30 sierpnia 2013

"Cuda nigdy nie ustają" Tim Downs




autor: Tim Downs

tytuł: "Cuda nigdy nie ustają"

tytuł oryginału: Wonders Never Cease


wydawnictwo:  Święty Wojciech
data wydania:   2011
liczba stron: 432

moja ocena: 5+ / 6




Zaintrygował mnie tytuł książki "Cuda nigdy nie ustają", uwagę zwróciła okładka, a po przeczytaniu opisu zdecydowałam się na lekturę.  Dlaczego? Bo jestem nauczycielem religii? Nie, nie... Wybrałam tą książkę, bo przypomniał mi się pewien film. Widzieliście kiedyś serial "Dotyk Anioła"? Jako dziecko śledziłam co tydzień przygody trójki aniołów pomagających ludziom. Polubiłam ich przygody :) Szczerze mówiąc najbardziej podobał mi się przystojny anioł śmierci Andrew. Ten film budzi we mnie nadal wiele pozytywnych emocji.  Ale wróćmy do  książki "Cuda nigdy nie ustają"... W opisie przeczytałam:

<<To prawda, co mówią: „Jeśli mówisz do Boga, jesteś religijny, ale jeśli słyszysz Boga, masz schizofrenię”>>

i już wiedziałam, że to jest książka, z którą chcę spędzić kilka kolejnych wieczorów. Gdy przyszła przesyłka z Wydawnictwa, zrobiłam sobie kubek kawy, wyjęłam zachomikowaną tabliczkę gorzkiej czekolady i rozpoczęłam przygodę z aniołami, tymi mniej prawdziwymi i tymi jak najbardziej realnymi. 


Los Angeles, miasto aniołów, to chyba najodpowiedniejsze miejsce, aby zobaczyć jakiegoś anioła. Wie o tym jedne z bohaterów powieści - Kemp McAvoy, niedoszły lekarz, dziś tylko pielęgniarz. Kiedy na jego oddział karetka przywodzi ranną w wypadku samochodowym gwiazdę filmową Olivię Hayden, Kemp dostrzega jedyną w swoim rodzaju okazję do wzbogacenia się. W nocy częściowo wybudza Olivię ze śpiączki farmakologicznej i w przebraniu anioła przekazuje jej "wiadomość od Boga". W porozumieniu z jej managerem i wydawcą zamierza "zmusić" ją do napisania książki. Duże pieniądze są gwarantowane, przecież ludzie chcą słuchać o objawieniach i chcą czytać wyznania celebrytów. Olivia już dawno przestała gościć na pierwszych stronach gazet, więc bestseller zapewni jej "powrót do gry", może nawet wywiad u Oprah. Ale czy wiadomość wymyślona przez trzech chciwych i pozbawionych zasad moralnych ludzi będzie wiarygodna? Czy Olivia uwierzy w przesłanie anioła? Czy zmieni ono jej płytkie, pełne błyskotek życie?


Jest jeszcze drugi wątek powieści. Pasierbica Kempa, Leah, twierdzi, że.. widzi anioły.  Sześciolatki  często fantazjują, ale czy to tylko opowiastki samotnego dziecka, które chce zwrócić uwagę pochłoniętej pracą matki? Sprawa wydaje się poważniejsza... Zaniepokojony nauczyciel kontaktuję Natalie i Leah z psychologiem, potem psychiatrą, wreszcie Leah zostaje wysłana na rezonans magnetyczny. Ciągle jednak widzi anioły. Tylko Emmet, stary, czarnoskóry sprzątacz w szpitalu, wydaje się jej wierzyć.  Lekceważony przez lekarzy, zwłaszcza przez Kempa, Emmet staje się jedynym przyjacielem samotnej dotąd dziewczynki. 


A anioły? W naszej świadomości anioł to pyzaty bobas ze skrzydełkami, czasem może dostojny anioł w białej szacie i burzą loków, który przeprowadza dzieci przez kładkę. Ale anioł w wersji bez skrzydeł, bez aureoli, bez fajerwerków? Trudno przyjąć istnienie aniołów w naszym super racjonalnym życiu. Ja spotkałam wielu takich aniołów bez skrzydeł... jednym z nich był z pewnością mój wykładowca, który powiedział mi, że mam wybrać jedną dziedzinę i być w niej ekspertem, bo warto poświęcić życie dla marzeń. Inny anioł to mój szef w pierwszej pracy, który pomagał mi, żebym stanęła po studiach na nogi, choć nie miałam żadnych przed sobą perspektyw na realizację moich marzeń. Wymieniać mogę godzinami. Wystarczy tylko dostrzec palec Boży w pozornie zwyczajnych sytuacjach. Ale wracając do książki, czy Leah widzi takie właśnie "zwykłe" anioły, czy te prawdziwe? Tego musicie się sami dowiedzieć... Zapewniam, że odpowiedź zaskoczy każdego, ja wprost nie mogłam uwierzyć (zabawne, bo akurat z wiarą nie miewam problemów :):):):):)...


Książka "Cuda nigdy nie ustają" to nie tylko kwestia wiary i niewiary w anioły.  Wszyscy czytelnicy, bez względu na pogląd na anioły, muszą sobie odpowiedzieć na szereg jak najbardziej realnych pytań. Czy manipulowanie ludźmi może zaowocować czymś dobrym? Czy cel uświęca środki? Czy można zmienić swoje życie na lepsze kierując się kłamstwem? Czy istnieją przypadki? 


Książka to również świetna intryga. Czy plan Kempa się powiedzie? Czy Olivia stanie się duchowym guru? Czy  wymyślone "na zimno" przesłanie może być wiarygodne i pociągnąć tłumy? A co jeśli na scenę wkroczy jakiś inny anioł? Czy Kemp swoim oszustwem nie sprowadzi na ziemię interwencji tego, pod kogo się podszywa?


Polecam z całego serca książkę! Na zakończenie mogę napisać tylko tyle: jeśli myślisz, że rozszyfrowałeś autora i wiesz, jak skończy się intryga z aniołami w roli głównej, to jesteś w błędzie. Z każdym rozdziałem zmieni się diametralnie twoje myślenie i postrzeganie rzeczywistości, by na ostatnich stronach powtórnie cię zaskoczyć. Ale tego już nie zdradzę...



POLECAM

Anna M.



Książka przeczytana w ramach współpracy 


i dzięki uprzejmości wydawnictwa     



   
dziękuję bardzo :)

29 sierpnia 2013

projekt PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ - pierwszy przystanek




U Angeli (23-28.08.2013)



19.08.2013

Wyniki pierwszego losowania
                  Wyniki pierwszego losowania i pierwsza podróż książki do Angeli P.


       
22.08.2013  
  
Pierwsza podróż do Angeli P. 
              
                  Książka spakowała plecak, zabrała mapę i adres i ruszyła  drogę...










 
23.08.3013 

Pierwsze chwile "Dzikiej drogi" u Angeli 
 
               Angela na swoim blogu napisała: 

"Miła niespodzianka!^^ Siedzę sobie przy kawie, a tu mój przyjaciel listonosz przyprowadza mi gościa - powieść "Dzika droga", która zatrzymuje się u mnie w ramach akcji Anny Matysiak "Przeczytaj i podaj dalej". W środku znalazłam liścik od pomysłodawczyni całej akcji z kilkoma miłymi słowami na dobry początek.

(...)


 "Jest to, moim skromnym zdaniem, bardzo ciekawa akcja. Mamy okazję nie tylko przeczytać książkę, ale także zaznaczyć w niej swoją obecność, szukać śladów innych czytelników, porównywać, odnajdywać wskazówki... Mnóstwo, mnóstwo możliwości!!! Zjednoczenie książkowych moli w jednej powieści! Jak będzie wyglądała ta książką, gdy skończy swoją podróż? Ile miejsc zobaczy? Ile oczu ją przeczyta? Ile serc zostanie przez nią poruszonych? Ciekawa jestem niezmiernie"

Otrzymałam tez pierwsze zdjęcia (tu więcej o pierwszych chwilach w domu Angeli...)





mail od Angeli do mnie:

"Witam:)
Wyszło idealnie!
Właśnie wróciłam do domu z trzydniowego wyjazdu w poszukiwaniu mieszkania na kolejny rok studiów. Przebrałam się, zrobiłam sobie kawkę i ktoś zapukał do drzwi... Listonosz! Wręczył mi paczkę od Ciebie. Lepiej być nie mogło:) Dziękuję bardzo za liścik i zdanie "Czasem różne drogi się nagle spotykają". Prawda to, drogi się spotykają, rozwidlają, zakręcają, zawsze po coś, zawsze w najlepszym dla nas momencie. W to chcę wierzyć. 

Zabieram się zatem do czytania, dzisiejsza noc będzie nocą "Dzikiej drogi".
Oto pierwsze zdjęcie Twojej książki w podróży! Myślę, że możną ją i nawet tego e-maila dołączyć do jej "Pamiętnika z podróży".

Pozdrawiam:)

Miłe... :) prawda?




            
26.08.2013 
    
recenzja "Dzikiej drogi" na blogu Angeli


fragment recenzji Angeli:

"Czytanie tej książki było dla mnie szczególne. Poprzedzała je bowiem radość z tego, że udało mi się zostać wylosowaną przez Annę Matysiak, która postanowiła właśnie tę powieść wysłać w podróż. Poprzedzały je moje oczekiwania i plany, że czytając ją, sama odbędę podróż do własnego wnętrza, coś uporządkuję, poszukam odpowiedzi. Dodatkowo przez cały czas czułam na sobie wzrok mojej poprzedniczki, Ani. Co rusz, napotykałam się na ślady jej obecności, czytałam krótkie wiadomości, zwracałam uwagę na to, co by mi umknęło, ale Ania to zauważyła. Sama też starałam się czytać uważnej niż zazwyczaj, dodatkowo, czego nigdy nie robię i co bolało mnie na początku, podkreślałam ulubione fragmenty, pisałam to, co przyszło mi do głowy i miałam to niesamowite uczucie, że ktoś po mnie będzie czytał te zapiski, być może mu się spodobają, pomyśli o mnie, o tej mnie, która czytała niedawno te same słowa… Magiczne, prawda?:)" 

więcej znajdziesz tutaj



28.08.2013 

Angela losuje nowego właściciela "Dzikiej drogi" i książka rusza w dalszą podróż...





"Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy... ale nie podróż "Dzikiej drogi" ! Ona nadal trwa, a teraz właśnie zaczyna się jej nowy etap. Po prawie tygodniu w moim domu pora znaleźć dla niej kolejnego gospodarza". 




Angela wylosowała Anę :) Dalszych informacji o losach książki szukajcie zatem na blogu Any 




IDEĘ  PROJEKTU  I  WSZYSTKIE  POSZCZEGÓLNE  PRZYSTANKI
ZEBRANO  I  OPISANO 
TUTAJ

Create your own banner at mybannermaker.com!

KLIKNIJ NA OBRAZEK







28 sierpnia 2013

"Alchemia Miłości. Wybór myśli sufickich" David Fideler



autor:

tytuł: "Alchemia miłości. Wybór myśli sufickich"
tytuł oryginału: Love's Alchemy: Poems from the Sufi Tradition


wydawnictwo:  Barbelo
data wydania:   2012
liczba stron: 236

moja ocena: 5 / 6








"Alchemia miłości" to świat poetyki i mistyki islamu... Nigdy nie podejrzewałam, że przeczytam książkę z "wierszami". Gdy zaproponowano mi zrecenzowanie tomiku poezji, napisałam szczerze, że będzie to dla mnie ogromne wyzwanie. Nie myliłam się... Ale spotkała mnie również miła niespodzianka. Spodziewałam się przeżyć z cyklu "Romea i Julii" Szekspira, a tego bym chyba nie zniosła, a tu proszę.... podobało mi się!!! Oczywiście nie można przeczytać książki tak po prostu. Trzeba się zatrzymać i sycić słowami. Dlatego postanowiłam czytać każdego dnia kilka wybranych "wierszy", "poematów" i "myśli dalekiej Persji".  


Duchowość islamu zdecydowanie różni się od naszej zachodniej znieczulicy. W starożytnej Persji kwitła klasyczna poezja, ale i w dzisiejszym Iranie nadal jest ona obecna w świadomości zwykłych ludzi, pozostawia ślady w codziennej mowie, przysłowiach, muzyce. Tworzy to harmonijną całość i tajemniczą siłę. O ile na Zachodzie znany jest może Rumi, o tyle inni już nie, a szkoda. Perska poezja suficka to tradycja licząca sobie tysiące lat, ciągle żywa i rozwijająca się. 


Przyznaję, nie znam się na poezji, ale ku mojemu zdziwieniu, wiersze te mówią o miłości pojętej bardzo szeroko, o drodze człowieka do Boga, o relacji do świata. Znalazłam wiele utworów traktujących wprost o Bogu, no ale może ja to tak odczytałam, ale chyba na tym właśnie polega poezja - na emocjach i uczuciach, które w nas budzi, ma myślach, ku którym nas kieruje. Mi opowiedziała o świecie, o ludziach, o Bogu.  Była to duchowa wędrówka. Zupełnie niespodziewana, bogata i wielowymiarowa, gdzie każdy wiersz może mieć wiele znaczeń, kontekstów, a czytane w rożnych porach dnia, nabiera tajemniczych znaczeń i odniesień. Raz mówił mi o niesprawiedliwości społecznej, innym razem o bezinteresownej miłości. Dlaczego? W poezji i mistyce islamu jest wiele symboli, dla mnie przypomina trochę  czytanie naszej Biblii, dla niewtajemniczonych może się okazać wielką przygodą w tropieniu śladów Mądrości i  Miłości. Zaskoczyło mnie wytropione przeze mnie odniesienie do Biblii, mimo że wiersz, który najbardziej do mnie przemówił pochodzi z tradycji koranicznej. 


                                  Uczynki

                          Niezależnie od tego
                          ile wiesz i rozumiesz,
                          bez uczynków
                          wciąż niewierzącym pozostajesz

                          Bez nich, ani uczonym ani człowiekiem nauki nie będziesz,
                          a tylko zwierzakiem objuczonym książkami.

                          Osioł nie ma pojęcia,
                          czy niesie mądre księgi, 
                          czy kilka gałęzi na opał.

                                                         Sadi


Polecam zatem książkę "Alchemia miłości" tym wszystkim, którzy chcą na chwilę odejść od naszej logiki Zachodu i zanurzyć się w mistyce islamu i myśli starożytnej Persji. Warto otworzyć się na nowe doświadczenie, nawet jeśli dotąd Szekspir budził w nas lęk. Alchemia to zupełnie inna  droga... to droga do wnętrza, aby lepiej rozumieć siebie i świat.


POLECAM

Anna M.


Książka przeczytana w ramach współpracy 
i dzięki uprzejmości wydawnictwa     

 Serdecznie dziękuję 

27 sierpnia 2013

"Alaska. Świat według reportera" Piotr Kraśko


autor: Piotr Kraśko

tytuł oryginału: Alaska. Świat według reportera.


wydawnictwo:  G+J RBA
data wydania:   26 stycznia 2011
liczba stron: 160

moja ocena: 5 / 6





Pamiętacie serial "Przystanek Alaska"? Byłam nastolatką, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam w telewizji Alaskę, jak się potem okazało Kanadę, bo serial nie widział Alaski, tak jak ja Izraela... Ale to wystarczyło, żeby się zakochać w "klimacie". Od tego czasu widziałam wiele filmów i czytałam wiele książek o Alasce (m.im. niezapomniana historia "Wszystko za życie"), a ostatnio śledzę serial "Przetrwać na Alasce" emitowany w  National Geographic Channel.  


Gdy wzięłam do ręki książkę Piotra Kraśki poczułam dawny dreszcz emocji i fascynacji tą krainą lodu. Kocham zimę, lubię samotność, zawsze byłam typem chłopczycy i bliżej mi do trapera niż do typu "sukienka plus dodatki". A biorąc pod uwagę moje "uczulenie" na słońce i alergię na wszelkie pyłki, myślę, że mogłabym tam zamieszkać na stałe. 



Autor, no dobra, boski Piotr Kraśko, którego zwyczajnie kocham, podobnie jak Alaskę, opisuje swoją przygodę na tym lądzie w formie krótkich reportaży. To nie tylko spotkanie z przyrodą, niską temperatura, ale przede wszystkim z  ludźmi, ponoć najbardziej serdecznymi z mieszkańców całej Ziemi. Dodatkowo, jak to Kraśko, w książce pełno jest anegdot, zabawnych historyjek i ciekawostek. Czytając te krótkie opowiadania, miałam wrażenie, że jestem w centrum Alaski i razem z ekipą zastanawiam się dlaczego jest tak zimno... gdzie te renifery, czy szmer w lesie to grizli, albo dlaczego na parkingu wszystkie samochody mają uruchomione silniki i kluczyki w stacyjce?





Podsumowując:



"Jeśli ktoś wyobraża sobie, że życie tam wygląda jak w legendarnym serialu "Przystanek Alaska", kiedy dotrze na miejsce, będzie zaskoczony z dwóch powodów. Po pierwsze serial kręcono w Kanadzie, więc nie było w nim ani jednego autentycznego alaskiego pleneru, po drugie na Alasce jest jeszcze lepiej. Kraina jest jeszcze piękniejsza, łosi, pstrągów i niedźwiedzi jest jeszcze więcej, a barwy o wiele lepsze niż te serialowe. A w dodatku wszyscy mieszkańcy zwolnieni są z płacenia podatku dochodowego. Mało tego - stan nie tylko im nie zabiera, ale nawet wypłaca co roku spore pieniądze tylko dlatego, że tam mieszkają".


To jedno z moich marzeń, niestety najbardziej kosztowne, stanąć stopami na Alasce, poczuć mroźny wiatr i zobaczyć zorzę w bezsenną noc. Chciałabym spróbować lokalnych potraw, założyć ciepłą kurtkę przy -40 stopniach i tropić łosie... Być może Kiedyś uda mi się wyjechać, najpierw do Izraela a potem na Alaskę. Zawsze jednak mogę włączyć kolejny odcinek Przystanku Alaska, biorę wielki kubek gorącej kawy i śledzę zwariowane losy nie mniej zwariowanych bohaterów.  A "Chris i Poranku".... to już zupełnie inny rozdział na zupełnie inny wpis... Zdradzę tylko, że to była moja pierwsza miłość!


Jeszcze napiszę o Alasce, niebawem...


Anna M.



25 sierpnia 2013

"Świat według Narnii. Chrześcijańskie znaczenie niezwykłych opowieści C. S. Lewisa" - Jonathan Rogers



autor: Jonathan Rogers

tytuł oryginału: World according to Narnia : Christian meaning in C.S. Lewis's beloved chronicles
data wydania:  2011
liczba stron: 231

moja ocena: 6 / 6




"Opowieści z Narni" zna chyba każdy, a przynajmniej jej zekranizowane części. Piękna baśń, poruszająca historia, ale czy to tylko fikcja literacka? Możemy powiedzieć, a co to ma wspólnego z naszym życiem? Pozornie niewiele, oczywiście jest tu dużo zasad moralnych, dobrych i złych bohaterów, przestróg i wartości etycznych. W wielu innych książkach też .... , a jednak "Opowieści z Narni" są całkiem inną opowieścią niż dotychczas napisane...


Powszechnie wiadomo, że Lewis był gorliwym chrześcijaninem. Ale już nie wszyscy wiedzą, że zawarł w swoich książkach ową wiarę, nadzieję i Dobrą Nowinę. Nieliczni zdają sobie sprawę z tego, że prowadzi on czytelnika, nawet jeśli on tego nie przeczuwa, do Boga. 


"Ewangelia przenika życie wierzącego dzięki wyobraźni. Opowieści z Narni otwierają Czytelnika na Ewangelię, budzą jego wyobraźnię - którą przecież zawsze miał. (...) Oto, co znaczy Narnia: odrzucić swoje z góry przyjęte przekonanie o tym, co jest prawdziwe i realne, i otworzyć się na możliwość, ze nasze własne kategorie - lub kategorie, które zostały nam narzucone - nie wystarczą, by uczynić sensownym świat w którym żyjemy. (...) Potrzeba wyobraźni by poczuć w sobie prawdę Ewangelii"



Książka Jonathana Rogersa pokazuje nam ten świat ukryty w Narni. Pewnie powiecie: "ależ ja to wszystko wiem, Aslan to Jezus, Czarownica to zło, mamy też:  Odkupienie, poświęcenie, ofiarę i zmartwychwstanie..." No dobrze, sama tak myślałam, ale czytając kolejne rozdziały "Świata według Narni" zrozumiałam, jak mało wiem i jak ta wiedza niewiele we mnie zmienia... Mało o Lewisie, mało o sobie i wreszcie mało o chrześcijaństwie. Dziś bardzo wielu ludzi sądzi, że religia jest jakimś wymysłem, albo że dotyczy rzeczy dawno minionych. Idąc tropem Rogersa odkrywamy właśnie współczesne znaczenie historii zbawienia. Przyznam szczerze - jestem teologiem, od 7 lat uczę w szkole, ale z wielkim zdziwieniem odkrywałam kolejne "tropy" chrześcijaństwa w następnych tomach Opowieści z Narni. Jedne są bardziej widocznie, inne mniej, a książka "Świat według Narni" stanowi klamrę wszystkich tych wątków. 


Książka podzielona jest na rozdziały odpowiadające tomom "Opowieści z Narni". Autor omawia każdą część okazując powiązania z religią, wskazując postawy moralne i związki bohaterów z Biblią. Tak jak już wspomniałam od tych oczywistych np.  stworzenie Narni słowem Aslana - opis stworzenia świata z Księgi Rodzaju, ofiara Aslana - śmierć na krzyżu Jezusa, do tych mniej ewidentnych jak np. droga przez pustynie Szasty i jego towarzyszy oraz ich duchowa przemiana - wędrówka Narodu Wybranego z niewoli do Ziemi Obiecanej (tu z Kalormenu do wolnej Narni). Nie będę zdradzała więcej powiązań, zapraszam do lektury "Świata według Narni" Jonathana Rogersa. Polecam dwie metody: można czytać kolejne rozdziały po przeczytaniu danego tomu "Opowieści...",  jako podsumowania lub przed jego lekturą, jako przygotowanie do głębszego zrozumienia. Ja wypróbowałam oba sposoby - fascynująca przygoda. A zdobytą wiedzę i przeżycia podczas czytania i "Opowieści..." i "Świata według Narni" z pewnością wykorzystam w pracy z dziećmi i w moim prywatnym życiu. 


"Dotyczy to również ciebie. Dzięki podróży przez Narnię możesz coraz lepiej rozpoznawać Lwa w tym świecie".



POLECAM

Anna M.


Książka przeczytana w ramach współpracy 

i dzięki uprzejmości wydawnictwa     



   
dziękuję bardzo :)



22 sierpnia 2013

Książka wyruszyła w swoją drogę....


Miło mi poinformować, że książka "Dzika droga" rozpoczęła swoją własną przygodę... Wczoraj spakowała się, zabrała czapkę i adres docelowy. Po długiej rozmowie, przekonałam ją, że plecak jest za ciężki (kto czytał "Dziką drogę" wie, o czym mówię), a czapka jest moja! Zostawiła więc wszystko w pokoju w kąciku i zabrałam ją na pocztę...





Więcej o dalszych losach i fascynujących przygodach przeczytasz na blogu Angeli i oczywiście u mnie w zakładce "projekt PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ...". Mam zatem nadzieję, że kolejni uczestnicy będą przesyłali też do mnie swoje wrażenia z pobytu u nich książki, zdjęcia i takie tam różne....

Anna M.




Powodzenia. Pierwszy przystanek - u Angeli P.

21 sierpnia 2013

Początek roku szkolnego z Lamelią Szczęśliwą


Kochani, dziś w skrzynce mailowej znalazłam notkę o Kiermaszu w Poznaniu. Zamieszczam... 
Mnie niestety w tych dniach nie ma w mieście, ale może ktoś się wybierze...



W Składziku Kulturalnym w Galerii M/M, 24 sierpnia 2013 roku rozpocznie się kiermasz Poznańskie Szkolniaki. W ramach tego wydarzenia odbędą się targi książek i artykułów szkolnych, a także bezpłatne warsztaty autorskie.
 
Z tej okazji „WydawnictwoŚwięty Wojciech” ma przyjemność zaprosić na spotkanie z Joanną Krzyżanek, autorką pouczających i inspirujących książek dla dzieci i młodzieży. Autorskie warsztaty odbędą się 31 sierpnia 2013 roku w Galerii M/M przy ulicy Św. Marcin 24 w Poznaniu. Początek wspólnej zabawy od godziny 13. Tematem przewodnim będzie lekcja z Lamelią Szczęśliwą, czyli jak zrobić by mieć ortografię w małym palcu lewej lub prawej ręki.
 

   

Joanna Krzyżanek jest miłośniczką liter i gałgankowych lalek. Pisze bajki, opowieści i wiersze. Prowadzi warsztaty literackie, teatralne, plastyczne oraz kulinarne. W oryginalny sposób uczy dzieci zasad ortografii i gramatyki, ale także pomaga stawiać pierwsze kroki w  świecie smacznej i zdrowej kuchni. Dzięki niewyczerpanym pokładom energii oraz głowie pełnej pomysłów wciąga wszystkich do wyjątkowej, a jednocześnie edukacyjnej zabawy. Nakładem Wydawnictwa Święty Wojciech ukazują się następujące książki Joanny Krzyżanek
  • Księga Spraw Ważnych Lamelii Szczęśliwej, wyróżniona prestiżową nagrodą Feniks 2013
  • Księga Ortografii Lamelii Szczęśliwej
  • Księga Gramatyki Lamelii Szczęśliwej
  • Zdrowa Kuchnia Lamelii Szczęśliwej
  • Seria Przygody z Lamelką a w niej: Lamelia Szczęśliwa i porwanie krewetki oraz Lamelia Szczęśliwa i chrapka na babkę NOWOŚĆ!

Organizatorem kiermaszu Poznańskie Szkolniaki są księgarnia Skład Kulturalny i centrum handlowe MM. Chęć udziału w warsztatach można zgłaszać
pod numerem telefonu 500 683 092 lub drogą mailową na adres skladkulturalny@gmail.com. Patronem wydarzenia jest „Wydawnictwo Święty Wojciech”.

Po warsztatach zapraszamy dzieci i młodzież do udziału w licznych zabawach
i atrakcjach przygotowanych specjalnie na tę okazję. Kiermasz
Poznańskie Szkolniaki będzie trwał do 4 września br.



POLECAM 
Anna M.



20 sierpnia 2013

projekt PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ - wyniki konkursu :)



Przypominam, że projekt "PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ" jest moją prywatną inicjatywą. Regulamin został przestawiony tutaj i wierzę, że każdy, kto wylosuje książkę potraktuje akcje poważnie, czyli  z przymrużeniem oka :)






Z radością ogłaszam wyniki losowania. Nad przebiegiem losowania czuwała "komisja kontroli gier i zakładów" w składzie: JA ;) :) :) 









Po "zwolnieniu blokady" losy znalazły się w bębnie "maszyny losującej".














Sama też zagrałam Sierotkę Marysię i ...pomerdałam, pomerdałam  i wylosowałam!







A oto wynik:

Angela P.   / ksiazkimojakofeina@gmail.com


GRATULUJĘ. Jeszcze dziś wysyłam maila, a gdy tylko zdobędę adres, książka wyruszy w drogę :)

Pozdrawiam

Anna M.


18 sierpnia 2013

"Koń i jego chłopiec (Opowieści z Narni)" - C.S. Lewis




autor: C.S. Lewis

tytuł oryginału: The Horse and His Boy

cykl wydawniczy: Opowieści z Narni (tom 5)
wydawnictwo: Media Rodzina
data pierwszego wydania za granicą: 6 września 1954
data pierwszego polskiego wydania:  1985
obecne wydanie: 2002
liczba stron: 213


moja ocena: 6 / 6




Opowieści z Narni ciąg dalszy..., "Koń i jego chłopiec", tom 5, ale chronologicznie trzeci w kolejności opisywanych wydarzeń. Opowiedziana w książce historia ma miejsce za rządów króla Piotra, króla Edmunda, królowej Zuzanny i królowej Łucji, a więc dzieci znanych już  z części "Lew, czarownica i stara szafa". Tym razem naszym bohaterem jest Szasta, ubogi syn rybaka, który wraz z księżniczką Arawis i mówiącymi końmi: Bri i Hwin, ucieka na Północ. Opuszcza Kolormen i kieruje się przez Taszbaan do Narni. W drodze poznaje plany okrutnego władcy Tisroka i jego syna. Chcą oni napaść na władcę Archenlandii - króla Lunę i w ten sposób otworzyć sobie drogę do podboju Narnii. Szasta z uciekiniera staje się posłańcem, który ma ocalić Narnię. W drodze towarzyszy mu  nieznany Głos, czyjaś obecność, powraca bowiem dawno niewidziany na tych ziemiach Aslan...


Opowieść bardzo mnie zaciekawiła, nie ma jeszcze na szczęście jej ekranizacji, więc nie znałam treści... W przeciwnym razie czytałabym ją podobnie jak część pierwszą - bez większego entuzjazmu... Ale nie - niewielka książka, bo tylko 213 stron, przeczytana w pociągu relacji Ostrów Wlkp - Poznań, zaciekawiła mnie do granic możliwości. Nawet nie sama treść, bo dla dorosłej osoby dosyć przewidywalna, ale przez odniesienia do ważnych dla mnie spraw, zmusiła mnie do przemyśleń...  Może zacytuje, to się rozjaśni trochę...

"Jednym ze złych skutków zniewolenia jest to, że kiedy nie ma już nikogo, kto by nas do czegoś zmuszał, często okazuje się, że prawie całkowicie utraciliśmy zdolność do zmuszania samych siebie do czegoś".

Niewola, i to każda, zarówno psychiczna jak i fizyczna powoduje, że zaczynamy wierzyć w to, że nie potrafimy, nie możemy, nie chcemy żyć. Jak śpiewał Artur Gadowski: "Ja wiem, nie łatwo będzie znów poczuć, że się żyje". Żyjąc w świecie "muszę, nie wolno mi, spotka mnie kara" zapominamy, jak to jest rozwinąć skrzydła i latać. Nawet gdy mamy szansę wyrwać się z bagna, nie korzystamy z niej w obawie o niepewną przyszłość. Przypomina mi się tu Naród Wybrany na pustyni. Tak bardzo się bali o przyszłość, że chcieli wrócić do Egiptu i dalej być niewolnikami. Tak bardzo przywykli do znanego bata, że nie chcieli otworzyć się na nieznaną wolność. Dziś świat wmawia nam, że nie warto walczyć o siebie... I to w czasem banalny i śmieszny sposób... Przykład pierwszy z brzegu: po co zadać sobie odrobinę trudu i jeść zdrowo, można przecież ulegać nałogom, jeść fast foody, pić cole, alkohol, a potem kupić tabletki na wątrobę, na odchudzanie, na depresje... śmieszne? Czyżby? Tak bardzo zapomnieliśmy o wolności i o sobie, że gdy stajemy przed wyborem, nie chce nam się iść może dłuższą i trudniejszą drogą, ale własną i prowadzącą do mojej Narni - do szczęścia.


"Jeszcze się nie nauczył, że kiedy się dokona czegoś dobrego, nagroda jest zwykle inne zadanie - jeszcze większe i jeszcze cięższe"


Podobna kwestia. Mamy często ochotę spocząć na laurach i delektować się do granic wytrzymałości i dobrego smaku odniesionym sukcesem, zwycięstwem. Ale nie na tym polega życie. Nasza droga to ciągłe kroczenie na przód, nie oglądanie się wstecz, życie tym, co przynosi dzień. Jeśli dostałeś więcej talentów, więcej się od ciebie oczekuje, masz więcej do zrobienia, więcej do rozdania. Masz więcej pieniędzy, musisz więcej pomagać, bo masz większe możliwości do naprawy tego świata. Nie porównuj się z innymi, każdy dostał na miarę swoich możliwości. Ja np. pewnie byłabym okropnym lekarzem, nikt nie oczekuje ode mnie ratowania życia na sali operacyjnej. Świetnie natomiast dogaduję się z dziećmi, więc czy mam prawo to zostawić. Próbowałam dwa razy robić coś innego, co wydawało mi się bardzie dla mnie odpowiednie. Za każdym razem okazywało się, że praca z dziećmi to jest to, do czego mam powołanie, więc WRÓCIŁAM. I dopiero, gdy się z tym pogodziłam, jestem szczęśliwa, nie szukam już innych rzeczy, pewnie równie ważnych i potrzebnych, ale nie dla mnie przeznaczonych. 


"Moje dziecko - odpowiedział Lew - opowiadam ci twoją historię, nie jej. Każdemu opowiadam tylko o nim samym".

Historia tylko o mnie, tylko dla mnie... A świat? Kusi nas, żeby poznać tajemnice koleżanek, żeby wejść z butami w czyjeś życie, żeby, oczywiście w "dobrej wierze", wmieszać się w czyjeś sprawy i naprawiać czyjeś błędy. Otóż każdy ma swoje życie, swoją drogę. Powinnam się zając przede wszystkim sobą i to nie w źle pojętym egoizmie, ale zwyczajnie zatroszczyć o siebie. Jasne, że inni potrzebują pomocy, ale nie zawsze dobre jest wyręczanie wszystkich w rozwiązywaniu ich problemów. Kiedy zaczynamy żyć czyimś życiem, tracimy własne, a gdy nie mamy nic swojego, co możemy dać drugiemu człowiekowi? Dziś jest tyle informacji, których zupełnie nie potrzebuję do mojego szczęścia... Czy muszę wiedzieć, co założyła Cichopek na imprezę? Z kim spotyka się znów Bachleda-Curuś? Kto będzie chrzestnym Królewskiego Dziecka?  Nie warto sobie zaśmiecać głowy i serca cudzym życiem, warto mieć oczy otwarte na to, co kryje się we mnie i wokół mnie, jak mogę zmienić moje otoczenie, jak mogę pomóc komuś, nie zawłaszczając jego wolności...



Tyle na dziś wystarczy... Pasjonująca książka, jest jeszcze wiele innych fragmentów, które sobie podkreśliłam, ale to też już inna historia...


Anna M.



17 sierpnia 2013

"Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa" C.S. Lewis




autor: C.S. Lewis
tytuł oryginału: The Lion, the Witch and the Wardrobe

cykl wydawniczy: Opowieści z Narni (tom 1)
wydawnictwo: Media Rodzina
data pierwszego wydania za granicą: 1950

data pierwszego polskiego wydania:  1985
obecne wydanie: 2005
liczba stron: 182


moja ocena: 6 / 6





Narnia, Zima i Czarownica...  To zdecydowanie klimaty, które lubię...


Książka oczywiście tysiąc razy lepsza niż film, a ponieważ postanowiłam czytać cykl Opowieści z Narni w kolejności chronologii wydarzeń, tom I przeczytałam jako II. Nie będę się rozpisywać, każdy z nas doskonale zna tą część, a sam film widziałam chyba ze 20 razy (nie żartuję, zawsze na koniec roku oglądam go z dzieciakami i omawiamy pod kątem religii).



Zatem tylko kilka zdań... Aslan został zdecydowanie moim ulubieńcem, pokochałam go od pierwszego pojawienia się w Narni, już w pierwszej części. Jest mądry, łagodny, wie o mnie wszystko, zna przeszłość i przyszłość,  posiada moc przewyższającą wszystko inne. Oddaje życie za ludzi, aby w ten sposób odkupić ich winy. Chociaż wie, że mimo klątwy Czarownicy, pradawne prawo nie pozwoli mu umrzeć, boi się tej chwili. Umiera za świat, za Narnię... Powraca pełen chwały i majestatu. Każdy o nim mówi i każdy się go zawsze spodziewa. Odchodzi, ale wróci, zawsze obecny w opowiadaniu, księgach i wierzeniach przekazywanych z pokolenia na pokolenie...


Czy Wam też coś lub raczej Kogoś to przypomina??? Mi zawsze i niezmiennie jedną Osobę....
Ale to już inna opowieść...


Anna M.



 




15 sierpnia 2013

"Alicja w Krainie Czarów" Lewis Carroll





autor: Lewis Carroll
tytuł oryginału: Alice's Adventures in Wonderland


wydawnictwo: Buchmann
data wydania:   6 lutego 2013
liczba stron: 182

moja ocena: 5 / 6





Dawno nie czytałam tak zakręconej historii. To istna kopalnia wiedzy o nas samych, naszym zwariowanym świecie, konwenansach czy stereotypach... Ale dziś tylko dwie myśli...




Myśl pierwsza: CZAS




Alicja często się nudziła i,  aby zabić czas, grała na fortepianie. Pewnego razu, w Krainie Czarów, spotkała Zwariowanego Kapelusznika i Szaraka Bez Piątej Klepki. Będąc na niekończącym się podwieczorku w ich domu usłyszała takie oto wyjaśnienie:





"W tym właśnie sęk - rzekł Kapelusznik- że czas nie znosi, aby go zabijano. Gdybyś była z nim w dobrych stosunkach, zrobiłby dla ciebie z twoim zegarem wszystko, co byś tylko chciała. Dam ci przykład: przypuśćmy, że jest godzina dziewiąta rano i mają się rozpocząć lekcje. Szepczesz słóweczko i już wskazówki pędzą po tarczy jak oszalałe! Po chwili jest godzina wpół do drugiej i idziesz sobie po skończonych lekcjach na obiad do domu (...) Czy pan postępuje w taki właśnie sposób? - zapytała Alicja. Kapelusznik zaprzeczał z wielce posępną miną,po czym dodał: - W zeszłym roku pokłóciłem się z Czasem na koncercie urządzonym przez Królową Kier. Było to na krótko, zanim on zwariował (...) Królowa wrzasnęła na całe gardło <<On zabija Czas! Ściąć go natychmiast!>>> (...) I od tej chwili - ciągnął dalej Kapelusznik - Czas odmówił mi posłuszeństwa"


To chyba mój ulubiony fragment książki. Tak, tak, ja też mam problem z czasem. Co prawda nie obraziłam go, ani się z nim nie pokłóciłam, ale mam wrażenie, że on też jest lekko "szurnięty". Nigdy nie mam czasu. Mądrzy ludzie mówią, że każdy ma tyle samo czasu do dyspozycji w ciągu doby, ale w praktyce, ja mam go zdecydowanie  za mało. Moja mama ma np. dużo czasu, mogłaby skończyć niejeden uniwersytet, a ja??? Ciągle w biegu, ciągle za późno, zawsze milion rzeczy do zrobienia... Ostatnio próbowałam znajomej wyjaśnić, że nie mam czasu na to, co może kiedyś dawno temu było moim hobby. Dziś muszę efektywnie zarządzać czasem, który pozostał mi po powrocie z pracy...  Dziś mam już inne marzenia niż 10 lat temu... Zwyczajnie na tym polega chyba dorosłość, że trzeba wybrać miedzy wieloma opcjami. 



Postanowiłam się jednak zaprzyjaźnić z Czasem. Koniec z jego zabijaniem. Koniec z marnowaniem i nie traktowaniem go na poważnie. To będzie wielka przyjaźń i przygoda... Ostatni tydzień próbowałam nie marnować czasu. Jeśli postanowiłam sobie pracować do 19.00 - wychodziłam z pracy o 19.01. Nie robię już rzeczy niepotrzebnych, ustalam każdego wieczora listę spraw do załatwienia, planuję czas na ich realizację i staram się być wierną sobie i zatroszczyć się o siebie. Sobota, niedziela i święta - to czas tylko dla mnie! Niedziela - wyłączam komórkę, nie odbieram maili, nie ma mnie dla innych - to czas tylko dla mnie i dla... (kogoś w każdym bądź razie ;) Przestawiłam też w pokoju telewizor, który zresztą całkiem niedawno w ogóle kupiłam... Teraz, gdy chcę coś w nim obejrzeć, muszę odsunąć fotel i przygotować sobie "miejsce"... Od tego czasu zdecydowanie mniej tracę czasu na oglądanie bzdur. Planuję seans filmowy i tyle. Znów wróciłam do poziomu "jeden film w tygodniu". I mam więcej czasu na książki. Zawsze też mam książkę przy sobie (dzięki mojemu Kindelkowi) i nie marnuję ani chwili na przystankach i w autobusach bezsensownie patrząc w szybę, ale czytam - choćby 3 strony... Jak trafnie zauważył biedny Kapelusznik - Czas trzeba szanować! Dziki temu wieczorem mam poczucie, że jestem uczciwa wobec siebie samej i nie zmarnowałam wiele okazji by się rozwijać... 


Myśl druga: DOROSŁOŚĆ

Alicja w swoim śnie rosła i malała za każdym razem, gdy zjadła ciastko lub wypiła sok. W realnym świecie jestem dorosła, podejmuję trudne decyzje, jestem odpowiedzialna za dzieciaki, uczę, pracuję na kilku etatach. Nie jestem już małą dziewczynką zagubioną w świecie. Jestem duża. Ale gdy tylko mam na to ochotę mogę, jak Alicja, stać się mała - siadam z dzieciakami na dywanie, wyjmuje moje maskotki i pacynki i wspólnie bawimy się odkrywając świat. Gdy tylko mam dosyć świata poważnych, smutnych ludzi (nienawidzę takich sytuacji, gdy muszę "wbić się" w oficjalny strój i buty na wysokim obcasie), zamykam się w moim pokoju, wyjmuję blok i rysuję, albo wycinam kolorowe materiały do gazetki, na zajęcia z maluchami. Zamykam oczy, kładę się na dywanie i wymyślam scenariusze do jasełek i przedstawień. Wpadam w czarną dziurę i spadam wśród gwiazd tak długo, aż znajdę się w Krainie Czarów. A potem budzę się, wkładam buty na obcasie i udaję dorosłą....



Anna M.


11 sierpnia 2013

"You've Got Mail"



Niedzielny poranek (no nie taki już ranek, ale co tam - są wakacje), pachnąca kawa (szkoda, że nie czuję zapachu), audycja Beaty Pawlikowskiej w radiu i... przemyślenia po wczorajszym filmie "Masz wiadomość".




 



Widziałam go chyba ze 20 razy, historia jest banalna i jak na komedie romantyczną - nawet zabawna. Ale nie o tym chcę pisać, mnie zaciekawił bohater drugoplanowy - KSIĄŻKI. 


Otóż Kathleen  prowadzi w Nowym Jorku małą księgarnie dla dzieci. To coś więcej niż zwykły sklep, Kathleen jest zafascynowana książkami, które są całym jej światem. Zna wszystkich klientów, często czyta dzieciom bajki, świetnie orientuje się w literaturze dziecięcej, wie, co każde dziecko polubi i wprowadza maluchy w świat wyobraźni bez granic. Jej księgarnia pachnie nie tylko książkami, ale i ciepłem, spokojem i rodzinną atmosferą. Kathleen przyjaźni się ze swoimi pracownikami (jest ich aż troje), a sprzedaż książek to coś więcej niż biznes - to pamięć o matce, która zostawiła jej mały sklep "Za rogiem".


Natomiast Joe to bogaty spadkobierca rodzinnej firmy - wielkiej sieci ekskluzywnych księgarni. Jego ekscentryczni ojciec i dziadek specjalizują się w bezlitosnym wypychaniu z rynku małych sklepików i następnie wykupowaniu ich. Książki są dla nich jedynie biznesem, zatrudniają mnóstwo ludzi, którzy jednak mają mało wspólnego z czytaniem. 


Kathleen i Joe spotykają się anonimowo w internecie i zaczynają pisać do siebie e-maile, zaprzyjaźniają się i z czasem zakochują w sobie, nie wiedząc, że w realnym świecie nienawidzą siebie i są swoimi śmiertelnymi wrogami. Jak już pisałam historia jest banalna, ale zapach książek i atmosfera w sklepiku "Za rogiem" urzeka mnie tyle razy,  ile razy oglądam ten film. Kathleen, która prowadzi księgarnie z tradycjami, która sprawia, że jest tam przytulnie jak w domu, i która wreszcie dzieli się tym co kocha, jest moim  niedościgłym wzorem, choć jest fikcyjną postacią. 


Moja mama i brat często żartują, że ja na emeryturze to chyba będę miała bibliotekę w domu. Lubię otaczać się książkami, kocham widok poustawianych ich równo na półkach. Często je przekładam, a jak mam naprawdę zły dzień, przestawiam całe półki i mebluję dom na nowo. 


Mam też małe marzenie - stworzyć cały pokój pełen pięknie wydanych książek, taką prawdziwą bibliotekę w jednym z pokoi. Byłyby tam stare ciężkie regały, masywne biurko, wielki fotel i maleńki stolik na kawę.... Przez ogromne okno wpadałoby mnóstwo światła, a między książkami pięłyby się zielone listki kwiatów zwisających z półek... Na podłodze z prawdziwego drewna leżałby kosmaty dywanik, żeby można było na boso "biegać" od fotel do regału i szukać przygód w świecie literackiej fikcji... Takie mam marzenie... Stary dom na wsi już mam, pokój z wielkim oknem też... książek też mam coraz więcej, cześć już w kartonach, bo nie mieszczą się na moich małych regałach z Ikei w moim małym, wynajmowanym pokoiku na 12 piętrze. Czas pokaże, co z resztą mojego marzenia.


Mam też drugie marzenie - chciałabym mieć własną księgarnie....



Och rozmarzyłam się, a czas wracać na ziemię...
Pozdrawiam serdecznie :)

Anna M.
eioba

10 sierpnia 2013

"Zagadki Biblijne. Historie dla bystrych detektywów" Luise Holthausen




autor: Luise Holthausen

wydawnictwo: Księgarnia św. Wojciecha
data wydania:  2013
liczba stron: 104


moja ocena:  6 / 6





Biblia to najważniejsza "Książka" na świecie. To żywe Słowo Boga. Aż przykro pisać, ale niewielu wierzących czyta regularnie Pismo Święte. Przyczyny są różne i nie czas o tym teraz pisać. Kiedyś zajmę się tym tematem, nie jako recenzentka, nauczycielka, ale zwyczajnie, jako wierząca chrześcijanka.  Dziś tylko wspomnę o jednym z tysiąca powodów zaniedbywania lektury Biblii.  Myślę, że jednym z nich jest trudny tekst Świętej Księgi. Nie czytamy, bo nie rozumiemy, nie mamy przygotowania, boimy się, bo w dzieciństwie nikt nam nie wytłumaczył właściwie (lub w ogóle) kim jest Bóg. Dlatego należy czytać małemu dziecku opowiadania biblijne, aby w ten sposób zaciekawić i oswoić z historią biblijną. Będzie to naturalne dla malucha i kiedy weźmie do ręki Biblię, przypomni sobie o tym, że już kiedyś słyszał o Adamie i Ewie, Dawidzie, czy Maryi i Jezusie. Poczuje wtedy, że jest w Domu.



Mam zatem przed sobą taką właśnie książkę: "Zagadki Biblijne. Historie dla bystrych detektywów". Książka zawiera najbardziej znane historie zarówno ze Starego jak i z Nowego Testamentu. Mamy zatem "mini - Biblię" w wydaniu dla dzieci, napisaną językiem dzieci, w konwencji krótkich opowiadań.  Każdy mały "rozdział" to odrębna całość, a na końcu opowiedzianej historii znajdują się ciekawe pytania. Czytelnik ma wrażenie, że uczestniczy w wydarzeniach opisanych w książce, jest coraz bardziej zaciekawiony, a pytania stanowią wspaniałą zachętę do pogłębienia swojej wiedzy. Ale kochani Dorośli, bez obawy, na końcu książki znajdują się odpowiedzi oraz wskazówki, gdzie znajdziemy w Biblii więcej informacji na dany temat.  Całości dopełniają przepiękne ilustracje.



Polecam z całego serca! Mogą ją czytać dzieci, Rodzice z dziećmi,  katecheci. Książka stanowi cenną pomoc w edukacji najmłodszych. Pomocna może się okazać też dla księży i duszpasterzy, którzy głoszą Słowo na Mszach Św. z udziałem dzieci. Książka jest pełna inspiracji dla każdego, kto pracuje z dziećmi, ma dzieci lub zwyczajnie stoi przed trudnym zadaniem wyjaśnienia milusińskim skomplikowanych kwestii naszej wiary. A jeśli dodatkowo mamy w sobie trochę z Sherlocka Holmesa - gwarantuję udaną zabawę w poszukiwaczy... Nawet się nie zorientujemy, kiedy dziecko samo zacznie wertować kartki ciekawe dalszych wydarzeń. A za kilka lat sięgnie po Biblię... 


Tego bym sobie i wam życzyła - ciągłej ciekawości Biblii...




Anna M.

P.S. Książka już znajduje się w mojej klasie na półce dla dzieci. Z pewnością też będę czytała ją moim dzieciom podczas lekcji religii w szkole :)




Książka przeczytana w ramach współpracy 
i dzięki uprzejmości wydawnictwa     



   
dziękuję bardzo :)


Recent Posts