1 marca 2014

"Na jednej linie" Wanda Rutkiewicz




"Pierwszy dzień an Skałkach przyniósł mi doznania, które osłabiły wszystkie dotychczasowe fascynacje.odnalazłam coś dla siebie i wiedziałam, że przy tym pozostanę. Przeżyłam wówczas całą gamę uczuć: strach i radość z jego pokonania, skupienie i determinację, uwolnienie się od siły ciążenia, niezwykle silny kontakt z przyrodą, ze skałą, która była moim oparciem. Jej zapach, zapach ziemi w szczelinach skalnych, powietrza i lasu. I chwila związania się liną z partnerem, dająca poczucie bezpieczeństwa, gdyż jest on i lina."


Książka o Wandzie Rutkiewicz to już fascynująca lektura, ale książka napisana przez samą Wandę to prawdziwa wyprawa na szczyt. Nie można bowiem zrozumieć jej bez gór, nie wystarczy znać jedynie rekordy i osiągnięcia, trzeba spojrzeć na góry jej oczami, poczuć lodowaty wiatr na twarzy i zasnąć wtulonym w śnieg. Niewielu tego doświadczyło, ale czytając wspomnienia Wandy Rutkiewicz miałam wrażenie, że jestem z nią w jej ukochanych górach.  


 

"Na jednej linie" to opowieść o marzeniach i trudnej drodze do ich realizacji. Sukces nie przychodzi łatwo, trzeba na niego pracować latami z uporem i determinacją. Przeszkód jest wiele... czasem brak życzliwości "kolegów", czasem zwykły pech, innym razem zbyt skromne fundusze. Najbardziej sprawiedliwa staje się pogoda, która wszystkich traktuje jednakowo i sprawiedliwie osądza. Gór nie można oszukać, przekupić, przebłagać. Są piękne, ale i okrutne. O tym również pisze Wanda. Co kilka stron opisuje swoje spotkania z innymi alpinistami, przyjaźnie, wspólne zdobywanie szczytów. Ale na tych samych stronach znajdują się wstrząsające adnotacje. Prawie przy każdym tym nazwisku, Wanda Rutkiewicz podaje datę i miejsce śmierci. I choć pisze o smutku, i o swoim przerażeniu, to jednak zdaje się, że śmierć dla alpinistów jest możliwą i rozważaną przyszłością. Każdy z nich, również sama autorka, są jej świadomi, w jakiś sposób z nią oswojeni.   


Gdy zamknęłam książkę długo myślałam o jej autorce. Kochała góry ponad wszystko, o nich tylko myślała, dla nich żyła. Dla swoich marzeń poświęcała wszytko i wszystkich. Zawsze w górach, a gdy na równinie, to z pewnością z planem w głowie na nową wyprawę. Łatwo dziś nam osadzać alpinistów, mówiąc, że niepotrzebnie ryzykują, że to bez sensu. A gdy zdarzy się wypadek, szybko i pochopnie szukamy winnych, bezwzględnie tocząc dysputy, jak należało postąpić. Ale nikt z nas nie był w górach, nie przebywał kilka dni w zasypanym śniegiem namiocie przy zamieci i -35 stopniach. Nikt nie wie, jak to jest przejść 25 metrów na wysokości ponad 8000 m w "stresie śmierci", gdzie myślenie jest prawie niemożliwe, a organizm odmawia działanie, gdzie życie i śmierć stają się jednym. Nikt z nas nie stanął na szczycie ziemi...  Wanda Rutkiewicz stanęła, i to w czasach, gdy Everest nie był jeszcze zaśmieconą atrakcją turystyczną dla rozpieszczonych bogaczy, którzy chcą mieć ciekawą wzmiankę w CV... Zdobyła Mount Everest 16 października 1978 roku, tak - tego pamiętnego dnia. I kiedy wielu Polaków świętowało wybór Jana Pawła II, Wanda Rutkiewicz walczyła o życie i targowała się o nie z "Górą Gór"... Tym razem to Wanda zwyciężyła, a "ośmiotysięcznik" dał jej się zdobyć...  



Wanda Rutkiewicz oddała górom całą siebie i góry przyjęły jej ofiarę... W 1992 roku na zawsze pozostała wśród śniegu, patrząc ze szczytu na świat...







"Pragnęłam przekazać jak najwięcej z tego, co stało się moim udziałem. Ci, którzy chcieli mnie słuchać, porozmawiać ze mną, obejrzeć zdjęcia, nie mieli szans na przeżycie tego, co ja. Być może marzyli o jakichś własnych Everestach nie mniej niż ja o swoim, być może dzięki mnie - jednej z nich - uwierzyli, że ich marzenia i tęsknoty za czymś "naj" mogą się spełnić..."





Anna M.

Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził. Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :) 




Zobacz również:

Dane z artykułu "Upłynęło 20 lat od zaginięcia Wandy Rutkiewicz"


Ośmiotysięczniki Wandy Rutkiewicz
  • Mount Everest (8848 m) – 16.10.1978
  • Nanga Parbat (8126 m) – 15.08.1985
  • K2 (8611 m) – 23.06.1986
  • Shisha Pangma (8027 m) – 18.09.1987
  • Gasherbrum II (8034 m) – 12.07.1989
  • Gasherbrum I (8080 m) – 16.07.1990
  • Cho Oyu (8201 m) – 26.09.1991
  • Annapurna (8091 m) – 22.10.1991 
Inne osiągnięcia górskie (wybór)

  • Mnich (Tatry) – wschodnią ścianą, Wariantem R, 1964
  • Mały Kiezmarski Szczyt (Tatry) – północną ścianą, dr. Stanisławskiego, 1964
  • Hochfernerspitze (Zillertal, 3463 m) – północno-zachodnią ścianą, V – 14.09.1964 (z Helmutem Scharfetterem)
  • Olperer (Zillertal, 3476 m) – północno-zachodnią flanką, dr. Marinera, IV – 22.09.1965 (ze Zdzisławem Kirkin-Dziędzielewiczem i H. Scharfetterem)
  • Scharnitzspitze (Wetterstein, 2464 m) – południowym zacięciem, dr. Lebelego, IV, 26.09.1965, (ze Z. Kirkin-Dziedzielewiczem i H. Scharfetterem)
  • Scharnitzspitze (Wetterstein, 2464 m) – południową ścianą, wprost zacięciem Hannemanna, V+, 27.08.1965 (ze Z. Kirkin-Dziedzielewiczem)
  • Torre Stabeler (Dolomity) – dr.Fehrmanna, 17.09.1965(ze Z. Kirkin-Dziedzielewiczem i W. Kuschelem)
  • Niżnie Rysy (Tatry) – zimowe przejście północno-zachodniej ściany, 14.02.1966 (z Krzysztofem Cieleckim, Januszem Kurczabem i Adamem Szymanowskim)
    Mały Koprowy Wierch (Tatry) – nowa, zimowa droga prawą częścią północnej ściany (V), 16.02.1966 (z Krzysztofem Cieleckim, Bogdanem Jankowskim i Januszem Kurczabem)
  • Mont Blanc (4807 m) – trawersowanie od Col du Midi do Aiguille du Go?ter, lato 1966 (z Elżbietą Miszczak-Piekarczykową)
  • Aiguille du Grépon (Masyw Mt Blanc, 3482 m) – I kobiece przejście wsch. ściany, V – sierpień 1967, ( z Haliną Krüger-Syrokomską)
  • Trollryggen (Norwegia, 1774 m, VI) – I przejście kobiece, 9-11.08.1968 ( z H. Krüger-Syrokomską)
  • Pik Lenina (Pamir, 7134 m) – wejście przez Skały Lipkina, 10.08.1970
  • W.82 (Hindukusz, ok. 5950 m) – I wejście, 14.08.1972 (północno-wschodnim filarem, III, z Janem Holnickim-Szulcem, Andrzejem Sikorskim i Krzysztofem Zdzitowieckim)
  • W.81 (Hindukusz, ok. 5980 m) – I wejście, 15.08.1972 (trawersowanie wzdłuż głównej grani, z Janem Holnickim-Szulcem, Andrzejem Sikorskim i Krzysztofem Zdzitowieckim)
  • Noszak (Hindukusz, 7492 m) – 23.08.1972, I polskie wejście kobiece
  • Eiger (3970 m) – II przejście w ogóle, a I kobiece północnym filarem, dr. braci Messnerów i Hiebelera, 19-22 sierpnia 1973 (z Danutą Gellner (-Wach) i Stefanią Egierszdorf)
  • Gasherbrum III (7952 m) – I wejście, 11.08.1975 (z Alison Chadwick-Onyszkiewicz, Januszem Onyszkiewiczem i Krzysztofem Zdzitowieckim)
  • Matterhorn (Alpy Pennińskie, 4478 m) – I kobiece zimowe przejście północnej ściany, dr. Schmittów 7-10.03.1978, (z Anną Czerwińską, Ireną Kęsą i Krystyną Palmowską)
  • Grand Capucin (Masyw Mt Blanc, 3838 m) – wschodnią ścianą, dr. Bonattiego, 15-16.07.1979 (z Ireną Kęsą)
  • Aconcagua (Andy, 6960 m) – przejście południowej ściany w stylu alpejskim (16-19.01.1985, ze Stéphane Schaffterem)



eioba

5 komentarzy:

  1. To musi być wzruszająca lektura, tym bardziej, że opowiada historię prawdziwą

    OdpowiedzUsuń
  2. Idealna dla mojej koleżanki dlatego pozwolę sobie podesłać jej linka

    OdpowiedzUsuń
  3. Wanda jest mi bardzo bliska. Sama nie wiem czemu, ale trochę się z nią utożsamiam. Poza tym jest dla mnie jedną wielką zagadką co ona tak naprawdę myślała i czuła, jaka była w środku. Bo z opowieści osób, które ją znały i chodził z nią po górach, a nawet z jej własnych wypowiedzi, wyłania się obraz dość trudnej osobowości. Czytałam "Karawanę do marzeń", ale muszę też sięgnąć w końcu po "Na jednej linie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zamówiłam "Karawanę do marzeń"... A tak sobie myślę, że każda wielka osobowość jest trudna... To są ludzie, którzy więcej widzą, mocniej czują, inaczej żyją... Wszystko, co inne zderza się w tym świecie z murem przeciętności innych ludzi, którzy raczej ciągną wybitne jednostki w dół niż wspomagają... niestety...

      Pozdrawiam
      :)

      Usuń

Recent Posts