5 kwietnia 2014

"The Railway Man"




Dziś dwie myśli... 


Pierwsza - po długich przemyśleniach popełniłam społecznościowe samobójstwo, czyli usunęłam prywatny profil na Facebooku. Nie pierwszy raz, ale tym razem - ostatni.  Powód? Cóż... Spędzałam na min zbyt wiele czasu, który zawsze poświęcałam na czytanie, naukę języków, spacery i spotkania ze znajomymi. Pierwotny lęk, że stracę też kontakt w realu z moimi facebookowymi znajomymi, bardzo szybko wyparła racjonalna myśl, że w owych kontaktach mam osoby, które raz czy dwa razy spotkałam i nic poza tym. Byli też ludzie, z którymi kiedyś się znałam, ale nasze drogi dawno się rozeszły i tylko śledziliśmy wzajemnie swoje poczynania. A tych, z którymi się spotykam na codziennie, zwyczajnie nie muszę mieć na Facebooku. Może to nie jest jakieś epokowe odkrycie, ale wolę realne rozmowy i spotkania. Zostawiam tylko konto bloga, aby moje recenzje mogły trafić do tych, którzy korzystają z Facebooka i nie mają z tym podobnych do moich problemów :) Zatem - żegnaj wirtualny portalu... Witaj życie!




Druga myśl...






Po długim i bardzo wyczerpującym tygodniu postanowiłam, że piątkowy wieczór spędzę w kinie. Albo to syndrom singielki po trzydziestce, albo nareszcie zaczynam dostrzegać potrzebę bycia dla siebie samej i robienia sobie małych przyjemności. Osobiście wolę drugie wytłumaczenie :) Tym razem do kina poszłam sama... Wybrałam film "Droga do zapomnienia", na który czekałam od kilku tygodni... Wcześniej oczywiście czytała książkę i byłam nią zachwycona (tutaj można przeczytać moje refleksje o książce). A film? Hmm...


Sama do końca nie mogę się zdecydować z jego jednoznaczną oceną. Nie potrafię takiej wystawić. Z jednej strony film jest tylko oparty na autobiografii Erica Lomaxa i raczej luźno traktuje czas i przestrzeń... I tak wiele miejsc i motywów się zupełnie nie zgadza, ale przecież to nie rola filmu. Reżyser również w dużej mierze pomija sceny tortur w obozie, a te ukazane raczej są sztuczne i nie oddają grozy sytuacji. Ale może to być również zaletą tego filmu, ponieważ nie skupia on się na dramacie pobytu w obozie, ale raczej na życiu po ocaleniu i spotkaniu z oprawcą...





Scena, w której po  latach Lomax spotyka się z Nagase w jednej z sal tortur byłego już obozu, jest wstrząsająco autentyczna - niesamowita. Nie ma tu zbędnych słów i gestów, nie ma tak lubianych przez Hollywood sztuczek mających wycisnąć z widza tanie łzy. Jest autentyzm... Przez kilkanaście minut możemy obserwować siedzących naprzeciw siebie dwóch zniszczonych przez przeszłość mężczyzn: kata i ofiarę. Czujemy to, co oni mogli czuć. W tej jednej scenie można zamknąć los wielu ocalonych z obozów, ich dramat, prawdę, życie i próbę zrozumienia tego, co się stało...  I tu ogromny plus za grę aktorską. Colin Firth i Hiroyuki Sanada  stanęli na wysokości zadania. Ich kreacje są bardzo realistyczne i do bólu prawdziwe. Colin doskonale uchwycił dramat i złożoność psychiki osoby ocalonej z piekła obozu. Tu nie ma jednoznacznych ocen, zachowań i postaw. kat staje się ofiarą, a ofiara przez lata pragnie zemsty...



Często zastanawiam się, jak to jest żyć po takim piekle. Czy można znaleźć spokój? Kim być i w co wierzyć? Wiele razy rozmawiałam z ocalałymi z Holokaustu. Nauczyłam się od nich doceniania każdej chwili życia, każdej minuty...  Nigdy nie mogę o nich zapomnieć, zawsze mam przy sobie kamyk, który dostałam od pewnego Niemca, który pokazał mi w Berlinie stacje kolejową, z której odchodziły transporty do obozów koncentracyjnych. Będąc w Berlinie i mieszkając u tych ludzi, bardzo uważałam, aby nie poruszać bolesnego i trudnego tematu, nie naciskałam. Ale pewnego dnia Gerard sam nas zabrał w to miejsce i zaczął opowiadać o trudnej przeszłości.... 





Polecam film wszystkim, którzy mają odwagę myśleć, a nie tylko się wzruszać "smutnymi historyjkami". Książka plus film to obowiązkowa pozycja w dzisiejszych czasach, gdzie nadal istnieją obozy, gdzie ciągle giną ludzie, a my staramy się to wytłumaczyć lub zwyczajnie nie zauważać, bo się to nam w głowach nie mieści....







Anna M.

Jeszcze raz zapraszam na zwiastun filmu...














Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził. Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)


3 komentarze:

  1. Sama mam podobną myśl. Gdyby nie fakt, że mój fanpage jest połączony (technicznie) z oficjalną stroną też bym usunęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka dni bez prywatnego Facebooka i życie nabiera kolorów... realności!

      Usuń
  2. Moim zdaniem książka i film dobrze się uzupełniają - mimo nieścisłości (jest ich sporo, ale jak napisałaś - nie taka rola filmu) ekranizacja porusza ciekawe aspekty i zwraca na nie uwagę. Zgadzam się, że sceny związane ze spotkaniem obu panów są świetnie przedstawione, bardzo emocjonalne i prawdziwe. Reszta też wygląda dobrze jako całokształt.

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts