14 marca 2014

"Pokolenie kolosów" Piotr Tomza





Żyję już na tym świecie dostatecznie długo, aby widzieć rożne rzeczy. Kiedyś myślałam, że świat stoi u moich stóp i wystarczy marzyć, aby być szczęśliwym. Potem "dorosłość" pokazała mi moje miejsce w szeregu, ale gdy zdawało się wszystkim, że udało się mnie dopasować do "średniej krajowej", zaczynałam się znów buntować. K.S. twierdzi, że zbyt dużo ostatnio zmieniam, ale cóż, dłużej nie da się być nijakim... Ja nie potrafię...  Mark Twain mawiał: "Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj". Dlatego może sięgam ostatnio po książki opowiadające o ludziach, którzy poświęcili życie dla pasji. Przypominają mi oni, że nijaki świat się myli, kłamie mówiąc mi ciągle, że nie warto, że już najlepsze za mną, że wszystko straciłam... Są moim "wyrzutem sumienia", gdy zmęczona po pracy zasypiam i nadal nic nie robię, aby wreszcie zrealizować moje największe marzenia z dzieciństwa. A mam takowe...



Wzięłam więc do ręki książkę Piotra Tomzy "Pokolenie kolosów" i obudziły się we mnie pragnienia małej dziewczynki, która dawno temu wieczorami wychodziła podczas burzy przed dom i, ku rozpaczy mamy, patrzyła w niebo i marzyła o przyszłości. Każda kolejna błyskawica była jednym marzeniem, a grzmoty tylko potwierdzały złożone przez niebo obietnice... Zobaczyłam również kilkulatkę, która przychodziła do babci, a ta godzinami opowiadała jej o świecie, dialogu z ludźmi, równości i o Bogu...  A potem... gdy mała dziewczynka dorosła i chciała spełnić swoje marzenia, ktoś jedną decyzją przekreślił wszystko i zatrzasnął drzwi do świata... Schowała się zatem i przestała marzyć, ale czy na pewno???  Marzeń nie da się wyrzucić, jak zalegających śmieci. Zawsze będą schowane głęboko, i nawet gdyby przez całe życie nie miały ujrzeć światła dziennego, pamiętamy o nich... I mała dziewczynka nadal marzy...




Wróćmy jednak do książki, bo dziś mam niezwykły dar, nazwijmy to, "myśli pobocznych". Zacznijmy od początku. Kolosy to nagrody za dokonania eksploracyjne. Są przyznawane są corocznie od 2000 roku w pięciu kategoriach: "Podróże", "Żeglarstwo", "Alpinizm", "Eksploracja jaskiń" i "Wyczyn roku". Statuetka nawiązuje do słynnych i owianych tajemnicą posągów Moai z Wysp Wielkanocnych.Więcej znajdziecie na stronie www.kolosy.pl   Piotr Tomza opisuje w swojej książce tylko i aż piętnaście różnych historii, osób i pasji...  Układają się one w pewnym kluczu, pewnie dla każdego czytelnika innym, zależnie od drzemiącym w nim  marzeń. Z książki można wybrać wiele cennych dla siebie myśli, a ja traktuję ją bardzo osobiście, bo i pojawiła się w moim życiu w trudnym i wymagającym dla mnie okresie.  Wiedziałam, że zawsze w książkach znajdę inspirację do pracy nad sobą. Dlaczego? Proste - książka jest tylko dla mnie, jest cierpliwa, wysłucha, poczeka, nie krytykuje, podsyła odpowiedzi i kierunki poszukiwań... Co zatem znalazłam w "Pokoleniu kolosów"? Kilka historii, wiele inspiracji, ale o tym za chwilę... Wiem, wiem, jestem ogromną egoistką, ale zawsze czytam z myślą wyłącznie o sobie. Każda kolejna książka pozwala mi żyć, oddychać, myśleć, uśmiechać się i zwyczajnie być sobą... 
 

Pierwsza inspiracja
Marzenia wymagają poświęcenia, pracy i odwagi...


Sylwester Czerwiński, Kolos 2001



"By zrealizować kolejny pomysł, samotną rowerową podróż z Goleniowa do Pekinu i z powrotem, zaczął odkupywać urlopy od kolegów z piekarni. Starczyło na ponad trzy miesiące, dwadzieścia dwa tysiące kilometrów, półtora tysiąca zdjęć i trzysta stron notatek. (...) Wróciłem z wyprawy i usłyszałem "do widzenia panu" - wspomina okoliczności zwolnienia z pracy (...) Wyjechałem do Anglii i zacząłem pracować jako kierowca. Na trzy etaty. Budziłem się w niedzielę i wiedziałem, że do piątku czeka mnie najwyżej osiemnaście godzin snu. Zapisałem się do publicznej szkoły, żeby poznać język. Zaliczyłem dwa lata. Miałem cel, marzenie do zrealizowania. Bez tego nie mógłbym się zmobilizować do życia w kieracie (...) Spędził na Wyspach pięć lat. Odłożył tyle, by móc zależeć tylko od siebie. 12 sierpnia 2007 roku rozpoczęła się jego podróż życia". (o Sylwestrze Czerwińskim)



Myśl druga.
Na marzenia nigdy nie jest za późno. Henryk Widera zaczął żeglować po przejściu na emeryturę. Pierwszego Kolosa otrzymał w wieku 64 lat, choć rejs życia nadal miał cały czas jeszcze przed sobą...


Henryk Widera, Kolos 2004

"Nie wiem, co by się stało, gdyby nie żeglarstwo. Ono mi pozwoliło uwolnić się od problemów, które miałem przez całe życie. Uratowało mnie, a przecież zanosiło się już na katastrofę. Kocham obie moje pasje i mam wielkie szczęście, że mogę je połączyć"






Punkt trzeci.
Marzenia to jednak nie tylko cel do osiągnięcia - samo życie to wielka podróż. Piotr Tomza tak pisze: "Historia życia Tomasza Mackiewicza nadaje się na osobną opowieść. W Irlandii intensywnie trenował bouldering (wspinaczka po skalnych blokach bez asekuracji), wcześniej sporo podróżował po Azji. W Indiach przez pół roku pomagał Helenie Pyz, polskiej lekarce i misjonarce świeckiej, w prowadzeniu ośrodka dla trędowatych, zatrzymał się też u ojca Mariana Żelazka". 


Trzeba jeszcze wspomnieć o czymś bardzo ważnym i niestety smutnym. Wielu złożyło za marzenia najwyższą ofiarę - własne życie. Ryzykowali, zdobywali, byli... Nie potrafili inaczej, coś w środku kazało żyć pełnią, nawet za cenę owego życia...



I jeszcze jedna myśl na koniec:



Andrzej Muszyński, Kolos 2008

"Każda wędrówka -  czy to w przestrzeni, czy intelektualna - to jest naprawdę niebezpieczna zabawa z rzeczywistością i z samym sobą. Im więcej widzisz, im więcej masz perspektyw i punktów odniesienia, tym trudniej ci pewne rzeczy zrozumieć. A przecież po to jechałeś, żeby zobaczyć, przeżyć i właśnie zrozumieć. Tymczasem zaczynasz błądzić, jak w labiryncie, a to może się bardzo źle skończyć. I wtedy najlepiej wrócić. Dosłownie. Do ławki przed domem, skąd trzeźwym okiem można spojrzeć na to wszystko, co dzieje się dookoła"





A ja? Ja wyruszam w swoją podróż, mam już dosyć siedzenia przed domem na ławce....



Anna M.



Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził. Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)

eioba

2 komentarze:

Recent Posts