21 maja 2014

"Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę" Agnès Martin-Lugand






Diane jest szczęśliwa, mieszka w Paryżu, gdzie prowadzi kawiarnie literacką.... spełnienie marzeń. Mąż ją ubóstwia, wszędzie słychać śmiech córeczki. Przecież szczęśliwi ludzi czytają książki i piją kawę... Szczęście przerywa jedno wydarzenie, wypadek... Colin i Klara odchodzą na zawsze, a Diane przez rok nie jest w stanie wyjść z domu... Naciskana przez rodzinę i za radą przyjaciela (i tu niezastąpiony Feliks) postanawia wyjechać, uciec od bólu. Wybiera Irlandię, kraj, który jej mąż zawsze chciał zobaczyć. Wynajmuje dom na odludziu i zaszywa się przed światem, sobą i ludźmi. Nie na długo... Na plaży spotyka swojego nowego sąsiada Edwarda i od razu dochodzi do kłótni. I tak przez wiele tygodni... Edward zdaje się być gburem i odludkiem. Diane również nie chce mieć nic wspólnego z ludźmi. A do tego ciągle pada, a plaża jest jedynym miejscem, gdzie może się wypłakać... To również ulubione miejsce Edwarda... Czas wydaje się przemijać, jak deszcz nad irlandzką plażą.



Książka "Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę" tylko z pozory wydaje się być romansem. Poznajemy bowiem dwoje ludzi zranionych przez życie, którzy starają się mimo to żyć... Nie zawsze happy end w naszym tego słowa rozumieniu jest najlepszym wyjściem. Nie zawsze można o wszystkim zapomnieć, nie zawsze miłość przetrwa wszystko... Czasem trzeba wrócić do przeszłości, aby na nowo ją poukładać, czasem potrzeba na to dużo czasu..



Przyznaję, że czytając książkę przypomniała mi się inna opowieść i film jednocześnie. Myślę tu o "P.S. Kocham Cie!" Podobny motyw śmierci i poszukiwania ukojenia, wspólny dla obu zapach Irlandii, ten sam trudny wybór... Agnès Martin-Lugand pokazuje dramat dwojga ludzi, którzy, by zbudować coś nowego, muszą uporać się z przeszłością. To chyba nam się wydaje, że miłość leczy wszelkie rany... Niestety nic bardziej mylnego... Drugi człowiek nie może być lekarstwem na ból, który nosimy w sobie. To różne komedie romantyczne próbują nam wmówić, że wystarczy się zakochać i znikną wszystkie dotychczasowe problemy... Książka "Szczęśliwi ludzie..." na szczęście pokazuje świat takim, jakim on jest, nawet, gdy ostateczny wybór rani wiele osób... i chciałoby się krzyczeć "Nie, przecież nie tak to miało być!". Tylko, że tak w życiu często bywa, coś o tym wiem...


Książka ma raczej kiepskie recenzje u czytelników. Ok, romans. Ok, przewidywalny. Ok, nic odkrywczego. Miło jednak przeczytać coś, co nie wymaga co dwie kartki szukania w Wikipedii wyjaśnień... Zresztą po mojej ostatniej "przygodzie" z wampirami, wszystko wydaje się być literaturą z górnej, no dobra, średniej półki. Jak dla mnie przyjemna książka. Jeśli ktoś się skupia tylko na wątku romansu, to już jego problem. dla mnie o wiele ciekawsze było poznanie dramatu głównych bohaterów. Cóż, może po prostu zwyczajne życie i jego historie nie przemawiają do wybujałej wyobraźni większości czytelników?



Anna M.


Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził. Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)


3 komentarze:

  1. Ja tam lubię czasem sięgnąć po taką prostszą lekturę. Jeśli przeżycia bohaterów są autentyczne, a romans niesie za sobą coś więcej, nie mam nic przeciwko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również od czasu do czasu sięgam po zwykłe powieści, książki. Kocham czytać literaturę faktu, zwłaszcza reportaże wojenne, no i oczywiście biografie, ale po kilku takich książkach potrzebuję przerwy. Wtedy czytam coś nieskomplikowanego ;)

      Usuń
  2. Nie wiem czy się skuszę, ale może tak :)

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts