11 marca 2014

"Mały olbrzym" Janet Foxley



Nowy tydzień, nowe wyzwania. Praca w szkole nabiera tempa, zwłaszcza, że przede mną prawdziwy "maraton komunijny"... Świat nadal mnie zaskakuje, zwłaszcza, gdy muszę udowadniać, że katechetka to też inteligentny człowiek... Choć ostatnio dowiedziałam się, że nadal żyję w "ciemnogrodzie", w jakimś tam średniowieczu, nadal się nie poddaję i wyjaśniam, że Kościół już dawno jest w XXI wieku (choć zapewne oczywiście nie wszyscy jego członkowie)... Cóż...


Wiele się dzieje... Musiałam przez weekend kilka rzeczy odespać... dziwnie się czuję... Jak to ostatnio powiedziało jedno z moich dzieci: "Ma pani 33 lata? To jak Jezus - pora umierać", więc chyba faktycznie się starzeję... Kiedyś do normalnego funkcjonowania potrzebowałam 3-4 godz. snu, dziś 10-12... I jak tu ze wszystkim zdążyć? Mama ciągle powtarza, że mam więcej czasu spędzać na świeżym powietrzu (pomijając fakt, że już nie mam 5 lat), a ja zabarykadowana na moim ukochanym 12 piętrze buszuję w książkach. Trudno, trzeba będzie coś zmienić... mniej czytać, więcej się ruszać, może przy okazji schudnąć? Ale z drugiej strony - całe moje życie toczy się wokół szkoły, dzieci, pracy... Wychodzę z domu o 7.00 i wracam o 18.00-19.00... Wiem, wiem, znajomi już dawno uznali mnie za sztandarowy przykład pracoholika, choć gdyby widzieli moją reakcję na czekoladę, pewnie by zmienili zdanie odnośnie moich uzależnień. 



Ale wróćmy do czytania... Dzisiaj krótko, bo i książka jest niewielka.... podobnie, jak jej bohater.... Moje dzieci są niezawodne, chyba czytają w moich myślach, gdy wysyłam sygnały S.O.S., albo widzą unoszący się dym z miejsca, gdzie powinien znajdować się mój mózg, ale przynieśli mi przekomiczną książkę o Mikrusie Troglodyckim - małym olbrzymie z krainy Zrzędacz. Niewielka książka, ale cudna historia. Otóż Mikrus jest niestety mały, a dorasta w rodzinie olbrzymów... Jego tata pracuje na fermie smoków i zajmuje się głównie sprzątaniem. Jest też Żwirus, brat i członek szkolnego gangu, który wiadomo, prześladuje małego Mikrusa. Są też większe problemy... Olbrzymy ukrywają się przed małoludami, czyli nami, bo jak głosi legenda, znamy magię... Cała książka jest pełna niezwykłych przygód małego olbrzyma, a to wycieczka do muzeum małoludów, a to konkurs na pierdnięcie na dworze króla, czy też przypadkowe zgubienie smoka... Ale najbardziej ujmują absurdalnie śmieszne ilustracje... Tego właśnie było mi trzeba... odpoczynku, relaksu, uśmiechu i... kubka kawy... Jak mawiają - małe, a cieszy...



Czas na odpoczynek się skończył, cudowne 2 godziny minęły, pora wrócić do rzeczywistości... A tu? Kilka zmian. Ale o tym jeszcze napiszę... Dziś tylko tyle, że jestem już zmęczona i potrzebuję zmiany... Zawsze byłam człowiekiem, który nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu... Nie, nie, spokojnie, nie zamierzam się znów przeprowadzać, ale kilka starych spraw trzeba ostatecznie zamknąć, kilka pomysłów na życie pogrzebać na cmentarzu niespełnionych marzeń, a zacząć pisanie nowego rozdziału... i w sensie dosłownym i przenośnym... Świat czeka...



Anna M.


Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził. Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts