31 maja 2014

"Snowden. Nigdzie się nie ukryjesz" Glenn Greenwald

czyli  "Ktoś" cały czas patrzy...



Jeśli chcesz, żeby nikt nie wiedział, gdzie jesteś, co robisz, o czym mówisz, wyłącz telefon i koniecznie wyjmij z niego baterie lub włóż go do zamrażalnika. Prywatne dane i zdjęcia przechowuj na laptopie, którego nigdy nie podłączałeś do internetu. Płać wyłącznie gotówką... Paranoja? A może zwykłe środki bezpieczeństwa? Zapewne każdy z nas spotkał się w życiu z sytuacją, kiedy ktoś coś podsłuchał, dopowiedział i sfabrykował. Ktoś uzyskał poufne informacje, które później wykorzystał...  Czy jesteśmy zatem bezpieczni? Czy możemy się bronić?




Kilkanaście lat temu, w telewizji swoje "5 minut" miał program "Big Brother". Koncepcja programu była prosta i szokująca: w domu zamknięto grupę ludzi, podłączono kamery i mikrofony we wszystkich pomieszczeniach, nawet pod prysznicem, i świat obserwował zachowanie uczestników show. Co jakiś czas znudzony reżyser wymyślał zadania, aby wymusić określone reakcje swoich ofiar. Wtedy w mediach pojawiły się głosy, że to naruszenie prywatności i tania rozrywka. Oczywiście wszyscy wiedzieliśmy, że uczestnicy programu zgodzili się na taką inwigilację, a mimo to nawet  i oni w pewnym momencie wpadli we własne sidła i starali się schować przed kamerami, wielu nie wytrzymywało presji...

Był też kultowy już film "Matrix". Trochę z innej beczki, ale również opowiadający o wirtualnym świecie, gdzie wszystko można zaprogramować, nawet smak potraw, a najmniejszy ruch śledzą specjalni, wirtualni agenci. Tym razem jednak społeczeństwo podłączone do Matrixa nie wie, że w realnym świecie tak naprawdę ludzie są żywicielami maszyn, a działa i żyje jedynie ich świadomość sztucznie generowana przez program komputerowy. 

Nie mija wiele lat i pojawiają się portale społecznościowe, gdzie logując się, można w jednej sekundzie powiadomić kilkuset znajomych o tym, że zjedliśmy śniadanie. Kliknięcie "Lubię to" stało się wyrazem uznania i aprobaty, a dla milionów użytkowników wyznacznikiem swojej wartości jako ludzi. Wszystko staje się publiczne, a otworzenie jakiegoś linku powoduje, że za każdym następnym logowaniem, Facebook wyświetla nam profilowane reklamy. Wielu zastanawiało się wtedy, skąd "komputer" wie, jaką stronę chwilę temu odwiedziliśmy?


To wszystko niewinne przykłady, czasem fikcja, jak w przypadku filmów, czasem odrobina niewygodniej prawdy o naszej naiwności w udzielaniu intymnych informacji na portalach społecznościowych. Ale co byście powiedzieli, gdyby przyszedł ktoś i ujawnił skrywaną latami tajemnicę, że to wszystko prawda? Uwierzylibyście, że żyjemy w Matrixie, obserwowani prze Wielkiego Brata i nieustannie inwigilowani. Żyjemy w społeczeństwie, gdzie kamery na ulicach, w sklepach śledzą każdy nasz ruch. Możemy odtworzyć czas, miejsce i listę naszych zakupów, bo przecież najczęściej płacimy kartą. Logowanie się do internetu pozostawia milion śladów, linków, historię odwiedzanych stron. Piszemy setki sms-ów, e-maili, czatujemy ze znajomymi. Godzinami rozmawiamy przez telefon, a nawet, gdy go nie używamy, stale nosimy przy sobie... Szokujące? Ale przecież w większym, czy mniejszym stopniu o tym wiemy i bardziej lub mniej świadomie się na to zgadzamy... 






Nie wiedzieliśmy jednak jednego - "ktoś" zbiera i przechowuje te dane śledząc każdy nasz ruch i wiedząc o nas wszystko. "Ktoś" wie, o czym i z kim czatujemy, zna treść naszych e-maili, historię konta bankowego, nasze upodobania, treść rozmów telefonicznych, "ktoś" dawno rozszyfrował nasze kody i "naiwne" hasła bezpieczeństwa. "Ktoś" czyta nasze sms-y, może podłączyć się do kamery w naszym laptopie, a nawet użyć naszego "wyłączonego" telefonu do podsłuchu. I ten "Ktoś" może i wykorzystuje to! I nie jest to jakiś szalony haker, ale... PAŃSTWO! Skąd to wiemy? Od Edwarda Snowdena... Rok 2013 - jedna z najgłośniejszych afer związanych z administracją rządową USA. Młody, niewinnie wyglądający chłopak zdecydował się opowiedzieć światu, w jaki sposób NSA wie o nas wszystko, i to nie tylko o obywatelach Stanów Zjednoczonych, ale o każdym dowolnym człowieku na naszej planecie... Tysiące ścisłe tajnych dokumentów zostały ujawnione przez dziennikarzy "The Guardian" i "The Washington Post", za co zresztą obie gazety otrzymały Nagrodę Pulitzera. Informatorem był właśnie Snowden.



O Edwardzie Snowdenie słyszał już chyba każdy i już chyba wszystko. Dziesiątki wywiadów, analiz. Największe stacje telewizyjne i gazety tygodniami zajmowały się aferą podsłuchową. Śledziliśmy ucieczkę Snowdena do Rosji... Ale to tylko i aż interpretacje i domysły dziennikarzy szukających sensacji. Natomiast w maju światową premierę miała książka Glenna Greenwalda "Snowden. Nigdzie się nie ukryjesz", której autor jako pierwszy nawiązał kontakt z, wtedy jeszcze, anonimowym informatorem. Potem wraz z Laurą Poitras poleciał na spotkanie ze Snowdenem do Hongkongu, a po kilku dniach przesłuchań, nagrań, opracowań dostarczonych przez niego tajnych dokumentów, opublikował serię wstrząsających artykułów w "The Guardian". Książka jest przedstawieniem z pierwszej ręki  historii największego w dziejach skandalu podsłuchowego.



"Prawdziwą miarą wartości człowieka nie jest to, w co mówi, że wierzy, ale co robi w obranie swoich przekonań. (...) Nie chcę żyć w świecie, w którym nie ma prywatności ani wolności, w którym gasi się tę wyjątkową wartość internetu. (...) Świat robi się coraz gorszy. Na swoim stanowisku widziałem, że państwo, a szczególnie NSA, pracuje ręka w rękę z prywatnymi firmami technologicznymi, by uzyskać dostęp do komunikacji między ludźmi. (...) Zdałem sobie sprawę,ze budują system, którego celem jest eliminacja wszelkiej prywatności, globalnie. Tworzony, by NSA mogła gromadzić, przechowywać i analizować wszystkie przekazywane droga elektroniczną wiadomości".



Glenn Greenwald przedstawia kulisy całej afery, pierwsze maile od Cincinnatusa, bo taki pseudonim przyjął informator. Autor prowadzi nas przez zawiłą kwestię publikacji artykułów i walkę z czasem, kto pierwszy odważy się zaryzykować ujawnieniem prawdy. Nakreśla świat powiązań dziennikarzy z Białym Domem i próby wywierania presji. Wreszcie przedstawia prawdziwe oblicze Snowdena i motywy jego postępowania. Greenwald omawia również szereg dokumentów, wyjaśnia kontekst ich powstania i interpretuje tajne dane dotyczące inwigilacji zarówno Amerykanów, jak i mieszkańców innych państw, nawet sojuszników. Do pozyskiwania i przechowywania tylu danych NSA używa tajnych serwerów, satelitów, podwodnych kabli światłowodowych. Coraz częściej jednak korzysta z danych firm internetowych i telekomunikacyjnych oraz z osobistych komputerów...











Polecam książkę wszystkim tym, którym sprawa wolności i prywatności leży na sercu, a także tym, którzy naiwnie myślą, że jesteśmy bezpieczni...



źródło: David Miranda/Facebook




Kilka dni temu Glenn Greenwald i Luara Poitras znów spotkali się z Snowdenem, tym razem w Rosji, pierwszy raz od czasów nagrania w Hongkongu. O czym rozmawiali? Jeszcze nie wiadomo, nikt nie podsłuchiwał...









Anna M.



Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził, miej odwagę zabrać głos w dyskusji.
 Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)



eioba

1 komentarz:

Recent Posts