30 grudnia 2013

Sylwestrowe szaleństwa...



Jutro ostatni dzień roku... Wielu obchodzi go hucznie, głośno i imprezowo... Ja od wielu lat ten dzień rezerwuję wyłącznie dla siebie... Wyłączam telefon, zostaję sama w mieszkaniu, rano sprzątam i porządkuję stare rzeczy, papiery i inne takie tam, żeby wieczorem zrobić sobie pyszną kolację, zapalić świece, włączyć ulubioną muzykę i...







Uwielbiam ten dzień, bo jest taki spokojny i inny od wszystkich zwariowanych 24 godzin mojego życia... Jeśli nie muszę, nie wychodzę z domu, nie dzwonię do nikogo, nie składam życzeń....  To dzień tylko dla mnie!



A w Nowy Rok, w przeciwieństwie chyba do wszystkich na tej planecie, wstaję o świcie, otwieram Biblię i czytam.... Uwielbiam wschody słońca i, gdy tylko mogę, wstaję bardzo wcześnie rano, a latem wychodzę na spacer (kiedyś biegałam o wschodzie). Potem pyszne śniadanie, chwila na refleksję i... zabiorę się za to, co kocham, czyli czytanie i pisanie... I idę też kibicować biegaczom nad Rusałkę




Zatem życzę Wam 
szampańskiej zabawy sylwestrowej i szczęśliwego Nowego Roku.

 Życzę tego, abyście sięgnęli w 2014 roku gwiazd, spełnili przynajmniej jedno marzenie i odważyli się osiągnąć to, co według innych jest niemożliwe do zdobycia... 











Anna M.
P.S. Bez odbioru do 1.01.2014 :)

Przeczytane w 2013


Lista książek przeczytanych w 2013 roku :)







27 grudnia 2013

"Dzika droga" u kolejnej czytelniczki - przystanek jedenasty!





U  Doroty   (15 - 27.12.2013)






 15.12.2013           Książka u Doroty


Dorota napisała:  


"Jestem już. Jestem. To był niezły tydzień. Dawno tyle się nie działo. Dziś chciałam się wyspać i napisać posta. Kot obudził mnie po szóstej, co zaowocowało moim nagłym zaśnięciem o 15, kiedy to zrobiłam obiad. Nawet nie miałam siły go zjeść.
Wstałam, przekąsiłam i piszę. Próbowałam zrobić zdjęcie, ale światła mało i nie jestem zadowolona. Zrobię jutro coś lepszego". 








 23.12.2013         "Dzika droga"



Na blogu Doroty znajdziemy informację:







"Ostatnio skupiłam się na pracy i czytaniu książki "Dzika droga". Już wcześniej słyszałam o szlaku PCT, ale jakoś nie przykuł mojej uwagi w większym stopniu. Teraz jednak cieszę się mając możliwość czytania tej książki. Sama złożyłam obietnicę przekazania jej dalej i do wczoraj można było do mnie napisać w tej sprawie. Myślałam, że zainteresowanie otrzymaniem książki będzie nieco większe. Miło mi było, kiedy czytałam wpisy osób mających już książkę w rękach. A co dalej?" 















30.12.2013        Dorota znów pisze...




Gdy myślałam, że już nie przeczytam nic u Doroty, okazało się, że jednak napisała:



"Było wiele przygód zanim dotarła do moich rąk. Najpierw miałam tydzień nie pisania i unikania bloga. Za dużo bowiem pracy, która spada nagle na człowieka. Kiedy w końcu udało mi się wszystko w miarę opanować podałam Elenie adres i znów czekałam. Książka dotarła jednak tuż przed weekendem i nie byłam w stanie odebrać jej z poczty. Leżała ponad dwie doby zamknięta za szklanym okienkiem. Kiedy w końcu ją dostałam moje szczęście było wielowymiarowe. Przebrnęłam bowiem przez kłody stawiane mi przez los i czytanie było już bardziej realne".


"Wszystko to sprowadza się do głównego jak dla mnie wątku drogi. O szlaku prowadzącym od Meksyku przez Stany, aż do Kanady słyszałam już kiedyś. Nawet widziałam krótki dokument na temat ludzi idących nim. Ciekawe to było, ale jednocześnie dziwne. I nagle dostaję książkę w której Cheryl opisuje swoją drogę tym oto szlakiem. Samotną wyprawę z ciężkim Monstrum na plecach. Byłam zachwycona i wysyłając ją dalej miałam ochotę zatrzymać ją u siebie i przeczytać jeszcze raz od samego początku. Powstrzymałam się jednak. Może kiedyś będzie mi dane tego dokonać".






27.12.2013       Nowy dom....






„Dzika droga” wyruszy dalej.... przed siebie.... 

Tym razem udaje się do Katarzyny







 Od Anny M.     (30.12.2013)




Dziękuję za udział w projekcie. Mam nadzieję, że książka  i historia Cheryl wniosła coś dobrego do Twojego życia. Ufam też, że podzielisz się kiedyś swoimi refleksjami z lektury. Pozdrawiam serdecznie... :)


uzupełnienie: 4.01.2014


A jednak się udało! Dorota napisała kilka słów :) DZIĘKUJĘ :)



Anna M.



25 grudnia 2013

"Urodzeni biegacze" Christopher McDougall



....czyli w poszukiwaniu siebie....


Jeszcze kilka lat temu regularnie biegałam. Pisałam już o tym wcześniej przy okazji książki Scotta Jurka. Nie było dla mnie problemem przebiegnięcie 10 km, lubiłam wstawać wcześniej i biegać po lesie... Niby ok, ale  bieganie dawało mi poczucie wolności, pomagało odstresować się i zapomnieć o całym świecie, pozwalało przekraczać woje granice. A potem coś się stało.... i przerodziłam się w kanapowca. Teraz zamiast wyjść pobiegać, czy zwyczajnie pójść na basen, wolę posiedzieć w domu i poczytać...  Ale w tym roku, tzn. w przyszłym, bo  uda mi się jeszcze zamieścić post w 2013, mam plan. Chcę wrócić do starej wagi, czyli mam 30 kg do zrzucenia, i oczywiście wrócić na ścieżki biegowe. Długo się zbieram, ponad rok, dużo też przetrzymałam ze strony "kochanych" koleżanek... Uśmiecham się i zaciskam zęby, ale komentarze w styl:  "nie zmieścisz się w sukienkę", albo "w życiu nie wrócisz do swojej wagi", czy "ty i bieganie, daj spokój i nie bądź śmieszna", wyprowadzają mnie z równowagi. Znam siebie zbyt dobrze i wiem, że takie opinie nie zmuszą mnie do pracy, nie zmotywują, bo nigdy nie robiłam nic dla kogoś, zawsze tylko i wyłącznie słuchała swojego wewnętrznego głosu. Od jakiegoś czasu zamilkł, albo jak wolicie, został zagłuszony. Zrzucałam winę na wiek, odpowiedzialność, dorosłość. Chciałam być spokojna, ułożona, szablonowa, być wreszcie taka, jaką chcieli mnie widzieć znajomi i ku ich uciesze "znormalnieć". Ale nie mogę już dłużej, dusze się w konwencjonalnym, poukładanym i przewidywalnym światku.... DOŚĆ! NIECH SOBIE MÓWIĄ, ZE TO DAMSKI ODPOWIEDNIK "KRYZYSU WIEKU ŚREDNIEGO", MAŁO MNIE TO JUŻ OBCHODZI! Ten nadchodzący rok mam zamiar poświecić na powrót do korzeni, na odnalezienie siebie, i na bycie wreszcie sobą. Zbyt długo tkwię w szarości, przewidywalności i pasywności.




Od  jakiegoś czasu nie daje mi spokoju jedna postać - Scott Jurek.






Ostatnio przeczytałam  książkę  "Urodzeni biegacze", gdzie praktycznie można o nim przeczytać na co drugiej stronie. Christopher McDougall opisuje w niej tajemnicze i mało znane plemnie Tarahumara, które zamieszkuje Miedziany Kanion. Czytałam jak zahipnotyzowana. 

"Odjechane gwiazdeczki pop przychodzą i odchodzą, ale plemię Tarahumara zdaje się istnieć od zawsze.Pozostawione samemu sobie w odludnym kanionie, plemię samotników rozwiązało bodaj każdy problem, z którym zetknął się człowiek. Nieważne, czy chodzi o umysł, ciało czy duszę - Taramumara wkładają 100% wysiłku w perfekcyjne opanowanie wybranego zagadnienia. W krainie Tarahumara nie było zbrodni, ani kradzieży, nie było wojen. Nie znano korupcji, otyłości, uzależnienia od narkotyków, chciwości, przemocy domowej, molestowania dzieci, chorób układu krążenia, nadciśnienia, emisji dwutlenku węgla. Tarahumara nie miewali cukrzycy, nie wpadali w depresję, nawet się nie starzeli. (...) Na dodatek, jak gdyby mało tego było, że Tarahumara to najżyczliwsi, najszczęśliwsi ludzie pod słońcem, są oni również najwytrwalszą społecznością na świecie (...) Przypuszczalnie od czasów antycznych Spartan nikomu nie udało się osiągnąć tak niebywałego poziomu sprawności fizycznej".


Tarahumara to Biegający Ludzie. Biegają na długie dystanse od wczesnego dzieciństwa....  dla zabawy, dla rozrywki, to ich zwyczajny sposób poruszania się. Znane są przypadki, kiedy Tarahumara biegają do 700 km jednorazowo. Biegają bez specjalistycznych butów, ubrań, żeli i sprzętu. Wystarczą im proste sandały i radość w duszy. Udowadniają, że człowiek jest stworzony do biegania. Tak zostaliśmy zaplanowani i taka była nasza naturalna skłonność, dziś zupełnie zagłuszona przez rozwój cywilizacyjny. Współcześnie wielu ludzi powraca do biegania, z rozmaitych powodów. Jedni dla zdrowia, inni dla figury, jeszcze inni dla odstresowania. Są jednak i tacy, którzy biegają dla... biegania, dla radości z tego płynącej, bo inaczej nie potrafią. Za tym idzie również zmiana stylu życia, powrót do pierwotnej równowagi, harmonii i prawdy życia. Tarahumara to tylko punkt wyjścia tej opowieści, potem są już tylko ludzie, którzy biegają. W ultramaratonie nie liczą się czasy, miejsca, ale wysiłek, przekraczanie własnych granic, za którymi niemożliwe staje się możliwe... To życie w zgodzie ze sobą i ze światem, często zupełnie obok chaosu komercyjno-konsumpcyjnego społeczeństwa. Dla mnie taką osobą jest np. Beata Pawlikowska. Jej historia pokazuje, że można być szczęśliwym tylko wtedy, gdy odnajdziemy siebie, a nie na warunkach, które dyktuje współczesny wyścig szczurów. Swoją drogę odnalazł też Scott Jurek - legenda w świecie ultramaratończyków. 














Caballo Blanco (Biały Koń)
"Urodzeni biegacze" to historia ludzi, dla których bieganie to sposób na życie, nie biznes, nie sport, ale radość i bycie z drugim człowiekiem. To też opowieść o Caballo Blanco, który mieszkając pośród Tarahumara, zorganizował jedyny w swoim rodzaju bieg na 50 mil przez Miedziany Kanion, na starcie którego co roku stają najlepsi ultramaratończycy i Tarahumara. W pierwszym takim biegu wystartował m.in. Scott Jurek i autor tej książki - Christopher McDougall.  Niedostępna trasa, wysoka temperatura, bieg bez mapy, mordercze tempo, brak wody.... Można pomyśleć, że zwariowali, ale w tym szaleństwie jest sposób na życie. To bieg po siebie, wtedy można poznać i zrozumieć, kim jestem i co jest dla mnie najważniejsze. Wyścig? Dystans? Czas? A może drugi człowiek i radość chwili, poczucie jedności ze sobą, światem? Równowaga między ciałem, umysłem i pragnieniem bycia, bez względu na wszystko?





Scott i Arnulfo

"To był niesamowity widok: Arnulfo i Scott biegnący ramię w ramie. Scott nigdy przedtem nie widział żadnego Tarahumara, a Arnulfo w życiu nie miał kontaktu z zewnętrznym światem, a jednak w jakiś niebywały sposób tych dwóch ludzi, których dzieliło dwa tysiące lat odmiennej kultury, wypracowało identyczny styl biegania. (...) Scott znalazł prostszą metodę: łatwo jest wyjść poza granice własnego ciała, jeżeli tylko myśli się o drugim człowieku. (...) Arnulfo nie miał zmierzyć się jedynie z szybkim Amerykaninem, o nie! Miał oto stanąć do wyścigu z jedynym na świecie Tarahumarą dwudziestego pierwszego wieku. (...) Arnulfo nadal prowadził. Silvino biegł na drugim miejscu, ale Scott zbliżał się do niego bardzo szybko. Kiedy do linii mety pozostało zaledwie półtora kilometra, Scott prześcignął Silvina, ale zamiast wyminąć go i pognać dalej jak burza, klepnął go w plecy, machnął ręka i krzyknął: Dawaj, dalej! Zaskoczony Silvino zdołał wykrzesać z siebie jeszcze trochę sił i dopasował się do tempa Scotta. Obydwaj zaatakowali pozycję Arnulfa".



No tak, świat może być fascynujący. Gdy tak sobie siedziałam w moim M1/2 i czytałam, przyszło mi do głowy, że życie to coś więcej niż wyścig szczurów, konwenanse, poprawność polityczna i uśmiechanie się do wszystkich. Przypomniały mi się czasy, przecież nie tak odległe, kiedy potrafiłam mieć własne zdanie i walczyłam o nie, bez względu na opinię innych. Poczułam znów to przyjemne wrażenie, że moja przyszłość zależy tylko ode mnie, a nie od inflacji, funduszu emerytalnego i tego, czy księgowa zapisała mnie do właściwego urzędu. Mojego życia nie można zamknąć w 12 godzinnym dniu pracy, oczywiście przy opinii społecznej, ze pracuje 3 godz, a resztę żyje na koszt państwa. Praca to nie wszystko, czas odnaleźć siebie, wrócić do tej równowagi sprzed lat, iść do przodu, rozwijać się, walczyć i być sobą...




"To takie proste (...) Wystarczy poruszać nogami. Jeżeli uważasz, że nie urodziłeś się po to, żeby biegać, wtedy wypierasz się nie tylko całej historii ludzkości, lecz także tego, kim jesteś. (...)"



Anna M.
P.S. Powrót do biegania będzie długi i trudny, ale ... nie widzę innego wyjścia...



23 grudnia 2013

Podsumowanie pierwszego roku... :)






Jeszcze kilka dni i minie rok odkąd prowadzę bloga... Dziwne uczucie, bo pisząc pierwszy post nie myślałam, że po roku nadal będę pisała. Nie sądziłam, że ktoś będzie tu zaglądał... Ale to tylko połowa prawdy... Byłabym kłamcą, gdybym tylko tyle napisała, bo oczywiście marzyłam o tym, aby czytano moje wpisy, chciałam mieć polubienia na Facebooku, no i chciałam czytać i czytać... Marzenia się spełniają...






Nowy Rok i nowe pomysły. Coraz częściej myślę o zmianie, od dłuższego czasu dojrzewa we mnie pewien pomysł. Może właśnie Nowy Rok jest dobry na zmiany? Kto wie... Nigdy nie bawiło mnie czytanie dla czytania, zaliczanie książek i wpisywanie ich na listę, konkurowanie, kto więcej przeczytał, ściganie się... Miałam takie dni - oczywiste, ale coraz częściej czytam tylko to, co ma wpływ na moje życie. Chciałabym to połączyć na blogu, czytanie i pewna filozofię życia, myślenia i działania.  Muszę to sobie pookładać i poczekać na właściwy czas. Dlatego wyłączam się w tym roku, daje sobie tydzień na odnalezienie siebie. Wczoraj wyjęłam z półek wszystkie książki, które mają dla mnie jakieś znaczenie i czytam ponownie ulubione fragmenty. Dzbanek kawy, muzyka, książki i ja.... Nikogo w domu... Tak sobie wymarzyłam Święta....



Czas na małe podsumowanie, choć niekonwencjonalne....






 *******************************************************************************




 Najważniejsza dla mnie postać, którą w tym roku poznałam dzięki książkom...




Anne pochodzi z biednej rodziny i jako dziecko również była niewidoma.  Trafia do przytułku, a później do Szkoły Perkinsa dla Niewidomych. Dyrektor zauważa jej talent i zachęca do nauki. Po kilku latach, na skutek operacji, odzyskuje wzrok i ukończy szkołę z najlepszym wynikiem. Jest młoda, ambitna i całkowicie pochłonięta pasją nauczania. Zostaje wysłana do domu państwa Keller... I tu zaczyna się przygoda, praca oraz przyjaźń trwająca prawie 50 lat i będąca inspiracją dla wielu pokoleń pedagogów, wychowawców i innych ludzi na całym świecie. Anne musi znaleźć klucz do świata małej Heleny. Ale jak przemówić do dziewczynki, jak wyjaśnić jej, że istnieją słowa, zdania i gdy je pozna, będzie mogła zrozumieć świat? Upór, spryt, ogromne zaangażowanie sprawiło, że nauczycielka nie poddaje się.









 *******************************************************************************





Książka, która wciąż nie daje mi spokoju 
i boję się co z tego wyniknie....






 "Próbując znaleźć motywacje, skupiamy się na czymś istniejącym poza nami, a tymczasem powinniśmy pamiętać, że radość i spokój może nam przynieść nie sama nagroda, lecz walka o nią. Życie (...) to podróż, a nie cel. (...)

"Ale można się zmienić. Nie z dnia na dzień. Z czasem. Życie to nie wyścig. Ultramaraton to też nie wyścig, choć na taki wygląda. Nie ma mety. Dążymy do celu i to, czy go osiągniemy czy nie, jest wprawdzie ważne, ale nie najważniejsze. Ważne JAK będziemy do niego dążyli. Istotny jest krok, który stawiamy w tej chwili; liczy się ten krok, który TY w tej chwili stawiasz. Każdy z nas podąża inną drogą. Zdrowe jedzenie i swobodne bieganie pomogło mi odnaleźć mój sposób na życie. Może tez pomóc tobie. Nigdy nie wiadomo, dokąd zaprowadzi cię droga"









*******************************************************************************





 Najlepsza książka i film na jej odstawie:

"Odmieniłeś moje życie" Abdel Sellou  

i film "Nietykalni" 

 

 

 














*******************************************************************************




Najbardziej intrygująca przygoda z książkami w tym roku:


Projekt    PRZECZYTAJ   I   PODAJ   DALEJ





Create your own banner at mybannermaker.com!






Postanowiłam "uwolnić" jedną książkę...



Wybrałam powieść/dziennik "Dzika droga" Cheryl Strayed (tutaj znajdziesz moje przemyślenia po lekturze)  Chciałabym, aby książka, która opowiada o trudnej i fascynującej jednocześnie drodze, odbyła własną drogę. Marzy mi się książka żyjąca własnym życiem, taka, która szuka swoich czytelników i spisuje własną historię. 








Pomyślcie tylko - wędrująca z rąk do rąk książka, na chwilę goszcząca u czytelnika, zmieniająca cząstkę jego życia i wysyłana dalej. A w każdym miejscu, w każdym domu, który otworzył przed nią swoje drzwi, zapisująca kolejną pamiątkowa kartkę. Taka książka nie umiera nigdy, a opowiedziana w niej historia inspiruje kolejnych czytelników... zmienia świat...



Przez pięć miesięcy książka odwiedziła dziesięć różnych dziewczyn! Każda z nich przesłała ją dalej i tak od sierpnia "Dzika droga" wędruje po Polsce... To niesamowite uczucie, bo każda kolejna czytelniczka dopisuje swoje refleksje i dzieli się sobą na kartkach książki. Wzajemnie śledzimy swoje wpisy i mamy ze sobą kontakt mailowy. To coś więcej niż czytanie książki z biblioteki. "Dzika droga" ma swoją własną historię... wspólnie ją tworzymy....







*******************************************************************************





Największa niespodzianka i zaszczyt

udział w projekcie "Poznań w Matrasie"







Cztery soboty listopada, mnóstwo spotkań z wspaniałymi pisarzami, ciekawe dyskusje i spotkanie, które pierwszy raz w życiu miałam zaszczyt poprowadzić. Nie można tego opisać jednym zdaniem, to trzeba przeżyć... Właśnie podczas rozmów z pisarzami zrozumiałam, że książka to coś więcej niż historia w niej zawarta, to pasja, czas, poświęcenie i przesłanie.... 



Kocham książki, a przebywanie z ludźmi, którzy je tworzą jest najmilszym, co mnie spotkało w tym roku. Czasem najbliżsi mnie nie rozumieją, znajomi kpią z tego, że każdy grosz wydaje na książki, koleżanki ironicznie pytają, czy już kupiłam nowy regał z IKEI, ale ja zwyczajnie widzę sens w czytaniu. Dla mnie każda nowa książka, to nowa historia, nowy świat, którego mogę na chwilę stać się częścią. To świat, który stworzyli pisarze, ich wrażliwość, pasja, pomysł i historia, jaką noszą w sobie. Dziękuję, że na jeden moment otworzyli ten świat przede mną i w książce i podczas spotkań...






*******************************************************************************







Najczęściej słuchana piosenka:    

Stratovarius - Hunting High and Low





Dlaczego? Hmmm... Myślę, że Timo Kotipelto śpiewa o czymś bardzo mi bliskim... o podążaniu za marzeniami, bez względu na cenę...












"I feel the wind in my hair, and it's whispering, telling me things,
of the storm that is gathering near full of power
I'm spreading my wings
Now I'm leaving my worries behind
Feel the freedom of body and mind I
have started my journey,
I'm drifting away with the wind I go...

 
I am Hunting High and Low
diving from the sky above looking for, more and more, once again
I'm Hunting High and Low
Sometimes I may win sometimes I'll lose
It's just a game that I play

 
After the storm there's a calm through the clouds shines a ray of the sun
I am carried from all of my harm there is no-one that I can't outrun
Now I'm leaving my worries behind Feel the freedom of body
and mind I have started my journey, I'm drifting away with the wind I go..." 



                                                                   "Czuję wiatr we włosach, który szepce opowiadając mi o burzy pełnej siły.
                                                                                                 Rozpościeram moje skrzydła,
                                                                                                 Zostawiam wszystkie troski za sobą,
                                                                                                 czuję wolność ciała i umysłu.
                                                                                                 Rozpocząłem swoją podróż,
                                                                                                 razem z wiatrem dryfuję daleko, odchodzę...

                                                                                                 Poluję / mierzę wysoko i nisko,
                                                                                                 skaczę patrząc wysoko, coraz wyżej, znowu...
                                                                                                 Mierzę wysoko i nisko,
                                                                                                 czasem wygrywam, czasem przegrywam.
                                                                                                 To jest gra, w którą gram...

                                                                                                 Po burzy nadchodzi cisza, przez chmury prześwituje promień słońca.
                                                                                                 Myślę o wszystkich krzywdach, przed którymi nie mogę uciec.
                                                                                                 Teraz zostawiam wszystkie troski za sobą,
                                                                                                 czuję wolność ciała i umysłu.
                                                                                                 Rozpocząłem swoją podróż,
                                                                                                 razem z wiatrem dryfuję daleko, odchodzę.."





*******************************************************************************






 Najlepszy kabaret, jaki w tym roku widziałam:   








Ajsze, Baszak, Fatma, Dżanan, Burczu i Raszida do dziś są moimi idolkami ;) K.S. dzięki, że mi poprawiłeś humor! (zobacz skecz)






*******************************************************************************





Ulubiony tasiemiec (oczywiście kabaretowy): 








Kocham ten kabaret, niestety zakończono już realizacje i nie będzie można już śledzić nowych przygód rodziny Owensów... Pozostają tylko odcinki archiwalne...Dorin na zawsze pozostanie w moim sercu... i nikt nie będzie w stanie mnie tak rozśmieszyć jak George...







*******************************************************************************





Na koniec coś, czego niestety w roku 2013 nie udało mi się zrealizować... Zatem "przerzucam" to na rok 2014 - czyli...


...powrót do wagi 60 kg i powrót do biegania na 15 km




Angers (Francja) 2010 r.




*******************************************************************************




Dziękuję Wam za ten rok....

Anna M.





22 grudnia 2013

Konkurs!



Jestem i żyję ! Wiem, wiem, dawno mnie nie było na blogu. Okazuje się, że praca w szkole, zwłaszcza okres przed Świętami Bożego Narodzenia potrafi skutecznie wykończyć katechetę! Ale wszystko się udało! Jasełka okazały się hitem (że tak nieskromnie powiem, ale to nie moja zasługa, tylko dzieciaków, które mnie motywowały do pracy). Ale o Jasełkach jeszcze napiszę, dziś konkurs, który oczywiście miałam już wcześniej zaplanowany..., ale brak czasu, siły i wszystkiego innego...







Kilka tygodni temu brałam udział w projekcie "Poznań w Matrasie". Otrzymałam wtedy egzemplarz książki "Telefony do przyjaciela" Anny Łaciny. Autorka przekazała wraz z autografem jako nagrodę konkursową... Długo zastanawiałam się, jaki to ma być konkurs. Ostatecznie uznałam, że fascynujące będzie poznać wasze marzenia literacko-autorskie. Projekt "Poznań w Matrasie" miał promować i zapoznawać czytelników z lokalnymi pisarzami. Miałam okazję nie tylko ich poznać, ale i zapytać o nurtujące mnie sprawy związane pisaniem, tworzeniem, wydawaniem. Od dłuższego czasu marzę o napisaniu czegoś, ale pomysł powoli dojrzewa i kiedyś na pewno znajdzie swój czas i miejsce.












Ogłaszam  zatem  konkurs



Pytanie brzmi: "Gdybyś miał/a napisać książkę, jaki byłby jej tytuł i o czym byś napisał?" Należy podać "tytuł" i w kilku zdaniach napisać, o czym byś pisał/a, jakie inspiracje kierowałyby Tobą przy tworzeniu, jakie emocje i uczucia..., dlaczego taka książka?



Odpowiedź na pytanie należy umieścić wraz z adresem mailowym w komentarzu pod postem do 31.12.2013. Po Nowym Roku ogłoszenie wyników :)





Anna M.


8 grudnia 2013

Książka w mieście...


Lubię otaczać się książkami... To jedna z moich słabości, kosztownych słabości... Trudno, jedni jeżdżą na kosztowne wczasy za granicę, inni maja nałogi, a ja nie wyobrażam sobie życia bez książek i muzyki.






Jakiś cza temu odkryłam projekt "Książka w mieście", który skierowany jest właśnie do miłośników książek i wszystkiego, co z nimi może być związane. Cudnie jest nosić książki w specjalnie do tego zaprojektowanych torbach,  a kawę popijać z kubka "I love Books"... Ciekawa jestem dalszych pomysłów i propozycji. Z miłą chęcią będę zaglądała na stronę szukając gadżetu dla siebie i znajomych. Dziękuję za miłe zaproszenie :)


Pomysł ambitny, a akcja się cały czas rozwija, zapraszam zatem na stronę internetową! Trzeba wspierać takie projekty, czytanie to nie tylko książka, to cała kultura i podejście do życia, to sposób na siebie i sprzeciw na kulturę konsumpcjonizmu, która za nic ma rozwój duchowy. 


POLECAM :)

Anna M.


4 grudnia 2013

Książka zawsze mnie znajdzie...




Ciężki dzień, jeden z takich, o których wolałabym zapomnieć... Zmęczona i niewyspana wróciłam do domu... Miałam ochotę zamknąć się w pokoju i popłakać... z bezsilności... Ale moje kochane książki nie pozwoliły mi nawet na chwilę słabości, zawsze mnie znajdą... wszędzie... Na biurku zobaczyłam paczkę, czekałam na nią po cichu, choć byłam przekonana, że przyjdzie za kilka dni... Chyba książka wiedziała, że tylko lektura pozwoli mi zapomnieć o całym przedświątecznym zgiełku w szkole...  Miła niespodzianka! 



Jakiś czas temu zgłosiłam się do "Bożonarodzeniowej wzmianki" u Hadzi. 





Rozpakowałam paczkę i ... co za niespodzianka... Ktoś niewątpliwie trafił w mój gust! W środku była książka: "Most na Drinie"  Ivo Andrić oraz słodycze i przepiękna zakładka. Dziękuję Beacie również za miły list i życzenia. Czekoladki oczywiście już "pochłonęłam", ale spokojnie, zrobiłam sobie ukochaną kawę i na chwilę (dłuższą) odłożyłam wystawianie ocen, aby zająć się prezentem... Przeczytałam kilka stron i już wiem, że będzie to bardzo wciągająca lektura... Niestety książka musi poczekać do soboty, bo wcześniej jestem dosłownie zarzucona robotą! Ale miło będzie się pracowało wiedząc, że czeka na mnie "Most na Drinie"....







OPIS

"Powieść rozgrywa się w bośniackim Wyszegradzie. Jej akcja zaczyna się w połowie XVI wieku, wraz ze zbudowaniem przez Turków tytułowego mostu (ćuprija oznacza most w miejscowym dialekcie) w roku 1571. W następnych wiekach wokół budowli będzie się obracać życie miasta, a jego mieszkańców nie ominą dziejowe burze oraz lokalne konflikty (często o podłożu religijnym). Pod koniec XIX wieku Bośnia przejdzie pod opiekę Austro-Węgier, a na początku następnego stulecia stanie się ich częścią. Jednak wówczas do głosu dojdą zwolennicy przyłączenia Bośni do Serbii. Tytułowa budowla jest nie tylko cudem ówczesnej architektury, ale również symbolem tego co niezmienne i trwałe w zawierusze dziejów, symbolicznym mostem łączącym Bośnię z Serbią, Zachód z Orientem" [ŹRÓDŁO].



Ja również swoją paczkę wysłałam... Mam nadzieję, że mój prezent i moje książki sprawią komuś radość  ;)


Dziękuję również Hadzi za pomysł na fajną zabawę!


Anna M.

3 grudnia 2013

Poznań w Matrasie - ostatnie spotkanie


Matras - 30.11.2013 - spotkanie z Małgorzatą Hayles i Anną Zgierun-Łaciną




To ostatnia sobota, kiedy się rozstaniemy.... No cóż Mieczysław Fogg śpiewał o niedzieli i o miłości, ale jakoś mi się skojarzyło... Ale co racja, to racja, w sobotę odbyło się niestety już ostatnie spotkanie autorskie z cyklu "Poznań w Matrasie". Wspaniała przygoda, choć na podsumowanie zapewne jeszcze będzie i czas... i okazja...


W minioną sobotę w King Crossie naszymi gośćmi były Anna Zgierun-Łacina i Małgorzata Hayles. Jak zwykle czas minął zbyt szybko, a rozmowa była jak zawsze bardzo interesująca. Przy tej okazji muszę koniecznie podziękować za zaproszenie do akcji i za słowa wsparcia. Każda i każdy z Pisarzy biorących udział w projekcie okazali mi wielkie serce i wsparcie, a to przy przygotowaniu, a to podczas prowadzenia spotkania, a to motywując i inspirując mnie do pisania. DZIĘKUJĘ !






PISARKI



Anna Zgierun-Łacina - po trosze genetyk, biolog molekularny, dziennikarka, zielarka, ciekawa świata poszukiwaczka wiedzy wszelakiej. Autorka serii bajek edukacyjnych "Drużyna majora Limfocyta" i współautorka "Limerykowego atlasu powiatu przasnyskiego". 
W nielicznych wolnych chwilach bezskutecznie próbuje uporządkować swoją kolekcję językołamaczy, czasem układa ballady ortograficzne lub pisuje opowiadania. Dwa z nich opublikowała w antologiach "Białe szepty" i "Nawiedziny", inne krążą po Internecie (można je znaleźć na przykład na stronie teano.portalliteracki.pl). Uważa, że wspólne czytanie i dyskusje o książkach zbliżają ludzi, dlatego stara się tworzyć bardziej literaturę familijną, którą można czytać wspólnie, niż powieści adresowane do konkretnej grupy wiekowej. Takie są zarówno "Kradzione róże", jak i poprzednie: "Czynnik miłości" i "Sześć Dominika". Jej "Inwazja wirusów" otrzymała wyróżnienie literackie Polskiej Sekcji IBBY w konkursie Dziecięcy Bestseller Roku 2007, a "Czynnik miłości" uhonorowany został przez IBBY wyróżnieniem Książka Roku 2010. W 2009 w plebiscycie serwisu republikadzieci.pl autorka znalazła się wśród 10 najbardziej lubianych. [źródło]






Małgorzata Hayles - Absolwentka filologii angielskiej w Poznaniu, z zamiłowania anglofilka. Przez chwilę mieszkała w Londynie, by ostatecznie wybrać Poznań, w którym mieszka do dziś z mężem, dziećmi i kotem Zgredkiem. Wśród swoich pasji wymienia czytanie, modę w brytyjskim stylu Pin up oraz spotkania z przyjaciółkami na poznańskiej starówce, którą uważa za jedną z najbardziej urokliwych w kraju. Pisze od zawsze, co nie znaczy zawsze. Przez pewien okres związana z portalem www.portalliteracki.pl W świecie, w których coraz więcej ludzi mówi, a coraz mniej słucha, pisze wtedy, kiedy czuje, że historia dojrzała do opowiedzenia. W ten właśnie sposób powstała „Tymczasowa” – jej powieściowy debiut. [źródło]






POCZĄTKI  PISANIA



Anna Łacina, jak mówiła, nigdy nie planowała, że będzie pisać. Tworzyła i marzyła dla samej siebie, opowiadała różne historie, ale nie myślała o ich spisaniu. Bała się przed samą sobą przyznać, że mogłaby coś napisać. W jej wyobraźni pisarze brali się z innej planety. Dopiero jej mąż zainspirował ją do twórczości. I moim skromnym zdaniem - na szczęście! Szkoda by było, żeby takie książki leżały w "szufladzie myśli" pani Anny.


Małgorzata Hayles zaczęła od pisania wierszy. Zdradziła, że dobrym momentem na tworzenie poezji jest wiek 30 lat. W młodości pisze się bowiem najczęściej o cierpieniu i nieszczęśliwej  miłości, a... potem się dojrzewa. Kolejnym etapem były publikacje na portalach literackich, pisanie opowiadań. W internecie można szlifować warsztat, zanim wyda się pierwszą powieść.




PIERWSZA KSIĄŻKA


Pani Małgorzata zauważyła, że dziś coraz więcej się wydaje dobrej, polskiej prozy, jest wiele dobrych wydawnictw. Decyzja o wysłaniu książki do redakcji była pomysłem pani Małgorzaty, bo jeśli jest się molem książkowym i od dzieciństwa się pochłania książki, to wcześniej czy później zaczyna się myśleć o pisaniu. To pasja każe nam tworzyć, nie można tego powstrzymać.


Anna Zgierun-Łacina zwyczajnie szukała takiej książki, która ją zainteresuje i zaciekawi, a gdy nie znalazła, postanowiła taką napisać. W tamtym czasie nie było przyjemnych, lekkich i rodzinnych książek. Wszystko wokół było smutne. Potrzeba było powieści ciepłych i pogodnych i takie właśnie tworzy Pisarka.







Obie panie przyznały, że są perfekcjonistkami i dużą wagę przykładają do szczegółów. Dużo od siebie wymagają i zawsze dążą do tego, aby kolejna książka była lepsza od poprzedniej.




PROCES TWORZENIA


Anna Zgierun-Łacina  - gdy ktoś ma rodzinę, trudno, aby miał dzień wolny na pisanie. Zdarza się, że pisze dużo i bez przerwy, ale czasem kilka i dni jest bez pisania, bo trzeba odpocząć od książki. Pani Anna robi konspekt, ale najczęściej się go nie trzyma, bo gdy zaczyna pisać, odchodzi od niego, a bohaterowie sami prowadzą pisarza. Najlepszą zaś  porą na pisanie jest ranek i wieczór. Ulubione miejsce -  w pociągu. 


Również pani Małgorzata Hayles przyznała, że czasem postać/bohater ją zaskakuje, często historia idzie swoim torem, co ważne - powieść pisze się w głowie, a sam proces przelewania na papier jest już łatwy, bo temat wcześniej w nas dojrzał. Autorka zdradziła też, że zawsze przy łóżku trzyma notes, żeby spisywać pomysły, które często przychodzą nawet w nocy.




POZNAŃ



Kolejne pytanie: "Co z tym Poznaniem?"

Anna Zgierun-Łacina jest Torunianką, jak sama przyznała, w jej książkach jest dużo z tego miasta, ale zaczęła pisać dopiero, gdy przeprowadziła się pod Poznań. Pisarka umieszcza w swoich książkach te miejscowości, które zna. Dziś jest to też Gniezno...


Małgorzata Hayles mieszka w Poznaniu od 20 lat. Natomiast w jej książkach akcja toczy się gdzieś w głowach bohaterów, nie ma zatem przywiązania do konkretnego miejsca akcji, choć to zależy jaki charakter ma powieść.







ILE Z PISARZA JEST W KSIĄŻCE?



Ważny jest realizm... Pani Anna sprawdza nawet, czy bohaterowie mogą korzystać z Facebooka, jaka była pogoda, o której wschodziło słonce. Autorka zna nawet rozkład jazdy PKP, zatem dbałość o szczegóły i realizm jest czymś kluczowym. Nie chodzi tu o skrupulatność, ale o szacunek dla czytelnika i uczciwość. Agatha Christie mawiała, że otoczenie jest rzeczywiste, np. jakiś dworzec, ale bohaterowie są autora, to on ich tworzy i nawet, jeśli można się doszukać jakichś cech osób rzeczywistych, to są to tylko pojedyncze cechy. Tak też jest w przypadku naszych Gości, jeśli można się odnaleźć w którejś z postaci z ich książek, to te postacie są od początku do końca wymyślone przez pisarkę... Pani Anna dodatkowo umieszczając w powieści jakieś miejsce np szkołę stara się zmienić jej nazwę, aby czytelnik wiedział, że jest to fikcja.



Pani Małgorzata z uśmiechem i sympatią wyjaśniała, że gdyby w książce umieszczała dokładne realia życia codziennego, szybko mogłaby stracić przyjaciół i rodzinę. Wszyscy doszukują się swoich portretów w książkach i to jest oczywiste. W niektórych postaciach można się rozpoznać, ale nie było to zamierzeniem Autorki. W powieści jest za to dużo samego pisarza. Nie jest to główny bohater, ale w każdej postaci są jakieś cechy jej twórcy, w sposobie myślenia, poglądach...  może jakieś wątki biograficzne, ale jeśli tak, to tylko rys, miejsce, inspiracja...



AUTOBIOGRAFIA ?


Pisze się je w pewnym wieku, kiedy się wiele przeżyło i ma się o czym napisać! Pani Małgorzata nie przymierza się do napisania swojej biografii.  Każdy pisarz ma trochę skłonności do ekshibicjonizmu, ale raczej zasłania się swoimi bohaterami. Biografia to zupełnie inna historia, raczej nie w planach na najbliższą przyszłość. Za to pani Anna Łacina przyznała, że lepiej jej się czytało biografię Grocholi, niż jej fikcję literacką opartą na tych wydarzeniach. Świetną biografię napisała też Joanna Chmielewska, ale to trzeba być Chmielewską... Sama Pisarka również nie planuje biografii...




PLANY






Małgorzata Hayles - plany? Nowa książka... w przyszłym roku. Tytuł roboczy: "Trzecia osoba"...


Anna Zgierun-Łacina na chwilę odłożyła swoje dwie książki, nad którymi prawowała i daje sobie trochę oddechu i czasu dla rodziny. Pisarka ma pewien pomysł na książkę, ale nie określa czasu... 











Czas tak szybko minął, że nawet nie zauważyłam, kiedy upłynęła godzina. Kolejny raz napiszę, wiem, że się powtarza, ale chyba potrzebowałam tego spotkania. Nic mnie tak nie odpręża, jak książki... A jeśli jeszcze można się spotkać z ich Autorkami - cudnie.... A dodatkowo, gdy spotkanie jest w księgarni, wśród książek - nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Ale Pani z Matrasa zrobiła mi jeszcze mocną kawę i byłam już w siódmym niebie...  Kocham książki, a przebywanie z ludźmi, którzy je tworzą jest najmilszym, co mnie spotkało w ostatnim miesiącu. Czasem najbliżsi mnie nie rozumieją, znajomi kpią z tego, że każdy grosz wydaje na książki, koleżanki ironicznie pytają, czy już kupiłam nowy regał z IKEI, ale ja zwyczajnie widzę sens w czytaniu. Dla mnie każda nowa książka, to nowa historia, nowy świat, którego mogę na chwilę stać się częścią. To świat, który stworzyli pisarze, ich wrażliwość, pasja, pomysł i historia, jaką noszą w sobie. Dziękuję, że na jeden moment otworzyli ten świat przede mną i w książce i podczas spotkania...






Spotkanie prowadziła 

Agata Karolina Jankowiak - nad aktywność fizyczną przedkłada tę umysłową. Kobieta pracująca, wolny czas przeznacza na czytanie â ma na to papiery. Jest absolwentką Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM w Poznaniu, a to tylko jedna z jej specjalizacji. Kształci się nieustannie a życie zna nie tylko z powieści...
























DZIĘKUJĘ 
Anna M.



Recent Posts