2 października 2014

"Kosogłos" Suzanne Collins




"Kiedy jesteście na arenie, reszta świata staje się niezwykle odległa(...) Wszyscy ludzie, których kochaliście lub na których wam zależało niemal przestają istnieć. Różowe niebo i potwory z dżungli, i trybuci pragnąc waszej krwi stają się waszą ostateczną rzeczywistością, jedynym, co kiedykolwiek się liczyło. Choć to sprawia, że czujecie się bardzo źle, musicie zabijać, bo na arenie chcecie tylko jednego. A to bardzo kosztowne. 
- Odbiera życie - mówi Caesar.
- Och nie. To odbiera zdecydowanie więcej niż życie. Mordowanie niewinnych ludzi? - mówi Peeta - Odbiera wszystko to, czym jesteś".






Ostatni tom "Igrzysk Śmierci" jest zaskakujący. Nagle role się odwracają, teraz to rebelianci brutalnie atakują stolicę, a Kapitol dzielnie się broni. Totalitarne rządy prezydenta Snowa chylą się ku upadkowi. Wystarczyła jedna iskra, aby wzniecić pożar, jeden śpiew Kosogłosa, by wszystkie ptaki zapragnęły opuścić swoje klatki. Ale wolność ma swoją cenę - śmierć niewinnych. Gdy ofiara staje się katem, a świat pogrąża się w bratobójczej wojnie, trudno też odnaleźć dawne ideały. Czy racje ma Peeta pragnący pokoju, mimo, że okrutnie torturowany przez ludzi Panem? Czy może należy słuchać Gale'a, w którego oczach coraz częściej widać nienawiść i ogień zemsty?






"- Katniss, co za różnica czy zmiażdżyliśmy wroga w kopalni, czy zestrzeliliśmy go z nieba jedną ze strzał Beetee'ego? Rezultat jest ten sam.
- Ale ten rodzaj myślenia... mógłbyś w ten sposób wytłumaczyć zabicie kogokolwiek o dowolnej porze. Mógłbyś usprawiedliwić wysyłanie dzieci na Głodowe Igrzyska, by utrzymać dystrykty w ryzach".



Jak już wcześniej pisałam, wizja świata przedstawiona przez Suzanne Collins jest przerażająca, ale nie nierealna. Przecież i w naszych czasach wywołuje się brutalne wojny w imię pokoju? I dziś wojska wkraczają na teren innego państwa w celu rzekomej ochrony jego obywateli przed innymi jego obywatelami. A jeśli ktoś się łudzi że ten oficjalny powód jest prawdziwy, to jest jak Katniss, rozdarty między ideałami a rzeczywistością.  Nie, nie można zabijać w imię pokoju, nie wolno nam prowadzić świętych wojen, sprawiedliwych mordów czy wykonywać kar śmierci. Bo w czym będziemy się różnili od mordercy? Motywacją? Cel nie uświęca środków. Nasze demokratyczne społeczeństwa często myślą totalitarnie. Podsłuchują i inwigilują swoich obywateli, zabierają część zapracowanych przez obywateli pieniędzy, wysyłają młodzież na wojnę, zmykają oczy na łamanie praw człowieka tak długo, jak jest to korzystne dla ich interesów. A potem oburzamy się gdy prawda ujrzy światło dzienne, już dłużej nie jest wskazane milczeć. Dlaczego? Czy przejmujemy się losem tych ludzi? Nie, ale upieranie się przy swoim naraziłoby nasz wizerunek. A to przecież nieopłacalne... Może i jeszcze nie organizujemy Igrzysk Śmierci, ale już dawno podzieliliśmy sobie świat na "dystrykty", z których bogate społeczeństwa czerpią zyski. W zamian za bawełnę, kawę czy inne towary luksusowe, rzucimy im czasem kawałek starego chleba, albo jakąś szczepionkę w fazie eksperymentów na ludziach. Wszystko dzieje się w światłach kamer, bo nawet wojna a dziś "wysoką oglądalność".


"Patrzę na pułapki zaprojektowane na podstawie sideł Gale'a. Takie, które wykorzystują ludzkie emocje. Pierwsza bomba zabija ofiary. Druga, ratowników. Przypominam sobie słowa Gale'a: <<Beetee i ja stosujemy ten sam podręcznik, z którego korzystał prezydent Snow, kiedy zawładnął Peetą>>.
- Moim błędem - mówi Snow - było zbyt wolne odczytanie planu Coin. (...) Ja nie przyglądałem się Coin. Przyglądałem się Tobie, Kosogłosie. A ty przyglądałaś się mnie. Boję się, że z obojga z nas zrobiono głupców. (...) Och moja droga panno Everdeen. Myślałem, że zgodziliśmy się nie okłamywać się nawzajem".



A zatem miejmy otwarte oczy, dobro i zło nie są biało - czarne. Starożytny Rzym, zatraciwszy swoje ideały, chyląc się ku upadkowi krzyczał: "Panem et circenses" (chleba i igrzysk). Dziś ten sam rak zaczyna toczyć nasze serca...




Co zrobi Katniss? Kogo wybierze? Kim będzie i w imię czego będzie walczyć? 
  "I niech los zawsze wam sprzyja"

Nie ma prostych odpowiedzi...



Anna M.















5 komentarzy:

  1. Cieszę się, że ta seria jeszce przede mną

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja aż tak daleko nie poszłabym w interpretacji. Jakoś nie widzę, nie dostrzegam, żeby świat był podzielony na dystrykty. Niemniej jednak uważam, że taka przyszłość jest realna.
    Wybuchnie wojna, albo inny kataklizm. Gdy wybuchnie Yellowstone (co jest realne, wystarczy przeczytać "Krótką historię prawie wszystkiego") zapewne zniszczy połowę powierzchni Stanów. I wtedy powstanie coś na kształt Panem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na świecie głoduje 870 mln osób. To więcej niż mieszka w całej Europie. Sprowadzamy z biedniejszych krajów za bezcen bawełnę, owoce, kawę, a np. 60% mieszkańców Republiki Konga umiera z głodu. Za zabranie banana z plantacji, na której się pracuje grozi obcięcie ręki, a u nas wyrzuca się jedzenie... Na bogatym Zachodzie robimy sobie dla kaprysu operacje plastyczne, a na świecie co 6 sekund umiera dziecko, bo nie możemy mu zapewnić podstawowej opieki zdrowotnej. Obrzucamy się pomidorami dla zabawy, podczas, gdy większość naszej planety żyje w ubóstwie. W Chinach ludzie pracują za jednego dolara po to, by nas było stać na kolejny telewizor z plazmą... Wmawiamy im, że tak musi być, że mają się cieszyć, że pracują, zamiast uczciwie płacić za to, co zrobili... Ubieramy się w markowe ciuchy nie zwracając uwagi, jak bardzo się przyczyniliśmy do wyzysku innych... Potrafimy zapłacić bilet do kina na film, w którym tylko się zabijają. Nie robi to na nas już wrażenia, potrafimy jeść przy tym popcorn i chipsy... Agencje prasowe prześcigają się w publikowaniu obrazów śmierci z wojny... Żyjemy w świecie, gdzie słupek oglądalności decyduje o tym, co wmawia nam się jako "kulturę", czyli "Trudne sprawy", jakie buty założyła jakaś celebrytka, kto kogo zdradził, jak ktoś zaśpiewał. O prawdziwym świecie jest niewygodnie słuchać... Nie dostrzegasz różnic?


      "Ludzie nie głodują dlatego, że na świecie nie ma żywności. Jest jej pełno, w nadmiarze. Ale między tymi, którzy chcą jeść, a pełnymi magazynami stoi wysoka przeszkoda: gra polityczna.(...) Jesteśmy w świecie, w którym człowiek, czołgając się, próbuje wygrzebać z błota kilka ziaren zboża, żeby przeżyć do następnego dnia.” Ryszard Kapuściński „Heban”

      Usuń
    2. Jestem tego świadoma. Jestem świadoma, że bardziej opłaca się wyrzucić pieczywo, niż oddać do jadłodajni dla bezdomnych, o czym się przekonał jeden polski piekarz. Że w Europie i Ameryce wyrzuca się miliardy ton jedzenia. 1/3 produkowanej żywności się marnuje i 1/3 ludności na świecie głoduje (W Polsce około 7 mln ton). Paradoks, co? I dlatego uważam, że jesteśmy o krok od świata opisanego przez Suzanne Collins.

      Od tego opisywanego w "451° Fahrenheita" też. Może jeszcze nie ma "ścian" w naszych domach, ale niektórzy mają po kilka telewizorów i karmią się papką w stylu "Trudne sprawy".
      Główny bohater” 451° Fahrenheita” miał w domu 3 ściany, a jego żona marzyła o czwartej. miał 3 ściany, a jego żona marzyła o czwartej.

      Wiesz, zastanawiam się, czy iść do kina na "Kosogłos". Nie mam ochoty patrzeć na śmierć ulubionych bohaterów.

      Usuń
    3. Zaczęłam wczoraj czytać "451° Fahrenheita" i nie mogłam się oderwać...

      Ja pewnie pójdę na "Kosogłosa". Nie martw się, to tylko pierwsza część. Chcą zarobić więcej pieniędzy... I jak znam życie to film skończy się w momencie ich wyprawy na Kapitol, jak zjawia się Peeta... a może nawet wcześniej, gdy Peeta chce zabić... Ups, więcej nie będę zdradzała tym, co jeszcze nie czytali... Ostania część ma być podobno dopiero za rok...

      Usuń

Recent Posts