19 maja 2014

"Akademia Wampirów" Richelle Mead





Kadr z filmu "Drakula" z 1992 roku
Wampiry... 
Od wieków krążą opowieści o nieśmiertelnych istotach żywiących się krwią niewinnych. Któż z nas nie słyszał legend z dalekiej Transylwanii o potężnych hrabim Drakuli? Jeśli ktoś nie widział "Wywiadu z Wampirem" nie zrozumie, w czym tkwi fascynacja tą tematyką... Piękne, szlachetne i niebezpieczne istoty stały się legendą... 




Niestety w ostatnich latach mamy jakiś bum na wampiryzm. Powstają setki książek, filmów, komiksów. Nawet poważne uczelnie wprowadzają wykłady o Edwardzie i Belli. Moje dzieci przynoszą na lekcje jakieś okropne lalki Monster-cośtam. Otacza nas świat komercji i tandety, który wkradł się również do literatury.  W księgarniach półki w dziale fantastyka dla młodzieży uginają się od setek książek z kolorowymi okładkami, na których widnieją piękne dziewczyny i przystojni chłopacy. A wszystko to ponoć wampiry. Nawet na lekcji rozmawialiśmy o tym, czy istnieją złe książki i czy ich czytanie może szkodzić... Zapewne zaraz odezwą się fanki Edwarda i innych takich tam, bo z forów internetowych wiem, że potrafią być bezwzględne, ale uważam, że tak - książki mogą być złe i szkodliwe. Nie chodzi tu o jakąś magie, ale o bardziej prozaiczne rzeczy: komercjalizacje i spłycenie tematyki, niski poziom literacki, banalna fabuła, niepotrzebny erotyzm.



To tylko moje zdanie, ale moje dzieciaki namówiły mnie na przeczytanie czegoś, powiedzmy, "innego". Wybór padł na "Akademię Wampirów" Richelle Mead. Poszłam nawet dalej i obejrzałam film, który, jak mnie zapewniano, miał być hitem na miarę "Zmierzchu". Nie poddałam się i przeczytałam nawet drugi tom owej "Akademii...". Może jestem już za stara, może to nie ten temat, choć Drakula nadal mnie fascynuje, może chodzi o przesyt mrocznymi książkami, a może te książki są podróbką prawdziwej gotyckiej literatury. Nie wiem... Kochani robiłam naprawdę wszystko, żeby "wciągnąć się" w te książki, ale po drugim tomie powiedziałam: STOP. Przepraszam, ale moja psychika i wrażliwość więcej nie wytrzymają... Dlaczego?




"Akademia Wampirów" to historia o dwóch przyjaciółkach. Lissie jest wampirem i należy do królewskiego rodu Dragomirów, czyli jest Morojem (szlachetna rasa czystej krwi). Każdy Moroj, szczególnie z rodu królewskiego ma swojego Strażnika - Dampira (mieszańca). Strażnikiem Lissie jest Rose, przebojowa i zbuntowana nastolatka. Wszystkie młode wampiry i ich strażnicy mieszkają i uczą się w akademii św. Władymira.  Moroje uczą się posługiwać magią, którą dziedziczą wraz z krwią. Natomiast Dampiry w myśl zasady "najpierw Moroj, Strażnik zawsze drugi" ćwiczą się w sztukach walki, aby ochraniać wampiry. Są jeszcze ci źli, czyli Strzygi - okrutne wampiry, które zabijają te dobre wampiry. Zawiłe? A dopiero zarysowałam podział na tych "dobrych" i tych "złych", choć w trakcie czytania bohaterowie staja po różnych stronach i często trudno nadążyć za ich wyborami i zdefiniować ich postawę. 




Tom I to opowieść o samej akademii. Rose i Lissie buntując się przed zasadami w niej panującymi, uciekają do świata zewnętrznego. Przez 2 lata udaje im się żyć i uciekać przed wszystkimi - Morojami z akademii i Strzygami. Ale wszystko, co zabronione szybko się kończy i nastolatki wracają do szkoły. Tam Lissie uczy się panować nad swoimi nadnaturalnymi zdolnościami, a Rose poznaje legendę Akademii, potężnego Strażnika Dymitra. No i oczywiście Rose się zakochuje, ale jak to bywa, niestety nie jest im pisane być razem, bo zasada jest okrutna - życie Strażnika to poświęcenie i wyłącznie ochrona Wampira, nie ma miejsca na własne pragnienia i szczęście osobiste. Dymitr uczy Rose sztuk walki, aby mogła w przyszłości zostać Strażnikiem. Ale w Akademii jest zdrajca, który czyha na życie Lissie...




 


II tom "W szponach mrozu" to kontynuacja wątków z "Akademii Wampirów". Dziewczyny nadal uczą się w szkole, w głowach mają plotki, ciuchy, kosmetyki, zabijanie strzyg, no i miłość. Poznajemy matkę Rose i ich wzajemne dość trudne i skomplikowane relacje. Autorka zabiera nas do kurortu narciarskiego na Święta Bożego Narodzenia. Moroje i Strażnicy ukrywają się przed coraz śmielszymi atakami Strzyg.  Rose coraz lepiej walczy i niedługo stanie przed możliwością zdobycia pierwszego tatuażu Strażnika. Czy będzie w stanie pokonać wroga? Czy strata przyjaciela i poczucie winy nie odbiorą jej odwagi? To tylko niektóre pytania. Poza tym rozwija się miłość Lissie i Christiana, no i możemy śledzić walkę z zakazanym uczuciem pomiędzy Rosą a Dymitrem. Szkoda, że autorka zupełnie niepotrzebnie postawiła na podteksty erotyczne i tanie chwyty. A film już tylko na tym się opiera... Nie wierzę, że nastolatki takie są, nie podsuwajmy im taniej literatury, a tym samym nie przyzwyczajajmy ich do wyłączania myślenia...




"Pocałunek cienia" - tom III.

Książkę przeczytałam w 3 godz. Nic specjalnego, choć mam wrażenie, że im dalej w las, tym ciemniej, czyli każda kolejna część jest słabsza... Na tym chyba skończę lekturę.. Znów wracamy do Akademii. Tym razem nasze nastoletnie wampiry mają egzaminy, a Rose odkrywa, że widzi duchy. Długo ukrywa swój dar, a kiedy prawda wychodzi na jaw, nawet Dymitr jej nie wierzy... choć chłopak stara się, jak może... W końcu kocha Rose i takie tam... Strzygi wciąż atakują, a ich celem staje się właśnie ukochany Rose... Teraz to ona będzie musiała dokonać wyboru, czy strzec Lissie, czy może wyruszyć na poszukiwanie Dymitra, który staje się jednym z tych złych... Niestety kolejny raz mam wrażenie, że gdzieś już to widziałam? Zaraz, zaraz, przecież już kiedyś mieliśmy Angela z "Buffy", Damona Salvatore z "Pamiętników...", czy wreszcie mój ulubiony do wyśmiewania wątek z "Czarodziejek"... Cóż, niczym mnie autorka nie zaskoczyła... To chyba pożegnanie z serią.. Aż się boję ekranizacji kolejnych części...



Cały cykl "Akademii Wampirów" to sześć tomów... Chyba nie dam rady wszystkich przeczytać, chociaż pewnie powinnam, żeby mieć własne zdanie na całość tematu. Niestety ta autorka i ten cykl zupełnie mnie nie przekonują. Trochę to przypomina sagę "Zmierzch", trochę łączy wątki z  "Pamiętników Wampirów" i "Czystej krwi". Nic nowego, nic odkrywczego i zaskakującego. Jednym słowem - przeciętne! Wolę mojego Hrabiego Drakulę...



Anna M.

 


Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził. Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)

eioba

23 komentarze:

  1. "Akademia Wampirów" składa się z 6 tomów - i o dziwo mi się bardzo spodobał ten cykl - zwłaszcza że od 3 tomu pochłonął mnie całkowicie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już naprawiam mój błąd... 6 tomów - oj, to oznacza, że mam jeden tom więcej do przebrnięcia...

      Mi się nie podobał :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Uwielbiam książki o wampirach :) Mam chęć na tę serię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście nie polecam... Ale pewnie każdy musi się na własnej "skórze" przekonać o tym... :)

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Natomiast ja bardzo polecam tą serię :)

      Usuń
  3. Kochani, przeczytałam kolejne trzy tomy. W skrócie:
    IV - Ona nie kocha go, on ją tak, choć on jest złym wampirem
    V - Ona kocha go, on jej nie, bo znów stał się dobrym wampirem
    VI - Oni kochają się, ale ona ma poślubić innego...

    Jednym słowem - koszmar, więc nawet nie będę pisała recenzji... Szkoda nerwów...
    Wracam do jakiejś normalnej książki... Cóż, na moje usprawiedliwienie dodam, że jestem od tygodnia chora... może to dlatego taka seria...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona wcale nie ma poślubić innego :__:

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Komentarz został usunięty ze względu na złamanie regulaminu Bloggera przez jego autora. Internet nie jest anonimowym miejscem, gdzie można obrażać innych, każdy też powinien panować nad swoim językiem i prezentować choć minimalną kulturą osobistą. Dyskutować można z osobami, które mają coś ważnego w sprawie do powiedzenia... Odpierania ataków o charakterze czysto emocjonalnym, a mało merytorycznym staje się mało konstruktywnym zajęciem, również wulgaryzmy użyte w komentarzu nie pozwalają na jego publikacje na moim blogu...

      Usuń
  4. niestety kompletnie nie zgadzam się z twoją opinią. Jeśli sądzisz, że druga część była przesiąknięta erotyzmem, to ty chyba nigdy w życiu nie czytałaś takiej książki. Polecam "50 twarzy Greya" i wtedy sobie porównasz. "Akademia Wampirów" to literatura młodzieżowa, poza tym, jeśli cały czas piszesz, jakie to dno z powodu wątków, które interesują współczesną młodzież, wygląda to tak, jakby tymi "normalnymi książkami" były pozycje takie jak lektury - najnudniejsze z możliwych. Na palcach jednej ręki mogę wyliczyć ciekawe lektury, natomiast osobiście uważam, że w tej recenzji masz mało racji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodzież jest taka, jaką ukształtuje kultura.. Mówiąć kolokwialnie, można zachwycać się fast foodem z McDonalda, ale czy to znaczy, że po jego zjedzeniu, będziemy zdrowi? Ale amatorzy takiej kuchni się znajdą... Bo tanio, szybko, modnie, a i chemiczny smak uzależnia... Z czasem taka osoba nie widzi nic złego w śmieciowym jedzeniu. Ale to wcale nie znaczy, że nie mamy promować zdrowej i wyszukanej kuchni..., uczyć dzieci naturalnych smaków i prowadzić profilaktykę zdrowia. Tak samo jest z literaturą. Jeżeli będziemy obniżać poprzeczkę, to każde kolejne pokolenie będzie płytsze, mniej myślące, czytające mało ambitną książkę i oglądające kiczowate filmy, słuchające byle jakiej muzyki.

      Usuń
    2. uważam, że porównywanie literatury młodzieżowej do fast foodów to lekka przesada. Nie widzę nic wyszukanego w wyniosłym języku, kiedy fabuła książki nie jest ciekawa, np taki "Stary człowiek i morze". Ja rozumiem - walka człowieka z żywiołem, no ale proszę, ten cały Santiago musiał mocno trzymać marlina, a w trakcie zdążył sie przespać, coś zjeść, i jeszcze z nim rozmawiał, a potem z jego połową. Ostatecznie stwierdziłam, że albo to napisało jakieś dziecko, które nudziło się z ojcem na rybach albo ktoś nietrzeźwy. Dodatkowo dodaję, że literatura młodzieżowa nie bez powodu nazywa się literaturą MŁODZIEŻOWĄ. nie sądzę, abym po niej stała się płytsza. Właściwie uważam, że połowa tych "zdrowych" i "ambitnych" książek cofa ludzi i nastawia negatywnie przeciwko nowościom. Oczywiście bez przesady, bo faktycznie spotkałam się z kiepskimi pozycjami. Poza tym, czytając twoją wypowiedź dochodzę do wniosku, że próbujesz nam powiedzieć, że warto czytać albo stare nudne rupiecie albo w ogóle. A no i tak na koniec, jeśli chcesz ambitną lekturę, to polecam "Efekt lucyfera" Dr Zimbardo. Ciekawa pozycja oparta na faktach. Miłego czytania.

      Usuń
    3. cóż, ludzie też wolą jeść frytki niż marchewkę... co nie znaczy, że frytki są dobre, bo są frytkami i dzieci za nimi przepadają. Pozdrawiam.

      Usuń
    4. Powiem w ten sposób: są osoby konserwatywne i te otwarte na zmiany.
      A tak swoją drogą, ja nazwałabym książkami "zdrowymi" te, które czegoś uczą i pokazują nam problemy między innymi współczesnego świata, ale w sumie nie warto się z tobą kłócić, bo pewnie za chwilę stwierdzisz, że taki "Mały Książę" to fast food, bo nie jest pisany trzynastozgłoskowcem.
      Pozdrawiam

      Usuń
    5. Ludzie nie jedzą tylko zdrowego albo niezdrowego jedzenia lecz jedzą różnorodnie... nigdy nie jest że albo jedno albo drugie. Tak samo jest z książkami... każda książka czegoś uczy... i nie jest tak że te nowsze książki są gorsze bo są nowe... ja lubię czytać i te starsze i te nowsze, gdyż można dowiedziec się z nich czegoś nowego...zgadzam sie z fuckingheart,a co do erotyzmu w AW. Nie zgadzam się, gdyż nie ma tutaj żadnych dosadnych scen. W książkach historycznych jest bardzo dużo jednak takich scen także niech pani nie przesadza i się nie upokarza

      Usuń
  5. I dodajmy do tego, że źle odmieniasz imię Lissy. To aż razi w oczy. I twoje podsumowanie trzech ostatnich części to kłamstwo. Radze jeszcze raz przeczytać te książki, aby je zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  6. W dodatku imię Lissy jest źle odmienione. A to aż razi w oczy. Poza tym nie zgadzam się z podumowaniem trzech ostatnich tomów. To jedno wielkie kłamstwo. Radze ponownie przeczytać książki, aby zrozumieć o co w nich rzeczywiście chodziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz prawo się nie zgadzać z moją opinią o książce, to właśnie nazywa się dyskusja. Dialog polega na rozmowie, a nie obrażaniu się nawzajem. Mowa nienawiści do niczego dobrego i konstruktywnego nie prowadzi.
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Twoja recenzja mnie śmieszy. Akademia to fascynująca powieść :) Kocham dział literatury fantastycznej i nigdy kochać nie przestanę. Akademia Wampirów to moja ulubiona książka obok Harrego Pottera, Darów anioła, Niezgodnej, Sagi Szepetem i Wampirów z Morganville . :)) Nie masz racji i więcej na ten temat nie zamierzam się wypowiadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie nie rozumiem agresji w komentarzach... Każdy ma prawo mieć swoją własną opinię na temat książek. I to jest najciekawsze, a jak mawiał KLASYK "warto rozmawiać"...

      Usuń
  8. Naprawdę nie wiem dlaczego dla ciebie ta książka to dno. "Akademia Wampirów" to moja ulubiona seria obok "Klątwy Tygrysa" i muszę powiedzieć, że jest to coś co poleciłabym każdemu czytelnikowi, który potrafi obiektywnie ocenić książkę. Autorka włożyła w to mnóstwo serca i ciężkiej pracy, oczywiście innym łatwo oceniać ale nikt nie zastanawia się nad tym jak trudne jest napisanie dobrej książki. W Akademii została zawarta historia Rose i Dymitra, która naprawdę może czegoś nauczyć dzisiejsze nastolaki; że miłość to nie tylko randki itp. Akcja rozwija się w zawrotnym tępie, tym lepiej ponieważ trudniej oderwać się od książki. Język łatwy do zrozumienia i chociaż wątem wampirów pojawia się teraz w wielu książkach jednakże tutaj to coś więcej niż żądne krwi bestie. Miom zdaniem po prostu czasy się zmieniają i nie możesz oczekiwać, że książki nadal będą pisane w takim stylu jak dawniej. Patrząc na to jak wielu fanów ma "Akademia" można powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek w ostatnim czasie, zwłaszcza, że jak się ostatnio dowiedziałam, druga część ma zostać zekranizowana na życzenie fanów i z dużym ich wkładem, bowiem mają oni zebrać znaczną sumę pieniędzy na to przedsięwzięcie. I tak wogóle to książki fantastyczne to zwykle opowieści o wampirach więc lepiej, że wreszczcie powstało coś godnego uwagi i dużo lepszego niż taki "Zmierzch"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety liczba czytelników nie świadczy o poziomie danej książki, zresztą tak samo jest z muzyką, filmem i chociażby z jedzeniem. Telenowele i bzdury typu "Trudne sprawy" są popularne, ale dziełem ambitnym ich nazwać nie można. Nie lubię komercyjnej literatury, pisanej pod publikę, w tym wypadku rozkochane w wampirach nastolatki, ale przecież każdy może mieć swoje zdanie i wydaje mi się, że już jasno je przedstawiłam. Żyjemy w wolnym kraju i możemy wybierać, co czytamy. Przeczytałam i uznałam za dno... Tyle w temacie... Mam takie prawo... A nastolatki więcej by skorzystały, gdyby czytały książki np. Barbary Ciwoniuk, Lewisa czy Brandona Mulla, ale przecież tam nie ma wampirów... i nie da się z tego nakręcić bezmyślnego romansidła...

      Usuń
  9. Podpisuje się pod Twoją recenzją, wszystkimi kończynami. Jestem fanką istot magicznych a wampiry to już moje hobby. Akademia jest jedyną serią, którą nie dałam rady doczytać. Jednak wolę te "wyniosłe" powieści gotyckie niżeli to coś.

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts