16 sierpnia 2014

"Ania z Avonlea" Lucy Maud Montgomery







Ania Shirley to moja najlepsza przyjaciółka! Wracam do niej zawsze, gdy jest mi smutno, kiedy potrzebuję porady, wsparcia, albo kiedy chcę porozmawiać z kimś od serca... Teraz bardzo jej potrzebuję, czytam, oglądam filmy, gotuję jej ulubione potrawy. Czyste szaleństwo!





Drugi tom opowieści o Ani jest moim ulubionym. Ania ma szesnaście lat i zostaje nauczycielką w rodzinnym Avonlea. Mieszka nadal na Zielonym Wzgórzu, przyjaźni się z Gilbertem, snuje plany na przyszłość. Jej romantyczne ideały zderzają się z prozą pracy w szkole. Ania Shirley jest doskonałą nauczycielką, ma wrodzony dar rozumienia dzieci. W czasach, gdy bicie dzieci było normą, Ania postanowiła z nimi rozmawiać. Czy da to zamierzone rezultaty? Nawet Gilbert jest sceptyczny względem nowinek pedagogicznych stosowanych przez drogą jego sercu przyjaciółkę.



"Zatrzymam go po lekcjach i przemówię doń łagodnie a stanowczo -
odpowiedziała Ania. - W każdej istocie tkwią zarodki  dobrego, trzeba tylko umieć je znaleźć. Obowiązkiem nauczyciela jest odszukać je i rozwinąć. (...) Dodatni wpływ na dziecko jest ważniejszy niż nauczenie go abecadła. 
- Ale pamiętaj, że inspektor egzaminuje je właśnie z abecadła i ty dostaniesz złą ocenę, jeśli klasa się nie opisze - protestowała Jane.
- Wolę, by uczniowie kochali mnie i po latach wspominali, że byłam im pomocą, niż żeby inspektor umieścił moje nazwisko na liście honorowej - upierała się Ania" (s.34)



Hmmm, piękny ideał, ale już pierwszego dnia sprawy się komplikują.  Dzieci są niegrzeczne, Ania bezsilna, świat nagle wpada w otchłań rozpaczy... Ania czuje, że jest beznadziejnym nauczycielem, nic nie idzie po jej myśli, a do domu wraca z płaczem. Skąd ja to znam... ;) To nie jest takie proste... Dzieci są cudne, a bycie nauczycielem to najlepsza rzecz pod słońcem, ale codzienność to często walka z wiatrakami. Godzina po godzinie poświęcasz czas i energię, a efekty widać często dopiero po latach.



"Po skończonych lekcjach i rozejściu się dzieci Ania znużona osunęła się na krzesło. Głowa ją bolała, czuła się zmęczona i zniechęcona. (...)
- No i jak ci się powiodło? - pytała Maryla niecierpliwie.
- Spytaj mnie o to za miesiąc, wtedy zdołam ci odpowiedzieć. Dzisiaj nie mogę - sama nie wiem. Czuję, że mąci mi się w głowie. Jedyne, czego jestem pewna, to to, że nauczyłam małego Wrighta, iż A jest A. Nigdy dotąd nie wiedział o tym". (s.44)


Podręczniki i programy, rady pedagogiczne, dyżury i tzw. "papierologia" - przez te wszystkie rzeczy trzeba przebrnąć, ale warto! Kilka razy już (a uczę od ośmiu lat) zdarzyło mi się zauważyć efekty mojej pracy. To wstrząsające doświadczenie i polecam każdemu zniechęconemu nauczycielowi. Nic nie może się mu równać, jest jak huragan, w jednej małej chwili widzisz, że to, co robisz ma sens, nawet gdyby to było tylko jedno nareszcie poprawnie napisane zdanie przez twojego ucznia... Trzeba tylko, albo aż, trochę cierpliwości i odwagi. Czasem jestem zmęczona i zrezygnowana, czasem tryskam energią i mogłabym góry przenosić, ale zawsze chcę, aby moje dzieciaki rozwijały się i poznawały świat. Dorosłość jest co prawda zupełnie inna nic moje dziecięce zabawy w panią nauczycielkę, ale jak mawia mój kolega: "co nas nie zabije, to nas wzmocni". Za to też kocham Anię Shirley. Z jednej strony jest odważna, mądra, odpowiedzialna i zawsze potrafi się znaleźć w trudnej sytuacji. Ma wrodzony instynkt pedagogiczny (wychowała trzy pary bliźniąt) i potrafi walczyć o każde dziecko (nawet o Antosia Pye). Z drugiej strony sama w duszy jest dzieckiem, nie boi się marzyć i kochać świat wyobraźni. Dla niej nie ma rzeczy niemożliwych do zrobienia, trzeba tylko znaleźć odpowiedni sposób....





"- (...) Pracowałaś ciężko cały ubiegły rok, ale miałaś też świetne rezultaty.
- O, niezupełnie. Często nie mogłam osiągnąć swego celu. Nie wszystko, co sobie postanowiłam, przystępując do pracy na jesieni, udało mi się przeprowadzić. Nie dorosłam do moich ideałów.
- To się niejednemu z nas zdarza - odpowiedziała pani Alllan z westchnieniem - ale wiesz przecież: "niski cel, nie zaś niepowodzenie jest przestępstwem". Musimy dążyć do ideału, choćbyśmy nigdy nie mieli go osiągnąć. Życie bez ideały byłoby marną wegetacją, z nim zaś jest piękne i wzniosłe. Wytrwaj przy swoim ideale, Aniu.
- Postaram się. Ale zarzuciłam już niejedną z moich teorii - odpowiedziała Ania z bladym uśmiechem. - Zabierając się do pracy nauczycielskiej, przygotowałam sobie najpiękniejszy ich zbiór. Lecz rozwiewały się jedna za drugą". (s.137)



A... i lubię jej poczucie humoru. W każdej sytuacji można znaleźć pozytywne strony. Nawet, gdy klasa jest niegrzeczna, dzieci doprowadzają do rozpaczy, a świat jest szary i ponury. Zdarzają się małe radości, każdy nauczyciel je ma: wystarczy, że ktoś nie przyjdzie do szkoły, odwołają radę, albo klasa wyjdzie na wycieczkę :)



"Pewnego listopadowego popołudnia, wracając ze szkoły do domu Ścieżką Brzóz, Ania znowu poczuła radość płynącą ze świadomości, że życie jest piękne. Przeżyła dziś miły dzień - w jej małym królestwie wszystko obyło się jak najpomyślniej. Arystokratyczne imię Saint-Claira Donnella nie dało powodu do żadnej bójki między nim a kolegami. Priscilla Rogerson, z buzią spuchnięta i skrzywioną od bólu zęba, nie miała ochoty kokietować swoich sąsiadów. Basi Shaw zdarzyło się tylko jedno nieszczęście - rozlała kubek wody na podłogę; Antoś Pye zaś wcale do szkoły nie przyszedł". (s.81)




Na koniec jeszcze jeden bliski memu sercu cytat z książki. Kiedyś chciałabym być taka nauczycielką, jak Ania Shirley... 






"Przez dwa lata pracowała poważnie i sumiennie, popełniając wiele omyłek, lecz ucząc się także dzięki nim. Otrzymała też nagrodę - nauczyła swoich uczniów niejednego, ale czuła, że oni nauczyli ją jeszcze więcej: łagodności, panowania nad sobą, znajomości dusz dziecięcych". (s.258)




Anna M.
Niestety nie Shirley....


P.S. Kończą się wakacje i pora rozpocząć nowy, całkiem nowy, rok szkolny. To będzie rok ciężkiej pracy, nauki i wielu zmian... Ale o tym napisze innym razem, kiedy wszystko ostatecznie się ułoży... Och, właśnie dlatego wróciłam do tej części powieści Lucy Maud Montgomery...







3 komentarze:

  1. Uwielbiam Anię. I tę książkową i tę filmową :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tę część;) Skończyłam na "Ani z Szumiących Topoli" i kolejne wciąż przede mną. osobiscie załuję, że zakochałam się w niej tak późno!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przed Tobą, ja wracam do Ani co jakiś czas. Teraz czytam "Anie ze Złotego Brzegu".

      Pozdrawiam :)

      Usuń

Recent Posts