4 sierpnia 2014

"Dom złudzeń. Iga" Iwona J. Walczak




Cudowna, ciepła, sentymentalna i do bólu prawdziwa - taka jest najnowsza powieść Iwony Walczak. Już po pierwszych dwudziestu stronach wiedziałam, że nie odłożę jej dopóki nie skończę czytać. I tak też się stało, cały dzień i całą noc. Ale nie żałuję, bo cofnęłam się w czasie i przestrzeni. I to było miłe doświadczenie. Ciepłe, burzowe popołudnie, kawa, lody (ale cisza, nikomu proszę nie mówić, bo jestem na diecie) i książka, a potem kolejna burza i ciepły deszczowy wieczór... Zupełnie się zatraciłam, co rzadko mi się zdarza czytając beletrystykę. 



Dom złudzeń to opowieść o silnej kobiecie i jej życiu pełnym dramatów, groteski, ale i ciepła przyjaźni i melancholii wspomnień. Polubiłam Igę, bo jest prawdziwa, nawet gdy jest bajecznie bogata, po buty lata do Paryża, weekendy spędza na plażach coraz to odleglejszych krajów. Byle dalej od domu, męża i wiejskiej nudy. Iga jest prawdziwa, bo pod drogimi i luksusowymi ciuchami kryje się zraniona kobieta. Jak mawiała Marilyn Monroe: "Pieniądze szczęścia nie dają, dają je dopiero zakupy". To była dewiza naszej bohaterki, bo cóż innego robić, gdy dwa małżeństwa okazały się porażką, kochanek nie chce się rozwieść, przyjaciółka ma własne zmartwienia. A gdyby los zakpił z niej jeszcze jeden raz? co Iga zrobi, gdy skończą się pieniądze, a do drzwi firmy zapukają komornik i wierzyciele? Czy straci Dom Złudzeń, rodzinną posiadłość, gdzie wszędzie da się odczuć obecność ukochanego dziadka? Czy ten dom jest wszystkim, co w życiu ma? Czy nie pora iść dalej i zostawić bolesną przeszłość za sobą?


"Igo, żyj swoim życiem, nie masz się czegoś bać. Ze wszystkim dasz sobie radę, ja w to wierzę". (s. 78)



Pokochałam "Dom złudzeń" za niesamowita atmosferę wsi, wraz ze zmieniającymi się porami roku, żniwami, przyjazdami i odjazdami, narodzinami i chorobami. To czas mierzony plonami ziemi.  Prawdziwa saga rodzinna. Czasem cofamy się do przeszłości, to znów pędzimy za współczesnymi wiadomościami z gazet i telewizji, które każdy z nas, czytelników, sam przeżywał. A do tego wielkopolskie krajobrazy, Pobiedziska, Poznań. I coś jeszcze bardziej intymnego - odnalazłam w tej książce przepis na moją ukochaną potrawę, czyli schab w śmietanie zasypany zupą cebulową. Są również "Cudowne lata" i Kevin Arnold, mój jedyny przyjaciel z dzieciństwa... Córka Igi, Ola, to maniaczka biegania, przygotowuje się nawet do IronMana na Hawajach... Zaczęłam jej kibicować! A poczucie humoru małego Stasia (synka Igi) niejednokrotnie doprowadzało mnie do śmiechu. Malec ma nadzwyczajny dar ripostowania mądrości dorosłych:


 "Mamo, to jak ty chcesz wyjść z dna? Musisz się wreszcie oduczyć paniki!"



Doprawdy czytałam z sentymentem... I nie tylko czytałam, wieczorem pobiegłam do sklepu i kupiłam schab i śmietanę... Przypomniały mi się tajemnicze historie z mojego dzieciństwa. I jeszcze coś bardzo osobistego. Iga musiała się zmienić, wydorośleć, zacząć żyć odpowiedzialnie, zamiast biegać ze wszystkim do przyjaciółki i na siłę szukać romantycznej miłości swojego życia... Robiąc sobie kolejną kawę nagle poczułam się silną i samodzielną kobietą. Nie poddaję się przeciwnościom, od kilkunastu lat mieszkam sama, od kilku żyję na własny rachunek, sama maluję ściany, płacę rachunki, jem to, co kupię za własnoręcznie zarobione pieniądze. To moje życie, z którego mogę być dumna... Pokazała mi to Iga i jej siła walki o siebie i przyszłość... Usiadłam na chwilę z kubkiem kawy w ręku, otworzyłam szeroko okno i popatrzyłam w noc, która nagle okazała się nie tak czarna i beznadziejna, jak do tej pory myślałam...


"Z życiem jest jak z biblioteką z książkami. Są dzieła do przeczytania i są tez te przeczytane. Do tych drugich czasem się wraca, by sobie przypomnieć bądź by się znów nimi zachwycić. Niech wracają do mnie wszystkie moje życiowe karty, nie chce niczego skreślić, odstawić na bok. Nie chcę i już". (s. 398) 








Dołączam się do dedykacji Autorki i życzę Wam wielu miłych chwil z książką!
POLECAM

Anna M.

moja ocena 5+ / 6





 Za egzemplarz książki i niesamowitą przygodę podczas lektury dziękuję Autorce,
Pani Iwonie Walczak, oraz Wydawnictwu Replika









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts