3 lutego 2014

"Hobbit" J.R.R. Tolkien



Pierwszy dzień ferii... czyli znów jestem chora... To już chyba moja tradycja - "jest wolne, jest choroba"... A zatem, zrobiłam gorącą herbatę, cytryna plus miód (dużo miodu - w końcu jestem chora!), założyłam skarpetki, wyjęłam włochaty koc, i rozpoczęłam chorowanie bez L4. Na szczęście: lodówka pełna, nowiutkie książki na półkach i mnóstwo wolnego...  Ostatnio dużo czasu przebywam w krainie fantazji, sama jestem zaskoczona i  nie potrafię się z niej wyrwać. Dawno już nic nie zafascynowało mnie  tak bardzo...



Dziś o hobbitach... Każdy chyba widział, a przynajmniej słyszał o filmie "Władca Pierścieni". Mniej osób pewnie czytało książkę, choć może nie doceniam społeczeństwa. Chciałabym się mylić... Sama oczywiście czytałam książkę zanim Peter Jackson wpadł na pomysł ekranizacji, widziałam też film, ale po "Hobbita" sięgnęłam dopiero w zeszłym tygodniu. Dlaczego? Odpowiedz jest złożona,  powiedzmy, że komuś obiecałam, a potem już mnie "wciągnęło".




Hobbici to mali ludzie, mieszkańcy Shire. Lubi spokój, ciszę i zwyczajne życie. Nie mieszają się do polityki, nie interesują tym, co dzieje się w świecie, nie marzą o przygodach. Cenią ciszę, kochają jeść, a jedyną mrożącą krew w żyłach rozrywką są perypetie rodzinne, bo dla hobbit związki krwi są najważniejsze, no może poza podwieczorkiem... Ale jest jeden hobbit, który różni się od całej reszty, choć jeszcze nie wie, że wzywa go świat. To Bilbo Baggins - mały człowiek o wielkim sercu i nie mniejszym talencie do wpadania w tarapaty... Opuszcza zatem swój zaplanowany, przewidywalny i bezpieczny świat (nie do końca z własnej, nieprzymuszonej woli), by stawić czoła, no właśnie, sam jeszcze nie wie czemu, ale to nieważne... Ponoć wie Gandalf, ale jak się później przekona, nawet Czarodziej nie przewidział skutków przygód małego hobbita...


 
(designrshub.com)




Bilbo to przedziwna postać, jest zabawny, momentami komiczny, ale z drugiej strony jest też sprytny, zaradny i zawsze potrafi znaleźć wyjście w trudnych sytuacji, w które swoją droga sam się nieustannie wplątuje. No i jeszcze jedno - jest strasznym gadułą, co oczywiście ratuje go z wielu niebezpieczeństw, no bo kto inny byłby zdolny pokonać Golluma w wymyślaniu zagadek, czy dyskutować ze smokiem.  I dorzucę odrobinę prywaty, do tej pory nie bardzo lubiłam Bilba, po przeczytaniu "Hobbit" zmieniłam zdanie! Pokochałam go i zaczynam rozumieć jego późniejsze postępowanie... No i dzięki niemu i jego spotkaniu z Gollumem, Tolkien mógł napisać "Władcę Pierścieni". To oczywiste, że gdyby Bilbo nie znalazł pierścienia, ten leżałby w jaskiniach Mglistych Gór i nadal czekał na swoją przygodę... Myli się jednak ten, kto sądzi, że "Hobbit" jest tylko i wyłącznie wyjaśnianiem, skąd Bilbo miał ów pierścień. Powieść Tolkiena jest odrębną przygodą, podczas której poznajemy młodego Bilba, jego marzenia, plany, przyjaciół i ogromne serce z garścią poczucia humoru... Lektura otwiera nas na świat legend Śródziemia, przenosi czytelnika do Shire, każe odkrywać tajemnice Mglistych Gór, skłania do poszukiwań odpowiedzi na pytania o istotę bycia dobrym...nawet, jeśli jest się tylko hobbitem czy krasnoludem...







Cóż zatem mi pozostaje.... Zrobić kolejny kubek herbaty (z tym, co misie lubią najbardziej) i zagłębić się w kolejną przygodę z Śródziemia... No może tylko wcześniej muszę się dowiedzieć, co stało się z Eragonem (zostało mi jeszcze 200 stron III tomu). Ale przecież są ferie... i jestem przykuta do łóżka... 


Anna M.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts