31 stycznia 2014

"Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni..."




Tak śpiewa Kazik Staszewski, i ja się podpisuję... pod częścią tekstu tej piosenki oczywiście (hi hi hi)... Jedno jest jednak pewne - przez najbliższe dwa tygodnie nie muszę iść do pracy (czytaj: czytam ;) Ale teraz czas podsumować moją pracę w tym semestrze, czyli odcinek z cyklu: "Szaleństwa Panny Anny" :)



Ostatnie 2 miesiące w szkole to był, w moim wykonaniu rzecz jasna, istny cyrk... Pochłonęła mnie dosłownie praca i dzieciaki. Ale nie zamieniłabym tego na nic w świecie, no może na obietnicę, że po czekoladzie nie będzie mi przybywało w biodrach...  Zacznijmy od początku...




JASEŁKA
(jeszcze o grudniu 2013)


Każdego roku przygotowuję Jasełka, w tym roku jednak moje dzieciaki potrzebowały jakiejś odmiany... Przyznaję, że historię Jezusa urodzonego w stajence znają już wszyscy, a moi uczniowie potrafią nawet  rozszyfrować hebrajską nazwę Betlejem. Przedyskutowaliśmy zatem pomysł przedstawienia tematu Świąt Bożego Narodzenia w formie bardziej nowoczesnej, czyli multimedialnego wydania "Wiadomości".


wywiad z owcami




Przygotowania trwały długo, bo wyruszyliśmy z kamerą szkolną w różne miejsca, związane ze świętami. I tak.... byliśmy w Obserwatorium Astronomicznym szukać przez teleskop Gwiazdy Betlejemskiej, odwiedziliśmy Poznańskie ZOO i próbowaliśmy porozmawiać z osłem i owcami - bezskutecznie!







szukamy Gwiazdy Betlejemskiej

W Muzeum Etnograficznym malowaliśmy bombki,  a nasz nieustraszony korespondent wyruszyło na poszukiwania świętego Mikołaja. Maluchy przesłuchaliśmy na okoliczność oczekiwanych prezentów, ekspert (czyli nasza pani katechetka) opowiedział o roratach, a nasz "pogodynek" martwił się, że w Betlejem są zaledwie 22 stopnie na plusie... i będzie musiał to przekazać w materiale....



Największym jednak hitem okazał się Masterchef w wydaniu naszych szóstoklasistów! Zorganizowali, przygotowali, napisali scenariusz i odegrali wszystkie role. Wcielili się w Magdę Gessler i Michela Moran,  uczestnicy na wizji przygotowali pierniczki, a jury oceniło ich smak. Jeden uczeń musiał niestety "oddać fartucha", ale zabawa była doskonała. Mieliśmy nawet profesjonalnego kamerzystę - jeden z uczniów interesuje się montażem filmowym... Po nagraniu wszystkich wywiadów i filmów, weszliśmy do studio (czytaj: nasza pracownia szkolna) i zmontowaliśmy poszczególne filmy.



W dzień Jasełek, na scenie do złudzenia przypominającej studio TVP, nasze prezenterki poprowadziły specjalne wydanie Wiadomości. Zapowiadały kolejne materiały, a potem odtwarzaliśmy nasze dzieło na rzutniku.... Efekt przerósł nasze oczekiwania. Najlepszą nagrodą były słowa ekipy filmowej, tym razem już z profesjonalnej telewizji, która filmowała nasze jasełka. Pan kamerzysta powiedział, że mieliśmy świetny pomysł i, jak na skromny sprzęt, wyszło fenomenalnie. Pogratulował naszym dzieciakom zapału i pasji...


Ale nie byłabym sobą, gdybym nie miała niespodzianki dla moich uczniów. Doceniając ich poświęcenie i zaangażowanie w powstanie tych jasełek, skontaktowałam się ze znajomymi z Izraela i poprosiłam o krótkie życzenia dla naszej szkoły prosto z ojczyzny Jezusa... Sami zobaczcie !












CALINECZKA
(już o styczniu 2014)


Niestety nie mogę publikować zdjęć dzieci, więc pozostaje sama scenografia ;)



Nasze Koło Teatralne wystawiło z maluchami trzy przedstawienia. Oj długo by o tym pisać, powiem tylko tyle, że bawiliśmy się rewelacyjnie (jak to mawiają moje szkraby). Pikanterii i adrenaliny dodawał fakt, że w szkole panowała epidemia zachorowań i codziennie zaczynałam pracę od sprawdzenia, ilu moich aktorów trzeba zastąpić. Stokrotka uczyła się roli w przerwie spektaklu, Calineczka na każdym przedstawieniu musiała poślubić innego elfa (o zgrozo!), tylko chętnych do roli myszek, które jadły ciasto na scenie, nie brakowało...  Ostatecznie dzieci zgrały fenomenalnie. I tu nie chodzi o efekt końcowy, choć byliśmy długo oklaskiwani, a słodkie wpadki tylko dodawały uroku przedstawieniu, ale o zaangażowanie dzieci. Fakt - w większości na scenie pojawili się trzecioklasiści, ale niebywałe jest to, że przez te 2 lata odkąd prowadzę zajęcia teatralne, nauczyli się samodzielności i odpowiedzialności. Moje skarby doskonale już wiedzą, że zawsze w strategicznych miejscach na scenie leży specjalnie dla każdej roli przygotowany tekst (w razie amnezji), pomagają młodszym dzieciom w odnalezieniu się w roli, ba... nawet uczą się kilku ról, żeby w przypadku choroby, zastąpić inne dzieci. Przez cały tydzień, na każdej przerwie stawałam się doradcą kostiumowym, bo elfy, motylki i kwiatki przybiegały pokazać swój strój... Moje aniołki same organizowały wklejanie komunikatów do dzienniczków i roznosiły zaproszenia... Ja właściwie byłam tam tylko od spełniania życzeń.... Myszki chciały jeść podczas spektaklu prawdziwe ciasto... proszę bardzo! Calineczka marzyła, żeby schować się w ogromnym kwiatku.... nie ma sprawy, zrobiłyśmy błyszczącą lilię.




Domek Calineczki
Stojąc z boku i pomagając dzieciom ciągle się od nich uczę. Czego? Spontaniczności, zaufania, pasji i bycia wiernym sobie. Dla nich warto zarywać nocki i obmyślać plan klejenia kwiatka, z nimi warto się śmiać, kiedy kolejny raz Calineczka nie chce się zgodzić, żeby poślubić elfa. Nic innego się nie liczy, gdy przeziębione kwiatki boją się wyjść na scenę, no i oczywiście nic nie zstąpi uczucia, gdy patrzysz, jak w przerwie spektaklu znika ciasto, bo już przestało grać swoją rolę ;) A... i jeszcze jedno - dla ich uśmiechu możesz nawet zagrać awaryjnie motylka w ostatnim przedstawieniu.... (to nic, że akurat w 200% pasuje określenie "Motylem byłem, ale przytyłem").






Tydzień przedstawień był morderczy, zbiegł się z wystawianiem ocen,  radami pedagogicznymi, wywiadówkami i pisaniem sprawozdania z rozwoju zawodowego. Ale moi uczniowie nigdy się nie zniechęcają i nawet w najbardziej stresujących chwilach potrafią mnie podnieść na duchu. Szóstoklasiści zrobili przepiękne kartki z pozdrowieniami dla dzieci z Zambii, upiekli pierniczki i sprzedali na kiermaszu szkolnym w ramach projektu UNICEF.



Kartki dla dzieci z Zambii



Dziś, gdy byłam już potwornie zmęczona, na ostatniej lekcji z kochanymi klasami VI, usłyszałam, że gdy pójdę do nieba, to będą na mnie czekali cytuję: "na bramie", ale jak będę musiała coś jeszcze odpokutować, to przyprowadzą moich pierwszoklasistów i to będzie trudne doświadczenie, bo oni są najbardziej wymagającą grupą dzieci w szkole i będzie mi odhaczony czyściec  :) Sprytne, przyznaję :)

Dali mi cukierka i życzyli odpoczynku w ferie...


I jak tu ich nie kochać :)

Anna M.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts