji z kimś? Mamy potem takich "śmiertelnie zakochanych", którzy latami prześladują, nachodzą, albo żyją w związku z kimś, kogo zniewalają i tłamszą, nie pozwalając oddychać... Mamy uzależnionych od pieniędzy, sukcesu, od bycia najlepszym. Nie wierzycie? Oj, ja spotykam takie osoby  codziennie...  Lista jest długa, można ją dowolnie modyfikować i zawsze znajdziecie kogoś uzależnionego od czegoś. Sama nie mogę się opanować na widok... czekolady... i kawy... (z pierwszym dzielnie walczę, z drugim już nie ;) 


Nie wszystko jest tak niebezpieczne dla zdrowia fizycznego, psychicznego i społecznego, jak uzależnienie od alkoholu!!!  Nie będę się rozpisywała o medycznych skutkach uzależnienia, można sobie sprawdzić u "Wujka Google" i, jak mi dziś powiedział jeden z uczniów - a jak wujek nie wie to spytać "Cioci Wikipedii"... :)


Ale do sedna. Może sobie mój kolega mówić potem, że mój styl jest patetyczny, ale nie mogę się powstrzymać. Denerwuje mnie kilka rzeczy i nie będę siedziała cicho!!!! Wściekam się na społeczne przyzwolenie na picie dużych ilości alkoholu. Nie ma imprezy, spotkania, zabawy, urodzin, etc. bez picia. Nie pijesz? Jesteś "śmieszny", "inny", "nie umiesz się bawić". Wiele razy słyszałam: "nie wygłupiaj się"... A JA NIE CHCĘ PIĆ! I nie będę tego robiła!!! Bo w imię czego? Żeby co? Żeby ktoś mógł sobie polepszyć nastrój? Ja mam dobry nastrój bez alkoholu! Denerwuje mnie, gdy ktoś prowadzi pod wpływem alkoholu, co w mojej "dalszej" rodzinie jest nagminne... Zawsze się w takich sytuacjach odzywam i niestety zawsze uchodzę za "dziwoląga", przecież to tylko lampka wina... (lub dwie, co za różnica), czy jedno piwo, wcale nie jestem pijany... A już szczytem wszystkiego były zdjęcia z roczku dziecka mojej kuzynki, które to dziecko ma dumną fotkę na "Naszej Klasie", jak mama mu daje spróbować z kieliszka szampana! SZCZYT NIEODPOWIEDZIALNOŚCI rodziców. No ale też tylko ja się czepiałam :) bo zabawnych komentarzy na plus pod zdjęciem małej pociechy i alkoholu  było kilkanaście :)


Tak to już jest w polskich rodzinach. Zresztą dzieci widzą dorosłych pijanych i to ma być norma... w wielu rodzinach... niestety... w większości... Do szału doprowadza mnie tłumaczenie mojej koleżanki, że przecież to jeszcze nie jest problem, każdy pije i nic nikomu nie będzie... To tylko alkohol... NIE!!!!!!!!! 


Można by długo jeszcze pisać, ale po co? Wystarczy przeczytać książkę Meszuge... A potem zastanowić się, czy warto tyle pić, czy warto robić to sobie i swoim najbliższym... Bo droga ku normalności jest długa, choć to .........TYLKO....... i ..............AŻ............  Dwanaście Kroków...



Co myślicie o tym wszystkim?







Kilka linków:

* Strona internetowa Wspólnot AA w Polsce

* Strona Meszuge 

* Nieoficjalna strona internetowa Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA)


Anna M.
eioba

8 maja 2013

"Co-dziennik sfrustrowanej trzydziestki" - Kinga Matusiak



autor: Kinga Matusiak

wydawnictwo: Novae Res
data wydania: 30 kwietnia 2013

ilość stron: 148

moja ocena: 5 / 6 (jedyny minus za język, ale duży plus za poczucie humoru :)








Gdy zastanawiałam się, co by tu przeczytać, bez wahania wybrałam "Co-dziennik sfrustrowanej trzydziestki". Powód? Jest ich kilka. Zaintrygował mnie tytuł. A że uwielbiam wszelkiego rodzaju zapiski osobiste, pamiętniki, dzienniki i wstyd się przyznać, ale w dzieciństwie zawsze odnajdywałam sekretne dzienniki moich kuzynek i zawsze byłam "na bieżąco" z ich perypetiami sercowymi... Ale nie mówcie im o tym.. :) ups.... mam nadzieję, że nie czytają mojego bloga.... Kolejny powód? Krótko mówiąc - solidarność jajników... No, bo... hmmm... - za dwa tygodnie z hakiem mam urodziny (co prawda kończę 32 lata, ale zawsze, bądź, co bądź, jestem już dobrą trzydziestką, a czy sfrustrowaną, to się okaże). I jeszcze jeden powód sięgnięcia po ten tytuł - banalny - baba babę zawsze zrozumie!


No i zaczęłam czytać, przyznam szczerze, że po kilku stronach byłam zszokowana, zawstydzona i miałam ochotę wyrzucić książkę przez okno, co zresztą sama autorka kilkakrotnie proponuje. A potem? Zawstydzenie nie minęło, ale pojawiły się salwy śmiechu i mnóstwo kolorowych pokreśleń w tekście.... Chwileczkę. STOP. Dlaczego takie skrajne uczucia? O czym właściwie jest ten "Co-dziennik"?


Tak sobie myślę... sfrustrowana? Może i jestem - czasami, no dobra, zwłaszcza w środę po lekcjach.... Trzydziestka ze mnie już w dosyć poważnie zaawansowanym stadium "przepoczwarzania się" w etap "kolejny". Książka jest więc w 100% dla kobiet, które przekroczyły magiczny próg trzydziestych urodzin! :) No dobra, przynajmniej nie jest napisana depresyjnym językiem, choć jak dla mnie może trochę zbyt "nowoczesnym". Ale do rzeczy, bo biadolę i biadolę...


Oto Autorka, nasza tytułowa "trzydziestka", wstaje rano i już jej się nie chce pracować, czyli powszechnie znany przypadek (jak każdemu zresztą), zaczyna więc pisać, a czym dzieli się z czytelnikiem? Ano swoimi przemyśleniami na temat tego, co widzi dookoła. Z autopsji wiemy, że z obserwacji tego świata, niejedna powieść mogłaby powstać.... Mamy zatem paniczne i gorączkowe poszukiwanie w domu kawałka czekolady i to koniecznie Malagi, próby nakłonienia Ukochanego do pójścia  na zakupy. Przerwa w "pracy"? Może telewizja? Głupota w czystej postaci. Tak, tak, seriale, wiadomości, newsy, bezsensowne programy. Niewinni skazani za niewinność, a mama Madzi na wolności. Telewizja zatem ogłupia! Może Internet? Też ogłupia! Zainteresowanych odsyłam do "Co-dziennika"- Autorka w kilkunastu, nazwijmy to delikatnie - ciętych słowach - opisuje "mądrość" osób uzależnionych od pokazywania swojej głupoty na Facebooku. Pouczające. Ale to nie koniec! "Trzydziestka" nie odpuszcza też ludziom okupującym w soboty i niedziele markety, że już nie wspomnę o długich weekendach (tak na marginesie mi też się dostało, bo w majówkę stałam w kolejce do kasy 30 min.)


  "To tylko jeden wolny dzień, a zapasy większość robi jak na wojnę. Kilometrowe kolejki, pieczywo i mięso wykupione do południa. Co jest?(...) Daj ludziom hasło, że jednego dnia sklepy zamknięte - efekty będą właśnie takie. (...) Ulubiona rozrywka naszych rodaków. Sobota, niedziela wycieczka do marketu. Matki z dziećmi, ojcowie z koszykami. Babcie z dziadkami, łażą i węszą. Weźcie, idźcie do parku! Do zoo, kina , gdziekolwiek. Co mają w sobie markety, że najfajniej w nich spędza się weekend. Tego nigdy nie zrozumiem. Miło by było, gdyby markety mogły być w weekendy zamknięte. obawiam się jednak, ze w piątki następowałaby kumulacja idiotyzmu" (s.29 n.)



Ale to nadal nie koniec powodów do frustracji! Temat rzeka - sąsiedzi... czyli kłótnie, nauka gry na instrumentach muzycznych czy wreszcie wyjący pies w środku nocy - przecież wszyscy to znamy z własnego podwórka. Inny przykład? Kolejka do lekarza, czyli "numerek' na 15.00 i tak wchodzi o 17.00, bo pani doktor godzinę się spóźniła, wizyty się przeciągają, a jeszcze z zakupów przyszła "miła" pani z 13.00, która przecież musi wejść, bo jest przed nami.... Co pozostaje? Jak radzi Autorka - wziąć kolejną "kawę w tabletce" i przeczekać :)


Niestety to nie koniec kłopotów... Moja babcia mawiała: "Starość - nie radość... młodość - nie wieczność!". Nieszczęścia chodzą zazwyczaj parami, co gorsza - gromadami! Najpierw kończysz trzydzieści lat, a zaraz potem pojawia się śmiertelny wróg - cellulit, tłuszczyk na biodrach i zmarszczki. Twoja maleńka dotąd kosmetyczka waży więcej niż walizka na 2 tygodnie wakacji, a nad głową wisi widmo menopauzy, zegar biologiczny już nie tyka niewinnie, on ma budzik włączony na alarm w wersji stereo, czyli "wycie" w dzień i w nocy! Nie daje nawet zasnąć spokojnie... A lista jest długa: obce dziecko płaczące w markecie, kłótnie z facetem, bajka o kobietach z Wenus, a tych tam..., no tych... z Marsa.. ;), i wielki wszechświat upchnięty w kobiecej torebce i znajdź w niej coś i to natychmiast!

"Patrzta, jakie to trzydziestoletnie życie pokomplikowane. Taki szczegół, a do szału doprowadza."

Warto jeszcze dodać, że uzupełnieniem książki jest fotoblog: codziennik.flog.pl, na którym znajdziemy przepisy i zdjęcia będące uzupełnieniem historii opisywanych w "Co-dzienniku".





codziennik.flog.pl


codziennik.flog.pl



Garść prywaty? No oczywiście, nie mogłam się powstrzymać. Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała, że książka podobała mi się bo:

* Chodzę po tej ziemi już troszkę i obserwuję ten świat :) Może nawet kiedyś pokuszę się, żeby opisać moje spostrzeżenia. Narazie spisuję dzielnie błyskotliwe i zabawne uwagi moich uczniów (np. dzisiejsze, zresztą pełne powagi i współczucia i chyba nawet troski stwierdzenie jednego z uczniów, że "a to się Pani nie powiodło w życiu, że Pani trafiła do szkoły")

* Zabawne jest, że denerwuje mnie na tym świecie kilka podobnych bzdur, co Autorkę książki. Oczywiście nie zgadzam się ze wszystkimi jej przemyśleniami, ale po to mam głowę i własny mózg. Każdy z nas ma prawo patrzeć na świat przez swoje okulary. Moje przemyślenia są z niektórym kwestiach zdecydowanie inne :) Ale miło posłuchać przeciwnej strony :)

* Gdyby się zastanowić, to każda z nas, moje drogie, myśli codziennie podobnie i, całkiem możliwe, że równie niecenzuralnie, ale nie mówi tego na głos, a już na pewno nie ma odwagi, że o tym napisać. Życie nie jest cukierkowe, jak w Rodzince.pl; rzeczywistość to często "Świat wg Kiepskich"; dla mnie jednak osobiście język książki był dosyć trudny w odbiorze...

* Miło (ależ jestem niemiła), że ktoś oprócz mnie, ma czasem frustracje sięgającą zenitu! Miło, że są babki z cellulitem, z jakimiś dziwnie i niespodziewanie pojawiającymi się fałdkami i z ubraniami tajemniczo kurczącymi się po zimie... Super poznać kobietę z krwi i kości...



POLECAM "Co-dziennik"... jako odreagowanie.... do poduszki, żeby się uśmiechnąć troszkę do nas samych... kochane "trzydziestki" :) życie jest piękne :)
eioba




Anna M.

Trochę starsza "trzydziestka" - ale niewiele :)


Książka przeczytana w ramach współpracy 
i dzięki uprzejmości wydawnictwa     
      

dziękuję bardzo :)
 i polecam zaczytani.pl


Recent Posts