17 kwietnia 2014

Na zakręcie...




 
Kabaret Neo-Nówka ma rewelacyjny skecz pt. "Niebo". Otóż skacowany diabeł (Lucjan) dzwoni do nieba (do Bogu) z pretensjami, że ten przysłał Polaków. Kiedy Bogu pęka ze śmiechu usiłując zrozumieć potok słów Lucjana, ten zadaje kluczowe dla nas pytanie: "Bogu, co z nami będzie, kiedy spotkamy się na zakręcie?", na co da się słyszeć głos z nieba: "Nie martw się Lucjan, mignę ci światłami". Cóż - jestem na zakręcie, czekam na światło...






Kolejne książki, karta płatnicza, debet na koncie. Coraz szybciej, coraz więcej, nic nie pozostaje. W pędzie życia i wyścigu szczurów zgubiłam drogę. Przyłapałam się na tym, że coraz częściej czytam książki już nie dla przyjemności, ale żeby zamieścić ich recenzję na blogu. Coś jest nie tak, ale co? Może chodzi o presje? Może o licznik lektur? A może o zwykłe poszukiwanie siebie?



Zastanawiam się, w jakim kierunku pójść? Interesują mnie przede wszystkim reportaże, literatura faktu, biografie i wspomnienia. Moja ciekawość świata rośnie wraz z liczbą przeczytanych książek i co jakiś czas zmieniam uliczki  i alejki w księgarniach przemierzając coraz to nowe działy. Przyszło jednak zmęczenie i znużenie... Może to zwykłe przesilenie wiosenne,  może zły nastrój jest podyktowany nieuchronnie zbliżającymi się trzydziestymi trzecimi urodzinami, a może zwyczajnie potrzebuję zmiany i konkretnej drogi? Z tą myślą zaczynałam czytać kolejne książki, które od miesięcy zalegają półki. Szukałam tej jednej, która spowoduje, że krew w żyłach się zburzy,  a świat zniknie sprzed oczu. Ciągle czułam głód i ciągle nie wiedziałam, jak go zaspokoić. Znajomi doradzają, abym nadal pisała bloga, a jednocześnie nie mają czasu, żeby się spotkać i porozmawiać, no chyba,że czegoś potrzebują... Za mną kilka trudnych tygodni w pracy, no kilka przede mną... Czas płynie, a ja czuje, że coś zgubiłam i nie wiem co. Ta myśl mnie prześladuje...



Zmęczona wszystkim włączyłam kabaret... Wybór padł na Neo-Nówkę i skecz "Niebo". Słowa Lucjana "Co z nami będzie, kiedy spotkamy się na zakręcie?" wstrząsnęły mną. Otóż przypomniałby mi o pierwszej miłości mojego życia i zapewniam Was, wcale nie chodzi o Lucjana ;), a o Biblię! Brzmi pompatycznie i wzniośle, ale tak nie jest. Od kilku tygodni coraz częściej i bliżej "kręcę się" wokół Biblii. Podchodzę i biorę ją do ręki, kartkuję i odkładam bojąc się, że gdy się zagłębię, przepadnę na długi czas. Strony są gorące i parzą w dłonie... Odkładam kolejny raz, bo przecież są ważniejsze rzeczy do zrobienia, inne książki do przeczytanie, bo przecież czytelnicy mojego bloga nie chcą zapewne słuchać i czytać o moich fascynacjach religią... A jednak Biblia jest zawsze tuż obok mnie, w zasięgu ręki...  Przeczytałam kiedyś u Szymona Hołowni, że trzeba przebywać w dobrym towarzystwie, aby być dobrym, trzeba nasiąkać optymizmem, czynić dobro i być po jasnej stronie mocy: "Jeśli będziesz siedział wyłącznie wśród ludzi psioczących na wszystko i widzących wszędzie zagrożenia – żebyś nie wiem jak był silny, w końcu trafisz do psychiatry albo zrobisz sobie lub komuś krzywdę" (cały artykuł)Przyznaję, czuję się trochę, jakbym słuchała Mistrza Jody, ale cóż, jaki uczeń, taki mistrz...




Biblia była pierwszą książką, jaką przeczytałam, potem wiele razy wracałam do niej we wszystkich tych dobrych i tych trudnych momentach. Czytałam ją, zaznaczałam wybrane fragmenty, wpisywałam komentarze, zapisałam się nawet na kurs hebrajskiego i greckiego... Również z wykształcenia jestem biblistką... choć to zdecydowanie za poważnie brzmi...


Jaki to wszystko ma związek z moim blogiem i po co to wszystko piszę narażając się na kpinę i kolejne kliknięcia z oznacznika "lubię to" na "nie lubię"? Jestem zmęczona... Czas na powrót do korzeni... Nie chodzi przecież o to, by zrezygnować z prowadzenia bloga, albo, by sprzedać książki i zerwać kontakt ze znajomymi... Tak na marginesie - zlikwidowałam konto prywatne na Facebooku i czuję się z tym rewelacyjnie. Przynajmniej już nie śledzę mało wnoszących do mojego życia newsów od wątpliwych i już tylko wirtualnych znajomych, no i nie porównuję swojej "marnej" codzienności z prawdziwie "ciekawym" życiem innych... Ach i kilka dni temu wyrzuciłam telewizor. Dlaczego? Szkoda mi czasu i energii na zaprzątanie sobie głowy śmieciowymi informacjami, programami, czy filmami. Wracam do prostoty i ciszy, zwalniam tempo życia, żeby żyć na prawdę. A co z tą Biblią? Znów zaczęłam ją czytać - codziennie, systematycznie, rzetelnie i poważnie...  Nie robiłam tego od miesięcy... To skomplikowane, bo przez 8 godz. dziennie zawodowo zajmuję się Biblią i wszystkim, co z niej wynika, więc niby czytam... "Niby" robi wielką różnicę...  



- "Bogu, co z nami będzie, kiedy spotkamy się na zakręcie?"
- "Nie martw się Lucjan, mignę ci światłami"


No i mignął mi światłami po oczach. Trochę mnie oślepiło i teraz przyzwyczajam wzrok do owego światła. Gdy zmrużę oczy, daje się już coś odczytać, kartka po kartce, linijka po linijce. Znów serce mocniej bije, ręce drżą przewracając strony, nic poza tym nie istnieje i nie jest w stanie mnie odciągnąć od lektury... Ciekawa jestem, co dalej Bogu wymyśli...




Anna M.

P.S. Kochani, cierpliwości... Z pewnością wrócę niedługo do czytania reportaży i pisania bloga, bo to silniejsze, niż moje zmęczenie, potrzebuję tylko chwile odpoczynku... od wszystkiego...




4 komentarze:

  1. Trzymam kciuki, abyś odnalazła swoją drogę. Wiele zmian w niedługim czasie, ale czasami tak trzeba.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieplej robi mi się na sercu, kiedy widzę taką właśnie Biblię - używaną. Mnie wychowano w nurcie "nie dotykaj, to święta księga!", ale na szczęście znalazłam w sobie siłę, by Biblię uczynić książką moją i dla mnie.

    Ja również trzymam kciuki za znalezienie dobrej drogi. Sama jej szukam, w tym świecie chyba często będzie się to ludziom przydarzało. Mam wrażenie, że coraz trudniej być sobą, robić coś dla siebie; przyjemności szybko zmieniają się w coś zupełnie odwrotnego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję Wszystkim za miłe słowa :) Podróż wgłąb siebie była niesamowita i na nowo odkryłam moją pasję, ale już powoli wracam do czytania książek. Widziałam dziś film pt. "Medicus" i oczarował mnie świat wykreowany przez reżysera. Oczywiście, jako teolog mam wiele zastrzeżeń nawet do faktów historycznych, ale dziś nie będę się czepiała. Dawna miłość do krajów Bliskiego i Dalekiego Wschodu wróciła. Pozdrawiam wszystkich pozytywnie zakręconych na punkcie książek...

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts