29 sierpnia 2014

"Chris o Poranku: Miłość, życie i karma Enchilady" Louis Chunovic






"Być może Joel Fleichman jest jedynym dyplomowanym lekarzem w małym miasteczku Cicely na Alasce, ale prawdziwym uzdrowicielem jest tam pewien, czasami nieco za bardzo włochaty miejscowy disc jockey i największy luzak w okolicy, niejaki Chris Stevens. Wiernym słuchaczom rozgłośni K-BEAR rozproszonym na całym obszarze okręgu Arrowhead na Alasce, facet ten znany jest jako Chris-o-Poranku".




Lata 90-te i ukochany serial "Przystanek Alaska". Przez lata nasiąkałam filozofią mieszkańców Cicely, patrzyłam na świat z ich dość oryginalnej perspektywy i odbywałam duchowe pielgrzymki za reniferem. Bliscy mi byli (i nadal są) wszyscy mieszkańcy tego małego miasteczka, ale bratnią duszą od zawsze i na zawsze jest Chris Stevens. Jego wolny duch i filozofia życia wpłynęły na moje postrzeganie siebie i innych, słuchając jego audycji w radiu odnalazłam własne "ja" i stworzyłam hierarchię moich priorytetów.  



"Chris potrafi zapędzić się o wiele dalej niż każdy z nas, ale potrafi też do nas wrócić, zawsze przynosząc ze sobą coś ciekawego".



Chris zawsze był wizjonerem, twórcą idei, tym, który nie bał się wprowadzać je w czyn. Nie można go do końca przeniknąć i zrozumieć. To artysta pochłonięty pasją, która dla przeciętnego widza może być mroczną destrukcją. Miłośnicy serialu z pewnością pamiętają jego pomysł wystrzelenia z katapulty fortepianu. Oglądając tylko ten jeden odcinek można uznać go za szaleńca, bluźniercę, ale ci, którzy znają Chrisa wiedzą, że to wyraz jego bezgranicznej miłości do muzyki. To książki i muzyka ukształtowały jego charakter i wyrwały z paszczy zła, by przez rożne koleje życia doprowadzić do spełnienia w sennym miasteczku na końcu świata. 









Dla Chrisa nie istniały rzeczy niemożliwe, rozmawiał z duchami Indian, a pocałunek Meggie przywrócił mu utracony głos. Był lokalnym playboyem, filozofem, doradczą, szamanem, a gdy trzeba było również pastorem (po korespondencyjnym kursie). Wierzył, że sny są pocztówkami wysyłanymi przez naszą podświadomość, a świat składa się z tego materialnego i duchowego, z tym, że ten duchowy jest rzeczywistym. Chris znał życie, jak nikt inny, doświadczył opuszczenia, biedy, lęku o życie i pustki istnienia. Chodził po granicach  rzeczywistości i snu. Mieszkał nago w jaskini gdzieś w Meksyku, zaczytywał się w książkach, poszukiwał siebie. Zrozumiał, że wolność jest zadaniem na całe życie, gdy odsiadywał wyrok za kradzież samochodu. Niepokorny outsider... Gdy znalazł odpowiedź na pytanie o sens życia, postanowił nie marnować ani jednej chwili więcej niż to, co już stracił. 



"<<W połowie tej podróży zwanej życiem znalazłem się w ciemnym lesie zagubiony na bezludziu. Boże, jakże trudno jest wyjść z tego dzikiego, gęstego i niebezpiecznego lasu, na samą myśl o którym ciągle nadstawiałem uszu. Jest to tak gorzki orzech do zgryzienia, że nawet śmierć nie wydaje się być dużo gorsza>> To z Dantego, który również ciężko przeżywał kryzys wieku średniego. I pomyśleć, że było to w XIV weku, a 600 lat później ciągle musimy przez to przechodzić. To właśnie w połowie naszego ziemskiego żywota, naszego continuum, gdy nasze życie jest w delikatnej i bardzo kruchej równowadze i gdy oglądając się za siebie widzimy, jak daleko zaszliśmy, wtedy dochodzi do nas, że nasza przeszłość nie jest jakimś tam śladem w gęstej kniei, ale jaśnieje niczym ogromny ocean, a na niej niczym maleńkie punkciki, jak małe okręty unoszą się nasze przeżycia zupełnie czasem pochłaniane prze to ogromne morze. <<Nel mezzo del cammin di nostra vita mi retrovai per una selva oscura che la dirritta via era smarita>>. Wznoszę toast na cześć mego kryzysu wieku średniego, przezywanego gdy miałem zaledwie lat 22, owego pamiętnego roku. Morze zapomnienia, niepowodzeń i zupełnego zaślepienia. jak by na to nie patrzeć, moi grodzy przyjaciele, to był najlepszy stracony rok mego życia".




Ciekawość była dla Chrisa pierwszym stopniem do piekła, ale nie mógł się powstrzymać przed uczynieniem tego kroku. Za wiedzę trzeba płacić. To błogosławieństwo i przekleństwo człowieka. W jednej chwili można wszystko stracić, bo dzikość ludzkiej natury pcha nas ku nieznanemu. Twierdził, że czasem musi zrobić coś złego, aby poczuć, że żyje. Pewne rzeczy trzeba zostawić w spokoju, nie powinny być osądzane, ponieważ nie posiadamy ich, lecz jesteśmy tylko małą częścią wszechświata.





kultowa scena z fortepianem




Chris, dzięki za wszystko... Mam nadzieję, że nadal tworzysz, piszesz... Gdy pójdę spać, będziesz siedział w radiu i czytał tym, którzy patrzą nocną w niebo w poszukiwaniu swojej gwiazdy północnej. Wiem, że jutro obudzi mnie Twój głos...



"Znacie mnie wszyscy. Zawsze byłem studentem tego życia, nigdy nauczycielem. Raczej gąbką, niż fontanną. (...)  Jest 6:15 rano. Temperatura 48 stopni Fahrenheita w miasteczku Cicely na Alasce, która znajduje się na północnoamerykańskim kontynencie, na planecie zwanej Ziemią. Tu mówi wasz Chris-o-Poranku z rozgłośni KBHR".



Anna M.






1 komentarz:

  1. Witam. Jeśli masz ochotę zmienić lub odświeżyć szatę graficzną bloga nie czekaj i zajrzyj tutaj: https://www.facebook.com/wystrojbloga?ref=hl
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts