31 lipca 2013

"Tolkien i C. S. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni" Colin Duriez


 


autor: Colin Duriez
tytuł oryginału: Tolkien and C.S. Lewis: The Gift of Friendship


wydawnictwo: Wydawnictwo M
data wydania:  2011
liczba stron: 288


moja ocena:  4+ / 6





Książka trudna w odbiorze, zdecydowanie trzeba mieć dużą wiedzę o twórczości Tolkiena i Lewisa. Mam wrażenie, że autor bardziej skupia się na omówieniu treści dzieł i ukazaniu filozofii obu autorów, niż na pokazaniu ich przyjaźni. Trochę za dużo tu dat i skomplikowanych analiz filozoficzno-teologicznych. Dlatego wystawiam samej książce 4+

Tolkiem i Lewis spotkali się na Uniwersytecie w  Oksfordzie i przyjaźnili wiele lat. Tolkiem czytał swoje dzieła Lewisowi, który wspierał przyjaciela i ten skończył pisać swoją powieść. Natomiast Lewis czerpał garściami z filozofii Tolkiena, dzięki niemu nawrócił się na chrześcijaństwo i stworzył Narnie...  Historia i filozofia, zarówno Tolkiena jak i Lewisa, zainspirowała mnie dziś do wspomnień z dzieciństwa. 

Pierwszy raz zetknęłam się z twórczością Lewisa w podstawówce. Czytałam wtedy "Listy starego diabła do młodego". Tolkien to już studia i "Władca Pierścieni"... Ale nie o samych książkach chciałam pisać. O tym jeszcze kiedyś opowiem. Dziś o inspiracji autorami.





Od dzieciństwa lubiłam marzyć, najczęściej bawiłam się z bratem i sąsiadami w lesie. Zdobywaliśmy fikcyjne fortece, budowaliśmy szałasy i tropiliśmy nieistniejące stwory. To były czasy na długo przed komputerem w każdym domu, telewizją kablową i telefonami komórkowymi (w domu nie mieliśmy nawet telefonu stacjonarnego i nikt nie wiedział czym jest telewizja satelitarna). Moja pierwsza gra telewizyjna to był Super Mario. Pod tym względem dzisiejsze dzieciaki tracą bardzo dużo. Nasz świat to był świat wyobraźni. Wszędzie widziałam duchy i stwory, bałam się wchodzić na strych, bo ktoś mi powiedział, że mieszka tam biały koń, a pod zlewem było, według mojej cioci, królestwo pająków gigantów. Do dziś jedyne zwierze, które mnie przeraża to właśnie pająk. Ale ciocia miała spokój z niegrzecznymi dziećmi, gdy przyjeżdżaliśmy w odwiedziny. Siedzieliśmy cicho i nikt nie śmiał biegać po kuchni. 



 


Za to ukochanym miejscem był las... Godzinami chodziliśmy wąskimi ścieżkami, czasem  robiliśmy nawet kanapki, bo "wyprawa" wydawała się daleka i długa. Wspinałam się na drzewa i budowaliśmy szałas na "bagnach za rowem". W rzeczywistości to był zwykły lasek wielkości sporej działki, a bagna to łąka za rowem melioracyjnym. Kiedy kilka lat temu pojechaliśmy z bratem w tamte strony (przeprowadziłam się w 6 klasie), popatrzyliśmy na krajobraz i zaczęliśmy się śmiać. W wieku lat 5 wszystko wydaje się większe i bardziej tajemnicze.  Ale to było moje królestwo...  Mieszkały tam elfy, wróżki i potwory...

To właśnie wyobraźnia sprawiła, że nigdy się nie nudziliśmy...



Tolkien wyobraził sobie całe Sródziemie, różne istoty, języki... Lewis opisał Narnie i Aslana. Pokazali mi, że Narnia i Śródziemie jest w każdym z nas. Tylko, że dorośli już przestali marzyć, nie widza wróżek i nie słyszą już języka elfów... Tolkien i Lewis mieli odwagę marzyć przez całe życie i poświęcić temu każdą wolną chwilę.  Ja już zapomniałam, jak być dzieckiem i choć większość dnia przebywam z dziećmi, muszę na nowo odnaleźć moje dzieciństwo. Chcę znów widzieć świat oczami zakochanego w nim dziecka. 



 



Czas na powrót do świata wyobraźni... 


Anna M.



29 lipca 2013

WSFH



KRONIKA ZDOBYCIA TWIERDZY TORUŃ



czyli o tym, jak Dzieło Biblijne z Poznania odwiedziło Wyższą Szkolę Filologii Hebrajskiej




27.07.2013 – Wyprawa do Torunia


8.00 -  PKP

cały przedział nasz!
Członkowie Dzieła Biblijnego  (i nie tylko) spotkali się przed kasami biletowymi... Nasza kochana Helena zadbała o to, aby wcześniej kupić bilety, byśmy mogły wszystkie być w jednym przedziale i, jak to kobiety, porozmawiać o szkole, Biblii, poznać się i miło spędzić 2 godz podróży. Postanowiłyśmy jednak kupić bilety powrotne – no i tak stałyśmy w kolejce...  Prognoza pogody – miało być 34 st., a pada i jest zimno...

ok. 10.15 -Toruń



Piękne miasto! Zaczyna świecić słoneczko... Nasza grupa (8 osób) postanowiła spacerkiem udać się na Uczelnię. To tylko 20 min. od dworca :) 

idziemy, idziemy, idziemy....

Przed szkołą przywitał nas ks. dr. Tomasz Siuda - Prorektor Wyższej Szkoły Filologii Hebrajskiej!  
serdeczne powitanie



Pierwszy zachwyt Szkołą – przyznam szczerze, że w całym moim życiu widziałam tylko kilka uczelni tak nowoczesnych i żadna nie znajdowała się w Polsce!
chwila odpoczynku





11.30 - Msza Św.

 





 



Pora przywitać się z Gospodarzem miejsca. Przepiękna kaplica i jeszcze piękniejszy obraz Matki Bożej. Ks. Tomasz Siuda wyjaśnił nam podczas Mszy tekst Ewangelii - miło było posłuchać. Przecież to był mój wykładowca Nowego Testamentu, gdy jeszcze studiowałam teologię na UAM. Och i nadal pamiętam egzamin...















12.30  – obiad


W Szkole jest restauracja, nie trzeba nawet wychodzić na zewnątrz. Władze uczelni zadbały o wszystko! A obiadek – przepyszny, no i panie zdecydowanie przeceniły nasze możliwości... Jednym słowem – nikomu nie grozi głodowanie ! :)
  



13.00 – zwiedzanie uczelni


 



Chwila, na którą wszyscy czekali! Mogliśmy zobaczyć,  gdzie odbywają się wykłady, i pomijam już fakt, że ucieszyliśmy się czując powiew klimatyzacji, bo prognozy pogody jednak się sprawdziły... Sala w pełni spełniająca standardy XXI w., wyposażona w zaplecze multimedialne, a nawet kabiny do tłumaczenia symultanicznego! 






 

Zasiedliśmy w pierwszym rzędzie i wsłuchaliśmy się w mini wykład  o uczelni. Okazuje się, że Uczelnia oprócz studiów licencjackich (filologia hebrajska) oferuje również duży wybór studiów podyplomowych: judaizm, sztuka żydowska w Polsce, starożytny Izrael, czy kierunek chyba najbardziej nas interesujący – świat Biblii. Warto też dodać, że wykładowcy są z całej Polski plus z Izraela. Szkoła organizuję również imprezy międzyreligijne, kulturalne i włącza się w życie miasta. Również grono studentów jest międzynarodowe :) 





Zajęcia odbywają się raz w miesiącu (w ramach podyplomówek) - w piątek i sobotę. Nie trzeba się martwić o nocleg, ponieważ jest możliwość przenocowania w samym budynku lub Ojcowie Franciszkanie oferują pokoje w Pakości (sami organizują dojazd), a dla rządnych nocnego zwiedzania uroczego miasta, istnieje ponoć przytulny i tani hostel w samym centrum Torunia.. :)







Szkoła posiada również własną bibliotekę, warto podkreślić, że jest ona bardzo dobrze wyposażona - znajdują się tutaj unikaty w skali kraju. No i oczywiście plusem jest czytelnia – uwaga – czynna całą dobę! To z pewnością dla tych, którzy w dzień mają mało czasu, żeby przygotować się do egzaminów :) hi hi...







Zwiedziliśmy również laboratorium językowe – och w takich warunkach nauka hebrajskiego chyba nie jest taka trudna!
 
przed kościołem



godz. 14.30 – zwiedzanie Torunia



 




Niechętnie, bo moglibyśmy na Uczelni spędzić jeszcze kilka godzin, ale chętnie, bo miasto również jest interesujące, udaliśmy się na Rynek Staromiejski. Tam czekał już na nas przewodnik i rozpoczęła się druga część naszej wizyty – zwiedzanie Torunia. Trzeba przyznać, że pan Damian był wspaniale przygotowany i opowiedział nam szereg historii i legend. Widzieliśmy m.in. Katedrę, Dwór Artusa, Dom Kopernika, i wiele pomników. Po dwóch godzinach zwiedzania (temperatura 30 st.)  poddaliśmy się i w czasie wolnym, poszliśmy do kawiarni „Dom Czekolady”, na wiadomo co – mrożoną kawę plus deser o zabawnych i fantazyjnych nazwach! Kolejne 2 godz. spędziliśmy na rozmowie o uczelni, o Dziele Biblijnym, a także o samej Biblii i naszym życiu. To był bardzo miło spędzony czas! Warto zwyczajnie spotkać się w gronie ludzi, którzy podobnie patrzą na świat, religię i Biblię :)








Powrót do Poznania


No, ale pora już udać się na przystanek autobusowy... I tu niespodzianka, autobusy nie kursują, most zamknięty, trzeba znów IŚĆ :( na dworzec! Planowaliśmy jechać 10 min autobusem, więc nie mamy dużo czasu do odjazdu pociągu. Mały „sprint” i jesteśmy na dworcu „łapiąc” pociąg na kilka minut przed odjazdem. Zmęczeni, ale szczęśliwi i pełni wrażeń zapadamy się w gorących od słońca fotelach. W drodze powrotnej znów mamy czas na dyskusje o Biblii, pracy w szkole, czy planach na najbliższe tygodnie. 


TORUŃ ZDOBYTY, UCZELNIA WSPANIAŁA!


W wielu z nas zakiełkował pomysł, żeby od października stać się studentem tej niesamowitej Uczelni... Czas pokarze, a dziś polecamy Wyższą Szkołę Filologii Hebrajskiej wszystkim zainteresowanym Biblią, judaizmem czy językiem hebrajskim.

 WARTO TU STUDIOWAĆ ! 





Anna M.

Strona Uczelni: http://wsfh.edu.pl/



24 lipca 2013

Wyróżnienie Liebster Blog Award...



Już zastanawiałam się, co dalej z moim blogiem. Trochę się on ostatnio zmienia i dziś jeszcze nie wiem, jaką przybierze formę... 
A tu... nagle....
 Miła niespodzianka! Mój blog otrzymał wyróżnienie czytelników  
Liebster Blog Award.
 
 

 

o wyróżnieniu:
 
 
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za “dobrze wykonaną robotę”. Wyróżnienia zwykle otrzymują blogi o mniejszej liczbie obserwatorów, co daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. 
Następnie Ty nominujesz kolejne blogi, informujesz wybranych autorów oraz zadajesz im 11 pytań”



Zabawne to wyróżnienie - trochę jak łańcuszek, ale daje możliwości rozpowszechnienia bloga w sieci i poznania blogerów. Można spotkać interesujące osoby, wartościowe teksty i ciekawe strony. Cele są zatem pozytywne, więc biorę udział :) Z uśmiechem i "przymrużeniem oka" :)



Oto pytania od Darki:



1. Ulubiona książka z dzieciństwa to?
  •  "Królowa Śniegu" Hansa Christiana Andersena    
2. Czy Twoim zdaniem ludzie (żeby nie użyć stwierdzenia gwiazdy) z szeroko rozumianego show biznesu powinny brać się za pisanie książek?
  • Moim zdaniem każdy, kto ma ochotę może napisać książkę.  Niesprawiedliwe jest to, że celebryci, ze względu na swoje nazwisko, szybko znajdują wydawcę i już nikogo nie interesuje, jaki jest poziom owych "głębokich przemyśleń"...  Można znaleźć oczywiście świetne książki, ale dużo jest też niestety .... sami sobie dopowiedzcie... ;)
3. Gdzie najczęściej czytasz?
  • Najczęściej czytam wieczorami i nocą. Robię sobie pyszną kawę, kiedyś też miałam miseczkę ciasteczek, dziś jabłko udaje czekoladę. Czytam przeważnie w moim pokoju...
  4. Tylko tradycyjna książka, czy e- i audio -booki również?


  • Moja postawa się zmienia. Kiedyś czytałam tylko książki w formie papierowej, bo kocham mieć książki na półce. W moim pokoju zawsze było mnóstwo książek, które pokochałam. Najlepiej mi się myśli w otoczeniu książek. Uwielbiam stare antykwariaty i księgarnie. Ostatnio jednak kupiłam czytnik Kindle i .... zakochałam się w ebookach. Niestety nie potrafię słuchać audiobooków... No chyba, że poczytał by mi książkę jakiś przystojny facet...
5. Gdyby wolno Ci było ocalić tylko 1 książkę na świecie, co by to było? 
  • BIBLIA
6. Kolekcjonujesz książki, czy po przeczytaniu oddajesz innym? 
  • Mam wiele moich ulubionych książek, z którymi nie zamierzam się rozstać... Niektóre pożyczam, inne oddaję lub wymieniam... 
7. Kogo nominowalibyście do literackiego Nobla?
  • Szymon Hołownia, ze względu na rzadką umiejętność pisania o wierze i Kościele współczesnym językiem... 
8. Najgorsza książka, z którą kiedykolwiek się zetknęliście to?
  • Nie ma takiej, zwyczajnie starannie wybieram książki, dużo czytam o nich zanim kupię lub zasięgam opinii blogerów i znajomych... 
9. Czy okładka ma znaczenie?   
  • Oczywiście, że okładka ma znaczenie. W dzisiejszych czasach kupuje się najczęściej oczami.Co prawda - nie ocenia się książki po okładce, ale i tak sądzę, że ładne wydanie sprawia, że czyta się milej. Dla mnie ważny jest też druk i tekstura kartek...
10. Lubicie gadżety okołoksiążowe?
  • Powiem krótko - zakładki ciągle gubię, ale od miesiąca zakochana z wzajemnością w Kindle. 

11. Cz obejrzeliście kiedykolwiek lepszą filmową adaptację niż książkowy pierwowzór?


  • Nigdy nie widziałam adaptacji lepszej od książki. Wiem, że młodzież wychowuje się wyłącznie w kulturze TV, mp3 i Bóg wie,  czego jeszcze (bo ja już nie nadążam). Książka daje jednak możliwość uruchomienia wyobraźni, wykreowania bohaterów. Film, choćby nie wiem, jak dobry, pozostawia nas biernymi, podaje wszystko "na tacy" i to w zamyśle reżysera. Każda postać potem wygląda, jak Brad Pitt lub Angelina Jolie. A ja mam inne wyobrażenia i nie zamierzam się zniewolić Hollywood.



MOJE PYTANIA:


1. Jaka jest Twoja największa pasja w życiu?
2. Dlaczego piszesz blog?
3. Gdybyś miał/a napisać książkę, jaki byłby jej tytuł?
4. W jaki sposób pisząc blog/książkę/tworząc muzykę można zmienić swoje życie?
5. Jakie jest Twoje życiowe motto?
6. Jakie cechy charakteru u nauczyciela/ przewodnika/ autorytetu są najważniejsze?
7. Co inspiruje Cię do podejmowania nowych wyzwań i działania?
8. Gdybyś stał/a się niewidzialny/a na jeden dzień - co byś zrobił/a?
9. Jakie są, Twoim zdaniem, największe wyzwania dla ludzkości w tym tysiącleciu?
10. Gdybyś mógł zadecydować o pokojowym rozwiązaniu jednego konfliktu na ziemi, którą "wojnę" (obecnie się toczącą) byś wybrał/a i dlaczego?
11. Jaki wpływ ma jednostka na losy świata?


Dziękuję za nominację do Liebster Blog Award :) Postaram się oczywiście sprostać temu, czego się podjęłam, nadal pisać i dzielić się moimi pasjami :)


Anna M.
P.S. Moje nominacje:

http://ewapiekarska.pl/blog/

http://readaktor.blogspot.com/

http://annastrzelec-drugaporazycia.blogspot.com/

http://ksiazkapsychologiczna.blogspot.com/

http://niecodziennikliteracki.blox.pl/html

http://misjamars.wordpress.com/


Kolejne nominowane blogi pojawią się niebawem :)





21 lipca 2013

"Kontakt" Carl Sagan




autor: Carl Sagan
tytuł oryginału: Contact


wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania:  1997
 liczba stron: 460


moja ocena:  5 / 6








Moja przygoda z książką Carla Sagana rozpoczęła się od filmu "Kontakt" (reż Robert Zemeckis) z 1997 roku. Rolę Ellie Arroway zagrała Jodie Foster, tak na marginesie - jedna z moich ulubionych aktorek. Film mnie zafascynował i widziałam go kilkanaście razy. Sama nie wiem, dlaczego dopiero teraz sięgnęłam po książkę. 


Mimo to warto było czekać,  przez lata moje zainteresowanie książkami ewoluowało. Kiedyś czytałam dla czytania, dla historii w nich zawartych, często czytałam przypadkowe książki, wszystko, co mi wpadło w ręce i nic to nie wnosiło w moje życie. Teraz jestem inna, może się starzeje? Dziś żadna książka nie trafia do mnie przypadkowo. Często chodzę między regałami w księgarni i godzinami szukam inspiracji, bo książki zmieniają moją rzeczywistość, kształtują mój świat, są ucieczką, nagrodą i pocieszeniem. Czytam o tym, czym żyję i żyję czerpiąc inspirację z książki. Moja przygoda z danym tytułem i autorem nie kończy się po przeczytaniu ostatniej strony, są historie, które wiele miesięcy noszę w sobie i które pracują we mnie zmieniając charakter oraz patrzenie na świat. 





Taką właśnie książką jest powieść Carla Sagana "Kontakt". Czytając o Ellie Arroway i Wiadomości od obcej cywilizacji zdałam sobie sprawę, że nasza Ziemia jest wyjątkowa. Budzimy się rano i idziemy do pracy, nie zauważamy piękna wokół nas, nie mamy czasu, żeby się zatrzymać i pomyśleć, jakie to wszystko jest logicznie zaplanowane, jakie piękne i niesamowite. Świat jest tajemnicą, którą nigdy nie da się do końca rozszyfrować. Godzinami gapimy się w telewizor i oglądamy głupie programy (o zgrozo jest ich coraz więcej), a nie zauważamy fascynującej historii wokół nas - cudu "życia". 


A zatem poszukałam informacji o autorze. Carl Sagan był niesamowitym człowiekiem, wielkim popularyzatorem wiedzy o kosmosie, astronomem, astrofizykiem, wreszcie poważnym profesorem na uniwersytecie. Wspierał Projekt SETI, prowadził programy telewizyjne o kosmosie, pisał książki. Całe życie poświęcił swojej pasji, tłumaczył w prosty sposób zawiłości nauki, zawsze uśmiechnięty, zawsze pełen nadziei, że życie jest najważniejsze. 




Gdy wzięłam do reki książkę "Kontakt", od pierwszej strony do ostatniej byłam pochłonięta kosmosem. Zaczęłam od najbardziej podstawowych rzeczy, czyli zebrania informacji, czym jest kosmos, definicji, nazw gwiazd ... Pierwszej nocy wyszłam przed blok, podniosłam głowę i spojrzałam w niebo, zobaczyłam ogrom jaki nas otacza, piękno gwiazd i siłę, która w nich się skrywa.  Wydrukowałam mapę nieba, zlokalizowałam na niej Gwiazdozbiór Lutni, a w nim gwiazdę o nazwie Wega. Czy wiedzieliście, że jest ona naszą "drugą Gwiazdą Polarną"? Była nią kilkanaście tysięcy lat temu i będzie za kolejne 12 000 lat. Niesamowite! Wszystko się zmienia i jest w ruchu, a kosmosem kierują potężne siły fizyki i chemii, o których niewiele jeszcze wiemy. Językiem, w którym zaszyfrowana jest wiedza, jest matematyka... 


Tyle o mojej przygodzie z bieganiem w nocy z latarką i mapą nieba i szukaniem Wegi...

A co wniosła do mojego życia historia opowiedziana w książce? Cóż... Polubiłam doktor Ellie Arroway, jej naukowe podejście do życia, a nawet upór, że poza nauką nie ma nic co kieruje światem. Jej agnostycyzm jest intrygujący. Upiera się, że Boga nie ma, bo nie można Go naukowo opisać i dowieść Jego istnienia za pomocą matematyki czy fizyki. Z tym się oczywiście zupełnie nie zgadzam :) Ale w tym miejscu pojawia się postać "pastora" - Palmer Joss jest przekonany, że duchowość i religia są najważniejsze, a Ziemię i Kosmos stworzył Bóg. I tak oboje mogliby żyć, każde w swoim świecie prywatnych przekonań i wierzeń, ale autor zaprasza ich do dialogu i próby zrozumienia przeciwnej strony... Jedno wydarzenie krzyżuje ich drogi i zmusza do porozumienia - z Wegi przychodzi Wiadomości od obcej cywilizacji. Fragmenty ich rozmów i dyskusje o relacji wiary i nauki są fascynujące. Oboje łączy pasja, upór i wiara w Kogoś lub coś, co było na początku.  Nie boją się sięgać gwiazd, choć każde na swój własny sposób...




Przypomniało mi się pytanie egzaminacyjne, jakie usłyszałam, gdy byłam na studiach.  Mój ukochany Profesor popatrzył na nas i zapytał: "A co jeśli nie jesteśmy sami w Kosmosie, czy Objawienie i Dobra Nowina dotyczą też ET, czy należałoby wysłać misjonarzy, żeby nawracać Obcych, czy to też nasi bliźni?" Przez kilka godzin cała nasza grupa na roku konstruowała argumenty duchowe, filozoficzne, logiczne, naukowe i religijne "za" i "przeciw". To były niesamowite zajęcia, czysto teoretyczne i hipotetyczne. Ale to był pierwszy profesor, który obudził we mnie potrzebę stawiania pytań i otworzył na dialog nawet z tymi, którzy mają zupełnie odmienny światopogląd. Każdy zasługuje na wysłuchanie. 


Co odkryła Eleonor Arroway? Czy zgodzi się z Palmerem Jossem? Czy on postara się zrozumieć język matematyki w opisywaniu duchowych zjawisk? I wreszcie kluczowe pytanie: co rządzi światem - liczba  π czy Miłość?


Polecam zatem książkę !!!!  Miłej lektury  i owocnych poszukiwań odpowiedzi ....


Anna M.


Linki:
eioba

20 lipca 2013

KASISI - "kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat"




 



Niżej zamieszczam apel z Fundacji Kasisi



 "Od kilku lat „moim“ miejscem jest Dom Dziecka Kasisi prowadzony w Zambii przez Siostry Służebniczki Maryi Niepokalanej z polskiej Starej Wsi.

Obecnie jest tu około 250. dzieciaków, część z nich ma HIV, część ma już AIDS, gruźlicę, anemię, grzybice etc. etc. Część jest całkiem zdrowa i jedyne, czego potrzebuje to miłości i wsparcia. Parę tygodni temu założyłem Fundację Kasisi. Bo sam nie dałbym rady zrobić tego, co zrobić trzeba. I dlatego, że nie chcę robić tego sam. Pomaganie zaś to nie męka wyrzeczenia, a szczęście płynące z tego, że zyskuje się kompletnie nowy świat. Ja już w niego wsiąkłem, teraz kolej na Was.  
Podstawą naszego działania chcemy uczynić modlitewny i finansowy „crowdfunding”. Nie prosić bogatych o dużo, prosić wielu o niewiele.  
Zlecenie stałe na dziesięć (jak kogoś stać – dwadzieścia czy pięćdziesiąt) złotych miesięcznie to wszystko czego potrzeba nam do szczęścia. Od tych, którzy wierzą nie oczekujemy wielkich nowenn i samobiczowań, prosimy o dziesiątkę różańca dziennie za dzieciaki i za Siostry. Kasisi to nie umieralnia, to miejsce kipiące życiem i szczęściem, szczęśliwa wspólnota sióstr i szczęśliwe dzieci. Nie zawsze zdrowe, prawie zawsze pod finansową kreską, ale promieniujące takim szczęściem, że absolutnie każdy kto tu przyjeżdża, myśli tylko o tym, kiedy będzie mógł tu wrócić. 
Zapraszam na fanpage’a Fundacji Kasisi, gdzie już teraz dowiesz się więcej na temat Kasisi oraz będziesz miał możliwość aktywnie współtworzyć z nami Fundację oraz budować projekty pomocowe.  
- Szymon Hołownia-"   
 

I jeszcze kilka słów ode mnie :)

Kochani Czytelnicy mojego bloga - pamiętajcie o swoich dzieciach (jeśli je macie oczywiście :), troszczcie się o nie i dbajcie, aby się uśmiechały. A jeśli macie trochę czasu i chęci, aby zmienić świat, pamiętajcie, że na świecie są dzieci, które szczególnie potrzebują Waszej pomocy... Można napisać, pomóc, wesprzeć modlitwą, odwiedzić z pomocą... CZAS WYRWAĆ SIĘ Z EGOIZMU !!!



Anna M.


19 lipca 2013

Belfer na wakacjach




z ogrodu mojej Mamy



Wakacje są - wiadomo... gorąco może i nie jest, ale ostatnio i nie pada. Jednym słowem - słodkie lenistwo. Pomijam kwestie, że często jestem w szkole, ale za to będę miała ładna salę i komfort pracy od września....




rankiem w ogrodzie Mamy


Co belfer robi na wakacjach? Trudny orzech do zgryzienia. Z forów internetowych dowiedziałam się, że żyję za cudze pieniądze, obijam się i w ogóle swoim lenistwem daje powód do likwidacji wakacji, bo reszta społeczeństwa musi pracować. Moja współlokatorka również codziennie patrzy z zazdrością na fakt, że nie wychodzę do pracy...









mniam
Belfer na wakacjach to kłopot. Ale ja potrzebuję odpoczynku i basta! Podziwiam szczerze mojego kolegę po fachu, który właśnie jest na koloniach z dzieciakami. MEGA SZACUN - jak mówi teraz młodzież młodsza (obiecałam moim klasom V i VI, że oduczę się na nich wołać "dzieciaki", podobnie klasy II wniosły na lekcji protest przeciw mówieniu na nauczanie początkowe "maluszki", ale co tu zrobić, kiedy uczę jakieś 250 dzieci i muszę je odróżniać, a z imionami mam zawsze problem). Ale wróćmy do kolegi ;) - podziwiam! - ja w wakacje nawet przed dziećmi kuzynki uciekam... Moje wielkie ciało pedagogiczne (znów przytyłam, choć jestem na diecie;) potrzebuje samotności, żeby zregenerować akumulatory... Bo od września już nie będzie gdzie się schować! Nawet po lekcjach, w sklepie człowieka dopadnie jakieś "dzień dobry p. Aniu, a co jutro będziemy na lekcjach robili?" Kocham moje dzieciaczki, urwisy i młodzież młodszą! Moje życie, moja szkoła - moja pasja...




Ale teraz mam wakacje :) No więc belfer odpoczywa, a nad głową słyszy, że to skandal... A co tam! Czasem coś napiszę (aktualnie tworzę scenariusz do nowego przedstawienia dla Kółka Teatralnego), czasem coś przeczytam (postanowiłam, że stworzę w szkole kącik UNICEF, więc studiuje dokładnie konwencje o prawach dziecka i robię gazetkę na moich nowiutkich tablicach), czasem coś kupię (nareszcie znalazłam, dzięki pani Dyrektor, zasłonki do sali 205), czasem pobawię się w ogrodnika (podlewam kwiatki klasowe, mam je w domu - 9 doniczek na 7 m2 - piętro 12). No i oczywiście się lenię (właśnie zapisałam się na wakacyjne kursy w ODN na temat robienia scenografii z papieru i origami)...


to na II śniadanie...


Lubię moją pracę i lubię moje wakacje :)  A za kilka dni jadę do rodziców na wieś.... Brat zrobi grilla, rozłożę koc w ogrodzie i mój fotel na tarasie... Mam też nowy nabytek - czytnik Kindle - i nie muszę już wozić do domu ciężkich książek...  A zatem - KAWA, KSIĄŻKI I CAŁA RESZTA....


ŻYCIE JEST CUDOWNE :) :) :)




wszyscy zazdroszczą mojej Mamie "ręki do kwiatów"










Anna M.
eioba

17 lipca 2013

"Rok biblijnego życia" A. J. Jacobs



autor: A.J. Jacobs
tytuł oryginału: The year of living biblically: one man's humble quest to follow the Bible as literally as possible


wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
data wydania:  9 października 2009
 liczba stron: 515


moja ocena:  3+ / 6







Jestem w kropce. Pierwszy raz wystawiam tak niską ocenę książce... K.S. sie ucieszy, bo usłyszałam ostatnio, że wystawiam za dobre oceny... Ale zwyczajnie nie sięgam po beznadziejne książki, ale po te, które mnie interesują... Ale dziś niespodzianka!


Historia życia i pasja A. J. Jacobsa od dawna mnie fascynowały. To zakręcony człowiek. Przypomnę tylko, że przeczytał np. 32 tomy Encyklopedii Britannica, żeby być najmądrzejszym na świecie. Jednym słowem - ma facet pomysły! Kiedy dowiedziałam się, że poświecił rok życia na czytanie Biblii i przestrzeganie zawartych w niej przykazań, postanowiłam, że muszę to przeczytać. W końcu z wykształcenia i zamiłowania jestem ...biblistką. Ale dopiero teraz zdecydowałam się kupić książkę i... rozczarowałam się.


Trudno to opisać, bo sama książka jest ciekawa, zabawna, a autor rzeczywiście wiele poświęcił swój czas i uczciwie podszedł do projektu.  Tylko po co? 


Ale zacznijmy od książki: Jacobs kupił kilkanaście dostępnych tłumaczeń Biblii, nawiązał kontakty z przedstawicielami różnych religii i wyznań, nawet poszedł na spotkanie dla ateistów, odwiedził Muzeum Kreacjonizmu.  To praktyczny człowiek, dlatego wypisał z Biblii wszystkie napotkane prawa, nakazy, zakazy i sukcesywnie wprowadzał je w życie - DOSŁOWNIE, bez kompromisów!










Mamy zatem komiczne opisy próby zachowania czystości, szukanie grzeszników w celu ukamienowania, zapuszczanie brody, przestrzeganie praw dotyczących ubioru, jedzenia i wielu innych. Książkę czyta się nawet przyjemnie, często można się uśmiechnąć, czasami nawet bardzo... Okazuje się, że życie zgodne z Biblią jest trudne i prawie niewykonalne... No właśnie...

I tu pojawia się moje "ALE"


Moim zdaniem projekt jest niestety zabawny i raczej wieje amatorszczyzną, jeśli chodzi o biblistykę. Nie będę się mądrzyła, bo nie mam takiego zamiaru, ale kilka słów muszę napisać... Jeśli przyjąć założenie, że traktujemy Biblię (o zgrozo) jako świecką książkę czy kodeks moralny, to eksperyment może nawet miałby sens, gdyby nie dosłowne podejście i czytanie "tekstu bez kontekstu" i bez ducha. OK - czytelnik może nie wiedzieć takich szczegółów. Problem pojawia się, gdy autor pisze, że chce sprawdzić, czy uwierzy w Boga, gdy będzie przestrzegał przykazań, i czy jego życie się zmieni. I tu popełnia pierwszy z licznych błędów. 


Wiara to nie "miasteczko ruchu drogowego", i jak mawia klasyk "Bóg nie jest skrzyżowaniem prowincjonalnego księgowego z prowincjonalnym policjantem". Biblia to Księga Żywa, zmieniająca się w kontekście historii relacji Boga z ludźmi. Prawo ewoluowało, a Objawienie było sukcesywnie przekazywane człowiekowi, aby mógł przyjąć i poznać Boga. Martwe i sztuczne podejście do tekstu nic nie da, to nie magia, nie zadziała moje tupanie i "duchowy fitness", że znów zacytuję klasyka tematu.  Ok - przeczytałam, pośmiałam się, ale co z tego? NIC! Ani nie zmienia to wiary czy niewiary autora, a może utwierdzić czytelnika, że Biblia jest co najmniej absurdalna i "nie na czasie". Nic bardziej mylnego, ale wymaga to zaangażowania serca, nie tylko umysłu! Ducha a nie samej litery prawa! A już nie należy robić tego na własną rękę, bo tak mi się wydaje, że Bóg miał to na myśli w tamtym przykazaniu, a to w tym, albo jeszcze inaczej... ABSURD! 


Swego czasu świetny tekst o tym projekcie i  podobnych wyczynach innych autorów napisał Szymon Hołownia. Polecam lekturę (zobacz więcej).


Przeczytałam książkę Jacobsa, pośmiałam się, odłożyłam ją na półkę i pora zając się prawdziwym życiem żywą Biblią... i budowaniem relacji z żywym Bogiem...


Anna M.


P.S. polecam również program
Czy Biblię należy brać dosłownie? - Między sklepami - odc. 83  

eioba 



 

15 lipca 2013

Spójrz na Poznań okiem blogerów

Zobaczcie, co znalazłam w sieci! Coś o moim kochanym Poznaniu :)


"Autorzy popularnych blogów jako miejscy przewodnicy? Dokładnie tak. Latem będą zwiedzać Poznań pokazując, że poza atrakcjami znanymi z pocztówek i folderów turystycznych, w stolicy Wielkopolski jest wiele interesujących miejsc, które naprawdę warto zobaczyć. W czerwcu ruszył projekt "Poznańska turystyka 2.0".

fot. www.fotoportal.poznan.pl
Spojrzeć na Poznań okiem blogerów i pokazać miasto z nieco innej perspektywy - taki jest cel współpracy Miasta Poznania z autorami popularnych blogów. Każdy z nich przygotował własną, zgodną z zainteresowaniami, trasę zwiedzania Poznania. W oparciu o ich relacje i wpisy na blogach powstanie unikalny przewodnik turystyczny.


Zosia Wawrzyniak i Magdalena Ratajczak, prowadzące blog Kobiety Biegają - wyróżniony w konkursie na bloga roku 2012 w kategorii "Pasje i zainteresowania" - zaprezentowały najciekawsze miejsca, stworzone dla amatorów joggingu. Łukasz Kielban, autor Czasu Gentlemanów, w połowie lipca wyruszy natomiast w poszukiwaniu miejsc,  w których przed wojną bawiły poznańskie elity. Adresy, w których rozwijają się nowe biznesowe idee,  zaprezentuje, w ramach ścieżki Poznań 2.0, Maciej Mazurek, czyli twórca bloga Zuch Rysuje. Natomiast najbardziej znany polski bloger, Kominek, powróci po latach do miasta, w którym studiował i odbędzie sentymentalną podróż po miejscach, które dawniej i dziś gromadzą młodych ludzi. O tym natomiast, co w poznańskiej kulturze, opowie Andrzej Tucholski, prowadzący blog Jest Kultura.

Blogerzy wezmą również udział w wydarzeniach organizowanych w mieście w okresie wakacji np. w Malta Festival, Animatorze - największym w Polsce festiwalu filmów Animowanych czy Międzynarodowym Festiwalu Filmu i Muzyki TRANSATLANTYK.


Projekt "Poznańska turystyka 2.0" realizowany przez Miasto Poznań, angażujący znanych polskich blogerów, ruszył pod koniec czerwca i będzie realizowany do końca sierpnia. Elektroniczny przewodnik po mieście, współtworzony przez blogerów, ukaże się w drugiej połowie września. Będzie można go bezpłatnie pobrać z naszej strony www.poznan.pl oraz ze strony www.poznan.travel".





Już czekam z niecierpliwością, co blogerzy znależli ciekawego w moim mieście? 
Bo "Poznań jest warty poznania"!

Anna M.


13 lipca 2013

Belfer nigdy się nie nudzi...

      


   


         Wakacje mijają jak szalone, a ja jeszcze nie opuściłam szkolnych murów... Cóż to znaczy? Ano tyle, że porządkuję rzeczy, opróżniłam stare szafy w klasie, wyrzuciłam to, co powinno trafić na śmietnik dobrych kilka lat temu, no i robię dekorację z wykorzystaniem mojego statku z przedstawienia... A i jeszcze przesadziłam kwiatki do kolorowych doniczek, żeby we wrześniu było przytulnie... UWAGA - dzieciaki nie poznają starej klasy 205 !!!!   


      Niemniej jednak, jakby nie patrzeć - mam teraz wakacje... A co za tym idzie dużo czasu na przemyślenia. Zresztą to moje pierwsze wakacje od 3 lat, więc trochę się nazbierało kurzu w głowie... Zawsze byłam dobra w postanowieniach, jestem przecież w 85 % umysłem ścisłym, więc potrzebuję tabelek, wykresów, statystyk i planowania. W jednej z mądrych książek (oczywiście nie pytajcie mnie o tytuł, bo nie mam zielonego pojęcia) przeczytałam, że plany i postanowienia trzeba ogłosić publicznie, żeby potem się trzymać ich realizacji. Te sekretne szybko ponoć giną w codziennym natłoku rzeczy do zrobienia i są odkładane na "później".


         Chyba blog jest dosyć publicznym miejscem, zatem ogłaszam plany na najbliższy rok (sorry, ale jako belfer działam w systemie rachowania lat od sierpnia do sierpnia):



W najbliższym roku szkolnym 2013/14


1. Przestać jeść czekoladki i pić litrami kawę - a pośredni plan (efekt uboczny) to schudnąć "troszkę"...

2. Nazbierać do "skarbonki" na wyjazd do Izraela (planowana data - "niedaleka przyszłość")

3. Dokopać się do podręczników z liceum i zrobić wielką powtórkę z "matematyki". Mam zamiar zdać na studia (ale to za rok) i zrobić drugą magisterkę - z mojej ukochanej "rachunkowości". Dlatego daję sobie ten rok na przygotowania... Z księgowaniem nie mam problemów... ale przeglądałam dziś stare zeszyty z matmy i zadania, które ponoć sama wyliczyłam i "O MÓJ BOŻE!" - to jakiś kosmos! Matura z matmy zdana na 6, ale po 13 latach od tego wydarzenia luki w pamięci mam ogromne... Czeka mnie więc rok ciężkiej pracy... Zacznę może od ... tabliczki mnożenia :) hi hi hi

4. Nauczyć się angielskiego od podstaw do poziomu "nie jestem matołem" - tak, tak - nie znam angielskiego - i w dzisiejszych czasach takie dziwolągi chodzą po świecie i żyją. Ale znam za to francuski - ha! No ale ba... ponieważ do czasów kolonialnych nie wracamy raczej, czas więc na angielski...

5. Ćwiczyć asertywność!!!!



No dobrze... OD JUTRA RUSZAM DO BOJU !!!!

 



To może ... idę sobie zrobić ostatnią kawę i może jakieś ciastko na pożegnanie kupię (do tej kawci oczywiście)?




Anna M.


eioba











Recent Posts