6 stycznia 2014

POWRÓT DO KORZENI....



Długi weekend  :) kawa :) książka:) 


Ciasteczkowy Potwór na odwyku ma dziś prawie metafizyczne przemyślenia. Widocznie poziom cukru w krwi sięgnął pozycji minusowych, zwłaszcza, że wczoraj Potwór był na imprezie, gdzie na stole uginało się od ukochanych przez niego ciasteczek. Ciasteczkowi Dilerzy prześcigali się w dostarczaniu towaru, ale Potwór dał rade :) Kolejne zwycięstwo na drodze powrotu do biegania ...




A co do przemyśleń książkowych....



Kilka dni temu czytałam na blogu "Miasto książek" ciekawy post o blogerach książkowych. Mnie również intryguje temat ilości książek czytanych przez niektórych z nich. Sama siebie nie nazwałabym blogerem książkowych, ale czuję, że w jakiś sposób mnie też dotyczy pytanie: czytać mniej czy więcej? I odrazu przyznam się, że na początku zabawy z blogiem, miałam pokusę, żeby czytać więcej, dużo, mnóstwo i publikować recenzje. Wydawało mi się, że tylko wtedy ludzie będą mnie czytali... Goniłam za tytułami i publikowałam swoje posty wszędzie, gdzie tylko się dało... Ale z biegiem czasu, zaczęłam się zastanawiać, co jest najważniejsze w mojej pasji i dlaczego właściwie czytam książki? Czy dlatego, żeby się pochwalić, że "zaliczyłam" sztandarowe pozycje literackie? A może, żeby podbudować własne ego, częściowo zniszczone przez czasy licealne? Usiadłam na dywanie i zapytałam siebie, dlaczego masz takie a nie inne książki na regale, i które kochasz najbardziej? Czy są książki, które od długiego czasu czekają, aż je zauważysz, czy są też takie, które, gdy bierzesz do ręki, to przebiega cię dreszcz? Odpowiedź była zadziwiająco szybka i prosta: SĄ! Kolejne zatem pytanie brzmiało: dlaczego ich nie czytasz, tylko gonisz za pozycjami, które zdaniem innych  trzeba koniecznie w swoim życiu przeczytać? I tu długo z sobą rozmawiałam i słuchałam moich książek...



Przez ostatnie miesiące, od czasu do czasu, pojawiały się moje ulubione tytuły, ale było ich zdecydowanie za mało, albo czytałam je za szybko... Ale też podczas tych paru miesięcy, kiedy to prowadzę bloga, zauważyłam, że coraz częściej skłaniam się do uwielbianej przeze mnie jeszcze na studiach literatury faktu i do biografii. Cieszę się, bo po wielu latach czytania różnych błahostek, wróciłam na ścieżkę, która prowadziła mnie przez życie i z której czerpałam wiele inspiracji do bycia sobą...








W tym roku złożyłam sobie obietnicę, że będę czytała tylko to, co uznam za słuszne, bo nie warto poświęcać czasu i energii na książki, które nic nie wniosą do mojego życia. Coraz częściej też skłaniam się do wybierania tytułów, których potrzebuję, żeby żyć, a moje "recenzje" coraz częściej odbiegają od norny i stają się raczej podróżą z książką wgłąb siebie, niż opisem książki i jej poleceniem innym. Z tego względu nie nazywam siebie blogerką książkową. Ostatnio nawet zrezygnowałam z oceniania książki i  dodawania o niej notki. Gdy patrzę na książki w księgarni, szukam tej jednej, która na ten moment jest mi potrzebna, i która sprawi, że pójdę dalej. Kiedy czytam, zatracam się w niej cała... Podobne uczucie daje mi tylko słuchanie muzyki, bieganie  i... do niedawna jedzenie czekoladek (obecnie na odwyku)...



Postanowiłam też czytać zdecydowanie wolniej, bo często zaznaczam ulubione fragmenty, przepisuję je, piszę własne refleksje... Tak, tak - moje książki są prawie zawsze popisane ołówkiem na marginesach, zwyczajnie - one żyją własnym życiem ... i są moimi przewodnikami i drogowskazami... Bardzo często się zdarza, że nawet po ich przeczytaniu, nie dają mi spokoju, więc wracam do nich, czytam ponownie, kreślę, piszę... To nie koniec przygody, ponieważ zawsze szukam informacji o autorze, czytam na jego temat dostępną literaturę, zaprzyjaźniam się z jego filozofią życia, próbuję zrozumieć i zaadaptować ważne dla mnie refleksje...  








Czy to normalne? Nie wiem....

Lubię takie książki i tyle.... a każda z nich żyje we mnie i działa....



Anna M.


7 komentarzy:

  1. Bardzo mądry post. Też mnie czasami dopada pokusa, żeby czytać więcej i więcej, bo przecież wypadałoby umieścić na blogu kolejną recenzję. W takich sytuacjach zadaję sobie pytanie: dla kogo prowadzę blog? Blog ma być miejscem, gdzie mogę podzielić się refleksjami na temat przeczytanych książek, ale nie może zastępować realnego życia i go dominować.
    Też lubię literaturę faktu i biografie :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam bardzo podobne rytuały jeżeli chodzi o moje najukochańsze książki. Kiedyś, gdzieś przeczytałam o rodzajach czytelników, my jesteśmy zdecydowanie czytelniczkami namiętnymi :) Mnie również natchnęło Miasto książek i właśnie czytam Dziedzictwo Belton Trollope, które kiedyś polecała mi babcia! Niesamowite !

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja właśnie czytam Tolkiena, ale czekam z utęsknieniem na "To ja, Malala"

    Czasem się zastanawiam, czy to książki kształtują mnie, czy raczej ja wybieram określone książki, bo taka już jestem.... Ciekawe....

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby naszła Cię jednak ochota na coś o sporcie pod kątem mentalnym to mogę pożyczyć książki: "Ukryta siła", "Ultramaratończyk", "14 minut".

    Pozdrawiam
    Ania z Poznania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komentarz... Czytałam "Ukrytą siłę" i "Ultramaratończyka". Faktycznie, można dużo z nich wynieść, choć "Ultramaratończyk" raczej pachnie trochę przechwalaniem się.... Ale w chwili zwątpienia w moim postanowieniu sięgam po te książki... A Ty biegasz?

      Usuń
  5. Bardzo bym chciała i z zazdrością obserwuję biegaczy, ale niestety mam ciągłe kontuzje. Pracuję jednak nad tym by spełnić to marzenie:).
    Nadal jednak książki o bieganiu bardzo mnie pochłaniają, właśnie do Matrasa jedzie "Biec albo umrzeć". Już nie mogę się doczekać:).
    Ania z Poznania

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja chcialabym przeczytac jakis nowy i jak zawsze ciekawy post...

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts