10 sierpnia 2014

"Beztroskie jedzenie" Brian Wansink

Dlaczego jemy więcej, niżbyśmy chcieli?



Jestem uzależniona od trzech rzeczy: czekolady, kawy i książek... Tak, tak, smutne, ale prawdziwe. Słodycze odstawiłam (jak alkoholik), z kawą walczę (bez większego sukcesu), a z książek nie zamierzam rezygnować (jakieś nałogi trzeba mieć).




Problemy z nadwagą mam od... jakiejś drugiej klasy podstawówki. Dlatego doskonale rozumiem wszystkie dzieciaki, które są trochę "większe". Przeszłam przez cały terror szkolny: przezwiska, wyśmiewanie, horror lekcji wf-u, nudne i wielkie sukienki. Były też pozytywy: często grałam w piłkę jako bramkarz, bo...zasłaniałam całą bramkę? Jeśli ktoś twierdzi, że jest w stanie zrozumieć grubaska, a jest chudzielcem, nie wie, co mówi i nie powinien się wypowiadać! Ja wiem! 




Raz jest lepiej, a raz ważę zdecydowanie za dużo...  W czerwcu postanowiłam na dobre rozstać się z pizzą, colą i czekoladkami, bez ściemniania i oszukiwania. Jest ciężko, nie będę ukrywała, ale mam już minus 6 kg. Nie chodzi mi o wagę, jakoś nigdy nie miałam z tego powodu kompleksów, to duża zasługa mojej mamy, która zawsze powtarzała, że liczy się to, jaki mamy charakter i jacy jesteśmy, a nie ile ważymy. Bardziej zależy mi na zdrowiu i sprawności. Dieta i ćwiczenia działają, ale nadal życie bym oddała za kawałek pizzy lub kostkę czekolady. Ponoć od cukru trzeba się odzwyczajać przez trzy miesiące, o Boże! Przecież już  niedługo wrzesień, a dzieciaki zawsze mają jakieś łakocie, i jak ja mam spokojnie patrzeć jak pałaszują batoniki!?! Trzeba się uodpornić i pozytywnie zmotywować! Dlatego czytam dużo książek i oglądam programy o zdrowym jedzeniu. 



 "Beztroskie jedzenie" Brain Wansink




Kasia Bosacka, gospodyni programu "Wiesz, co jesz", tak o nim pisze:


"Profesor Brian Wansink, amerykański psycholog, wykładowca Cornell University, nazywany Sherlockiem Holmesem zachowań żywieniowych, znany jest z dziwnych eksperymentów, które przeprowadza na zwykłych zjadaczach chleba" (Kasia Bosacka: "Cudnie chudnie. Żegnaj, pulpecie" s. 54) 



Czytając książkę Briana Wansinka prawie na każdej stronie otwierałam oczy ze zdumienia. Już na pierwszej dowiadujemy się, że nie mamy zielonego pojęcia o przyczynach, które żądzą naszym jedzeniem. Jesteśmy totalnymi ignorantami i łudzimy się myśląc, że panujemy nad tym, co znajduje się na naszym talerzu. Przeraził mnie ogólny wniosek, oczywiście poparty setkami dziwacznych i śmiesznych eksperymentów, że jeśli damy ludziom dużo jedzenia, dużo zjedzą.



"Większość diet polega na wyrzeczeniach. Wyrzekamy się węglowodanów , tłuszczów, czerwonego mięsa, pizzy, śniadań, czekolady itd. Niestety diety głodowe są nieskuteczne z trzech powodów: Sprzeciwia im się nasze ciało, sprzeciwia im się nasz mózg, i sprzeciwia im się nasze otoczenie. Miliony lat ewolucji sprawiły, że nasze ciało jest zbyt sprytne, żeby dać się nabrać na żałosny podstęp typu <<zjem tylko sałatkę>>. (...) Jeżeli odmawiamy sobie czegoś raz po raz, najprawdopodobniej wkrótce będziemy tego coraz bardziej pragnąć. (...) Jeśli każdego dnia podejmujemy ponad dwieście decyzji dotyczących odżywiania, jest prawie niemożliwe, aby wszystkie zgadzały się z podręcznikami dietetyki" (s.24-27)



Codziennie jesteśmy bombardowani reklamami, zapachami, szybkimi przekąskami i pokusami. Częstują nas koleżanki w pracy, a na przyjęciu nie wypada odmówić ciasta gospodyni. Porcje stają się niepostrzeżenie coraz większe, dodatki są w cenie, mylą dietetyczne napisy na niedietetycznych łakociach. Jemy oczami, a nie żołądkiem, nie odkładamy talerza, kiedy zaspokoimy głód, ale kiedy jest pusty. Pochłaniamy kalorie nie myśląc o tym, bo rozmawiamy, bo oglądamy telewizje, spieszymy się... Profesor Wansink przekonuje nas, że nawet wielkość i kształt szklanki decydują o tym, ile soku wypijemy. Zastawy stołowe zwiększają objętość tak, że dzisiejsze talerze do zupy za czasów naszych babć byłyby wazami i miskami. Nasz mózg tego nie rejestruje. Jeśli mamy większy wybór jedzenia, więcej zjemy. Nawet marka ma znaczenie w przybieraniu na wadze, a nasze lenistwo sprawia, że coraz mniej gotujemy, a coraz więcej kupujemy dań "na wynos", podłych "gotowców"... Szczegóły i zabawne doświadczenia w książce :) Warto to przemyśleć i zweryfikować we własnym życiu. Ja tak zrobiłam!




Polecam książkę "Beztroskie jedzenie", dzięki niej dowiedziałam się, że moja kontrola nad jedzeniem jest tylko pozorna. Teraz świadomiej wybieram produkty w sklepie, nie jem na mieście, unikam półproduktów. Cieszę się zdrowym posiłkiem, wyrzuciłam wagę, a zaczęłam słuchać swojego organizmu. Już nie traktuję go, jak wroga, ale jak małe dziecko, które czasem nie wie, że coś mu szkodzi... Najpierw trzeba je wysłuchać, zrozumieć jego lęki i przyczyny, a potem wyjaśnić, że coś jest zwyczajnie niezdrowe, choćby nie wiem, co wmawiali inni.  A będą nasz przekonywać, że nie mamy racji i że się wygłupiamy... Już tego niejednokrotnie doświadczyłam...



Anna M.
P.S. No to wracam do racjonalnego odżywiania. Na dobre!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts