5 lutego 2014

"Brisingr" Christopher Paolini








Kolejny post, kolejny tom przygód Eragona i jego smoka... Ale dziś nie o samym Eragonie, ale o jego bracie Murtaghu. Od samego początku fascynowała mnie ta postać. Dlaczego? To tylko chyba moja mama może wiedzieć, jakoś od dzieciństwa przejawiam zainteresowanie osobowościami problematycznymi... Chyba tylko ja w liceum broniłam doktora Judyma i dowodziłam słuszności czynów Lorda Jima... 









Pochłaniam kolejne strony i kolejne tomy "Eragona", bo nie dawał mi spokoju właśnie Murtargh... To niezwykle intrygująca postać... Wychowany na dworze imperatora Galbatorixa, syn okrutnego Murzana, jednego z Zaprzysiężonych, torturowany od dziecka.. Ucieka z dworu ojca, pomaga Eragonowi, walczy z Imperium u boku Vardenów. Znika na krótko, pokonany w walce, by ku zaskoczeniu wszystkich (moim również) pojawić się na polu walki jako Smoczy Jeździec. Nic nie byłoby w tym dziwnego, czy zaskakującego, gdyby nie fakt, że znów stoi po stronie wojsk ojca dosiadając czerwonego smoka Ciernia... Murtagh ma jeden cel - zabić Eragona i zniszczyć ruch oporu... Czy wrócił na ścieżkę zła? Nie jest to takie proste! Murtagh balansuje gdzieś na granicy dobra i zła. Spotykają się w nim te dwie rzeczywistości tocząc nieustanną walkę. Jest skazany na wieczne cierpienie. Z jednej strony, odepchnięty przez ojca, wychowywany do zła, "nienawidzi nienawidzić". Próbuje za wszelką cenę wyrzec się swego pochodzenia i odwrócić swoje przeznaczenie. Gdy wydaje się, że nic nie jest przesądzone i Vardeni zaczynają ufać jemu i jego czynom a nie jego dziedzictwu, zostaje porwany przez wojska Imperium. Na dworze znienawidzonego ojca dowiaduje się, że Eragon jest jego bratem, a ich matka zdecydowała się uratować jednego z braci przed okrutnym losem. Zadając sobie pytania, co by było, gdyby to on, a nie Eragon, został wychowany w Carvahall, zostaje zmuszony do złożenia przysięgi Imperium w pradawnej mowie. Tej przysięgi nie można cofnąć i nie można się jej sprzeciwić, nawet gdy serce czuje inaczej. Sytuacje pogarsza fakt, że to dla niego wykluwa się kolejny smok, złowrogi Cierń i teraz Maurtagh, podobnie jak brat, nosi znamię Smoczego Jeźdźca. Porzucenie ojca, Imperium, byłoby zarazem wyrzeczeniem się smoka i dziedzictwa. Zatem Murtagh podąża ścieżką ciemności, ale czy jest zły? Przecież w decydującej bitwie, pokonuje Eragona, a jednak pozwala mu odejść... Tak kończy się tom II "Najstarszy", który już opisałam wcześniej (zobacz tutaj).







"Z jednej strony Eragon lubił Murtagha. Mutragh (...) ocalił życie jemu i Saphirze. Ryzykował, pomagając wyciągnąć Eragona z Gil'eadu; walczył z honorem w bitwie o Ferhten Dur i mimo czekających go bez wątpienia cierpień, zdecydowała się zinterpretować rozkazy Galbatorixa tak, by moc wypuścić Eragona i Saphirę po bitwie na Płonących Równinach. Nie było winą Murtagha to, że Bliźniacy go porwali; że czerwony smok, Cierń, wykluł się dla niego ani, że Galbatorix odkrył ich prawdziwe imiona, za pomocą których zmusił Murtagha i Ciernia do złożenia przysięgi na wierność w pradawnej mowie. (...) Być może teraz Murtagh radował się, widząc jak ktoś inny dźwiga to samo straszliwe brzemię, które ciążyło mu przez całe życie. Eragon nie wiedział, czy to prawda, podejrzewał jednak, że Murtagh przyjął swą nową rolę z tych samych powodów, z jakich pies, całe życie bity bez powodu, którego dnia rzuca się w końcu na swojego pana. Murtagha bito i bito, i teraz zyskał szansę odpowiedzieć tym samym światu, który nie okazał mu wcześniej łaski"



Istnieje nikła szansa ratunku dla chłopca i jego smoka. Zmienić swoje przeznaczenie dobrymi czynami, w ten sposób zmieni swoje prawdziwe imię i przysięga w pradawnej mowie straci moc wiążąca go ze złem. Niemniej jednak nie jest ot takie proste... Murtagh buntuje się, pełen bólu i przez lata skrywanego lęku, wyrzuca bratu:




"Nie jestem zły! Starałem się robić co mogłem w tych okolicznościach. Wątpię, by tobie udało się lepiej, gdyby nasza matka uznała za stosowne zostawić ciebie w Uru'baenie, a mnie ukryć w Carvahall. (...) Mam przyjąć mrok Galbatorixa po to, by się od niego uwolnić? (...) Jeśli uda mi się  tak bardzo odmienić moją tożsamość, nie spodoba cie się, kim się stanę, i przeklniesz mnie równie mocno, jak teraz Galbatorixa. (...) żądasz zatem, bym stał się kimś, kim nie jestem, Jeśli Cierń i ja mamy się uratować, musimy zniszczyć swoją obecną tożsamość. Twój lek jest gorszy niż nasza choroba"



Co zatem wybierze Murtagh? Jakie przeznaczenie czeka braci i ich smoki? Z niecierpliwością czekam na odpowiedzi na te i inne pytania...


I jeszcze odrobina prywaty... Braciszku dzięki za dzisiejszy telefon i za całą rozmowę :) Bez Twojej zachęty do pisania, ten post by nie powstał ...



Anna M.



4 komentarze:

  1. No tak, fantastyka wciąga! Ciekawie piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję... :) To do mnie zupełnie niepodobne, żebym tyle czytała o smokach, elfach i takich tam... Sama siebie nie poznaję...

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że nie wszyscy lubią fantastykę, ja również za nią nie przepadam, ale od czasu do czasu sięgam po tego typu książki... Powód - odstresować się... Gdy pochłania się książki o wojnie, biografie "trudnych" ludzi, przychodzi czasem ochota na coś, co nie "dolinuje"...

      Teraz czytam biografie Nelsona Mandeli, dokument o wojnie w Ruandzie i biografie Bono z U2... Kocham tego typu książki... i takie najczęściej czytam...

      Mogę się zatem w pewnym stopniu podpisać pod Twoim komentarzem... A jednak... i tak i nie...

      Pozdrawiam i miłego dnia życzę... U nas w Poznaniu prawdziwa wiosna tej zimy, szkoda tylko, że jestem chora i leżę w łóżku....

      Usuń

Recent Posts