27 października 2014

Filmy, które ostatnio mną wstrząsnęły...




Książki to nie wszystko, o nie... naprawdę to napisałam? Trudno! Prawda jest taka, że lubię też oglądać filmy. Ale uwaga, nie znoszę płytkiego, plastikowego kina, jakie serwuje nam tzw. komercyjna telewizja. Oczywiście można znaleźć w niej coś godnego uwagi, ale zazwyczaj późno w nocy w paśmie najmniej atrakcyjnym dla reklamodawców i szerokiej publiczności. Często zatem oglądam filmy na DVD, polecone i  pożyczone przez znajomych lub dostępne legalnie w sieci. Unikam wtedy koszmarnych reklam, bo niby dlaczego mam być dwadzieścia razy podczas seansu nakłaniana do kupienia kremu na hemoroidy? Czar pryska...


W miniony weekend zaplanowałam sobie dwa filmy na dwa wieczory. Wybór był trudny, bo w kolejce czeka wiele ambitnych tytułów. Zdecydowałam się na francuski dramat "Jeux d'enfants" i coś z kina amerykańskiego, czyli "Dakota Skye".



"Jeux d'enfants" 


"Cap ou pas cap?" Grasz czy nie grasz?

Film opowiada historię dwójki dzieci, które próbując uciec od codziennych problemów wymyślają zabawę w stawianie sobie wyzwań. Początkowo łączy ich tylko jedno - metalowe pudełko z karuzelą. Sophie i Julien zaczynają zatem dziecięcą grę, która na zawsze określa ich życie. Zasada jest śmiesznie prosta - ten kto ma pudełko wydaje rozkazy, a druga osoba musi wykonywać polecenia, aż przejmie pudełko. Początkowo są to niewinne psoty jak zdenerwowanie nauczycielki czy ściągnięcie jedzenia na podłogę. Z czasem wyzwania stają się coraz bardziej wymagające, odważne i bezczelne.  Sophie i Julien stają się przyjaciółmi, snują plany na przyszłość, układają sobie życie, a nawet zakładają własne rodziny, ale dziecięca gra nie ma końca. Niewiele osób potrafi ich zrozumieć, nikt nie zna powodów, dla których rozpoczęli tą destrukcyjną zabawę i nikt nie może zrozumieć, dlaczego nie chcą jej zakończyć. Sami gracze mylą rzeczywistość z grą, niebezpiecznie bawią się własnymi uczuciami i z czasem  niszczą siebie nawzajem. Ale cokolwiek by się działo, wyzwanie pozostaje wyzwaniem i nawet dziesięć lat rozłąki nie jest w stanie tego zmienić. Kiedy pojawia się pudełko, trzeba podnieść rzuconą rękawicę.


Film trochę podobny w konwencji do "Amelii", daje dużo do myślenia, ponieważ pokazuje wzajemne przenikanie się przyjaźni, miłości, destrukcji i pasji. Nie jest to naiwna komedia, trudno nazwać też dramatem... Zakochałam się w tym małym, kolorowym pudełku z karuzelą i nie potrafiłam odmówić sobie przyjemności śledzenia kolejnych zmagań bohaterów wiedząc przecież, że zmierzają do katastrofy. Nic nie jest pewne, życie nie jest kolorową, dziecięcą bajką, a "na zawsze" trwa trochę długo. Kiedy zapominasz o ideałach młodości, szara i ponura rzeczywistość zaczyna przytłaczać. Masz wszystko: rodzinę, dom, pieniądze, robisz karierę, ale w środku jesteś pusty. Nie ma tej jednej osoby, która może cię zrozumieć. Mijają lata i kiedy wszyscy każą ci się pogodzić z nieuniknionym losem, pojawia się znów małe, kolorowe pudełko z dziecięcych zabaw... i gra rozpoczyna się od nowa....  










 
Kolejny film, chyba jeszcze bardziej zmuszający do myślenia to "Dakota Skye".  



Tytułowa bohaterka to znudzona życiem nastolatka z jakiejś zapomnianej przez wszystkich miejscowości pośrodku gorących stepów Ameryki. Jej codzienność jest nijaka, na niczym i na nikim jej nie zależy. Pogodziła się ze swoją beznadziejną przyszłością. O niczym nie marzy, źle się uczy, nie chce iść na studia, nie dba o relacje z innymi, ma koleżanki tylko dlatego, że tak wypada. Każdy kolejny dzień jest kłamstwem. Dlaczego? Otóż Dakota ma niezwykły dar - wie kiedy ludzie kłamią. Słyszy bowiem ich prawdziwe słowa i myśli. Dziewczyna nikomu o tym nie mówi, bo dawno przywykła do tego, że prawda nie istnieje. Kłamią wszyscy i wszędzie, nauczyciele w szkole, mama w domu, chłopak, koleżanki, książki. Nie warto zatem zadawać sobie trudu, aby być dobrym. Dakota marzy tylko o jednym, aby raz ktoś był z nią szczery. Pewnego dnia przyjeżdża  Jonah, dawny kolega jej chłopaka. Świat się zmienia, pierwszy raz dziewczyna nie wie, co ma myśleć, bo Jonah... nie kłamie. Chłopak zaczyna intrygować Dakotę, wyrywa ja z ponurej monotonności kłamstw, bo w odróżnieniu od wszystkich zawsze mówi to, co myśli, nawet najbrutalniejsza prawdę. Nastolatka powoli zaczyna odzyskiwać wiarę w świat, znów zaczyna się śmiać, ale czy potrafi zaufać komuś? Skąd ma wiedzieć, że on nie kłamie? Czym jest prawda?



 

Film daje do myślenia, nie tylko w kwestii kłamstw. Tak na marginesie, według najnowszych badań Instytutu Psychologii PAN kłamiemy w co czwartej rozmowie... Zastanawiające, że wierzymy innym, sami okłamując ludzi... Tak sobie od wczoraj myślę o Dakocie. A gdybym to ja była na jej miejscu? Gdybym znała myśli i intencje ludzi? Czy miałabym siłę ciągle szukać prawdy i ufać innym? Czy znalazłabym mojego Jonah, który pokazałby mi, że prawda istnieje? Nie wiem, póki co, żyję w świecie, gdzie nawet przyjaciele się okłamują... I coraz mi trudniej wierzyć, że można być szczerym i prawdziwym.











POLECAM    :)

Anna M.
eioba

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recent Posts